Jump to content
Dogomania

Evodish

Members
  • Posts

    159
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Evodish

  1. Ja oglądam czasami, tak żeby poćwiczyć trochę wyłapywanie CSów i umiejętność trafnego stawiania diagnozy :) Szkoda tylko psiaków, bo faktycznie - ten przy misce tak wyraźnie mówił "daj mi spokój" że aż żal było patrzeć..Panbazyl ma rację - nawet gdyby zaakceptować taki typ szkolenia, to powinno się ono skończyć gdy zwierzę przestało grozić przy misce, a nie dalej je dręczyć. Najpierw trąca go ręką żeby ukarać, a później się dziwi, że gdy ta sama ręka się zbliża do jego głowy minutę później to kończy się to ugryzieniem..? Mnie martwi fakt, że w aż tylu ludziach siedzi jeszcze problem z poczuciem własnej wartości. Bo owszem, są osoby które naprawdę wierzą że te metody są lepsze od innych, albo - ze względu na brak efektów użytych przy innych metodach - skłaniają się ku Millanowi jako "ostatniej desce ratunku" nie widząc w tym zagrożenia. Takie osoby mogę zrozumieć, oni wymagają po prostu uświadomienia. Ale są też ludzie, i wcale nie jest ich mało, którzy stosują metody siłowe bo daje władzę, taką fizyczną przewagę nad drugim zwierzęciem. Bo to żadna przecież satysfakcja współpracować z psem - ale już ujarzmić go własnymi rękami, pokonać fizycznie zęby i ostre pazury drapieżnika, wygrać siłowo ze zwierzęciem które z nami walczy, pokazać kto tu rządzi! Jakże to podbudowuje ego, szczególnie męskie! Doprawdy, żałosne.
  2. Kateczka - mówisz o tym? [URL="http://www.hissteria.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=97%3Amy-journey-beyond-whispering&catid=37%3Apierwsze-kroki&Itemid=49"]http://www.hissteria.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=97%3Amy-journey-beyond-whispering&catid=37%3Apierwsze-kroki&Itemid=49[/URL] Ciekawe, że jakoś o takich przypadkach telewizja nie wspomina..
  3. W Polsce jest tak samo.. Niestety - duża część osób które się zgłaszają do szkoleniowców jako pierwszy warunek mają postawione "więcej spacerów" - naszym rodakom też bardzo często zdarza się wyprowadzać psa raz na tydzień "bo przecież biega po ogródku" :angryy:
  4. Emirna - zapraszam z pupilką w sobotę na wspólny spacer jak jesteś zdecydowana. Wprawdzie to jest kawałek, bo spacerujemy na ogół półtorej do dwóch godzin..ale jak to "wilczyca" to damy radę :) Zresztą, już mieliśmy kiedyś sunię wilczaka na spacerku, w podobnym wieku - była przeurocza i spokojnie dała radę :) Tym razem widzimy się we Wiórku pod Poznaniem, będzie trochę sympatycznych psiaków więc zapraszamy serdecznie. Więcej info jest na stronie i w wydarzeniu na facebooku (linki są w podpisie). Takie spacery są co dwa tygodnie, więc jakbyście się nudzili, to zaglądajcie! Pozostałe osoby też zapraszam - jak nie możecie teraz, to wpadajcie jak tylko będzie możliwość :)
  5. Jeśli to ciąża urojona, to każda Twoja czułość pogłębia problem. W przypadku takich zaburzeń konieczny jest raczej chłód, a nie ciepłe uczucia które tylko go wzmacniają. Zabierz jej piłkę i schowaj, gdy nie będzie tego widziała, zabieraj na długie spacery, ogranicz jedzenie do minimalnej dawki. Legowisko "oczyszczaj" z wszystkich znalezionych tam zabawek.Zmęcz ją, niech będzie aktywna. Nie pozwól na lizanie sutków.Wtedy powinno się to trochę unormować. Natomiast jeszcze jedna ważna sprawa - jeśli to rzeczywiście to, pamiętaj wspomnieć o tym lekarzowi weterynarii przed operacją. Suka w trakcie laktacji, nawet drobnej, ma strasznie ukrwioną listwę mleczną i okolice, cięcie w tym miejscu może łatwo doprowadzić nawet do wykrwawienia.. Chirurg musi o tym wiedzieć, nim zostanie podana narkoza a najlepiej kilka dni wcześniej (być może będą konieczne dodatkowe badania lub podanie blokerów produkcji prolaktyny
  6. Moim zdaniem świetny pomysł - pies je dużo wolniej (ważne w przypadku psów łapczywychi dużych ras ze skłonnością do skrętu żołądka), napracuje się trochę i ma frajdę - super sprawa. Jedno, co mnie martwi, to zjadanie z ziemi - żeby czasem nie było, że psiak nauczy się że wszystko, co leży w trawie można (i warto) pożreć, żeby nie było generalizacji..Także to raczej zabawka dla zwierzaków, które nie szperają po ziemi zjadając każdy znaleziony śmieć, bo wtedy możemy pogłębić problem. Natomiast ogólnie uważam, że naprawdę znakomita idea.
