Jump to content
Dogomania

Evodish

Members
  • Posts

    159
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Evodish

  1. [quote name='kol.mak']Cos w tym jest jesli chodzi o plec...duze znaczenie tez ma rasa psa.... ja jak ide na spacer z pseudo mastiffem ktory mieszka z moim bratem to ludzie nic nie mowia, nie rzucaja komentarzy...natomiast bratowa jak z nim wychodzi to czesto miewa akcje opisywane przez was, ktos rzuca chamskie komentarze albo szczuje swojego psa itd[/QUOTE] Kurczę, a ja wierzyłem, że jest odwrotnie.. Jak wybierałem psa, to gdzieś tam na dalszych miejscach listy ras preferowanych siedział sobie rottek - głównie ze względu na wygląd pyska i budowę. I przyznam, że byłem przekonany, że partnerka, gdyby kiedyś jej się zdarzyło wyjść z takim psem samotnie, mogłaby się czuć bezpiecznie..A tu widzę, że społeczeństwo zamiast czuć jakiś respekt przed rasami z twardym charakterem (i szczękami;) ) czuje się zobowiązane do pokazania, że ich pies jest jednak bardziej "macho"? I jeszcze obrażanie kobiet bo panują nad czterema psami? Skąd te kompleksy w ludziach..? A z dziećmi to niemal pewne, że kwestia płci. Nawet jak ich mamy je zachęcają do podejścia, to na ogół nie muszę nawet nic robić, żeby nie miały na to ochoty ;) Z natury widocznie odstręczający jestem :D
  2. Wszystkich, którzy nie mają planów na bieżący weekend zapraszam na wspólny spacer we Wiórku pod Poznaniem. Spotykamy się w najbliższą sobotę o 12, na skraju lasu - wszystkie potrzebne informacje są na stronie i facebookowym profilu, ale jakby były jakieś pytania to piszcie lub dzwońcie :) Pogoda ostatnio piękna, więc wierzę, że i spacerek wypali fajny - a miło będzie poznać poznańskich dogomaniaków :)
  3. Zgadzam się z Filodendronem - jak mieszkam w mieście, to muszę się liczyć z rytmem tego miejsca. Z karetkami na sygnale, z tłokiem na chodniku, z innymi psami idącymi naprzeciwko na napiętej smyczy, przechodzącymi 5 centymetrów od nas, z wrzeszczącym dzieciakiem jadącym rowerkiem po parku itd. I niestety trzeba tolerować wszystko, co leży w granicach prawa. Natomiast co do ludzi bezmyślnych lub niewychowanych..nie widzę problemu - przecież zawsze można się odezwać, zwrócić uwagę, zasłonić psa.. Jak widzę,że biegnący ku mnie zwierzak ma niezbyt przyjemne zamiary, albo jest zbyt natrętny i suka szuka pomocy, to staję przed młodą i blokuję, rozdzielam, prosząc właściciela o zapięcie pupila na smycz. Na ogół wystarczy, bo jak właściciel psa nie zabiera po mojej prośbie, to sam spycham go w tył. Wtedy przybiega swojemu pieskowi na ratunek ;) A jak i to nie działa, to łapię psa za obrożę i dzwonię na straż miejską - a zdarzyło mi się to aż raz przez trzy lata. I pomogło jeszcze zanim usłyszałem pierwszy sygnał w słuchawce. O dzieciach w ogóle nie wspominam - jeszcze mi się nie zdarzyło, żeby nie zareagowały na moje "stop" i nie dostosowały się do instrukcji jak psa głaskać. Mam o tyle komfortową sytuację, że sunia jest spokojna i spolegliwa, a ja jestem facetem - pewnie też trochę inaczej się mnie traktuje niż kobietę do której chyba jakoś tak łatwiej zagaić. Natomiast jak miałem na tymczasie czy szkoleniu psy bardziej reaktywne, agresywne czy nerwowe, to stopniowaliśmy bodźce wychodząc sobie wieczorami w spokojne, ciche miejsca, powolutku zwiększając utrudnienia.. To ja się muszę dostosować do społeczeństwa, nie społeczeństwo do mnie.. No i zawsze mieliśmy kaganiec i szelki coby się nie wyślizgnął. Psa to nie boli a i odbiór jest zupełnie inny, i bezpieczeństwo większe. Fajne są też kamizelki z napisem "pracuję, nie dotykaj mnie" czy podobne :)
  4. Nie ma przepisu zabraniającego przewóz kilku psów jednym autem. W kodeksie ruchu drogowego jest zapis, że przewożony pies nie może ograniczać kierowcy widoczności i utrudniać ruchów - dopóki nie stworzymy zagrożenia w ruchu przez zachowanie naszego psiaka (np. nie zjedziemy na przeciwny pas bo wszedł nam na głowę), albo nie leży on na desce rozdzielczej, to wszystko jest si :) Kwestia tylko bezpieczeństwa zwierzaka/zwierzaków.
