-
Posts
132 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Anka i Trufi
-
No i dzisiaj jeszcze lepiej, chyba koniec eksperymentu i pozostajemy przy Acanie. Jutro jadę po dużą torbę :lol: Dzięki za rady!
-
[quote name='bonsai_88']przed sesją musiałam dzień w dzień robić z nią po 20 km [sprawdzałam, naprawdę aż tyle :crazyeye:] przy rowerze - ilość ustalona kompromisem - dla niej minimum, dla mnie maxsimum :evil_lol:[/quote] No dobra, zaczynasz mnie przekonywać, że może być gorzej :p
-
[quote name='aina155'] [B]Anka i Trufi[/B] I oduczylas? Bo ja nie umiem. Ona sie nie zalatwia bez pilki, bo a nuz rzuce jak ona bedzie koope robic. Tzn zalatwia ale patrzac na mnie czy nie rzucam. [/quote] Jak zabiorę mu piłkę po pierwszej sesji aportowania i powiem "biegaj" to szybko leci w krzaki i robi co trzeba, ale ciągle się ogląda czy czasem nie pojawiła się piłka. Czyli chyba podobnie jak u was... Z piłką się zdarza okazjonalnie, jak nie zakończę zabawy na czas, a pies już nie wytrzymuje :eviltong:
-
[quote name='aina155']Skad ja znam ten problem? Sama szalu dostaje: Fiona kocha tylko pilke, nawet sika z pilka w zebach, kupe z reszta czasem tez tak robi. [/quote] Tak, to już też przerabialiśmy ;)
-
No w sumie to fajne mamy problemy, inni się nie mogą psa doprosić o chwilę uwagi, a nas wykańcza ich koncentracja :evil_lol: Mój w poprzednim wcieleniu chyba był borderem. Albo ma jakieś geny bordera w swojej cudownej mieszance :eviltong:
-
Na szczęście sprawa się nie pogarsza, chyba dążymy bardziej w kierunku normy niż biegunki, dlatego jeszcze poczekam. Oczywiście jeżeli w ciągu kilku dni nadal będzie to tak wyglądać, albo się pogorszy, spróbujemy coś nowego. Mam też próbkę Acany Sensitive, może to będzie lepsze. Mówicie też, że Royal? Jeżeli będzie trzeba zmienić to spróbujemy. Dzięki!
-
Oj szkoda, faktycznie zarówno brak jak i nadmiar koncentracji mogą być uciążliwe, chociaż nie sądziłam, że kiedyś to powiem :crazyeye: Próbuję być twarda, dzisiaj przez ponad 10 minut szłam po parku z psem (bez smyczy oczywiście) plączącym mi się pod nogami i ignorującym cały świat poza mną. Chciałam wykorzystać piłkę jako nagrodę za przywołanie, ale ciężko przywoływać psa, który ciągle idzie metr ode mnie! Niezapomniane przeżycie, naprawdę :lol: Ale oczywiście, z dwojga złego... :razz:
-
[quote name='yuki']Anka nic się nie przejmuj, jak się w Ciebie wgapia to poprostu olej , nie patrz mu w oczy, jak stoi na przeciw Ciebie, odwróć bokiem, daj mu znać mową ciała, że nie masz ochoty na żadne interakcje, niech się chłopak zajmie sobą;)zrozumie na bank:)no bo ile można patrzeć się w cudze oczęta które partrzą się w bok. A i nie stój w miejscu, moja suka jak stoje w miejscu to się też we mnie wlepia i czeka aż rzucę piłkę czy patyk. pozdrawiam[/quote] No tak próbuję, ale on idzie koło mnie, to z jedenej to z drugiej strony, i próbuje uchwycić mój wzrok. A jak tylko postanowi odejść gdzieś dalej i coś obwąchać, a ja sięgnę do kieszeni (np. po chusteczkę do nosa!) to już się melduje przy nodze. Normalnie jak automat. Może się nauczy, że jak koniec zabawy to koniec, a piłka pojawi się dopiero jak go zawołam. Ale teraz chyba jeszcze nie stracił nadziei, że uda się coś wynegocjować :roll: W każdym razie w ciągu miesiąca motywacja do przywołania nam wzrosła dwukrotnie. A nie wierzyłam, że da się tak psa nakręcić na zabawkę... To mam za swoje :diabloti:
-
[quote name='metaxa']A ja chciałam się tylko zapytać JAK udało Ci sie tego dokonać ?? :)))):lol:[/quote] Przez ponad 2 miesiące spuszczałam go ze smyczy tylko do aportowania i ćwiczenia. Jak tylko się zdekoncentrował to koniec wolności i znowu smycz. Więc teraz chyba mu się wdrukowało "odpinają mi smycz = będzie bieganie za piłką albo ćwiczenie ze smakami" Jak tylko go odpinam to zaczyna tańczyć wokół mnie w oczekiwaniu na pierwszy rzut :lol: Tylko się teraz zastanawiam czy nie przesadziłam :diabloti:
-
Dobra, część z Was pewnie powie, że nie mam problemu i powinnam się cieszyć, ale zastanawiam się czy nie idziemy w drugie ekstremum... Od paru miesięcy pracuję nad koncentracją psa na mnie na spacerach. Szło coraz lepiej, w zależności od miejsca, ale od tygodnia, kiedy dostał zupełnie nową spacerową piłeczkę, skupienie na mnie jest na 200%. Jak tylko odpinam mu smycz, pies wgapia się we mnie jak w obrazek, nie sika, nie wącha trawy, nie patrzy na psy, nie szczeka na wiewiórki - istniejemy tylko my i piłka :razz: I to bez względu na to gdzie go ze sobą zabiorę - piłka wygrywa ze wszystkim. Aportuje jak szalony, nigdy nie ma dosyć. No i super, generalnie jest ekstra, pies wraca ze spaceru wybiegany na maksa, ale z drugiej strony nie wyluzowuje się na tym spacerze ani na chwilę, ciągle czeka czy wyjmę piłkę i mu ją rzucę. Jak kończę zabawę to niby po chwili się poddaje i idzie sobie spokojnie, ale ciągle kątem oka na mnie patrzy. Czuję presję :evil_lol: No i teraz nie wiem czy się cieszyć, że mamy koncentrację jak nie wiem co, czy jakoś popracować nad jego uspokojeniem. Czyli konkretnie, moje pytanie brzmi: co zrobić, żeby na spacerze wydzielić psu "czas na ekstra-zabawę z panią" i "czas na spokojne spacerowanie obok" - tak żeby nie czekał w napięciu kiedy wyjmę piłkę z kieszeni? Żeby sprawa była jasna - wolę mój obecny "problem" od olewania mnie w parku, co miało miejsce jeszcze 3 miesiące temu. Jeżeli sobie stwarzam problem to mi to powiedzcie ;)
-
Dzięki, będę kontynuować obserwacje 8)
-
Wybrałam w końcu karmę, Trufi od paru dni dostaje część porcji Acany z jagnięciną (drugi posiłek jak zwykle gotowany). Smakuje mu to bardzo, biegunki niby nie dostał, ale szczerze mówiąc od kiedy zaczęłam go tak karmić to jego za przeproszeniem koopy przestały dobrze wyglądać - duże i luźnawe, a śmierdzą jak :angryy: Czy to jest normalne przy przechodzeniu na suchą karmę i mam po prostu poczekać aż się przyzwyczai czy jest to znak, że ta karma raczej mu nie służy? Nie wiem czy próbować dalej czy jeszcze chwilę poczekać?