  7. [quote name='pienikoira'] Myślę, że początkowe przejawy agresji w stosunku do Cesara to walka psa o przywództwo w dwuosobowym stadzie Cesar-pies[/quote] Nie, to po prostu pokazywanie kto jest silniejszy i jakie są konsekwencje nieposłuszeństwa. Nikt jeszcze nie udowodnił, że pies tworzy z człowiekiem stado - a wiele temu przeczy. Ciekawe, czy jakby superniania lała dzieci za nieposłuszeństwo, to też by ją tak chwalono za budowanie autorytetu u podopiecznych :) [/quote]No bo niby dlaczego pies miałby od razu zaakceptować jakiegoś obcego faceta, którego widzi na oczy pierwszy raz w życiu, jako przywódce? [/quote] Bo jest godny zaufania? Ja nie biję psów osób, które się do mnie zgłaszają, i nie mam problemów z "przywództwem" - czyli z egzekwowaniem wydanych poleceń. Tylko, w przeciwieństwem do Millana - mi psy po szkoleniu ufają.. [quote]Mnie też smieszył bełkot o energii kiedy słyszałam to siedząc na koniu! ale wierzcie mi to serio działa[/quote] Działa nastawienie, dobry nastrój - ton głosu, sposób poruszania się i wykonywania gestów, tempo pracy, postawa ciała, podejście do konia czy psa a w przypadku psów również mimika twarzy i sposób spojrzenia, bo na to też reagują. Nie przesyłana energia, bo taka nie istnieje. [quote]Tam stosuje się metody naturalne właśnie a'la Millan[/quote] Millan nie stosuje metod naturalnych - żaden pies nie pracuje tak, jak Millan, więc jego metody są tak samo sztuczne jak każde inne. Wystarczy przypiąć psa na smycz i już masz z głowy "metody naturalne". To już szybciej "naturalsem" nazwałbym pracę Turid Rugaas. Tak powinien wyglądać kontakt przewodnika ze zwierzęciem: [URL]http://www.youtube.com/watch?v=_2erlljh0cg[/URL] [quote]u nas wojskowy dryll, tresura, w przypadku koni bat i ostrogi[/quote] W paru stajniach byłem, na kilku koniach siedziałem.. i gdybym choć spróbował założyć ostrogi, to bym nimi dostał po dupie zaraz po tym jakbym otrzymał nakaz "wylotu" ze stajni. Ostrogi stosują jeszcze chyba tylko niektórzy sportowcy i osoby z trudnymi zwierzakami, ewentualnie barany bez żadnej wiedzy na temat układania konia.. A co do szkolenia psa - typowy wojskowy dryl dzisiaj znika już nawet ze szkoleń obi. [quote]Podoba mi się jego podejście i dążenie do zrozumienia psychiki i tego co stara nam się przekazać nasz czworonog, a nie zmuszania go do zrobienia czegoś na siłę, ponieważ my tak chcemy.[/QUOTE] To chyba niezbyt uważnie oglądasz..Cesar nie zauważa lub źle interpretuje połowę sygnałów, które wysyłają psy, jeszcze niedawno nie umiał odróżnić psa agresywnego od lękliwego. Gdzie tu zrozumienie psychiki zwierzęcia..? A jeśli podwieszanie psa na smyczy żeby przestał robić to, co akurat robi nie jest zmuszaniem go do czegokolwiek, to chyba jeszcze raz muszę przejrzeć słownik w poszukiwaniu hasła "wymuszenie" :eviltong:
  8. [quote name='Mada95'].Nie wiem co robic:placz:[/QUOTE] Wezwać specjalistę od psiego zachowania, wytłumaczy Ci w jaki sposób pracować z psem. To jest trudny problem, a jego rozwiązanie jest bardzo kompleksowe - tutaj potrzebne jest odpowiednie zbudowanie relacji z psem, nauczenie go pewnych schematów, odwrażliwienie na ubieranie się czy otwieranie drzwi i nauczenie zostawania samotnie w spokoju, pokazanie alternatywy dla niespokojnego oczekiwania na właściciela. Póki co poczytaj sobie o kennel-klatce, przejrzyj artykuły o lęku separacyjnym i jego leczeniu - jest tego sporo w internecie. Problem jedynie w tym, że dość trudno zwalczyć ten problem samemu, bez wsparcia profesjonalisty który dostosowałby program do konkretnego psiaka.. Husher to jest likwidowanie objawów, zamiast zmierzenia się z fundamentami problemu - to tak jakbyś przy gruźlicy brała syrop na kaszel i dziwiła się, że mimo wszystko nie zdrowiejesz. Problem lęku separacyjnego jest bardzo poważny, i bez odpowiedniego prowadzenia terapii będzie się raczej nasilał zamiast zmniejszać. A niestety sąsiadka ma rację - coś z tym trzeba zrobić. Nawet pomijając kwestie prawne, bo uciążliwe szczekanie naszego psa jest karalne - ale zwykłe relacje międzyludzkie. No i przede wszystkim - mając na względzie dobro psa, bo on mocno cierpi zostając samemu, i będzie cierpiał póki mu się nie pokaże, że to nic strasznego :)
  9. [quote name='kibice']Zobaczcie handlarz ma gdzieś nową ustawę nawet nie musi się nigdzie rejestrować wystarczy napisać zkwp i już [URL]http://alegratka.pl/szukaj/?var=u,3104725[/URL][/QUOTE] Zamiast oglądać, lepiej po prostu działać.. Sprzedaż szczeniąt hodowli niezrzeszonej jest obecnie przestępstwem; zostało to zgłoszone do admina strony (jest odpowiedni przycisk u góry oferty, zaraz obok ceny i kontaktu ze sprzedającym..) Reagujcie, piszcie do administratorów serwisów gdzie takie oferty są umieszczane albo do samych sprzedawców, że łamią prawo - samo pisanie o tym na forum nic nie zmieni.
  10. [quote name='zmierzchnica'] Ostatnio znajoma przygarnęła z ulicy psa, właśnie dominującego strachulca. Pies próbował rządzić w domu, nie pozwalał się zrzucić z kanapy itd, a kiedy się wystraszył - gryzł. Niestety, nie mogła go zatrzymać, nie dała rady, zwierzak trafił do schroniska :( Taki los psów o spartaczonym charakterze, kiedy dodatkowo trafią na niezaradnych właścicieli ...[/QUOTE] Nie umiem tylko zrozumieć, dlaczego tacy ludzie nie szukają pomocy u specjalisty..? Dwie konsultacje z dobrym szkoleniowcem czy behawiorystą i prawdopodobnie byłoby po kłopocie.. 200 złotych to jest dużo za kilka czy kilkanaście lat wspólnego, spokojnego życia z pupilem..? A co do tego, który charakter trudniejszy - to wszystko zależy od charakteru właściciela chyba. Osobie bardzo spokojnej i delikatnej ciężko będzie opanować dominanta, a z kolei takiej która trzyma psa bardzo krótko trudno będzie zrozumieć zachowanie strachulca, a co dopiero je korygować.