  5. A ja bym się zastanowił jeszcze, czy to rzeczywiście oznaczanie terenu, bo mi to zdecydowanie bardziej wygląda bardziej na zbytnie uzależnienie psa od właściciele i reakcję stresową. To by tłumaczyło, dlaczego pies sika jak zostanie skarcony i zostawiony samemu; i jeśli rzeczywiście powód leży w stresie i relacjach z właścicielami (nie w hierarchii, tylko w uzależnieniu), to metody dominacyjne tylko problem pogłębią, tak jak i gwałtowne usunięcie zapachu moczu czy karcenie psa gdy się załatwia. Psy sikają nie tylko po to, żeby zaznaczyć teren, ale też dlatego, że są spokojniejsze gdy otaczają się swoim zapachem, podsikują też w sytuacjach stresowych (jak choćby przepychanie, jeśli mają delikatny charakter) czy ekscytujacych. Książkę Fishera odradzam, bo może Wam namieszać w głowach (przeterminowane dane i teorie, których sam Fisher się później wypierał)-za to poleciłbym na pewno lekturę Donaldson, Horowitz i Corena (jak się uda dostać :/) Obiema łapami popieram też wpisy Beatrix - pies powinien mieć swoje legowicho (ale możecie mu do niego włożyć np. noszoną skarpetę, żeby czuł tam Wasz zapach - to powinno trochę go uspokoić), musi się wybiegać, wymęczyć, poczuć się psem. Traktujcie go jak psiaka, nie rozpieszczajcie specjalnie - dajcie mu być zwierzakiem, którym się urodził bo jak widzicie takie rozpieszczanie może spowodować naprawdę poważne problemy. Trochę więcej wymagań, trochę pracy nad szkoleniem, dużo, dużo zajęć (praca węchowa, spacery, może jakaś aktywność w wodzie jak będzie cieplej skoro to starszy piesek?), nic za darmo..I dacie radę :)
  6. [quote name='IZMADO'] Nasze psy są jakie są, ale czy w waszym otoczeniu istnieje świadomość chociażby CSów?[/QUOTE] Tragedia jest w tym względzie.. A później ludzie się dziwią skąd się biorą problemy z psami. Jeszcze jeśli chodzi o psy odgryzające się jest lepiej - nawet idiota rozumie, że jak pies na niego mruczy i wystawia zęby, to się tam łap nie pcha (choć są i skrajni idioci, którzy nawet to ignorują). Ale już subtelniejsze sygnały, jak odwracanie głowy, oblizywanie czy uciekanie wzrokiem przechodzą niezauważone. Zresztą, co tu dużo mówić - kiedyś pewien pan na widok suki chowającej mi się za nogami, mimo informacji że suczka jest szkolona bo jest strachliwa, i że jej dotknięcie zrujnuje moją pracę, mimo że suka zaczęła warczeć gdy był bliżej, zareagował dopiero na nieco mniej uprzejmą prośbę by się usunął. Spotkałem się też z kiedyś z człowiekiem, który widząc psa ewidentnie nie życzącego sobie kontaktu z nim, poprosił żeby go przytrzymać bo chce go pogłaskać. A jeszcze gorzej jest w ocenie relacji między dwoma psami..
  7. Ja mogę chyba polecić panią Beatę Leszczyńską. Osobiście nie znam, ale słyszałem bardzo pozytywne opinie o samej behawiorystce jak i o metodach które stosuje (zresztą widać po stronie). Zapytać na pewno warto. Jest z Katowic, więc region by się zgadzał, tak jak i specjalizacja (jest behawiorystą, nie szkoleniowcem). Namiary są na jej stronie internetowej, nie wiem czy można tutaj podawać linki więc podpowiem tylko żebyś w wyszukiwarkę wpisała histeria przez dwa "s" ;)
  8. Witaj! Przede wszystkim - gratuluję, że podejmujesz się z podniesionym czołem wychowania psiaka - w końcu mogłabyś po prostu oczekiwać tego wyłącznie od partnera. Razem na pewno jednak będzie Wam łatwiej i dobrze słyszeć, że chcesz pomóc bo to bardzo ważne. Tym bardziej, że widać, że chcesz pracować. [quote name='Amanecida'] 1. Jak kastracja wpłynie na zachowanie psa? Czytam różne opinie - że pies przestaje reagować na suki i kopulować, albo że niekoniecznie; że robi się ospały i mało ruchliwy, albo że niekoniecznie... Wiem, że kastracja najmłodszego kota moich rodziców nie sprawiła, że stał się leniwy, śpiący non stop... Czy kastracja oznacza że pies nie będzie chciał się bawić, ćwiczyć, uczyć się? Czy przestane skakać na ludzi? [/quote] Odpowiedź raczej Ci się nie spodoba - tak naprawdę..nie wiadomo. Usunięcie głównych producentów testosteronu może mieć bardzo różne skutki, tym niemniej pies powinien przynajmniej przestać reagować na suki w cieczce. Przy czym do tego trzeba czasu - to się uspokaja po kilku miesiącach a nawet roku, także zmian zaraz po operacji raczej nie będzie. Co do zachowania.. Po pierwsze, częściowo funkcję hormonotwórczą jąder przejmą nadnercza - i w zależności od tego, jak bardzo się w to "zaangażują", na tyle zmiana będzie pod względem hormonalnym. Pamiętaj jednak, że zachowanie psa wynika nie tylko z gospodarki hormonalnej - na jego żywiołowość ma też wpływ jego nastrój, charakter, temperament, tryb życia, kondycja, karmienie (sposób i rodzaj dostarczanej energii, a nawet ilość posiłków), a nawet takie kwestie jak pogoda i ciśnienie - zupełnie tak, jak na nas. Także raczej drastycznych różnic jeśli chodzi o energię psa być nie powinno - może się trochę wyciszyć, może być nieco bardziej spolegliwy, mniej napastliwy - ale niekoniecznie. Na pewno jednak będzie bezpieczniejszy pod względem zdrowotnym, no i prawdopodobnie macie z głowy problem ucieczek i wycia na widok suki z cieczką. [quote]2. Czytając o szkoleniu pozytywnym widzę, że polecane jest ignorowanie psa, gdy ten zachowuje się niewłaściwie. Można też wyjść do innego pokoju i zamknąć drzwi. Tu mam pytanie :) Czy pies tego nie odbiera jak kary? Czy na przykład nie będzie miał jakiegoś, hm, urazu, kiedy zamknę się w sypialni żeby po prostu iść