Jump to content
Dogomania

Anka i Trufi

Members
  • Posts

    132
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Anka i Trufi

  1. Jeszcze mnie nikt nie ochrzanił, ale jak na klatce szczeknie to echo idzie aż miło :roll: Ale może faktycznie się da. Jakby coś dzisiaj odwalił przy wychodzeniu to tak spróbuję ;)
  2. U nas jest o tyle kiepsko, że mieszkam w samym centrum. Wychodzimy na goły chodnik, zaraz za nim hałaśliwa jezdnia i drugi chodnik. Do najbliższej trawy mamy ze 3-4 minuty drogi. Tym ciężej go wyciszyć w takim miejscu niestety... Ja oczywiście wychodzę z nim na krótkiej smyczy i jeżeli się drze, to kontrolę fizyczną mam, ale wolałabym unikać scen :shake: Może to przyjdzie jak wypracujemy kontrolę w mniej stresujących miejscach. Zastanawiam się tylko nad tym chwytem z brakiem spaceru w przypadku prucia przy wyjściu. Na zasadzie rzucasz się przy wyjściu = spaceru nie ma. Dla nas to oczywiście niezbyt wygodne (wiadomo że nieraz nie ma się dużo czasu), ale jeżeli by to mogło zadziałać to przez jakiś czas moglibyśmy się zawziąć. A cieczki w okolicy mnie wykańczają, on się zrobił taki nieznośny dosłownie 2 tygodnie temu, jak 3 panny w okolicy równocześnie zaczęły mu pachnieć. Jajek pozbywamy się w przyszłym tygodniu, cały czas się zastanawiam czy to jakoś pomoże....
  3. No i jeszcze dopowiem, może coś doradzicie - mamy problemy przy wychodzeniu z klatki. Jak wyjdziemy, a po chodniku naprzeciwko idzie jakiś większy pies, to Trufi na niego zaraz z warkotem. Zresztą ta pierwsza minuta po wyjściu z klatki jest często tragiczna - potrafi też np. obszczekać samochód czy motor, chociaż w innych sytuacjach mamy już to przepracowane. Jest taki podjarany, że idzie na spacer, że chyba mu nerwy puszczają. On to w ogóle jest raczej nadpobudliwy, nakręca się w sekundę. Muszę jakoś ucywilizować te wyjścia. Dzisiaj zrobiłam tak, że jak się wypruł to natychmiast wróciliśmy do mieszkania i nici ze spaceru. Dopiero za jakieś pół godziny poszliśmy. Myślicie, że to zadziała?
  4. Fontannę zaliczyliśmy w parku Sienkiewicza :lol:
  5. [quote name='puli'] Generalnie usadzanie/unieruchamianie psa w takim momencie nie jest dobrym pomysłem (chyba ze nie ma innego wyjścia), bo utrudnia mu rozładowanie stresu i wymaga wielkiego wysiłku (spróbuj siedziec nieruchomo gdy ktos Ci ubliża albo zamierza uderzyc). Ruch w naturalny sposób pomaga poradzic sobie ze stresem i rozładowaniem napiecia i dlatego znacznie łatwiejsza dla psa bedzie komende "noga" czy "równaj". ( Oczywiscie na skróconej ale[U] luźnej[/U] smyczy). [/quote] Dobra, jestem człowiekiem małej wiary (we własnego psa). Wydawało mi się, że skoro generalnie chodzenie przy nodze w rozproszeniach idzie nam na razie średnio, to nie ma prawa zadziałać w takiej sytuacji. I nagle odkryłam, że mój pies najładniej chodzi przy nodze opieprzony za napad sprzed chwili :crazyeye: Już trzeci raz zadziałało. Pies się wydziera, na to "spokój" + (w razie potrzeby) lekkie szarpnięcie + "noga" i spadamy w inną stronę. Plus wielka pochwała i smaki jak dobrze idzie. I DZIAŁA. Oczywiście chwila miotania jest, ale w porównaniu z tym co było wcześniej, furia jest w znacznym stopniu opanowana. Przywróciliście mi wiarę w psa :loveu: Będziemy kontynuować. Cały park miał dzisiaj przedstawienie, jak pies po występie (spotkaliśmy jednego ze stałych wrogów) robił rundki przy nodze wokół fontanny - i miał minę najszczęśliwszego burka w parku :multi:
