-
Posts
103 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by dziefczyna87
-
No właśnie, a teraz historia sprzed dosłownie chwili, nie do końca na temat samej Soni: Wyszłam z Sonią już na normalny spacer, wracam, a u mnie przed klatką stoi dwóch starszych panów (moich sąsiadów). Jeśli ktoś stoi w samym wejściu klatki to Sonia zazwyczaj boi się wejść i trzeba ją długo do tego namawiać, a i tak wchodzi z podkulonym ogonem. Na moją prośbę przesunięcia się, jeden z Panów ruszył się o jedną setną milimetra, tak więc wielkiej pomocy z jego strony nie było. W międzyczasie podbiegły jeszcze ze dwa puszczone wolno psy (mające zbyt leniwych właścicieli, żeby sami z psami wyjść) i zaczęły wąchać Sonię, więc w ogóle zrobił się mały chaos. No i wywiązała się rozmowa: Pan: A co ona tak nie chce wejść? J: A bo proszę pana ona boi się wejść do klatki jak ktoś stoi w przejściu (podbiega pies i zaczyna się wąchanie) P: (patrzy na sukę z niesmakiem) Taaa, ja wiem czego ona chce No aż mnie zatkało, pomijając fakt, że sens tego co powiedział dotarło do mnie po jakichś 10 sekundach:roll: Gdyby to jeszcze było powiedziane żartem to nawet bym tego nie zauważyła, ale ten wzrok pełen pogardy mnie prostu dobił
-
[quote name='oleska']u nas do przodu. Niestety przyadek Tesuli byl z kategorii tych krytycznych i bardzo sie cieszymy, ze Soni nie. Nadal potrzebne sa zastrzyki/antybiotyki i kroplowka 3 razy dziennie ( po poludniu, w nocy i rano). Niepokjące jest zbyt rzadkie siusianie, ale staramy sie jak najczesciej prowokowac Tesule do oddawania moczu;) Nadal duzo spi, ale powoli wraca jej apatyt. Wszyscy w domu jestesmy pelnie nadziei, ze bedzie nabierac sil:) Cieszymy sie zdrowiem Soni i zyczymy wspanialego domu! a ten zwrot to na jakich warunkach???[/QUOTE] Faktura od weta którą trzeba wysłać na adres fundacji, fundacja "przyjaciele 4 łap" zwraca 150 zł, podać ci dane?
-
Chyba można:) Byłam z nią dziś u weta i rozmawiałam na temat tego co to w końcu było- powiedział, że macica nie wyglądała typowo dla ropomacicza, ale to nie była też normalna macica, czyli już zaczęły w niej zachodzić jakieś zmiany i możliwe, że zostało to chwilowo zatrzymane przez leki, a gdyby wstrzymać się z jakimkolwiek leczeniem jeszcze powiedzmy z miesiąc to mogłoby dojść do naprawdę poważnych zmian (ale tak naprawdę teraz można tylko gdybać...). Nie zmienia to faktu, że pomoc przyszła w odpowiednim momencie, tak więc chciałabym jeszcze raz podziękować wszystkim tym, którzy pomogli mi w opiece nad Sonią, a zwłaszcza Szafrankowi, która okazała (i dalej okazuje) Soni najwięcej serca, Margol, która założyła ten wątek i była zawsze gotowa udzielić mi pomocy, oraz Rafałowi, dzięki któremu mogłyśmy zorganizować transport i ruszyć z tą cała sprawą, o pokryciu kosztów leczenia nie mówiąc. Dzięki wielkie również Mysza za rady w sprawie wychowania i