  11. No to jestem - przepraszam, że tak późno ale musiałem przejrzeć cały wątek dokładnie :) Powiedzcie mi - a Misio ucieka tylko jak Ciebie nie ma w domu, zostaje sam? Czy również jak jesteście w domu? Tak sobie przeglądałem zdjęcia, i widać że pies powoli łapie do Was zaufanie - zobaczcie, że na pierwszych zdjęciach od frontu baaaardzo mocno obraca głowę, nie chce spojrzeć - a później już jest lepiej. Z początku na spacerach widać, że ma własny świat - a dalej, że trzyma się jako tako swoich tymczasowych właścicieli. Natomiast z tymi ucieczkami to raczej bym nie liczył na to, że po jakimś czasie to się zmieni samo - nie te motywy :) To jest pies który doskonale sobie radził samodzielnie, bez człowieka - i jak będzie musiał, to poradzi sobie znowu. Jest po prostu nie nauczony pilnowania się człowieka, nie czuje takiej potrzeby. Jesteście fajnymi opiekunami, więc się Was trzyma - ale jak traci z Wami stały kontakt i zaczyna się nudzić/tęsknić to leci w swoją stronę. To raczej taki partnerski, a nie poddańczo-władczy związek :) To, co mogę na teraz poradzić (tylko to jest BARDZO dużo pracy..) -wprowadźcie siedzenie w kojcu tak, jak się wprowadza kennel-klatkę. Czyli zostawiacie psu w środku coś, co będzie dla niego dostępne wyłącznie gdy jest sam (swoisty sygnał "teraz sobie idę, Ty zajmij się sobą a ja zaraz wracam" - może być jakaś zabawka, albo kong, coś do lizania lub gryzienia bo to uspokaja i mocno wkręca) i stopniowo zostawiajcie go na jak najdłużej, najpierw na pół minuty i wracacie, później na minutę, dwie, pięć i tak dalej. Potrzebujecie całego dnia na ćwiczenia, więc warto na to przeznaczyć powiedzmy całą sobotę i niedzielę :) -Nauczcie go wychodzić z kojca na komendę i wchodzić tam na komendę. Chodzi o to, by pies nawet przy otwartych drzwiach kojca siedział sobie w nim spokojnie dopóki nie dostanie polecenia które by mu pozwoliło wyjść. Otwórzcie drzwi kojca i zablokujcie mu ciałem wyjście, żeby nie mógł się wydostać, jednocześnie przypnijcie smycz. I teraz obserwujecie jego zachowanie - jak troszkę się cofnie i przestanie przeciskać między nogami - odsuwacie się odrobinę odsłaniając mu trochę przejście. Jak ruszy do przodu - znowu blokujecie przejście swoim ciałem. Ostatecznie doprowadźcie do takiej sytuacji, że pies stoi sobie grzecznie nawet gdy drzwi są otwarte a Wy stoicie za kojcem. Wtedy pada komenda, np."idziemy" i zachęcacie go do wyjścia, idziecie na spacer. Stopniowo zwiększacie czas, jaki ma wytrzymać - najpierw 5 sekund, później 10, 15, minutę itd. Dalej - przywiążcie mu do obroży lekką linkę (może być linka do wspinaczki, są niedrogie i bardzo lekkie) i trzymacie ją luźniutko. Powtarzacie ćwiczenie, ale tym razem coraz dalej odsuwacie się od kojca - na metr, dwa, pięć, dziesięć..Wszystko stopniowo, baardzo małymi kroczkami, nagradzając miłym słowem gdy wytrzyma. Nie utrudniajcie zadania zbyt mocno - to znaczy jeśli wytrzyma gdy jesteście metr od niego, to próbujecie jeszcze jeden metr, jeszcze jeden.. a następnie podchodzicie do niego, i zachęcacie do wyjścia komendą i na spacer. Następnym razem zaczynacie z dwóch metrów, robicie trzy, pięć,i znowu wracacie, chwalicie, komenda i idziecie choćby na krótki spacer. Główną nagrodą za to, że wytrzymał jest tutaj możliwość wyjścia na spacer, więc niech nie czeka na to za długo. I jedna ważna zasada - tylko jedno kryterium na raz. Czyli jak odsuwacie się na pięć metrów a później na 10, to nie każcie mu tak wytrzymać zbyt długo bo nie da rady. Jak ma wytrzymać przy otwartej furtce minutę, to nie każcie mu tego robić gdy jesteście 10 metrów od niego. Wszystko po kolei, dopiero jak będzie ładnie łapał to wszystko łączymy w całość. Ostatnim elementem tego ćwiczenia jest schowanie się - czyli odchodzicie od psa tak daleko, że znikacie mu z oczu - i znowu sprawdzacie. Najpierw wytrzymuje sekundę i wracacie, nagradzacie i wypuszczacie. Później dwie sekundy, później pięć itd. Psy wiedzą, że ich nie widzimy - chodzi o to, by nauczył się że nawet jak Was nie widzi, to Wy i tak go pilnujecie. Linka jest po to, by w razie gdyby złamał polecenie mógł być zaraz wciągnięty z powrotem do kojca. Zamykacie wtedy drzwi i obracacie się tyłem na kilka sekund, ignorujecie psa - i powtarzacie ćwiczenie. Czyli-za wytrzymanie przy otwartych drzwiach jest nagroda w postaci spaceru, zerwanie komendy - kara w postaci powrotu do kojca i zamknięcie na kilka sekund. On ma skumać, że nie opłaca mu się wyjść z kojca nawet jeśli opiekuna nie widać, bo i tak zawsze wrócisz i go przypilnujesz. Jak ma to działać na całej działce (bo nie wiem, czy jest ogrodzona) - to szkolicie dokładnie tak samo. Biega sobie luźno, ale jak tylko przekroczy granicę której przekraczać nie może - rzucasz dyski albo warczysz "nie" i ściągasz go do kojca na parę sekund. I też ćwiczycie najpierw blisko psa, a później tak, by Was nie widział. Później, po setkach prób ;) na ogół wystarczy mu przywiązać tą linkę do szyi (nawet krótki kawałek) i położyć luźno - będzie myślał, że się czaisz gdzieś za rogiem ;) Do czasu oczywiście - jedne psy wytrzymają tak cały dzień, inne tylko godzinę czy dwie -No i szkolenie - mocno buduje więź z opiekunem, wzmacnia posłuszeństw..też by go trochę zmieniło. Można też pomyśleć nad dyskami Fishera - ich sposób użycia jest opisany na opakowaniu. Kosztują niewiele, a przydadzą się też na przyszłość :) Do tego ćwiczenia budujące silne relacje - przede wszystkim kontrola zasobów (czyli karmienie, wyjście na spacer, zabawa z innymi psami wyłącznie za poprawne wykonanie kilku komend). To go nauczy bardziej zwracać uwagę na człowieka. Natomiast jest jedno ALE. Każde z podanych ćwiczeń będzie przywiązywało psa do Was, bo to w zasadzie jedyna droga, by zniechęcić go do ucieczek. I teraz pozostaje kwestia - czy chcecie to robić wiedząc, że zwierzę nie zostanie u Was na zawsze..? Co, gdy on się z Wami mocno zwiąże a znajdzie się osoba, która będzie chciała go zabrać.. Być może mądrzej byłoby po prostu znakomicie zabezpieczyć kojec, a nowemu właścicielowi przekazać jak ma z nim pracować..? No i przy okazji - fajnie, że tak o niego walczycie! Mam nadzieję, że uda się znaleźć mu dobry domek - ten, z którego nawiał albo nowy :) Zobaczcie też to: [URL]http://www.youtube.com/watch?v=NCuY9uX7ods[/URL]
