SBD, wydaje się idealnym miejscem to, w którym jesteśmy. Nawet chłodniej jest, tylko 25 st.C wieczorami.
Przez ten długi czas milczenia Tusia miała dwa ataki serca bez utraty przytomności. Każdy jest przerażający gdy w świadomości tkwi stwierdzenie dr Kujawskiego: nastepny może być ostatnim. Nauczyłam się ratować dodając dodatkową dawkę vetmedinu w trakcie i trzymając na rękach tak, by nie kładła się na klatce piersiowej co wywołuje duszności. Ostatnia taka akcja trwała tylko godzinę, poprzednia pięć długich nocnych.
Teraz starsze suczki chodzą tylko w cieniu między drzewami. W domu leżą głównie na panelach udających deski dębowe. Tusia śpi na wersalce z główką pod którąś z licznych poduszek, Barbisia nawet na kocu. Nie rezygnuje łatwo z wygody, której przez lata nie miała.
W sumie przeprowadzki były trzy:
Z DS na pierwszy DT. Duzy pokój, 25 m kw.
Z pierwszego DT do drugiego. Pokój 16 m kw.
Z drugiego do DS nastepnego czyli tego gdzie jesteśmy.
Psy przeprowadzają się bezstresowo. gorzej z kotami. Franeczka jest spokojną kotką, przyjmującą zmiany filozoficznie. Morycek starzeje sie, chudnie, badania krwi nic nie pokazały. Diagnoza to starość. Skończył 15 lub 16 lat.
Hacker bardzo wrażliwy i nerwowy, Filipek umierający ze strachu, oba kocury bardzo przeżywały zmiany miejsc. W drugim DT chowały się pod kołdrą gdzie tkwiły po parę godzin bez ruchu. Efektem były liczne kołtuny Hackera, które już się wyczesały.
Koty nasze mieszkanie pokochały od pierwszego wejżenia razem z balkonem, parapetami i zakamarkami.
Tylko pierwsza noc dała dużo emocji. Nie można było znaleść nigdzie Filipka, nie takiego znów małego, większego od Frotki.
Ludzie sobie wyszli gdy zaczęłam szukać, odsuwałam meble, wołałam i prosiłam żeby dał znać. Bałam się, że uciekł gdy drzwi były otwarte w mieszkaniu, piwnicy i na zewnątrz.
O 1-wszej zwiedzaliśmy z Fafikiem piwnicę ciągnącą się przez cały blok, później okolicę z krzaczkami, śmietnikiem i gdzie się dało. Poddałam się o 3-ciej, siadłam na wersalce w dużym pokoju załamana doszczętnie z myślami koszmarnemi, deszcz lał, zaczęły się deszcze zwiastujące wielką powódź. Nagle upadła butelka z Metaxą stojąca na podłodze przy szafkach Teoretycznie nic żywego tam by się nie zmieściło, chyba że zasuszona pluskwa. Po 10 min. ukazał sie czubek ogona Filipa. Odsunęłam te szafki i pokazał się cały kot, trochę stłamszony lecz żywy. Do dzisiaj nie wiem jak tam się dostał.