Oleska za czynny udział w dyskusji i dodające otuchy słowa. A Sonia dzisiaj już ma się wyjątkowo dobrze, trochę podskakuje na jednej łapie na spacerach (widać, że ją szwy irytują), ale już jej się znów zbiera na wygłupy więc widać, że jest ok. Jak tu teraz wytłumaczyć psu, że jej wygłupiać się teraz nie wolno?... Jedzenie wciąga nosem i chwilowo nie grymasi, miejmy nadzieję, że tak pozostanie;) Pozostaje jeszcze tylko kwestia spacerów, ale mam nadzieję, że w nowym domu trafi na cierpliwych ludzi, którzy okażą jej dużo wyrozumiałości i serca. No właśnie... myślę, że po świetach, jak już Sonia całkowicie wydobrzeje po wszystkich przejściach i będziemy pewne, że wszystko już jest ok, ze spokojem możemy jej zacząć szukać nowego domu i to pełną parą
-
No lepiej, lepiej, ja dziś rano wstaję, wchodzę do pokoju, patrzę, a tam co? SONIA NA KANAPIE! Nooo pięęękniieee;) Rano też już normalnie zjadła, zresztą sama już zaczęła tego jedzenia szukać. Póki co dużo nie dostanie bo jak z nią byłam na spacerze to widać, że ma jeszcze problem zrobić kupę, przykładała się do tego ze 2 razy a i tak jej nie wyszło:/ No ale widać, że się poprawia:) Zobaczymy co dziś wet powie:)
-
[quote name='MARGOL']daj znać czy trzeba cos kupić Sońce, moze jakąś specjalistyczna karmę,jaies witaminy - służę pomocą :)[/QUOTE] Dzięki wielkie Gosia:) :) :) u nas póki co wszystko w porządku, dlatego myślę, że wszelka pomoc w tym momencie najbardziej przyda się Olesce, sama planuję ją wspomóc jak już się wszystko wyklaruje ze zdrowiem Soni
-
Podsumowuję wydatki: transport 180 zł antybiotyk 80 zł krople na pchły 25 zł szczepienie 60 zł witaminy 10 zł nowe antybiotyki 114 (4x38zł) sterylka 265 (w tym już antybiotyk, który dostanie w czwartek) ŁĄCZNIE= 734 zł Wpłaty otrzymane: 300 zł od Rafała 300 zł od szafranek 50 od yv 20 zł od oleska 20 zł od mysza2 ŁĄCZNIE: 690 zł Jeśli uda nam się otrzymać 150 zł z fundacji, wtedy te pieniądze zostaną przeznaczone na ew. transport Soni do nowego domu (pomijam kwestie leczenia bo zakładam, że Sonia już jest całkowicie zdrowa! Trzeba myśleć w taki sposób w jaki coś ma być:) )
-
Z Sonią dziś rano wyszłam na dwór, zeszła sama po schodach choć z przerwami, siku było baaarddzzzooo dłuuuggiiieee, no i od razu nawrót i na górę. Widać, że jak się zapomni to zaczyna biec i od razu hamuje bo ją boli, tak samo jak wchodzę do mieszkania to się zrywa i od razu pisk bo boli:/ jestem ciekawa czy da jutro radę wejść do auta i potem z niego wyjść
-