-
Puszki raczej odpadają, bo plecy nam wysiądą, dobytek nosimy w plecakach. Suchą karmę jeszcze jakoś doniesiemy, ale zestawu puszek - nie ma mowy :razz: Ale dzięki za rady, pójdę się w tym tygodniu rozejrzeć i będziemy próbować...
-
Ano właśnie, wakacje psują cały system :mad: W takim razie zacznę kombinować z tą karmą. Wiem, że każdemu psu coś innego służy, ale możecie polecić coś co z reguły nie powoduje żadnych sensacji? Nie chciałabym za dużo eksperymentować...
-
Mam pytanie wakacyjne, pewnie wszyscy, którzy karmią swojego psiaka domowym jedzeniem, mają jakieś patenty na żywienie podczas wakacyjnego wyjazdu. Wyjeżdżamy z moim TŻ i Trufim w lipcu w góry na niecały tydzień i potem znowu w sierpniu na 2 tygodnie, no i zastanawiam się jak wybranąć z problemu jedzeniowego. Nie będziemy tam mieli dostępu do kuchni, ponieważ przez większość czasu nie mieszkamy w jednym miejscu, tylko chodzimy od schroniska do schroniska i tam ani nas do kuchni nie wpuszczą, ani nie załatwię sobie mięcha do ugotowania. Dlatego zastanawiałam się czy nie wziąć po prostu suchej karmy, tak byłoby najwygodniej. Tylko czy to się nie skończy jakąś mega-biegunką? Przy takim codziennym wysiłku to był nie było dobre. Wprowadzać jakoś stopniowo przed wyjazdem? Czy w ogóle jakoś inaczej to rozwiązać? Bardzo proszę o jakieś porady, bo nie chciałabym psiakowi żołądka rozstroić, na domowym żarełku wszystko gra. Nie chcę zepsuć :shake:
-
Ja miałam podobny problem (Trufi nałogowo podkradał chusteczki/papierki) i poradzono mi tutaj aportowanie takich śmieci za super-smaki. Po kilku tygodniach treningu młody zachowuje się jak mała domowa śmieciarka - jak znajdzie coś nietypowego na podłodze to przynosi to z wielką dumą, kładzie mi na kolanach i cały zadowolony czeka na wielkie pochwały :evil_lol: Oczywiście były wzloty i upadki, nie przestał warczeć z dnia na dzień, ale zawsze kompletnie to ignorowałam, szłam na drugi koniec pokoju i kazałam przynieść. Jak przyniósł - dostawał serek. Moim zdaniem dobrym sposobem jest nie siedzieć nad psem i kazać mu to puścić (wtedy warczy bardziej), tylko odejść i zawołać. Jak sam przyniesie - nie zawarczy na bank. W każdym razie u nasjest zdecydowanie lepiej. Ćwicz cierpliwie, a na pewno się uda!
-
Nie wiem czy ktoś jeszcze zagląda na ten wątek, ale chciałam się pochwalić :lol: Od ponad tygodnia Trufi zachowuje się na szkoleniu po prostu idealnie, 2 ostatnie zajęcia to był naprawdę sukces. Skupiony na mnie na maksa, jeden raz wyrwało mu się jakieś małe warknięcie, ale szybko doszedł do wniosku, że lepiej zapracować na mięsko. Ćwiczymy w grupie, w normalnej odległości od psów - i idzie świetnie. Chodzi przy nodze jak nakręcony, siada, waruje, staje. Zaczynamy zostawanie i też wygląda to optymistycznie. Całkowicie się już wyluzował, w czym na pewno pomaga systematyczne ćwiczenie w domu, porządne bieganie przed zajęciami i surowa wołowinka jako hiper-nagroda stosowana tylko na zajęciach :eviltong: Zaczynaliśmy kilkanaście metrów od psów, z maksymalnie 5-minutowym skupieniem na mnie, a teraz w ciągu całych 45-minutowych zajęć zaledwie kilka razy zdarza mu się zagapić na coś innego poza mną. Dziękuję wszystkim za rady - coś chyba jednak będzie z tego mojego futrzaka :evil_lol:
-