  12. Nie bardzo rozumiem czasami tok rozumowania co niektórych, dla mnie to jest po prostu sprzeczne wewnętrznie.. Skoro mamy być eko, i żyć zgodnie z naturą - to gdzie tu jest miejsce na "nie wolno nam jeść mięsa"? Odmawianie mięsa organizmowi, który natura ukształtowała tak, by zjadał mięso jest z tą naturą zgodne..? Skoro (przynajmniej tak zakładam ;) ) nie jesteśmy tworem sztucznym, tylko elementem tejże natury - to mam prawo funkcjonować tak, jak mnie stworzono - zgadza się? A stworzono mnie na [B]wszystkożercę [/B]- mam więc prawo jeść padlinę, zboża, owoce i wszystko, co toleruje mój przewód pokarmowy. Tym właśnie charakteryzuje się bycie wszystkożercą - żarciem wszystkiego co jadalne :) Pies jest względnym mięsożercą - więc podstawą jego diety powinno być mięso, a uzupełnieniem - warzywa i owoce+zioła. Kot jest w zasadzie stuprocentowym mięsożercą, i dlatego jego dieta powinna składać się wyłącznie z mięsa. To jest właśnie natura - tak stworzono te stworzenia, więc jakie ja mam prawo to negować? To ta sama natura tak ukształtowała nasz przewód pokarmowy, że potrzebujemy aminokwasów egzogennych których najłatwiej dostępnym źródłem jest mięso. Ta natura dała mi chwytne palce i umiejętność używania narzędzi, dzięki czemu stworzyła ze mnie piekielnie skutecznego drapieżnika. Ta natura obdarzyła mnie zębami zdolnymi zgniatać ziarno, ale też odrywać kawałki mięsa. Przecież to jest właśnie moja natura, ja sam sobie tego nie wymyśliłem.. Ta sama natura wyposażyła,powiedzmy, lwa w potężne, silne ciało, solidne zęby i wspaniałe pazury - i jeśli kiedyś stanę takiemu lwu na drodze a ten uzna mnie za posiłek, to nie będę miał do niego pretensji za bycie pożartym. Bo to jest jego NATURA, tak jest zbudowany psychicznie i fizycznie i ma wspaniałe warunki ku temu, by powalić słabszego od siebie człowieczka i go zeżreć jak ma ochotę. Dzisiaj mamy wybór - da się zastąpić mięso w diecie innymi składnikami, nie musimy polować i nie musimy jeść mięsa by żyć zdrowo - no jasne. Nie odpowiada mi też sposób zabijania zwierząt, które później mają trafić na mój talerz. Dlatego nie jem mięsa w zasadzie wcale, i dopóki nie zmieni się sposób uśmiercania zwierząt na taki, który zaakceptuje moje sumienie i poczucie empatii - to jeść go nie będę. Jadam czasem ryby, jeśli wiem skąd pochodzą i jak zostały zabite, jem krewetki czy ślimaki bo umierają bez stresu. Gdybym miał dostęp do gospodarza, który hoduje sobie kurki bo mu się podobają, a raz czasem je uśmierca ciosem siekiery w ciągu półtorej sekundy - to pewnie bym sobie taką kurę zeżarł. Ale nie mam. Mam dostęp do kur zabijanych niehumanitarnie, hodowanych moim zdaniem w złych warunkach - więc ich nie jem. Jestem wszystkożercą, więc nie mam z tego tytułu wyrzutów sumienia. Jeśli komuś nie przeszkadza to, jak funkcjonuje przemysł rzeźny - to wcina mięso, i wychodzi mu to na zdrowie bo dostarcza swojemu organizmowi substancji, których ten organizm potrzebuje. Wmawianie ludziom, że tak nie wolno jest nie tylko jakieś takie..niekulturalne, ale po prostu jest chyba błędem logicznym. No bo skoro mamy żyć zgodnie z naturą jak piszesz - to zgodnie z tą naturą mam prawo polować, jeść jagody w lesie i wcinać znalezioną padlinę. Bo tak nas stworzyła natura, i takie jest nasze miejsce w świecie właśnie. Dzięki cywilizacji i nauce wiemy, że mamy wybór - ale no właśnie, WYBÓR. Ja wybieram tak, kto inny - inaczej. A że na świecie jest 6 miliardów ludzi, to i zdobywanie tegoż mięsa wygląda trochę inaczej niż 10 tysięcy lat temu. No i a propos psów, bo wszak to psie forum :) Psią naturą jest jedzenie resztek po ludziach, zjadanie pewnego typu ziół, jajek, padliny, ryb, polowanie gdy jest taka potrzeba. Tak zachowuje się pies w naturze, tak jest ukształtowany, tak działają jego instynkty, tak go stworzył świat. Nie dał mu układu trawiennego królika - dał mu układ trawienny drapieżnika, pysk drapieżnika, budowę anatomiczną drapieżnika! Więc, do jasnej ciasnej - chyba mam prawo traktować go tak, jak na to zasługuje, tak jak go stworzono? Daję mu mięso, bo w naturze pies JE MIĘSO - i nie mam żadnych skrupułów. Mój pies polując też nie zabijałby zwierzyny z pistoletu pneumatycznego - zabijałby ją brutalnie, po męczącej pogoni, kąsając i wyczerpując, każąc jej stać w niewyobrażalnym stresie czasami parę dni po czym rozszarpując żywcem. Wierzę więc, że jak podam mu wołowinę uśmierconą niespecjalnie humanitarnie, to nie będzie miał mi tego za złe ;) Bo taką ma NATURĘ.
  13. Pierwszy link przejrzałem pobieżnie - zraziły mnie same zdjęcia i opis, dość jasno sugeruje jaki hodowcy mają stosunek do swoich dzieci..eee - psów ;) Natomiast drugi, ten z labradorami.. Pofatygowałem się, i napisałem do właścicielki hodowli. Kilka pytań potencjalnego klienta, na tematy na które - jako hodowca labów - powinna mieć pojęcie. I zaskoczenie - miała. Moim zdaniem nie ma co od razu skreślać takich hodowli - czasami ich właściciele mają więcej pojęcia o hodowanych rasach, niż co poniektórzy sędziowie w ZK, nie mówiąc już o hodowcach z tej instytucji. Tej hodowli pewnie bym nie wybrał akurat - m.in. nie otrzymałem odpowiedzi o wyniki badań rodziców na dysplazję (prosta formułka "są przebadane"), właścicielka prowadzi też dość skąpą socjalizację ( wystarczy jej, że psy mają kontakt z innymi psami i dziećmi). Ale znała sam termin i widać, że zależało jej by psy nadawały się do rodziny i się w niej spełniały; wiedziała co nieco o szkoleniu, pilnowała dalszego losu swoich szczeniąt (opisała kilka historii swoich podopiecznych) i zaskoczyła mnie pozytywnie w kilku innych kwestiach. Nadal nie jest to hodowla, którą należałoby polecić - ale sądzę, że zamiast skreślać od razu, przydałoby się troszkę edukacji. Nie wrzucałbym jej na pewno do wora "pseudohodowca" bo dla mnie to osoba, która traktuje zwierzę jak przedmiot, nie mając większego pojęcia o tym, co sprzedaje i "z czym to się je". Tutaj jest inaczej, choć nie jest to hodowla profesjonalna. Mam wrażenie, że wielu hodowców (niezależnie od stowarzyszenia, w jakim się znajdują) po prostu brakuje wiedzy. I jest tak i w tych nowych zrzeszeniach, i w ZK niestety.. Zresztą-większość klientów wcale takiej wiedzy nie wymaga. A szkoda, bo gdyby rynek był bardziej wymagający, to hodowcy musieliby się dostosować..Przydałoby się trochę poedukować naród :)