  6. No to mamy dzień sukcesów - mój zareagował na "spokój" + "noga", po jednym warknięciu się przymknął i w pięknym kontakcie minęliśmy wroga. Uff, to mi daje nadzieję, że da się go opanować. Ale są dobre i złe dni, że tak powiem :razz: U was też tak jest? Są dni kiedy w ogóle nie ma ochoty na awantury, a nieraz jest tak, że ze 2-3 razy na jednym spacerze coś próbuje kombinować. I mam wrażenie, że to ma związek z cieczkami w okolicy. Jeżeli tak to może ta kastracja trochę nam ułatwi robotę... Napisałam już do tej szkoły Dorplant (dzięki puli!), spróbuję się umówić na konsultacje jak tylko wydobrzeje po zabiegu. Ja tam nie wychodzę na spacer bez saszetki ze smakami i piłeczką, wolę mieć argumenty w razie konieczności zmotywowania zwierza :p
  7. [quote name='puli']Skoro jestes z Łodzi to masz na miejscu bardzo odpowiednią osobe: [URL="http://www.dogomania.pl/forum/members/11183.html"]Dogomania Forum - Zobacz Profil: dorplant[/URL] Zamiast kombinowac umów sie po prostu na jedna lekcje pokazową. Tam juz nie takie furie opanowywali ;) Jak uznasz ze jest taka potrzeba to za jakis czas umówisz sie na kolejna konsultacje, pokazesz postepy itd.[/quote] O widzisz, to jest pomysł. W przyszłym tygodniu kastracja, więc może nie od razu, młody musi dojść do siebie. Na szkolenie chodziłam z nim do JB, planowałam kontynuować, ale skoro tam gdzie piszesz opanowują furiatów, to może warto spróbować...
  8. [quote name='puli']Z detalami nie będzie bo cenzura wygwiazdkuje ale jak obejrzysz "Psy" Pasikowskiego to sie dowiesz jak wyglada żołnierska konwersacja. :evil_lol:[/quote] Nie no wyobrazić to ja sobie umiem, ale przemóc się, żeby zastosować ten sposób konwersacji na ulicy - oj, opór psychiczny :eviltong: Luźna smycz w takiej sytuacji jest nierealna - cały czas ćwiczymy i w warunkach neutralnych idzie dobrze (chociaż nie zdarzył mi się jeszcze w karierze spacer bez co najmniej kilku akcji drzewko). Przy nodze umie iść jak ćwiczymy w spokojnym miejscu lub przechodzimy przez ulicę, w innych sytuacjach jak na razie bez oszałamiających sukcesów. Parę metrów i dekoncentracja. Za nic w świecie nie dam rady go przeprowadzić na luźnej smyczy przy nodze w razie ataku przez więcej niż kilka kroków - zaczyna się wyrywać. Dlatego usadzam, tu chociaż jest kontrola, siada bez większego marudzenia, ale tak jak mówisz - widać, że się w nim gotuje. Oczywiście smycz w końcu dopracujemy, ale równolegle muszę mieć jakiś sposób na te napady... :angryy:
  9. A ile czasu (w miesiącach? latach???) zajęło Ci ustawienie swojego do takiego stanu? Podziwiam i zazdroszczę, przede mną długa droga... Ja oczywiście odchodzę jeżeli się tylko da, ale z reguły pies mi tańczy na smyczy przez kilka metrów, zanim załapie, że trzeba iść w drugą stronę. I pruje paszczę jak opętany. I mam wrażenie, że to moje "nie" i szarpnięcia nie robią na nim za dużego wrażenia. Dlatego próbuję wykombinować co robię źle. Nie wrzeszczę, ale mówię dość głośno i - moim zdaniem - niezbyt przyjemnie. Ale pies zachowuje się, jakby tego nie słyszał :roll: Zastanawiam się co zrobić, żeby go to wybudziło z transu po prostu. Właśnie, bo może ktoś ma jakieś nagranie? Na przykład ze szkolenia? Dobrze wymierzona awersja podczas napadu agresji? Nie chcę się z nim bawić w półminutowe sesje uspokajające, potrzebuję sobie wypracować jakąś błyskawiczną i skuteczną reakcję... I to tak, żeby nie urwać mu głowy przy okazji :oops:
  10. Kurcze, ja też mam problem, żeby wyrwać go z transu jeżeli zdarzy mu się wydrzeć. Skupianie uwagi idzie nam nieźle, jak zacznę z nim pracować zanim zacznie się awanturować - jest naprawdę dobrze. Ale jak już wpadnie w furię, to nie umiem go "po żołniersku" ustawić. Dlatego mam prośbę - czy ktoś mógłby mi szczegółowo i od podstaw wyjaśnić "żołnierskie" usadzanie? Za obrożę? Czy smycz? Jak wtedy stoicie? W jakim kierunku to szarpnięcie? Kiedy pochwała? Jak przestanie się pruć czy jak złapie kontakt wzrokowy? Będę bardzo wdzięczna za instrukcje z detalami, muszę sobie najpierw dokładnie poukładać w głowie, żeby umieć dobrze zareagować, bo jakoś nie umiem sobie zwizualizować :shake: U nas jak na razie najlepiej działa wcale nie szarpanie (bo tego najwyraźniej nie umiem dobrze zrobić i na razie ograniczam, żeby jeszcze nie pogorszyć sprawy), ale jak stanę naprzeciwko niego tak, żeby odgrodzić go od tamtego psa, odepchnę lekko kolanem i stanowczo powiem "siad". Wtedy najszybciej się uspokaja, ale to parę sekund nam zajmuje, w najlepszym wypadku. Więc ciężko to nazwać natychmiastowym usadzeniem. Ktoś mógłby pokusić się o dokładny opis? Dzięki!
  11. A nie używacie linki? Mnie nieraz sporo nerwów oszczędziła, nigdy nie wiadomo co psu do głowy strzeli...
  12. To ja się może tak nieśmiało dołączę, ze swoją historią ;) Jak Trufi trafił do mnie rok temu (z adopcji), pojęcia nie miałam o wychowywaniu psa. Też wydawało mi się, że pies jest szczęśliwy, kiedy pobiega z kumplami w parku, dostanie michę i trochę się do mnie poprzytula. Na szczęście (tak wiem, jak to brzmi :lol:) okazało się, że okropnie ciągnie na smyczy, więc zaczęłam szukać informacji co z tym zrobić - i odkryłam nowy świat. Okazało się, że szkolenie psa sprawia mi po prostu niesamowitą radość. Trafiłam na kurs posłuszeństwa, pies uczył się coraz więcej, ale też dojrzewał i pojawiały się coraz to nowe problemy (teraz walczymy z tajemniczą agresją do dużych psów, o czym można poczytać na jednym z wątków), a ja z każdym z nich postanowiłam się na poważnie zmierzyć. W efekcie spacery zmieniły się o 180 stopni - nie ma zabawy z psami tylko aportowanie i szkolenie (robię sensację w okolicznym parku, mam wrażenie, że poza mną nikt tu nie szkoli swoich psów! a my mamy super okazję do ćwiczenia zostawania w rozproszeniach :diabloti:), a poza tym cywilizowany spacer z ciągłym piłowaniem luźnej smyczy. I naprawdę uważam, że wyszło nam to na plus - poprawił nam się kontakt, więź coraz fajniejsza. Dawno nie byłam tak niesamowicie dumna jak w chwili, kiedy kilka miesięcy temu pies puszczony luzem zignorował obcego psa i przybiegł do mnie pobawić się piłeczką :loveu: Teraz mam psa nakręconego na zabawkę, z fajnym kontaktem wzrokowym. Nie jest idealnie, jeszcze sporo przed nami, ale dzięki temu, że wypracowałam podstawy, łatwiej radzę sobie z nowymi niespodziankami w jego zachowaniu. Nie zamierzam nikomu mówić co ma robić, za małe mam na to doświadczenie, ale u mnie te sposoby świetnie zdały egzamin i chociaż to mój pierwszy "własny" pies, zaczynam się powoli w tym łapać i sprawia mi to wiele radości. A pies po spacerze ze szkoleniem i aportem autentycznie pada na pysk i jest naprawdę zadowolony z życia :)
  13. Ja wiem, że takie sytuacje były tu już tysiąc razy opisywane, ale mnie się to pierwszy raz zdarzyło w takim stopniu i muszę to napisać, bo mnie rozerwie normalnie :mad: Byłam z psem w parku, młody na smyczy. Idziemy sobie spokojnie alejką, pies coś tam sobie wącha w trawie. Nagle z boku podbiega do niego dziecko (na oko ze 2 lata), i to tak szybko, że kompletnie nie zdążyłam zareagować. Dzieciak podbiega i dosłownie uwala się na psie, wiesza mu się na szyi i częściowo kładzie na plecach. Zawału serca prawie dostałam. Młody na szczęście, jak to on, do dzieci ma cierpliwość, więc w ogóle nie zareagował. Ale to nie do dziecka oczywiście mam pretensje - zabiła mnie postawa mamusi, która szła za dzieckiem w sumie dość blisko, a jak ono już wisiało na psie dobre 5 sekund spytała grzecznie "nie gryzie?". A jakby gryzł???????????? Wtedy oczywiście byłaby moja wina, pies agresywny i do uśpienia. A że rodzice nie potrafią dziecka upilnować to już nieważne. No po prostu wierzyć mi się nie chce, że ludzie są tak nieodpowiedzialni :-(