No dobra, właśnie wróciliśmy. Chyba jest szansa, że coś z tego będzie :multi: Oczywiście na zajęciach indywidualnych wszystko poszło bezbłędnie. Wcześniej pobiegał sobie luzem po placu i wszystko spokojnie obwąchał. Jak pojawiły się psy niestety znów zaczął się miotać, ale po chwili podszedł i się przywitał. Bezpośredniego starcia nie było, ale przyszły same panny, więc może dlatego. Ćwiczyliśmy trochę z boku i udało mi się go na sobie skupić, parę razy zagapił się na psy, ale potem pracowaliśmy i szło naprawdę dobrze. Niestety podczas końcowego wąchania z psami zaczął się dobierać do dziewczyn, pojawił się też inny pies, a kiedy odciągałam, trochę znowu się zaczął awanturować. Od razu uprzedzam pytania - mamy w planach kastrację, ale ze względu na ciąg zapalenie gardła - zapalenie ucha, musimy na to jeszcze chwilę zaczekać. Chyba mu trochę hormony zaczęły buzować :mad: Ale mam nadzieję, że ten system (chwila sam na sam + ćwiczenie z boku coraz bliżej) w końcu pomoże... Dzięki za chwyt z kabanosami, ślinił się na sam widok saszetki z żarciem ;)
-
Wcześniej zawsze idziemy na porządny spacer z aportowaniem piłeczki, ale będę o tym oczywiście pamiętać. Ostatnio z kolei chyba za bardzo go zmęczyłam, bo wyglądał jakby chciał jechać do domu i iść spać. Więc muszę dobrze to wypośrodkować. Kabanosy, mówisz? No dobra, wezmę jakiś super-miks wszystkiego i zobaczymy :cool3: Dzięki za pomoc, odezwę się po zajęciach. Ciekawe czy pójdzie nam lepiej niż ostatnio.
-
Jutro idziemy, najpierw na 15 minut indywidualnie (udało mi się tak umówić), a potem z grupą. Pisałam do trenerki, jeżeli nie da rady z grupą, to obiecała mi zajęcia sam na sam. A potem może się ośmieli. Dzięki za wszystkie rady, mam nadzieję, że będzie dobrze. Uzbrojona w wątróbkę ruszam do akcji :diabloti:
-
[quote name='WŁADCZYNI']A nie ćwiczycie na jakimś zamkniętym terenie? Który pies może uznać za swój i chcieć go bronić? [/quote] Na takim wielkim placu, że drugiego końca ogrodzenia nie widać. Więc chyba nie uznaje tego za zamknięty teren...
-
[quote name='karjo2']Anka, z innego topiku wynika, ze nie tylko w tej sytuacji pies powarkuje... Rady w takim temacie, przy tak ubogich informacjach, sa jak wrozenie z fusow. Pies moze czuc sie niepewnie przy Was, stad powarkiwanie przy zabieraniu rzeczy i w konfrontacji z innymi psami, badz zupelnie przeciwnie, dorastac i stawiac sie, w koncu jest w wieku buntu ;). To predzej szkoleniowiec (dobry) powinien poobserwowac psa, podpowiedziec rozwiazania, socjalizacje w roznych warunkach, wspolprace Wasza z psem.[/quote] Powarkiwanie przy nas już praktycznie ustąpiło, pies aportuje chusteczki aż miło i pod tym względem poprawa jest ogromna. Na żadne inne rzeczy tak nie reaguje, mogę mu grzebać w misce, zabierać kość, itd. A chusteczki już praktycznie opanowaliśmy :multi: Myślę, że czuje się coraz pewniej, udało się wyeliminować wiele złych nawyków, nie szczeka już jak wariat na samochody na ulicy, nie ucieka w panice kiedy usłyszy jakiś dziwny odgłos, nie wariuje w samochodzie. A na początku tak było. Bunt pewnie jest możliwy, ale mam nadzieję, że wszystko jest do opanowania. Ja wiem, że bez obejrzenia psa ciężko wysnuwać jakieś pewne wnioski, zastanawiałam się po prostu czy ktoś się kiedyś zetknął z taką sytuacją, bo mnie to naprawdę bardzo zaskoczyło...