  14. Milka, jeszcze jedna sprawa. Jeśli żadna z rad (unormowanie diety, podawanie pro i prebiotyków, szkolenie) nie pomoże, to być może problem nie jest fizjologiczny, ale psychiczny. Są psy, które zjadają swoje odchody by "ukryć" swój zapach. To tylko teoria, bo sam takiego przypadku nigdy nie miałem - ale podobno jeszcze się to zdarza (choć niezwykle rzadko, więc w pierwszej kolejności myślałbym o fizjologii). Jeśli więc działania polecane tutaj by nie pomogły, porozmawiaj ze specjalistą od psich zachowań - być może będzie trzeba wdrożyć program podbudowywania pewności siebie Twojej suczki (to przyda się również jeśli chodzi o podsikiwanie) I powodzenia :)
  15. Evodish

    Grau

    Karma wydaje się być produkowana z fajnych składników- nie ma dużo chemii, skoro okres przydatności wynosi kilka miesięcy od daty produkcji. Natomiast.. -jeśli w składzie jest podane mięso przed obróbką, to jego zawartość w karmie jest bardzo niska. 40% mięsa, po odjęciu wody, da nam kilkanaście procent mięcha w suchej masie - to bardzo mało, tym bardziej jak na produkt z taką ceną -zastanawia mnie też dawkowanie - dla psa 30 kg pół kilo karmy dziennie..? Być może to wynik tego, że karma jest słabo przetworzona - i to by było in plus. Gorzej,jeśli jest to zależne właśnie od małej ilości składników odżywczych.. Szczerze mówiąc - ja bym się na Grau nigdy nie zdecydował, ale to oczywiście moja opinia. Jeśli miałbym wybrać karmę o małej ilości składników dodatkowych, niepotrzebnych psu, o niewielkiej zawartości zbóż (a tutaj jest to sprawa dyskusyjna), o wysokiej przyswajalności, świeżą i bez konserwantów..Wybrałbym się na wycieczkę do znajomego rzeźnika i kupiłbym zapas mięcha by karmić BARFem, jak to robię obecnie :eviltong: I wydałbym tam 4-krotnie mniej, niż na zakup Grau.
  16. Iljo - poćwiczcie na spacerach tak, żeby pies nie był w stanie ignorować Twoich komend. Dopóki może Cię oszukać, to będzie to robił - nie dawaj mu takiej możliwości. Najprościej ćwiczyć na długiej lince. Najważniejsza zasada? Choćbyś na głowie miała stanąć, pies NIGDY nie może podjąć jedzenia z ziemi. Po pierwsze - naucz psa niepodejmowania jedzenia na komendę, instrukcji jest w internecie mnóstwo. Później to samo przenieś na dwór i powtórz naukę (praca w domu i na dworze to dla psa zupełnie inne kwestie, wiele osób o tym zapomina - komendy które pies umie w domu, na dworze wprowadzamy "od zera") w kontrolowanych warunkach - rozrzuć smakole w znanych sobie miejscach i dopilnuj, by ich nie zjadł wydając odpowiednie komendy i nagradzając postępy. To samo zrób z komendą "oddaj" - czyli z wypluwaniem tego, co pies ma w pysku. To tak na wszelki wypadek. Pamiętaj, by ZAWSZE ćwiczyć z psem na smyczy - inaczej oleje smakołyki, bo odchody są od pospolitych smakoli znacznie smaczniejsze. Nie wahaj się być stanowcza. Nie szarp psa i nie ucz go fruwać na tej smyczy, ale też nie proś go by przestał i nie siłuj się z nim. Jeśli sama komenda nie pomoże - LEKKIE, ale natychmiastowe szarpnięcie i w razie potrzeby przyciągasz psa do siebie. Jak tylko poczujesz, że sam biegnie - przestajesz ciągnąć, chwalisz wylewnie i nagradzasz. Spróbuj też zastosować alternatywne nagrody - zabawę lub gonito, zamiast jedzenia - to trochę inny poziom konkurencji nagród. Łatwiej psu wybrać między nudnym smakołykiem a smacznym śmieciem, niż między fajnym kąskiem i fajną zabawą. Każdy błąd musi być naprawiony - jeśli na spacerze przejdziecie obok "niespodzianki" którą pies choćby "zakąsi" bo nie zdążysz z komendą - przechodzicie tam choćby i pięćset razy, aż zwierzę samo, z własnej woli nie przejdzie obok tej kupy obojętnie. Często się ten krok pomija - a to błąd, bo wystarczy że zwierzę choćby dotknie śmiecia który mu się spodobał, a już uznaje to za sukces. Jeśli jesteście blisko odchodów, w odległości kilku Twoich kroków, to wzmocnij swoje polecenie mową ciała. W razie nieposłuszeństwa nie ciągnij psa do siebie i nie szarp, ale popędź do niego tak, jakbyś chciała go zaatakować - szybciej do niego dotrze, co chcesz mu przekazać. W końcu pies nie odgania innego psa od swojej kości ciągnąc go za smycz, ale po prostu mu grożąc :) Przy czym pamiętaj, aby stosować taką mowę ciała wyłącznie, gdy pies wie na czym polega komenda "nie rusz" i nie wykonuje jej, bo ma to w tyłku - nie groź psu, który nie wie o co Ci chodzi. Musisz mieć absolutną pewność, że komenda jest odpowiednio wdrożona. Druga sprawa - warto psu podać suplementy. Przyda się jogurt naturalny, probiotyki albo żwacze - naturalne, suszone lub w tabletkach. Pogadaj też z wetem o diecie - być może karma, którą podajesz nie jest pełnowartościowa? Sprawdźcie też poziom enzymów trzustkowych. No i management - uwarunkuj psu odpowiednio kaganiec (tak, aby go nie ściągał i traktował jak coś normalnego), i niech sobie w nim łazi. Nie przeszkadza w niczym prócz aportowania w zasadzie, a aport możecie ćwiczyć w kontrolowanym środowisku jeśli Wam zależy. Spacer może być ciekawy również na smyczy - a te kilka miesięcy ćwiczeń raczej przetrwacie.