  14. Wiecie co, ja czytam i jednak trochę mi się nie chce wierzyć. Tzn. zwątpiłam jak doszłam do dziecka. Czy to nie jest jakaś dziwna prowokacja? :-o
  15. Mój jest kundelkiem, waży 15 i ma 1,5 roku. Wypija w ciągu dnia ok. 2 średnich misek wody (w zależności od tego ile było biegania w ciągu dnia), teraz jak jest tak gorąco dostaje też kilka kostek lodu po spacerze, żeby się trochę ochłodził. A byłaś z tym u weta? Pies musi pić, zwłaszcza przy takiej pogodzie...
  16. No tak, tylko co zrobić, jak podbiega do ciebie obcy pies luzem, bez właściciela na horyzoncie, i zaczyna warczeć na twojego? Nie da się uciec i zaczyna się awantura... Właśnie przed chwilą w parku miałam taką wątpliwą przyjemność. Pies na szczęście miał kaganiec, ale swojego nie byłam w stanie opanować w takiej sytuacji, bo tamten atakował ze wszystkich stron i musiałam się zająć odganianiem obcego. I szlag trafił ćwiczenia :angryy:
  17. No dobra, mogę się pochwalić małym sukcesem. Przed chwilą na spacerze minęliśmy amstaffa, który warczał i rzucał się na mojego - a on nic! :multi: "Spokój" i "patrz" działają, okazji do przerywania furii na razie nie było...
  18. [quote name='karjo2']Eh, bo dwie Anie na watku :lol:. Akurat pisalam w kierunku Anki i Trufi, hihi.[/quote] No dobra, to mnie zainspirowałyście do działania. Spróbuję zastosować, tylko ciekawe kiedy doczekam wyskoku. Paradoksalnie trudniej mi sobie z tym poradzić właśnie dlatego, że tak rzadko się to zdarza. Mam mało okazji do ćwiczeń :roll: A jak już jest taka sytuacja, to pies jest w takim transie, że ciężko go ustawić. Mam do wyboru - na czas ćwiczeń zamieszkać w górach, na placu szkoleniowym lub u weta w poczekalni :diabloti:
  19. No dobrze, ale karjo2, sugerujesz, że u mojego należałoby spróbować czegoś bardziej zdecydowanego? Wiem, że przez internet ciężko coś doradzić, ale z chęcią dostarczę wszelkich brakujących informacji... On nie jest jakiś super-wrażliwy (tzn. wiem że są psy, które przejmują się nawet jak ktoś powie coś podniesionym głosem, to nie ten typ, nie robi to na nim wielkiego wrażenia), ale łatwo się nakręca i wtedy ciężko go uspokoić. Nad tym zresztą pracujemy, teraz ostro ćwiczymy wszelkie wyciszające komendy typu "zostań" - może to go trochę wyluzuje. Chodziłoby mi głównie o wskazówki co robić zanim zacznie się drzeć, jak już widzę, że mu to chodzi po głowie, ale jeszcze się powstrzymuje. To jest oczywiście nieraz ułamek sekundy :p I czy też uważasz, że on to robi ze strachu? I czy ćwiczenie spokojnego mijania dużych psów (bez tego "napinania się", które obserwuję w tej chwili) ma szansę pomóc w tych problemowych sytuacjach? Na kursie pani trenerka opisała jego ataki jako "połączenie niepokoju z samczą brawurą", czyli jak rozumiem jakiś sposób rozładowania emocji. Ale jak to się ma do tych napadów na wyjeździe? On jest taki trochę histeryk, wszystkie emocje razy 3. Lęków się w 95% pozbyliśmy, już od bardzo dawna nic takiego się nie zdarzyło, a na początku było ciężko. Generalnie zrobił się bardziej zrównoważony, chociaż ciągle jest wariat. Chciałabym po prostu zrozumieć z czego te jego zachowania wynikają, wtedy łatwiej wymyślić co z tym zrobić...
