Ja też latem do lasu jeździłam na grzybki, a że wtedy już miałam w domu 5 miesięcznego goldenka to pomyślałm czemu niezabrać i jego. Najpierw chwilę połaziliśmy a potem postanowiłam z nim pocwiczyc, w koncu inne otoczenie, więcej zapachów itd.
No więc, najpierw podstawa czyli siad, waruj itd. a że jeszcze nie mieliśmy za dobrze opanowanego zostań to przywiązałam psiaka do drzewa, żeby wrazie czego się sam nie nagrodził i nie poleciał gdzieś. Tak więc został przywiązany, a ja odeszłam i odwróciłam się do niego plecami.
Stoję już 30 sekund i nagle słyszę jak jakaś kobieta woła : Patrz takie maleństwo i jakie śliczne, ktoś je przywiązał.
No to ja się odwróciłam i patrzę co się dzieje. Myślę sobie " kogo przywiązali?"
I wtedy podbiega ta kobieta do MOJEGO psa i juz próbuje coś do niego mówić, że wszystko bedzie dobrze, że ona go zabierze itd.
Jak się nie zerwałam, podleciałam i się pytam co się dzieje? A ona mówi, że ktoś tu psa przywiązał do drzewa i zostawił. Ja na nia popatrzyłam i mówię, że to mój pies i my tylko tutaj ćwiczymy zostań i, że go przywiązałam, bo on dopiero się uczy zostawać itd.
A ona chyba tego totalnie nie słyszała, bo zaczeła się na mnie wydzierać, że jak ja mogę takie bezbronne stworzonko zostawiać samo w lesie i jeszcze przywiązane do drzewa, że zadzwoni na policję i coś tam jeszcze i, że ona go zabierze do domu i da mu jeść ( przepraszam, ale on wtedy był naprawdę spasiony i to było widać) i już zaczęła go odwiązywać, ale przyszedł mój tato, bo był niedaleko i usłyszał krzyki i się pyta co się dzieje i żeby oddała mu tego psa, bo to jest nasz pies i on tu tylko ćwiczył itd. No i ona mu podała tą smycz, ale też tak jakby nie mogła uwierzyć, że nikt tego psa tu nie zostawi na pastwę losu.
Ja się ciesze, że są ludzie którzy dbaja o dobro zwierząt, ale bez przesady, gdyby nie było mojego taty to by mi chyba psa zabrała.
Teraz jak to wspominam to śmiać mi się chce, ale wtedy to naprawdę nie było do śmiechu