Spróbuję odpowiedzieć na wszystkie pytania w pigułce: nie miałam czasu porozmawiać dokładnie z weterynarzem bo Sonia jak usłyszała, że wchodzę zerwała się na równe łapy pomimo swojego stanu i o mało się nie wywróciła, a potem zaczęła napierać na drzwi, tak więc z pomocą lekarza załadowałam ją do samochodu i tyle co porozmawialiśmy na temat czy wszystko poszło dobrze, bez komplikacji, co się teraz może z nią dziać itd. Znowu niestety wszystko robione na wariata:/ Dlatego wszystko dokładnie napiszę w czw jak wrócimy z zastrzyku. Nie ma szansy żebym wzięła Sonię na ręce, nie chodzi już nawet o ciężar, itd., ale Sonia przeraźliwie piszczy za każdym razem jak się ją próbuje dotknąć, wiem już po tym jak próbowałam ją wynieść z samochodu. W grę wchodziłoby jedynie indywidualne zejście, ale niestety Sonia nie jest w stanie się podnieść na dłuższy czas, widać że ją to męczy, po krótkim czasie siada, a zdarza jej się też piszczeć jeśli wstanie zbyt gwałtownie (bo np. wchodzę do domu:/), tak więc nie jest lekko:/ Zobaczymy jak to będzie jutro, mam nadzieję, że będzie lepiej bo gdyby doszło do sytuacji, że musiałaby się załatwić w domu to tylko dołożyłoby jej ogromnego stresu, o fakcie samego wstrzymywania moczu nie wspomnę. Ale niestety dziś nie ma szans na spacer- tym bardziej, że w górę schodów Sonia by może i weszła, ale w dół już wątpię (inne ułożenie łap i całego tułowia). Cięcie? Ogromne, a przynajmniej tak mi się wydaje z tego co udało mi się zauważyć kątem oka. Sonia teraz leży i śpi, ja chyba też się zaraz szybko zwinę do łóżka żeby nie czuwała tylko spokojnie spała całą noc, w końcu pies śpi inaczej jak obok toczy się życie,a inaczej jak już wszyscy śpią (takie jest przynajmniej moje zdanie;) )
-
A ja wlasnie odebralam Sonie od weta, leży biedna pod stolem, ledwo po schodach weszla, po drodze sie cały czas kładła, juz o wejsciu i wyjsciu z samochodu nie wspomne:/ Nie dała się nawet namówić na przejście na posłanie tak żeby nie musiała sama z auta wychodzić:/ Mam nadzieję, że zaraz pójdzie spać bo póki co widać, że ciągle jest w trybie czuwania...i jak tu teraz wziąć ją na spacer z pierwszego piętra?
-
[quote name='wellington']Masz ostre wejscie. Chamskiemi odzywkami wiele nie zdzialasz ani niczego nie wniesiesz. Masz cos do powiedzenia konkretnego nt. Soni? Jesli tak to pisz, jesli nie, zmykaj ![/QUOTE] No, no, i kto to mówi... :) Wellington proszę nie wprowadzaj takiej atmosfery na tym forum, myślę, że większość osób zainteresowanych sprawą od samego początku uważa, że zrobiło się tu conajmniej dziwnie odkąd włączyłaś się do dyskusji. Sonia jutro ma przeprowadzaną sterylizację u p. Łunkiewicza. Trzymajmy kciuki za to, żeby to już był koniec wizyt u weterynarza:)
-
[quote name='wellington']To przeciez TY piszesz o skrajnym wycienczeniu w kontekscie Soni wiec przyjmuje ze Sonia w takim stanie sie wlasnie znajduje .[/QUOTE] Sonia nie jest nawet bliska stanu skrajnego wycieńczenia, wręcz przeciwnie, zachowuje się jakby nic jej nie dolegało. Chwilowo zawieszam ten wątek do czasu podjęcia kolejnych kroków jeśli chodzi o sukę. Osoby, które faktycznie są zainteresowane losem Soni i były realnie zaangażowane w jej sprawę i tak są informowane o wszystkim na bieżąco.
