Jedna z najpiękniejszych wiadomości jakie dotrzymałam od nowej rodziny po adopcji zwierzaka:)
Nie da się opisać tego co czuję i widzę, ale jakoś ubiorę to w słowa.
Dzisiaj mijają dwa tygodnie kiedy Szaga dołączyła do naszej rodziny a ja czuję jakby zawsze z nami
była albo, że niemożliwe żeby jej z nami nie było. To niesamowite jak ona się zmienia (my też) z
każdym dniem a nawet godziną . Dzisiaj biega wyprostowana z głową i ogonkiem do góry, jej postawa
się diametralnie zmieniła. Poznała okolicę, wybieg i ścieżki w lesie. Wie gdzie jest jej dom. Smycz ma
6 metrów i w pełni to wykorzystuje. Po schodach na piętro nie wchodzi powolnie jak na początku
tylko śmiga na wyścigi ze Smugą.
Na wybiegu po kolei poznawała pieski – przyjaciół Smugi i ta metoda zdała egzamin bo teraz cieszy
się na te spotkania i bardzo lubi tam z nimi biegać. Uwielbia tarzać się na grzbiecie, widać wtedy jak
się uśmiecha i jak jest jej dobrze. Jest bardzo czujna, pilnuje żeby nie stracić mnie z oczu ale coraz
bardziej mi ufa i pozwala sobie na dystans. Na początku nie odstępowała mnie na krok.
Kolejnym ulubionym zajęciem jest kopanie dziur w ziemi i piasku. Kopie je bardzo energicznie, cieszy
ją rozgrzebywanie podłoża. Potem nad nią skacze i biegnie kopać następną. Non stop węszy, wącha,
tropi, poznaje nowe otoczenie i dobrze się w nim czuje.
Cały czas towarzyszy jej Smuga – zaciekawiona, zaintrygowana, czasem zdziwiona. Obie się odkrywają
i wzajemnie zaskakują. Do tej pory Smuga była tą zaczepiającą i zachęcającą do zabawy. To było
odczuwalne szczególnie gdy na spacerze szły na smyczy. Wczoraj się trochę zmieniło. Smycze się
naprężyły i już chciałam uspokajać Smugę a tu patrzę a to Szaga na nią skacze i zaczepia – cudownie!
Obie są coraz swobodniejsze wobec siebie i bardziej otwarte.
Śpimy razem w łóżku – Smuga w nogach jak zawsze a Szaga w górnej częci. Minimum trzy razy w nocy
mam wyznanie miłości w postaci przytulania się i całowania przez Szagę - to niesamowite. Rano gdy
mnie budzą to jest szaleństwo – prężą się, wyginają, przewracają, zaczepiają a ja smyram je i głaskam
i się z nimi drażnię. I często już po 6tej jesteśmy na spacerze – i to jest nasze i dla nas. Te poranne
spacery są niesamowite. Ładujemy baterie na cały dzień.
Teraz w domu też już coraz więcej same się organizują. Nie pilnują mnie już tak bardzo i gdy pracuję
przy komputerze to nie mam ich już pod nogami tylko same wychodzą na leżakowanie na trawie
w ogródku albo idą do salonu i kładą się na kanapie. Oczywiście po kilku minutach mnie sprawdzają
i zaglądają – i to jest takie sympatyczne. One są kochane!
Każda ma swoje miseczki i miejsce do jedzenia i nie wchodzą sobie w drogę. Każda wyjada swoje a po
chwili płynnie się zmieniają i dojadają po sobie – w pełnym porozumieniu. To mnie bardzo
pozytywnie zaskoczyło (dla ścisłości – cały czas mnie zaskakują).
Na początku Szaga nie chciała wchodzić na fotel czy wersalkę wskakiwała na nią Smuga a Szaga kładła
się na podłodze obok albo za wersalką. Po tygodniu wskakiwała jako pierwsza i zajmowała wygodne
miejsce. Najfajniej jest gdy siedzę na środku a one wskakują obok (Szaga po prawej a Smuga po mojej
lewej) i zabiegają o moje względy. Generalnie to chyba się namówiły i wdrożyły konkurs na
najgrzeczniejszego pieska. Uwielbiają jak je chwalę i już wiedzą że gdy to następuje to przechodzimy
do kuchni bo będą smaczki zawsze z hasłem „dla grzecznych piesków”.
Szaga pięknie wygląda jak śpi i tu jej przemiana jest najbardziej widoczna. Nie zwija się w mały kłębek
tylko wyciąga się na połowę wersalki, rozkłada łapki na boki, przeciąga się, korzysta z poduszki i już
po paru minutach drzemki zaczyna chrapać – to jest takie rozczulające.