spać? [/quote] Taka izolacja ma być swego rodzaju karą, odebraniem psu swojej uwagi, zabraniem mu czegoś, na czym mu zależy. Natomiast jeśli chodzi o sen, sprawa wygląda trochę inaczej i zależy od tego, jaki rytuał panował dotychczas. Dorosły pies raczej nie ma problemów ze spaniem w oddzielnym pomieszczeniu, zresztą on również potrzebuje nieco spokoju i samotności, jak każdy ssak. Jeśli był nauczony spania na swoim legowisku, to raczej nie będzie kłopotu - jeśli jednak na ogół spał w sypialni czy łóżku właściciela, to może czuć się zaniepokojony. Fajnie byłoby wtedy przeprowadzać wszystko stopniowo - uczyć go po kolei spania w swoim legowisku, w legowisku poza sypialnią, w legowisku poza sypialnią z zamkniętymi drzwiami. [quote] 3. Czy po kastracji powinniśmy zmienić psu karmę na dietetyczną? Czy po prostu pilnować jego porcji karmy, która jadł do tej pory? [/quote] Na pewno łatwiej jest operować karmą dietetyczną, przy czym ja pozostałem przy poprzednim żywieniu i tylko pilnowałem dawki i wagi suczki po zabiegu. Gdzieś czytałem fajne zdanie, że kilogramy się nie biorą z powietrza - jeśli zwierzak będzie miał trochę ruchu, nieco ograniczy mu się porcję żarełka i będzie dostosowywało ją do aktualnej wagi, to każda dobra karma się sprawdzi. Dietetyczna jest o tyle fajna, że zaspokaja taki "psychiczny" głód zwierzaka - może zjeść tyle chrupek co wcześniej, a mimo to nie tyć. Niektóre zwierzaki mocno marudzą, jak dostaną mniejszy niż zwykle posiłek, przynajmniej objętościowo :) [quote] 4. Może to głupie pytanie... Ale w co bawić się z psem na spacerze? Przynajmniej raz dziennie będę wychodzić z nim sama, chciałabym żeby się do mnie "przekonał" i uznał mnie za swoją panią, nawiązał jakąś więź. Co możemy robić, żeby się lepiej poznać i ze sobą oswoić? ;)[/quote] W to, co Wam się podoba. Ja mam golda, ale suczkę i najbardziej jej pasuje gonito, przeciąganie i zabawy węchowe (szukanie przewodnika lub innej osoby, szukanie przedmiotów, jedzenia, tropienie, rewirowanie). Generalnie goldeny powinny też świetnie spełniać się w aportowaniu, ja jakoś wyjątkowo mam przypadek dla którego taka zabawa nie jest specjalnie ekscytująca :) Retrievery lubią pracować nosem i nosić coś w pysku, także można układać zabawy pod tym kątem. Natomiast więź fajnie buduje przeciąganie, wspólne pościgi i szukanie właściciela. No i przede wszystkim - szkolenie posłuszeństwa. To też świetna zabawa, a repertuar nowych zachowań jest przeogromny. Co do takich rad ogólnych..pamiętaj o konsekwencji, to jedna z najważniejszych zasad w układaniu psów. Zwierzę będzie posłuszne tylko osobie, która jak mówi że czegoś chce, to zawsze dopnie swego. Resztę już chyba wiesz :) [quote] Przygotowujemy się już na przybycie psa. Kupiliśmy mu legowisko, kupiłam mu trochę zabawek (choć pewnie jeszcze parę kupię ;) ), planuję zakup treningowej smyczy (jaka długość to powinna być? 10, 15 metrów? Czy taka smycz nie jest zbyt ciężka by ją nosić ze sobą na spacery?), miski i resztę zabawek weźmiemy z jego obecnego domu. Kupiliśmy jedzenie i trochę smaków do szkolenia, kupimy mu jakiś szampon i chyba normalną obrożę (ma zaciskową, wolałabym go nauczyć chodzić na normalnej)... Czego jeszcze potrzebujemy? Może o czymś zapomnieliśmy?[/quote] Powoli trzeba by się zaopatrzyć w środki na pchły i kleszcze, robi się coraz cieplej i podobno gdzieniegdzie te gnidy już wyłażą. Co do linki - najlepiej sobie ją rozwinąć i zobaczyć jaka będzie dla Was wygodna. My mamy 10-tkę i starcza. Tylko wybierzcie taką z dobrym karabińczykiem, bo te zwykłe lubią się zacinać jak się nimi trochę pojeździ w błocie, wodzie, śniegu i piachu, albo zimą jak się pomoczą. Mi się dobrze sprawdzają takie wspinaczkowe, ewentualnie z zabezpieczoną sprężyną. Powodzenia i jakby były jeszcze dalsze pytania, to dawaj śmiało - jak widać zapał do pracy, to się przyjemnie podpowiada :)
  9. [quote name='Shilomaniak']Miałem sukę sznaucera olbrzyma, jak się małe osły za bardzo rozbrykały to mamuśka karciła łapiąc delikatnie za kark, to wystarczało, był spokój.[/quote] No pewnie, bo to normalna reprymenda. Ale my nie jesteśmy psami, i nasi pupile doskonale o tym wiedzą. Z tego prostego powodu podana przez Ciebie metoda nigdy nie zadziała z podanych przez Ciebie względów. Może zadziałać, ale z innych - przy czym wiąże się to z ryzykiem nieporozumienia i w konsekwencji - utraty zaufania psa. [quote]każdy zwierzak, niezależnie czy to pies, kot czy szczur reaguje na "uderzenie' w skórę karku, to nie tylko służy do przenoszenia,ale również do reprymendy.[/quote] Oczywiście. Reaguje też na uderzenie pełną dłonią, nogą, głową, zabawką, smyczą a nawet gumowym dildo, coby być nieco bardziej kuriozalnym ;) Można go też pacnąć w ogon, głowę, grzbiet, nogę i bok, a nawet dziób u ptaków- odniesie to identyczny skutek - zwierzę skieruje uwagę na uderzającego. Bynajmniej nie dlatego, że tak robiła ich matka, tylko dlatego, że dotyk powoduje pobudzenie receptorów, których pobudzenia zwierzę się nie spodziewa w danym momencie - co sprawia że sprawdza, co się dzieje. Silne uderzenie powoduje ból - więc zwierzę tym bardziej sprawdza, co się dzieje. My też tak robimy - jak mnie ktoś znienacka pacnie w kark jak pracuję to też się obrócę. I wcale nie dlatego, że tak robiła moja matka ;) Tylko powtarzam - ten pies nie potrzebuje rozproszenia, bo nie jest zafiksowany - potrzebuje ukierunkowania pracy.