  17. Zgadzam się z Gajosem - jeśli pies dostaje kilka posiłków dziennie, i do tego ma mieszane gotowane z suchym to nic dziwnego, że wybrzydza. Jakbyś Ty dostawała trzy razy dziennie coś pysznego i raz suchy chleb, a do tego miałabyś nadwagę, to też raczej grymasiłabyś przy chlebie :) Poza tym przy takiej diecie niemalże nie da się nie doprowadzić do niedoborów - pies niektórych składników dostaje za dużo, innych za mało, ma też zaburzony metabolizm i przyswajania (nadmiary pewnych składników blokują przyswajanie innych). Pomijając fakt, że suche obciąża przewód pokarmowy znacznie dłużej niż gotowane, utrudniając trawienie tego drugiego- dlatego ten kurczak prawdopodobnie po prostu przelatuje przez zwierzaka i w jego odchodach znajduje się sporo niestrawionego białka i innych, nieprzyswojonych składników. Jelita nie wyrabiają się ze swoją robotą. Nie piszesz nic o wsparciu dla flory bakteryjnej - podawaj czasami jogurt, albo lepiej żwacze czy choćby tabletki ze żwaczy. Psy nie są stworzone do trawienia zbóż, których w diecie Twojego pupila nie brakuje (stąd niechęć do ryżu) - warto w tej nierównej walce wspomóc jelita psiaka uzupełniając szeregi "pozytywnych" bakterii. No i ostatnia sprawa - Twój pies dostaje mnóstwo białka (tu mięcho, tu sucha, tu przekąski z mięsem) - które nie jest w całości trawione, bo po prostu jego organizm nie ma szans przyswoić takiej ilości. Jego odchody są więc w jego oczach naprawdę niezłym rezerwuarem przydatnych substancji i muszą zwyczajnie apetycznie pachnieć - nadtrawione mięsne białko to dla psa nie lada gratka. Unormuj porę, liczbę posiłków i ich skład - albo gotuj, albo karm suchym bo ewidentnie mieszanie mu nie służy. Karm dwa razy dziennie, o stałych porach chyba że wet zaleci inaczej. Nie dokarmiaj w międzyczasie niczym, a jeśli już podajesz smakołyki - odlicz je od następnego posiłku. Wprowadź urozmaicenia do diety - pies może jeść każdy rodzaj mięsa, nie tylko kurczaka (uwaga tylko na wieprzowinę, jest dość tłusta i w sumie nigdy nie wiadomo co z tą chorobą Auyeszkiego..) Sprawdź wagę swojego psa. Przejedź palcami po bokach - jeśli nie czujesz pod palcami żeber, to jest po prostu za gruby. I nie ma się co tłumaczyć przed sobą wagą sierści :eviltong: Trzeba się po prostu wziąć za odpowiednie żywienie, to problemy z podżeraniem kup znikną. Gdyby warzywa nadal stanowiły problem, można je mieszać z mięchem albo jogurtem czy rosołem - wtedy psy jedzą chętniej (mam to samo, moja goldenka też ma długie zęby na warzywa więc dostaje je zmieszane ze zmieloną rybą albo jogurtem). Pamiętaj też, że gotowanie warzyw mocno je "wypłukuje" - są po prostu mniej wartościowe. Lepiej podawać surowe lub gotowane na parze. No i jeszcze jedna kwestia - duże podwórko to NIE są wystarczające warunki dla żadnego psa, nawet małego. Psy potrzebują spacerów, ćwiczeń i stymulacji umysłowej. Nowych bodźców, zapachów, kontaktów socjalnych z innymi psami. Samo podwórko, choćby były to cztery hektary, nie wystarczy - bo po prostu nic konkretnego się tam nie dzieje. A podziwianie przyrody -i to stale tej samej - znudzi się każdemu. Co do podsikiwania - raczej nie przejdzie. Popracujcie nad kontrolą emocji - zero witania i pożegnania póki pies się nie uspokoi, jak przyjdą goście - pies idzie do siebie póki się nie opanuje; do tego czasu wszyscy go ignorują. Daj mu zastępstwo, gdy się nakręci - niech się wyżyje gryząc jakąś zabawkę lub gryzak naturalny. Naucz go czekania na to, na czym mu zależy - niech nauczy się kontrolować emocje przed spacerem, zabawą czy jedzeniem jak już będzie dla niego wartościowe :)
  18. Z tymi statystykami i "listą.." to też nie jest do końca takie nielogiczne jak piszesz. Fakt - chęć wrzucenia chartów do jednego wora z akbashem i moskiewskim stróżującym jest pewnie wyrazem pewnej wyobraźni autora tego pomysłu :) Natomiast reszta już nie jest taka jednoznaczna. Na pierwszych miejscach na liście pogryzień znajdują się rasy należące do dziesiątki najpopularniejszych w Polsce, stąd pewnie taka ilość pogryzień - czysta statystyka. Skoro labradorów czy owczarków jest w PL wielokrotnie więcej niż TTB, to nic dziwnego, że pogryzienia psów tej rasy zdarzają się również wielokrotnie częściej.. Dodatkowo dochodzi fakt, że na psa z grupy TTB trzeba mieć pozwolenie (tak, wiem że ten przepis jest niemal martwy - no ale jednak istnieje, co niektórych zniechęca), minęła też już chyba moda na "szpanowanie" tymi psami na osiedlu - zwierzaki trafiają coraz częściej (choć nadal za rzadko) do ludzi rozsądnych i znających się na rasie, lub chociaż względnie odpowiedzialnych - więc i ilość pogryzień mniejsza. Co nie zmienia faktu, że są to psy które - bez odpowiedniej wiedzy - łatwiej skłonić do agresji wobec innych psów, niż goldena czy nowofundlanda. Pewnie stąd ich miejsce na wykazie ras agresywnych. Sam nie jestem pewien, czy akurat bulle powinny się tam znaleźć..ale może tak jednak będzie bezpieczniej? Odpowiedzialnym właścicielom to przecież nie szkodzi, a idiotom utrudnia życie. Zresztą ja jestem zdania, że każdy właściciel psa - niezależnie od rasy, choćby był to pies po doskonałych rodzicach - powinien przejść krótki kurs z jego wychowania i mowy ciała; za dużo jest w tych kwestiach jeszcze archaicznych i bezmyślnych przesądów..