-
Lecznice w jakich była Sonia: Gabinet weterynaryjny[B][FONT=Trebuchet MS][SIZE=1][COLOR=#003333]Michalska J., Lemański Z.[/COLOR][/SIZE][/FONT][/B] [COLOR=#c3c3c3]1256[/COLOR] Miedniewicka 25 [URL="http://www.vetopedia.pl/weterynarz-5-248-0-0-Skierniewice.html"][B][SIZE=1][COLOR=#494949]Skierniewice[/COLOR][/SIZE][/B][/URL] I była tam badana przez obydwu weterynarzy, przez p. Lemańskiego i przez p. Michalską- raz nawet obydwoje byli w tym samym czasie w gabinecie (kiedy poszłam z Sonią po pierwszych wymiotach) i obydwoje powiedzieli, że trzeba usunąć macicę, jednak obydwoje stwierdzili, że nie jest to sprawa natychmiastowa. To ja wymogłam na nich szybki termin sterylizacji, do której w końcu niestety nie doszło, z przyczyn ode mnie niezależnych, takie rzeczy niestety się zdarzają. Gdy wykonałam do nich telefon, stwierdzili, że nie ma pośpiechu i zabieg równie dobrze może zostać wykonany w przyszłym tyg, nie była to kwestia ratowania życia. Obecny weterynarz: Przychodnia weterynaryjnaVeterinarius s.c.[B][FONT=Trebuchet MS][SIZE=1][COLOR=#003333]Łunkiewicz B., Owsiana Z.[/COLOR][/SIZE][/FONT][/B] [COLOR=#c3c3c3]1351[/COLOR] Miedniewicka 25 [URL="http://www.vetopedia.pl/weterynarz-5-248-0-0-Skierniewice.html"][B][SIZE=1][COLOR=#494949]Skierniewice[/COLOR][/SIZE][/B][/URL] Przypominam, że p. Łunkiewicz również się oburzył gdy usłyszał o tym, że Sonia nie była od razu operowana, jednak po usłyszeniu całej historii i obejrzeniu Soni, sam stwierdził, że trzeba najpierw podać jej leki i poprawić jej ogólny stan przed sterylizacją. Nie jestem weterynarzem, ale nie mam żadnych podstaw żeby podważać cudze kompetencje, tym bardziej że u suki wystąpiła zdecydowana poprawa i ma ona zaplanowaną sterylizację na ten tydzień. Jutro również dostanie kolejną dawkę leków. Chciałam również zauważyć, że p. Łunkiewicz cieszy się bardzo dobrą opinią, sam kilka lat temu uratował mojego psa który był w bardzo złym stanie i nie mam powodów, żeby nie ufać jego ocenie, tym bardziej, że dwóch różnych wterynarzy przyjęło taką samą taktykę leczenia Soni. Jeśli chodzi o dom tymczasowy u mnie, wszystkie wpłaty jak i wydatki związane z Sonią były rozliczane i podawane na bieżąco, ani złotówka z kwoty którą otrzymałam nie została wydana na nic poza leczeniem Soni. Sonia była również wielokrotnie odwiedzana przez Margol oraz raz przez szafranek, która przyjechała tutaj aż z Opola, dlatego również nie rozumiem skąd wzięły się głosy nt. "czy ktoś sprawdzał ten dt?". Wielokrotnie oferowałam swoją pomoc w szukaniu domu psiakom ze skierniewickiego schroniska, a osoby które w tym też uczestniczyły nie miały w stosunku do mnie żadnych zarzutów, wydaje mi się, że wręcz przeciwnie...Kto był zainteresowany, ten wie. Wszystkie rady i pomocne słowa są bardzo mile widziane, jednak wolałabym aby nie działo się to w taki sposób w jaki dzieje się teraz. Wszyscy jesteśmy mądrzy po szkodzie, a tym bardziej na odległość, ja nie mam kompetencji żeby podważać słowa weterynarza, tym bardziej, że Wellington jak sama powiedziałaś powinnam była pójść do p. Michalskiej, jako jedynej kompetentnej osoby. Powyżej macie jej opinię. Robię naprawdę co w mojej mocy i nie widzę potrzeby robienia "rozróby" na forum (a tym bardziej poza nim...). Ile osób, tyle opinii i tyle doświadczeń. Jedyne o co proszę to o zdrowe podejście do sprawy i trochę ogólnej kultury, ponieważ nie życzę sobie telefonów od osób, które nigdy nie miały kontaktu z psem, a w których ja i osoby, które udzieliły Soni najbardziej realnej pomocy są po prostu mieszane z błotem. Rady- tak (zresztą wielokrotnie zwracałam się tu na forum z prośbą o Wasze opinie na dany temat), ale nie w taki sposób, w jaki dzieje się to teraz.