  10. [quote name='Shilomaniak']korekta - fe i "ugryzienie" palcami w kark, tak ja go karciła jego mama, szczyl pamięta jeszcze z gniazda karcenie matki, mało -klaps w tyłek[/QUOTE] A która matka chwyta swojego potomka palcami za kark? ;) Ani szczenię nie widzi w człowieku matki, ani w palcach nie widzi zębów. To nie jest mały przygłup, który nie odróżnia psich zębów od ludzkiej ręki.. Ta metoda działa, bo każdy dotyk rozprasza psa - ale ten pies nie potrzebuje rozproszenia, tylko opanowania. Ten szczenior jest po prostu podekscytowany spacerem i taki klaps, szczypnięcie czy jakakolwiek interakcja raczej tylko go pobudzi. Chyba, że zastosuje się mocniejszą korektę tak, żeby zabolało - ale to z kolei rozwali całe zaufanie psa do człowieka, które póki co i tak jest bardzo kruche. Może zadziała, a może sprawi że pies będzie się pół dnia chował przed właścicielem - ja nie widzę powodu by podejmować takie ryzyko; są prostsze i mniej konfliktowe metody. Co do samego problemu - po pierwsze zgadzam się z przedmówcami, że puszczanie psa luzem może się skończyć tragedią. Lepiej kupić długą linkę i ćwiczyć sobie przywołanie na spokojnie. Po drugie - naucz psa kilku prostych komend, jak "puść" i "równaj" i wykorzystuj je na spacerze. Jak będzie szedł na luźnej smyczy, to nie będzie szarpał smyczy - a nawet jeśli, to pomoże komenda "puść". To nie jest trudne,nawet u takiego malucha - tylko trzeba trochę samozaparcia. Jeśli to za dużo - staraj się chociaż uspokoić psa. Naucz go cierpliwości, najlepiej ćwiczeniami z odroczoną nagrodą (przykładowo nakręcasz go na zabawkę, zostawiasz ją dwa metry dalej po czym ćwiczycie posłuszeństwo zanim pozwolisz mu podejść do zabawki i bawić się dalej). Uspokój go jeszcze przed spacerem, żeby Wasze wyjście nie wyglądało jak latanie za psem. Ty masz smycz, Ty jedna umiesz otwierać drzwi. Wydaj mu proste siad czy waruj przed drzwiami, niech siedzi nawet przy otwartych drzwiach i czekaj, aż się uspokoi, dalej idzie na luźnej smyczy. Zerwie komendę, pociągnie - cofasz się, zamykasz drzwi, dajesz pół minuty na ochłonięcie. To nie tylko trochę go uspokoi, ale też nauczy zwracać na Ciebie uwagę, wypracuje autorytet. Na spacerze tak prosto nie będzie, ale jak wyjdziecie spokojni, to łatwiej będzie go opanować. Daj mu też coś, co może sobie szarpać - na przykład aport jutowy, niech go sobie niesie. A jak szarpnie smycz - zatrzymaj się, przydepnij ją nogą i odwróć się tyłem. Na zasadzie - jak chcesz tak iść, to nigdzie nie pójdziesz. Jak puści - chwalisz, i idziecie dalej. Sposobów jest mnóstwo, ale te na ogół wystarczają :)
  11. Nie oburzam się - zaproponowałem ponowne przemyślenie kwestii szczeniaka u Was w domu, i podtrzymuję swoje zdanie. Do wyboru macie trzysta ras akceptowanych przez FCI plus miliony kombinacji w przypadku kundelków - nie potrafię pojąć, dlaczego wypadł akurat golden, i to szczenior który wymaga znacznie więcej uwagi, niż to zakładacie..Mam nadzieję, że mu to nie zaszkodzi. Co do tego uczenia: gazety prawdopodobnie nawet nie byłyby potrzebne, gdybyście trzymali psa w domu przez jakiś czas (powiedzmy te kilka tygodni, przez które będzie łapał o co chodzi z sikaniem na dworze).Tym bardziej że na razie i tak jest za chłodno, by zwierzę siedziało całą dobę na zewnątrz. Wystarczy jakoś oznaczyć mu miejsce, w którym może się załatwiać (np. płotkiem, albo pachołkami) i wynosić go tam gdy tylko widzicie, że będzie się chciał załatwić, po czym nagradzać za zrobienie tego akurat w tym miejscu. To dotyczy nie tylko dnia, ale również nocy - wtedy też trzeba ze szczeniakiem wyłazić, niestety :) Tak jak po każdym spaniu, zabawie, w momentach ekscytacji, po każdym posiłku i na ogół po piciu..Czasami oznacza to latanie z nim co godzinę. I to nie są rzadkie przypadki.. Piszesz, że wyprowadzisz go rano z garażu - jak wyjdziesz z takim 7 tygodniowym szczylkiem wieczorem koło 21, to do rana (powiedzmy 6-7?) będziesz miał zalany i zas.rany garaż..Tak małe zwierzę nie wytrzyma bez sikania dłużej, niż 5-6 godzin, nawet gdy śpi (a nie będzie spać całą noc, tym bardziej na początku). Co więcej - oprócz zalania możesz się spodziewać pogryzionego i zniszczonego sprzętu (bo zwierzak zacznie ząbkować, i będzie się nudził/tęsknił) oraz - w zależności od charakteru - odrapanych drzwi, wycia lub szczekania. I to nie jest opcja - popytaj tutaj jak to wygląda w praktyce, w zasadzie każdy z użytkowników tego forum się z tym zmagał nawet gdy zwierzę nie było izolowane w garażu. Jeśli chodzi