-
Poza szkoleniem z psami jest super. Zdarzało mu się bawić w grupie i wszystko zawsze było w porządku. Jeśli chodzi o przejścia, to chyba nic złego się nie działo, bo fundacja od razu umieściła go w domu tymczasowym, w typowo azylowych warunkach przebywał chyba niecały dzień. Poza szkoleniem on jest bardzo przyjaźnie nastawiony do całego świata. Indywidualnie szkolę go sama już jakiś czas i wszystko szło dobrze, tyle tylko że miał problemy z koncentracją przy innych psach (wyrywał się do zabawy), dlatego zdecydowałam się na szkolenie w grupie. Psy są szkolone metodą pozytywną, zero szarpania czy kolczatek, wszystko na smaki i pochwały. Nie zauważyłam nic w metodach, co mogłoby wywołać taką reakcję. Po prostu nie umie się odnaleźć w takiej sytuacji... Od następnego spotkania będę z nim ćwiczyć w oddaleniu od grupy, tak ustaliłyśmy z trenerką. Jeżeli się uda, potem stopniowo będę się z nim zbliżać. Mam nadzieję, że nie będę musiała całkowicie zrezygnować ze szkolenia w grupie, bo to właśnie na prawidłowym zachowaniu przy innych psach najbardziej mi zależało :-(
-
[quote name='pepesza']w jakim jest wieku? W twoim wypadku niech wypowiedza sie ludzie z większym doświadczeniem, moze jesli jest taka możliwość pare razy spotkać sie z psem i trenerką indywidualnie. potem znów spróbowac z grupa?[/quote] Ma mniej więcej rok i 2 miesiące, dokładnie nie wiadomo, bo jest azylowym kundelkiem. Porozmawiam z trenerką może o jakimś spotkaniu w tym miejscu bez psów, żeby się jakoś przyzwyczaił... Z tym że to psy są tutaj najtrudniejszym czynnikiem. Nie wiem jak go na to znieczulić :shake:
-
Nie mogę nigdzie znaleźć opisu podobnej sytuacji, więc chciałam Was poprosić o pomoc - dzisiaj po raz 3 byliśmy na szkoleniu podstawowym. Trufi jest naprawdę niesamowicie przyjaznym psem, w życiu nie zachował się agresywnie w stosunku do żadnego człowieka, a konflikt z psem miał ze 3 razy w życiu i zawsze było to sprowokowane przez tego innego psa. Tymczasem na szkoleniu mam wrażenie, że podmienili mi psa - warczy na połowę innych psów w grupie, przy jakichkolwiek ćwiczeniach, które wymagają chodzenia przy innych psach, bardzo trudno mi skupić go na sobie i czasami wyskakuje na jakiegoś innego psa z warkotem... Dzisiaj prawie całą lekcję ćwiczyliśmy poza kręgiem, a i to bez większego efektu, bo prawie w ogóle nie był w stanie się skoncentrować. Rozmawiałam z trenerką, będziemy starać się stopniowo go przyzwyczajać, bo pewnie jest to wynik stresu, ale ja sama zaczynam się tym denerować, co pewnie jeszcze bardziej nakręca psa. Czy ktoś z Was miał kiedyś taki problem? Macie może jeszcze jakieś sugestie co mogę zrobić, żeby najlepiej korzystać z tych zajęć? Na razie wymyśliłam, że na następną lekcję wezmę go porządnie głodnego i zabiorę jakieś super-mięsko, ale nie wiem czy to wystarczy :-(