-
Dwóch różnych lekarzy powiedziało to samo: podleczyć ją antybiotykami, przywrócić do "jako takiego" stanu i dopiero kroić. Ja się na tym nie znam, ale skoro dwóch tak powiedziało, a Soni się polepszyło...no nie wiem:/ Drugi wet też powiedział, że leki są w stanie wyleczyć to zapalenie jedynie w 20%, więc sterylizacja musi być ale powiedział, że dopiero za kilka dni, gdzieś w połowie tego tygodnia A no i jeszcze chciałam napisać, że gdy poszłam do tego drugiego weta i opisałam mu całą sytuację to pierwsze co powiedział to "dlaczego suka nie była OD RAZU wysterylizowana jak juz było widać co się dzieje?!" i naprawdę bardzo się oburzył, ale jak mu wytłumaczyłam, w jakim była stanie, że nie jadła kilka dni i że teraz nie je, do tego jeszcze zwymiotowała dwa razy to sam się właśnie zdecydował jeszcze na leki i stwierdził, że musimy polepszyć stan psa zanim przeprowadzimy operację...
-
[quote name='kora78']to tak, jak mowilam. zeby operacje choremu psu robic i ryzykowac.[/QUOTE] Wiecie, nikt Soni chorej kroić nie chciał. Taki był plan na początku- wyleczyć, zaszczepić i sterylizować. Niestety, co chwilę było z Sonią "coś" i w sumie nic nie poszło zgodnie z planem:/ A tak się cieszyłam jak przestała mieć wtedy te wycieki po antybiotykach, bo i ją zaszczepiłam i dostała płyn na pchły i zaczęła jeść już w miarę normalnie (z drobnym wybrzydzaniem;) ), a tu znowu zrobiło się niebezpiecznie:/ Dziś drugi dzień dostała antybiotyki, i trochę już nawet zjadła karmy, ale mimo wszystko niewiele (chyba bardziej z chytrości bo kot stał obok;) Bogu dzięki za tego kota, inaczej by w ogóle nie jadła!). No ale też już jest sobą- macha ogonem i bawi się na spacerach, a wtedy jak miała te wymioty to nawet na psy nie skakała jak zawsze...Tak więc, nie sądziłam że to powiem, ale jakie to szczęście, że znów ciągnie na smyczy... ;P Podsumowuje wydatki: transport 180 zł antybiotyk 80 zł krople na pchły 25 zł szczepienie 60 zł witaminy 10 zł nowe antybiotyki 76 zł ŁĄCZNIE= 431 zł Wpłaty otrzymane: 300 zł od Rafała 250 zł od szafranek 20 zł od oleska 20 zł od mysza2 ŁĄCZNIE: 590 zł
-
Historia w dużym skrócie przedstawia się tak: Sonia miała mieć dzisiaj sterylizację o 12, ja wtedy byłam w pracy, a zawieźć ją miał mój facet. O 10 dostał telefon z pracy, że musi wyjechać i nie dał rady wziąć Soni do weta:/ Zadzwonił więc do weta i zapytał się czy można przyjść później, niestety byli obładowani i powiedzieli, że dopiero w pon:/ Wróciłam do domu z pracy i patrzę a Sonia znowu zwymiotowała taką żółcią jak ostatnio:/ już mi ręce opadły. Zapakowałam ją do samochodu i wzięłam do innego weta żeby sprawdził co i jak. Diagnoza ta sama, o tyle że dokładniej wytłumaczona: ropomacicze, niedoleczone zapalenie, intoksykacja (ropa nie wycieka) i przez to wymioty. Stąd taka huśtawka w samopoczuciu Soni. Sońka dostała znów dawkę leków i będzie miała jak najszybciej sterylizację, ale weterynarz stwierdził, że trzeba ją najpierw doprowadzić do w miarę dobrego stanu (a przypominam, że Sonia już nie je 4 dni:/),tak więc codzienne zastrzyki przez kilka następnych dni, a potem operacja. W ogóle trochę żałuję, że od razu nie poszłam do tego weta, zupełne inne podejście. Wszystko mi wytłumaczył dwa razy, pomógł mi ją wtaszczyć na stół, i w ogóle miał inne podejście do samego psa. W sumie jak teraz na to patrzę, to może i dobrze, że ta sterylizacja nie odbyła się dzisiaj (choć na początu nagadałam mojemu facetowi do słuchu, że się nie wywiązał:P) bo nie wiadomo jakby to zniosła po tylu dniach niejedzenia:/