o pierwsze tygodnie szczenięcia w domu - ja wziąłem dwa tygodnie urlopu (suka miała 12 tygodni jak do mnie trafiła, więc więcej nie było mi potrzebne) i to samo zalecam moim klientom. Inaczej nie wyobrażam sobie jak miałbym się wyrobić z porządną socjalizacją, szkoleniem, nauką czystości, pielęgnacją i nauką zabawy, budowaniem relacji ze mną i innymi psami itd. To jest nie do zrobienia w ciągu godziny zabawy po pracy. A problem w tym, że kwestie zaniedbane przed 12-15 tygodniem życia będą się rzucały cieniem na całe życie psa, aż do śmierci. Powtórzę - poczytajcie o socjalizacji szczeniąt, bo to kluczowa kwestia o której zdaje się - nie myślicie. A to duży błąd, bo zemści się w przyszłości. Dorosły pies nie potrzebuje aż tyle uwagi i pracy, po okresie socjalizacji a następnie okresie buntu gdy pies dojrzewa mamy trochę spokoju. Ale w wieku 7 tygodni zwierzę jest nie mniej absorbujące niż ludzki berbeć, i dużo, dużo bardziej szkudne jak się nim nie zajmiemy ;) A co do porównania do dzieci - fantastycznie, że o tym napomknąłeś.. Jasne że jest łatwiejsze (choć nie tak bardzo, jak sądzisz), przy czym jakoś jak się wychowuje dziecko to nawet przez myśl nikomu nie przejdzie by zostawiać je samopas przez większość dnia. Dlaczego więc inaczej podchodzi się w tej kwestii do psów? Co do tych 20 arów- ani na mnie, ani na Waszym pupilu nie zrobi to wrażenia. 20 arów monotonii, na której - póki nie ma tam ludzi - nic się nie dzieje prawda? nie ma nowych zapachów, bo nie chodzą tam żadne psy (ewentualnie koty lub małe dzikie zwierzęta, ale jak często?). Nie ma żadnych atrakcyjnych widoków, nie ma innych psów, nie ma szczeniąt. Nie ma odchodów, nie ma dzikich zwierząt, nie ma obcych ludzi, nie ma nieznanych hałasów. Może być i sto arów - to NIC nie zmienia. Bo wybiegać pies się może nawet na podwórku tysiąc metrów - żadna to w zasadzie różnica. Chodzi o stymulację umysłową - a takiej działka nie zapewnia. Dlatego cieszy, że macie zamiar wychodzić na spacery - mam nadzieję, że dotrzymacie postanowienia. Nie piszę tego by komukolwiek cokolwiek udowodnić. Piszę dlatego, że dziesiątki razy miałem już szansę prowadzić psy u których zaniedbano socjalizację i błędy które są wtedy popełniane czasami odbijają się mocną czkawką. A o tym, że ludzie dostawali furii ucząc szczeniaka sikania poza domem czytałem już tak wiele razy, że ciężko policzyć. To wszystko nie jest takie proste i różowe, jak teraz zakładacie. Ale o tym Wam już przypomni życie za te dwa tygodnie, a później jak pies dojrzeje - może wtedy zrozumiecie co miałem na myśli ;)
  12. [quote name='vicvictoria']Pamiętaj , żeby wybierać karmy bezzbożowe z dużą ilością mięsa . Twój pies , to nie chomik , tylko mięsożerca .[/QUOTE] Co nie znaczy, że wszystkim psom taka karma służy.. Jakby już się odwoływać do natury psa, to przeciętnemu mięsożercy starczy 2-3 gram białka na kilogram masy ciała, psom "kanapowym" nawet mniej. Co nie zmienia faktu, że jeśli taka karma psu służy - to warto w nią inwestować. Tylko.. nie zakładać od razu, że to idealne rozwiązanie w każdym przypadku, bo tak nie jest. Nie tylko ze względu na dużą ilość białka (które jest szkodliwe w sumie głównie dla psów z chorymi nerkami, zdrowym raczej nie zaszkodzi) ale również na sam proces trawienia. Choćby częste gazy i utrudnione trawienie (sucha karma długo zalega w przewodzie pokarmowym, a białko niestrawione zaczyna gnić). Poza tym, przy dużej ilości białka pies powinien dużo pić - a nie zawsze się tak dzieje przy suchej karmie. No i samą specyfikę suchej karmy, której do żywienia naturalnego bardzo daleko :) Także.. Żadna karma nie jest idealna niestety. Trzeba karmienie dobrać tak, żeby nie tylko było logiczne z punktu widzenia medycyny, ale również służyło psu po prostu :)
  13. Jeśli jest to problem związany z wahaniami hormonalnymi (a może się tak zdarzyć) to powinien minąć za kilka dni, góra kilka tygodni. Można przejść się do weta, jeśli nic nie znajdzie to możecie zrobić badania na poziom hormonów i zobaczyć jak to wygląda. Przy czym w takim wypadku raczej nie udałoby się jej wytrzymać całej nocy.. Z drugiej strony być może to jakiś sygnał submisji, ekscytacji albo strachu? Czy coś łączy te posikiwania? Jakiś wspólny mianownik - konkretne sytuacje, albo Wasze emocje, postawa ciała? Czy suczka zachowuje się tak tylko przy Was, kiedy wykonujecie jakąś interakcję z nią lub między sobą, czy może pojawia się też z daleka od Was, gdy jesteście nieobecni lub nie zwracacie na nią uwagi?