  19. Skoro pojawiły się już pierwsze objawy cieczki, to ja bym zaczekał. Nie bez powodu zabieg jest przeprowadzany do trzech miesięcy po cieczce - podczas krwawienia w organizmie jest taka burza hormonalna, że ciachnięcie jej teraz jest po prostu niebezpieczne - nie wiemy jakie efekty może to wywołać. Raz, że przy tak wysokiej aktywności jajników po ich wycięciu powstaje dziura hormonalna, którą organizm z całą mocą próbuje załatać - i nadnercza zaczynają produkcję pełną parą. Ostatecznie się okazuje, że jajniki narządy rodne usunięte, ale ryzyko guzów na listwie mlecznej nie maleje w ogóle. No i ciachanie w takim stanie to niemal pewne nietrzymanie moczu po zabiegu. Nie bez powodu zaleca się operację po trzech miesiącach od krwawienia - warto się tego trzymać. No i ropomacicza bym raczej nie podejrzewał - młody pies, zero objawów.. To są hormony, niestety - nic tu nie działa jak w zegarku - bywają opóźnienia ;)
  20. Skoro pies umie się powstrzymać przy Tobie, a bez Ciebie kopie jak mu się podoba to wprowadź korektę (czy raczej sygnał zwiastujący korektę) który nie będzie się kojarzył z Twoją obecnością. Fajnie sprawdzają się dyski Fishera, ale można użyć dowolnego przedmiotu, którego dźwięk jest ostry i dobrze słyszalny,a do tego niespecjalnie przyjemny (pęk kluczy albo wuwuzela :evil_lol:). Naucz psa, że dany dźwięk oznacza, że robi błąd i za chwilę zostanie skorygowany. Jak zakuma - robisz mały test. Zostawiasz go samemu sobie i obserwujesz z ukrycia, tak, żeby myślał że jest sam. Jak tylko zacznie kopać - rzucasz te klucze czy dyski żeby je widział, jak nie podziała - podbiegasz i jeśli jest potrzeba (pies dalej kopie) korygujesz, jak nie ma (pies przestaje kopać na Twój widok) - ignorujesz. Jak powiąże, że dźwięk dysków oznacza, że zaraz przyjdziesz a jednocześnie nie skojarzy że to Ty brzęczysz - będzie się pilnował nawet jak Cię nie będzie. Dyski na ogół fajnie się sprawdzają, bo pies skupiony na swojej fiksacji nie wie, że to właściciel ma dyski - pojawiają się trochę znikąd. A jak są znikąd - to nie wiadomo kiedy można fiksować :razz: To ma być prosty schemat: kopię->znikąd spadają dysk->na dźwięk dysków przylatuje właściciel->przestaję kopać. Później pies to sobie skróci tak, żeby Cię nie angażować (kopię->spadają dyski->przestaję kopać żeby nie przyszedł właściciel). Na końcu w ogóle przestanie kopać, jeśli tylko dyski będą się pojawiać ZAWSZE gdy to robi i zacznie wymyślać inne sposoby, żeby Cię oszukać ;)
  21. Ta szeleszcząca reklamówka to kiepski pomysł. Psa się nagradza, a nie przekupuje - łażenie z ręką pełną smakołyków z nadzieją, że łapczywość zwierzęcia zapewni nam jego posłuszeństwo to zwykłe przekupstwo które działa tylko tak długo, jak długo te smakołyki są atrakcyjne i mamy je w kieszeni. Pójdziesz raz bez kości, i masz całe "szkolenie" z głowy. Już nie wspominając, że używanie tej kości w jakimkolwiek ćwiczeniu razem z ekstatyczną pochwałą tylko pogłębi fiksację zwierzęcia. Któraś z poprzedniczek proponowała karmienie psa z ręki jeśli chodzi o kość - świetna rada, wykorzystaj ją. Prosta zasada - jesz kość, która należy do mnie bo JA Ci ją udostępniam. Wszystko, co leży na ziemi należy do znalazcy - i pies może tego bronić. Nie oddawaj mu kości, tylko się nią podziel. Jak nie pomoże w ciągu dwóch tygodni - to po prostu tych kości nie podawaj. Nie musi ich jeść, z głodu nie zdechnie. Co do przywołania - po pierwsze obroża elektryczna, dobra, kosztuje koło tysiąca złotych (a właściciela nie stać na szkolenie za 500). Po drugie - podpowiadanie osobie, która nie wie nawet kiedy NAGRODZIĆ psa, pomysłu, żeby karał go prądem jest przynajmniej nierozsądne. To jest narzędzie dla szkoleniowców i osób z olbrzymią wiedzą na temat korekt i ich stosowania. Najpierw NAUCZ psa przywołania na długiej lince jak radziły przedmówczynie (nagroda za przybiegnięcie, lekkie szarpnięcie i przyciągnięcie za nieprzybiegnięcie i różne nagrody za przyjście wymuszone/dobrowolne). Efekty na samej smyczy będziesz widzieć dopiero za kilka dni albo tygodni, już nie mówiąc o pracy bez tej smyczy.. Jak opanujecie pracę na smyczy w różnych warunkach, możesz do obroży podwiązać linkę od prania i starać się jej używać jak najmniej. Linka jest na tyle lekka, że pies jej nie czuje, będzie łatwiej przejść w ten sposób do pracy bez smyczy. Pamiętaj też, że jeśli smycz jest stale napięta, to zwierzę ciągle o niej myśli. Poluzuj ją, zachęcaj psa do podejścia wygłupami, ucieczką, udawaniem że coś znalazłeś i każde podejście nagródź zabawą, smakołykiem albo pochwałą. Bądź nieprzewidywalny! Kolejna rzecz - zajmij się psem. On zwraca na Ciebie uwagę tylko w nudnym, znanym środowisku, zauważ że gdy tylko na horyzoncie pojawia się coś ciekawszego "znikasz" z jego pola zainteresowań. Ucz go komend i nagradzaj często, baw się regularnie (z szarpakiem, albo w gonito), angażuj go w zajęcia które zmuszą go do skupiania się na Tobie. Stań się ciekawszy od całego świata, to wyjdzie każde ćwiczenie - dopóki znaczysz mniej niż byle jaki zapach na pobliskiej ulicy, nie osiągniesz żadnego większego sukcesu. Pracuj z psem, wymagaj od niego ale też sprawiedliwie nagradzaj i koryguj błędy.Postaw konkretne zasady, zbuduj autorytet - bez szacunku i skupienia na przewodniku nie nauczysz go niczego. Twoją rolą jest stanie się dla psa ciekawszym niż jakiś podły zapach na ulicy - Twoja w tym głowa, żeby go na siebie nakręcić. Samo wołanie to za mało, smakołyki też niewiele dadzą bo pies dostaje ich dużo również gdy nie jest na spacerze. Ale już jakaś fajna zabawa, gonitwy, zaczepki zainteresują każdego psa myśliwskiego. Świetnie sprawdza się nauka nowych komend - Tobie da szansę na fajną zabawę, a psa rozwinie i nauczy pracy z człowiekiem. Naucz się odpowiedniej zabawy z psem, piłką na sznurku albo szarpakiem - to też skupi go na Tobie i sprawi, że staniesz się znacznie atrakcyjniejszy. Do tego stawiaj granice - poświęcasz mu uwagę i czas wyłącznie gdy Ty tego chcesz. Twoja uwaga i słowa powinny być czymś cennym. Im więcej mówisz, tym mniej te słowa dla psa znaczą. Obiema łapami podpisuję się pod radą o przeczytaniu "Oczami psa" Horowitz - BARDZO Ci się ta lektura przyda.