-
wet nic nie sugerował jeżeli chodzi o badania, jedyne co stwierdził to że kwalifikuje się na szybkie usunięcie macicy (jednak). Jutro jak z nią pojadę też nie mam zamiaru od razu dawać jej pod nóż tylko każe ją jeszcze raz sprawdzić. Zwróćcie też uwagę, że z Sonią już było wszystko ok, zaczęła normalnie jeść po tamtych antybiotykach i zachowywać się normalnie, tak więc to też nie było tak, że ona od momentu przyjazdu jest cały czas osłabiona...:/ Dziś już nie wymiotowała, wczoraj też tylko ten jeden raz, póki co cały czas jeszcze czekam na kupę, ale dzisiaj też nic nie zjadła od rana (zresztą i tak już nie może skoro jutro ma być pod narkozą), ale pije wodę. W sumie jest tak samo jak wtedy gdy przyjechała i jeszcze nie dostała leków, czyli może jednak to zapalenie po prostu się nie doleczyło i to jest nawrót? to właśnie sugerował wet
-
Więc tak, ogólnie to nie jest dobrze- Sonia w ogóle nie je drugi dzień, dzisiaj w dodatku zwymiotowała (nie wiem jaką treścią bo akurat nie było mnie w domu, chłop sprzątał;) ). Wzięłam ją do weta, opisałam całą sytuację, sprawdził jej temperaturę-wyszła normalna, opowiedziałam o tych psach i zapaleniu, że może się nie doleczyło, lekarz przyznał mi rację i stwierdził, że trzeba ją wysterylizować, tak więc jest zapisana na zabieg już na ten piątek. Ja jeszcze jutro i dziś dokładnie przyjrzę się kupie, bo nie wiem czy to nie jakieś początki przeziębienia, a wtedy napewnoe nie będzie sterylki, ale nie oszukujmy się- bez jedzenia, nie ma co liczyć na szybkie wypróżnienie. Podsumowuje wydatki: transport 180 zł antybiotyk 80 zł krople na pchły 25 zł szczepienie 60 zł witaminy 10 zł ŁĄCZNIE= 355 zł Wpłaty otrzymane: 250 zł od Rafała 250 zł od szafranek 20 zł od oleska 20 zł od mysza2 ŁĄCZNIE: 540 zł czyli mamy 185 zł nadwyżki jeśli chodzi o leczenie. Sterylka wyniesie ok. 300 zł Ale powiem Wam, że ciężko jest- dzisiaj jak miałam korepetycje to Sonia nawet nie zauważyła, że ktoś wchodził (leży w kącie i śpi), dopiero jak ci ludzie zaczęli siadać to wtedy się pdoniosła i zaczęła machać ogonem, ale widać, że jest taka ospała i powolna:(
-
cooo tyyyyy, nawet nie tknęła, burżuj jeden;) w tej chwili suchego się zupełnie wyparła, na razie znosi mokre gran carno, ale już też widzę, że je coraz mniej, nie wiem czy to przypadkiem nie jest związane z zapaleniem dróg rodnych, czy jej się znów nie rozwinęło i to dlatego:/ stąd też jutro wizyta u weta i możliwe, że pobranie krwi. Wiele psów skacze na Sonię, tak jakby miała cieczkę ( a jest jeszcze za wcześnie). Szafranek się dowiedziała, że tak się właśnie może dziać jak jest zapalenie u suki i wtedy psy reagują jak na cieczkę. Dlatego jutro jadę zasięgnąć drugiej opinii u innego weta, mam nadzieję, że będzie pani weterynarz na miedniewickiej, jeśli nie to podjadę wtedy do tej kliniki koło wiaduktu, bo zależy nam bardzo na czasie. Jeśli szybko wyeterylizujemy Sońkę to być może znajdzie domek jeszcze w tym miesiącu