  14. Załatwianie się na dworze to obecnie Wasze najmniejsze zmartwienie. Po pierwsze - 6 tygodniowe szczenię NIE NADAJE się jeszcze do oddzielenia od matki. Minimalny wiek odstawienia to 7 tygodni, a na ogół sprzedaje się szczenięta między 8-12 tygodniem życia. I nie dlatego, że ktoś ma takie widzimisię, tylko dlatego, że oddzielenie przed 7 tygodniem życia zaburza rozwój tej "psiej" strony szczeniaka, co w przyszłości w lwiej części przypadków skutkuje problemami behawioralnymi takimi jak przesadne przywiązanie do właściciela, lękliwość, agresja wobec psów. W skrócie - pies kupiony w wieku 6 tygodni to niemal pewne kłopoty. Dużo poważniejsze, niż sikanie w domu lub nie z tej strony działki co trzeba. Poczytajcie troszkę o socjalizacji szczeniąt i o tym, jak piekielnie jest to istotne Druga sprawa - przemyśleliście choć przez chwilę kwestię rasy pod względem charakteru chociażby, czy strzał był wyłącznie ze względu na wygląd? Przecież golden to ostatnia rasa, jaką byłbym skłonny Wam zaproponować do Waszych warunków..To są psy wymagające stałego kontaktu z człowiekiem, totalnie nie nadają się do stałego przebywania poza domem. Do tego stworzone są rasy stróżujące, niektóre owczarki czy molosy jak choćby bernardyny. Golden to pies dla aktywnej rodzinki lub myśliwego. Trzecia rzecz - martwi mnie zwrot "ciężko nam będzie obserwować pieska". Co to znaczy? Szczenię wymaga niemal nieustannej pracy - bardzo intensywnej socjalizacji (a macie na to tylko pierwsze tygodnie, później sprawa jest nie do odkręcenia), mnóstwa spacerów, spotkań z innymi psami, zabawy (!!!), szkolenia.. Biorąc szczeniaka do siebie raczej powinno się zakładać, że pierwsze dwa, trzy tygodnie będą totalnie wyjęte z życiorysu - u Ciebie zupełnie takiego założenia nie widać. Na Waszym miejscu przemyślałbym dobrze zarówno wybór rasy jak i miejsce, z którego będziecie brali szczenię (żaden normalny, znający się na psach hodowca nie wyda szczeniaka w tym wieku) a dopiero później przejmowałbym się takimi drobnostkami jak miejsce do załatwiania się. No i zastanowiłbym się, czy na pewno potrzebujecie na głowie jeszcze szczeniaka.. nie lepiej dorosłego psa? I to w typie rasy która pasuje do Waszych warunków, wiedzy o psach i stylu życia? Sprawa z gazetami działa.Przy czym jak ma działać, to z psem trzeba spędzać mnóstwo czasu i go UCZYĆ załatwiania się na nie -sam tego nie załapie.
  15. A spisałaś z tym mężczyzną jakąś umowę? Pies w Polsce, jeśli chodzi o kwestie własności, jest traktowany jak przedmiot. W związku z tym, żeby stać się jego właścicielem, należy podpisać umowę kupna/adopcji lub przyjąć psa jako darowiznę (pomijając sytuacje przejęcia psów przez policję i inne organy). Na wszystko jednak potrzebna jest umowa cywilnoprawna - i kto się taką umową wykaże, ten jest prawnym właścicielem. Policja raczej nic Ci nie zrobi, nawet jeśli zostanie to zgłoszone - oni nie lubią się mieszać w takie sprawy, najprawdopodobniej pouczą Was obie żebyście się dogadały same. Natomiast prawny właściciel może odzyskać psa na drodze sądowej - jeśli ta kobieta ma dokumenty które świadczą, że kupiła/adoptowała psa, a Ty takowych nie masz - to sprawa jest przegrana. Natomiast zawsze można się dogadać - może zapytaj dlaczego chce go odzyskać (może chce tylko zrobić na złość byłemu?), wytłumacz że się z nim związałaś, że to nie przedmiot żeby sobie latał od jednego do drugiego, poproś może jej byłego męża o pośrednictwo w sprawie?