  22. Witajcie! Z góry przepraszam, jeśli odpowiedź na moje pytanie znalazła się już w innym wątku - wyszukiwarka nie wskazuje niestety żadnych wyników które by pasowały.. Piszę, bo chciałbym pomóc. Mieszkam w Poznaniu, miewam (to dość adekwatne słowo) wolne dni w weekendy. Chciałbym je wykorzystać aby pomóc zwierzakom w schronach - nie tylko wyprowadzając je na spacer, karmiąc, czy czyszcząc boksy, ale również szkoląc je (ukończyłem kurs trenerski, wyszkoliłem już też parę mniej i bardziej problemowych psiaków). Problem w tym, że czytając regulamin "wolontariatu" (użyłem cudzysłowu, bo jakoś proponowana forma współpracy nijak nie mieści mi się w definicji wolontariatu prócz kwestii braku wynagrodzenia) zniechęciłem się do współpracy ze schroniskiem przy ulicy Bukowskiej (głównie ze względu na niedogodne godziny - 7-15 w ciągu tygodnia, kiedy jestem w pracy). Zresztą jeśli dobrze widzę, generalnie rąk do pracy tam nie brakuje, a podejrzewam że są miejsca w których sytuacja nie jest już tak wesoła.. Czy moglibyście pomóc mi odnaleźć kontakt do przytulisk lub schronisk, które potrzebują pomocy i znajdują się w okolicach Poznania? Miejsc, w których przydałaby się osoba do wyprowadzania psiaków i opieki nad nimi?
  23. Jak zwierzę się stresuje, to nie będzie jadło - wszystkie zwierzęta tak mają, ludzie również. Dlatego nie rusza piłki. Jeśli psiak wchodzi do klatki i po zamknięciu piszczy, to ma źle uwarunkowaną klatkę. Po czterech miesiącach pracy pies powinien czekać aż tą klatkę otworzysz żeby do niej wskoczyć i cieszyć się, że może tam posiedzieć - jak wprowadzałaś to narzędzie? Któraś z użytkowniczek wcześniej podała świetne rady - odwrażliwianie wyjścia (czyli pokazanie psu, że Twoje ubieranie się, dotykanie klamki, otwieranie drzwi czy wychodzenie za nie wcale nie oznacza, że znikniesz na cały dzień) oraz użycie zabawki czy konga w formie sygnału "zajmij się sobą". Niekoniecznie ma się to kojarzyć z Twoim wyjściem, natomiast podawać piłkę z szynką powinnaś również w momencie gdy jesteś w domu - ale jeśli już ją dasz, to koniecznie zupełnie ignoruj psa. To ma mu pokazać - jeśli masz piłkę, to zajmij się sobą i nawet mnie nie szukaj. No i prawidłowo wyćwicz kennelklatkę - zwierzę powinno tam wchodzić z przyjemnością i przez jakiś czas nawet nie próbować z niej wyjść, to ma być miejsce w którym może się schronić, w którym spotyka je wszystko co najlepsze. Karm ją tam, pój, zabawki i smakołyki dawaj jej tylko w klatce. Być może też zwierzak jest od Was trochę zbyt mocno uzależniony - spróbujcie zrobić trochę treningów samodzielności, nauczyć go że nie zawsze jesteście dla niego dostępni i że czasem musi się zająć wyłącznie sobą. Nie zaszkodzi mu to, to normalne zachowanie - każde zwierzę potrzebuje czasem trochę spokoju i samotności, nawet najwięksi ekstrawertycy :)
  24. Psy nie bywają zazdrosne. Za to niektóre mają tendencję do próby przejmowania kontroli nad określonymi zasobami - a takim zasobem oprócz na przykład jedzenia czy zabawek, przy zaburzonych relacjach, może być również człowiek. Doraźnie na problem gryzienia przy odpychaniu może pomóc nauczenie psiaka odsyłania na legowisko (komenda, po której zwierzę idzie "do siebie" i zajmuje sobą), tam zostawiamy mu jakąś zabawkę lub gryzak zamiast przepychać go nogą. Gdy ładnie bawi się sam ze sobą, można go przywołać i zobaczyć, czy zmienił nieco strategię; jeśli nie - niech dalej zajmuje się sobą. Być może sprawa jest banalna - jest szansa, że pies po prostu wystraszył się lub zaskoczyłaś go na tyle, że ugryzł odruchowo. Skoro jednak ugryzienie było mocne, obawiam się, że problem może leżeć gdzie indziej - albo w zaburzonej więzi która Was łączy, albo w zawalonej socjalizacji, albo w jakichś błędach w wysyłaniu przez psa lub odbieraniu przez Was sygnałów grożących (zwierzę powinno najpierw wysłać sygnały swoim ciałem, ewentualnie zawarczeć, później jest chwyt pozorowany a dopiero na końcu ugryzienie). Proponowałbym zaprosić do siebie behawiorystę, który pomoże Wam naprawić łączącą Was więź, podpowie jak oduczyć psa kontrolowania swoich zachowań. Ze swojej strony mogę też zaproponować krótki artykuł, myślę, że warto przeczytać - pomoże uświadomić dlaczego pies zachowuje się tak, a nie inaczej. [url]http://newdog.pl/ksztaltowanie-relacji[/url]
  25. [quote name='zmierzchnica']Oczywiście, to tylko luźne rady. Czy behawiorystka nic więcej nie zalecała? Dziwne, żeby na tak nasilony problem miała tylko radę "zdejmować psa"...[/QUOTE] Tym bardziej, że samo zdejmowanie może odnieść odwrotny skutek - dla psa Twoje dotknięcie czy mówienie do niego samo w sobie jest nagrodą. Jeśli więc skupisz na nim swoją uwagę, żeby zdjąć go z kolan - to otrzyma to, o co prosiła.. Zamiast fizycznej przepychanki proponowałbym prostą komendę - na ziemię, metodę jej uwarunkowania znajdziesz bez trudu również na forum. Przy podawaniu komendy można dla potwierdzenia wstać, a następnie obracać się do psa tyłem, ignorując jego zaczepki.Stamtąd już lizać po twarzy lizać Cię nie może - i choć taka komenda to też okazywanie uwagi, to przynajmniej nie ma przy tym kontaktu przez dotyk no i pies pracuje, a nie się bawi. Poza tym odwracając się od niego ewidentnie pokazujesz, że nie będziesz z nim współpracować w ten sposób. Dodatkowo ton wypowiadania krótkiej komendy jest dla psa na ogół mniej zachęcający do dalszych psot niż długi monolog w stylu "nozejdźjacięproszębłagamzejdźjużwreszcieboniemamsiłyzachwilęchybaeksplodujęzejdźiprzestańmnielizać". Gdy zwierzę zrezygnuje z prób lizania Cię i zajmie sobą, możesz ją nagrodzić krótkim pogłaskaniem. Może na razie bez głosu, bo może ją to podekscytować i powróci do lizania - dwa czy trzy pociągnięcia po futrze uświadomią jej, że bardziej cenisz jej spokój niż natarczywość. W reszcie kwestii - popieram Zmierzchnicę - wybiegać psa, dać coś zastępczo (a Kong sprawdzi się świetnie) i pokazać, że w ten sposób nie zasłuży na Twoją uwagę.
×
×
  • Create New...