  16. Piszesz, że gryzie nie tylko przy zabawie..to kiedy jeszcze? Co jest wspólnym mianownikiem tych zachowań - ekscytacja czy jakieś inne uczucia? Jakie są okoliczności - gryzie na dworze, w domu?przy innych ludziach/psach/przedmiotach takich jak miska czy zabawk, czy również jak jest sam? Jaki ma wtedy nastrój - jest znudzony, podekscytowany, nerwowy? To są jednorazowe ugryzienia, czy zwierzak gryzie wielokrotnie? Chwyta i puszcza czy trzyma dłoń? Czy ruch koleżanki ma na to jakiś wpływ? Co się dzieje, jeśli zupełnie nie reaguje na takie zachowanie, a co jeśli reaguje? Gryzie tylko ją, czy również innych ludzi? Jeśli również innych - to w jakich okolicznościach i jak to wygląda? Pytań sporo, ale najpierw by trzeba faktycznie mieć pewność dlaczego gryzie, zanim się coś zaproponuje konkretnego :)
  17. Teoretycznie sugeruje się odrobaczyć psa przed szczepieniem, bo silne zarobaczenie mocno osłabia organizm - a szczepić można tylko zwierzę w pełni sił, żeby prawidłowo zareagował system immunologiczny. W praktyce - skoro wirus jest atenuowany, to nie wiem jak mogłoby to psu zaszkodzić, poza tym, że ewentualna odporność by się nie wytworzyła w pełni (tak, jak to opisała Filodendron). Dlatego ja bym się nie martwił odrobaczaniem - zdrowy pies, który nie posiada w stałej diecie odchodów innych psów i surowego mięcha niewiadomego pochodzenia, pilnowany przez właściciela raczej mocno zarobaczony nie jest, chyba nie ma co demonizować. Z tą szczepionką - cały czas mnie nurtuje ten temat. No bo z jednej strony faktycznie - producent gwarantuje obecność przeciwciał w organizmie trzy lata.Pytanie tylko - czy rzeczywiście wszystkie psy po tych trzech latach byłyby odporne w przypadku pogryzienia? Przecież ilość przeciwciał systematycznie spada - te trzy lata to jest okres w którym zwierzę zwalczy wirusa, czy w którym da się wykryć jakiekolwiek przeciwciała w badaniu?Bo nigzie nie mogę znaleźć takiej informacji.. Poza tym - w sumie - co to szkodzi, że je zaszczepimy co roku? Jak nie są uczulone, a wet ma trochę wprawy i umie robić iniekcje ( ;) ) to taka stymulacja odporności nie jest przecież szkodliwa.
  18. Stwierdziła, tylko na innym forum.. I masz rację - na pewno jest to mądrzejsze niż chemia :)
  19. [quote name='from_wonderland']W lecie często jadę na wieś, moja suka biega wtedy po podwórku, nigdy żadnych plam po moczu nie widziałam, także to też nie do końca.[/QUOTE] Zdarza się tak, szczególnie na ograniczonym terenie gdzie pies załatwia się często w tych samych miejscach. Duże stężenie azotanów, amoniaku i soli w kwaśnym moczu, którym psiak regularnie podlewa daną kępkę faktycznie może doprowadzić do jej zżółknięcia. Autorka wątku jest przeciwniczką spacerów z psem, także ciężko cokolwiek sensownie doradzić ;)
  20. A próbowałaś psa nauczyć, żeby nie uciekał zanim zaczęłaś tego wymagać..? Skoro pies jakąś część życia biegał sobie wolno gdzie mu się podobało, to jak niby ma teraz sam z siebie zrozumieć "ok, mam opiekuna to teraz już nie wolno mi biegać gdzie zechcę?". Poćwicz z nim na długiej lince, takiej 20 metrowej, uwarunkuj dyski fishera i stosuj, gdy tylko zobaczysz że szykuje się do ucieczki; nagradzaj też momenty w których podejdzie do siatki ale odpuści. Ćwiczenie przeprowadzaj z domu, żeby mu się wydawało że jest sam. Zamiast dysków możesz też użyć np. gwizdka, będzie lepiej słyszalny.
  21. A próbowałeś proponowanego wcześniej podawania jedzenia z ręki? Skoro gotujesz, to ono może być w misce - ważne, żeby nie kłaść miski na ziemi (bo w ten sposób oddajesz ją psu i ma prawo się wkurzać, że ktoś mu w posiłku przeszkadza) a trzymać ją w rękach - wtedy jedzenie pozostaje Twoją własnością. Dobrze też wymagać od psa spokoju i wykonania kilku komend zanim wydasz mu jedzenie. On się nakręca już w momencie, jak czuje czy słyszy że nakładasz posiłek bo wie, że zaraz go dostanie - zmień trochę ten rytuał. Ugotuj jedzenie trochę wcześniej, nałóż do miski i zostaw gdzieś w miejscu widocznym, ale niedostępnym dla psa na trochę, poczekaj aż przestanie "świrować". Jak się uspokoi - weź michę do ręki i poproś o wykonanie jakiejś komendy, zaczekaj aż zrobi to spokojnie i nagródź wydaniem pożywienia. Nie oddawaj mu posiłku tak natychmiast i za darmo, bo niepotrzebnie go to nakręca. Tylko też obserwuj psa i reaguj na jego emocje - nie chodzi o to, by go szczuć jedzeniem, tylko by wyczekać moment w którym będzie spokojny.
  22. A młoda gryzie te przedmioty tylko jak Cię nie ma w pobliżu, czy również gdy jesteś obok? Jeśli to pierwsze, to zastanów się czy nie próbuje sobie w ten sposób radzić z samotnością? Jeśli to tylko objaw ząbkowania - daj jej odpowiednie zabawki (taki, które są dosyć twarde i można je zamrozić, co uśmierza trochę świąd podczas gryzienia), a buty i inne przedmioty najlepiej pochować, pokoje do których nie musi mieć wstępu zamknąć. To, czego schować się nie da najlepiej posmarować czymś gorzkim, bo ten smak jest chyba dla psów najbardziej przykry (pieprz na ogół nie działa, a jak działa -to często wywołuje biegunkę). To może być ten wspomniany wyżej Bitter, można też użyć zwykłego toniku (spożywczego, tego napoju - zawiera chininę, więc wystarczy go wygotować trochę i jak mocno odparuje - posmarować ogryzany przedmiot). Sprawdź tylko zawsze używany środek na małym kawałku materiału bo może odbarwiać. I przekierowuj jej uwagę - naucz ją oddawać przedmioty i jak zobaczysz ją z kapciem w pysku każ oddać, po czym zachęć do skorzystania z zabawki. Co do gryzienia rąk - skończ zabawę gdy mała przekroczy granicę. Jak tylko Cię ugryzie - dajesz sygnał dźwiękowy (dowolny - nie, nie wolno, dość), krzyżujesz ręce na piersi i stajesz do psa tyłem. Jak nie pomoże - wychodzisz z pomieszczenia i zajmujesz się swoimi sprawami. Jak się uspokoi - możecie wrócić do zabawy. Tylko pamiętaj, żeby suczkę ignorować zupełnie - nie mów do niej, nie patrz na nią, udawaj że nie istnieje póki nie ochłonie. A jeśli chodzi o wodę - musisz sama to sprawdzić. Staraj się nie wrzucać jej na siłę do wanny, tylko wprowadź ją tam na spokojnie, nagradzając każdy krok jak będzie trzeba. Przydaje się też nalanie niewielkiej ilości wody na dno wanny/brodzika, jakoś łatwiej psiakom wtedy znieść kąpiel bo stoją w wodzie. Nie sądzę, żeby panikowała - wanna to jednak nie rzeka. Mimo to warto to zrobić delikatnie.
  23. [quote name='comboo'] ...wchodzi pani do sklepu zoo na dział "pies", staje pośród karm, smyczy, obroży, szelek, zabawek, gryzaków, smakołyków, legowisk...i pyta rozglądając się: -" Gdzie są jakieś rzeczy dla yorków?" (albo "Czy są jakieś rzeczy dla yorków", nie pamiętam) To jest codzienność w takim sklepie - takich klientów (a najczęściej - klientek) jest mnóstwo, każdego dnia.. I o ile jeszcze można zrozumieć, że ktoś się upiera przy danej karmie bo ma na opakowaniu yorka a nie westa (choć obie są niemal identyczne), o tyle trafiały się też kobitki któryś rozgryźć nie potrafiłem. Między innymi takie, które upierały się, że dana smyczka nie jest przeznaczona dla jej pieska, bo nie ma takiego emblematu/napisu. Najśmieszniejsze, że wystarczy taką panienkę odesłać do domu z prośbą, by zajrzała za tydzień, wygospodarować oddzielny wieszak na tą smycz i półkę obok, na której postawi się karmy dla yorków i już można sprzedać tą samą smyczkę tej samej Pani. Bo teraz już jest dla yorków, skoro leży w odpowiednim dziale. Co więcej, można zrobić odpowiednią "promocję" i przedmioty te obłożyć np. marżą +30%, czyli sprzedać sporo drożej niż kupiłaby tydzień wcześniej. I tak kupi. Bo teraz ta smyczka jest dla yorków ;) Na tym opiera się handel - na naiwności i bezdennej głupocie niektórych klientów. Dla wielu osób powiedzenie, że ich york jest psem jak i labrador czy nowofundland może się skończyć porządną awanturą, oskarżeniami o głupotę lub upośledzenie, żałosny poziom wiedzy kynologicznej oraz sugestiami dotyczącymi dalszego losu sklepu zarządzanego przez taką osobę. Nie dziwię się zatem, że właściciele sklepów zoologicznych patrzą krzywo na klientów zapatrzonych w tą rasę - niewielu się trafia z czymś pomiędzy uszami..
  24. [quote name='zaginiona sara']A jak określić to, że pies sam się ciągnie na kolczatce? Autoagresja?[/QUOTE] Habituacja. Autoagresja jest zjawiskiem patologicznym na ogół na tle nerwowym. A tak już pomijając powyższe - rzadko kto potrafi używać kolczatki, stąd pokazują się zjawiska takie jak opisane przez Ciebie. Albo odwrotne, jak wyuczona bezradność. Dlatego od zawsze twierdziłem, że kolczatka nie jest narzędziem dla przeciętnego Kowalskiego.
  25. Bo być może trochę nieprecyzyjnie określono co jest przemocą.. Jak pies ciągnie na smyczy, to też wykorzystujemy siłę fizyczną by nakłonić go do zmiany zachowania - a to też mieści się w słownikowej definicji przemocy ;) Ja bym tu raczej poszedł w kwestie bólu - jak dla mnie przemocą jest zachowanie, które sprawia psu ból by zmusić go do wykonania lub niewykonywania danej czynności. I przemoc też niekiedy w szkoleniu jest stosowana (choćby gdy używamy kolczatki) - przy czym [B]na ogół[/B] jest właśnie chęcią uzyskania szybkich rezultatów bez względu na koszty, albo wynika z niekompetencji szkolącego, rzadko kiedy jest rzeczywiście konieczna.
×
×
  • Create New...