  20. [quote name='yuki'] Nagradzaj jak najbardziej , ale nie jestem zwolenniczką ciągania psa na smyczy :shake: oj daleka bym była na Twoim miejscu od takich metod, nie dość , że pies jest postresowany to jeszcze właściciel targa go za szyje. Ja bym raczej poszła w stronę smaków , maksymalne zwracanie na sienie uwagi + to co wyżej pisałam. Pies ma się interesować Tobą , nie psem , tylko musisz być dla niego wyjątkowo atrakcyjna :evil_lol:[/quote] No właśnie też mi się to nie podoba, nie dość że nie działa, to ja nie jestem przekonana do takich akcji :shake: Tak mnie poinstruowano na kursie, więc spróbowałam, ale szybko porzuciłam ten sposób. Teraz jak zacznie się rzucać to mówię "spokój" (bez szarpania) i jeżeli zareaguje to nagradzam. Zna to słowo, bo stosujemy przy samochodach, motorach i innych potworach. Może przy psach też zadziała... Tzn. parę razy mi się udało, ale to działa zanim się rozkręci, jak wyłapię moment przed atakiem. Jeżeli za późno zareaguję to jest kiepsko, muszę go odciągnąć i tam uspokoić. A co myślicie o przekierowaniu na zabawkę? To ma szansę zadziałać? On ma świra na punkcie swojej piłeczki. Kupiłam właśnie drugą taką samą i zastanawiam się jak to wykorzystać. Jakby ją przedziurawić i nadziać na sznurek, no i wyciągać tylko przy mijaniu wielkich psów, to wtedy powinno być dobrze? I jak to robić - mówić "spokój", wyciągać piłeczkę, poszarpać się aż pies minie, pochwalić i schować? Dobrze kombinuję? I oczywiście dzięki za pomoc, chętnie wykorzystam każdy fajny pomysł!
  21. [quote name='karjo2'] Moze efekt dac wyrazne okreslenie przez wlasciciela braku aprobaty dla takego zachowania w polaczeniu nagradzania braku reakcji na mijanego psa?[/quote] Nagradzanie jasne, tak robimy. A co byście sugerowali jako brak aprobaty? Na szkoleniu kazali mi szarpnąć raz smyczą i ostro powiedzieć "nie". Tylko że ja miałam wrażenie, że on ma to głęboko w poważaniu, bo jak wpadał w furię i zaczynał kłapać paszczą to chyba nie za wiele do niego docierało. Lepiej mi działało zajęcie go jakąś inną komendą, czyli ostro "noga" i idziemy bez dyskusji tam gdzie ja chcę, a nie tam gdzie on się wyrywa. Tylko kurcze on tak rzadko robi takie numery, że nieraz za wolno reaguję, bo się nie spodziewam problemów :angryy:
  22. Czyli uważasz, że ja mogę to jakoś sama wywoływać? Kurcze, nie boję się dużych psów, a czasami nawet nie zdążę zauważyć, że się zbliża (tak było np. teraz w górach, odpoczywaliśmy przy szlaku, ja patrzyłam w zupełnie inną stronę, a pies nagle warkot). Nie mam też uprzedzeń co do mojego, bo to nie jest tak, że on zawsze tak reaguje na duże psy. Na zwykłych spacerach zwykle mijamy je bez problemu i od jakiegoś czasu zawsze go za to chwalę. Oczywiście będę to robić dalej, ta technika świetnie zadziałała w zwalczaniu szczekania na samochody. Myślicie, że jak będę to ćwiczyła na zwykłych spacerach, to on to potem przeniesie na te inne sytuacje? Niestety nie znam nikogo z dużym włochaczem, może jakby się zaprzyjaźnił z jednym to dalej by łatwiej poszło? Bo faktycznie do dużych podchodzi z rezerwą raczej. A jak był mały to bawił się z dogiem :roll: Yuki, a na szkoleniu uważasz, że to też ze strachu? Tylko że tam reagował tak też na małe psy. Czyli co, większy stres, grupa psów? O to chodzi? :hmmmm:
  23. Słuchajcie, kilka razy mi już pomogliście, więc chciałam jeszcze raz wykorzystać doświadczenie dogomaniaków. Mój pies na co dzień jest radosnym i towarzyskim psem, ale wykazuje agresję w kilku konkretnych sytuacjach. Ja mam niestety problem żeby określić z czego to wynika i jak te sytuacje się ze sobą łączą, bo przypuszczam, że musi to być jakaś zasada, której nie widzę. Sprawa wygląda tak: [LIST] [*]na szkoleniu: opisywałam tutaj kiedyś w osobnym wątku, że Trufi pierwszy raz w życiu zaczął zachowywać się agresywnie wobec innych psów podczas szkolenia grupowego; po kilku zajęciach w oddaleniu zaczęliśmy się zbliżać do grupy i dołączyliśmy w końcu do psów. Udało mi się go opanować i wszystko było bardzo dobrze kiedy skład grupy był ten sam. Ale jeżeli zdarzyło się, że na zajęciach pojawił się pies z innej grupy (i to nieważne czy mały czy duży, pies czy suka), znowu się zaczynało... Skończyliśmy kurs wprowadzający, jesienią idziemy na podstawowy, chciałabym jakoś nad tym popracować, żeby tym razem tak nie było :shake: [*]w górach: byliśmy właśnie 2 tygodnie w górach, codziennie łaziliśmy po szlakach i pies był idealny. Generalnie psów było mało, ale spotkaliśmy kilka małych i było wielkie merdanie ogonem. Do ludzi jak zwykle super przyjazny, zwłaszcza do dzieci, które uwielbia. Ale jak nagle z zaskoczenia zza zakrętu wyłonił się jakiś wielki pies (3 razy nam się to zdarzyło), to Trufi z wielkim warkotem rzucał się w tym kierunku, chociaż tamte psy w ogóle nie reagowały. Bladego pojęcia nie wiem czy to były psy czy suki, bo zwiewałam z naszym w krzaki :razz: [*]u weterynarza w poczekalni: i znowu - tylko duże psy, w typie ON i kudłate. Np. husky nie. [*]sprowokowany: ale to pewnie inna kategoria zachowań, jak pies na niego warczy to on oczywiście to samo, chyba że suka, wtedy jest aniołek. [/LIST] No i teraz za bardzo nie wiem jak mam nad tym popracować, bo on na spacerach takich codziennych jest wielce rozmerdany do psów małych i średnich, duże zwykle mija w lekkim napięciu, ale nie prowokuje. Jak minie takiego bez słowa, to zawsze go chwalę i dostaje jakieś ciacho. Nie wiem co mogę robić więcej, bo te sytuacje są bardzo rzadkie. Chciałabym się przygotować do tego jesiennego kursu i brakuje mi pomysłów jak. Możecie mi coś podpowiedzieć? Czy to jest agresja lękowa? Reaguje tak w miejscach, gdzie z założenia jest mało psów i nagle się jakiś pojawia, ale też na szkoleniu, gdzie pojawienie się psa go przecież nie zaskakuje. Czy chodzi o miejsca, gdzie się stresuje, tzn. weterynarz, może plac szkoleniowy to też stres? Ale przecież w górach był wyluzowany :niewiem: Nic nie rozumiem, a bardzo chcę coś z tym zrobić. Dodam tylko, że codziennie ćwiczymy posłuszeństwo, na podwórku i w parku. Pies ma ok. 2 godzin ruchu dziennie, z aportowaniem i ćwiczeniami. Kiedy był młody (ok. pół roku) regularnie spotykaliśmy się w gronie kilku właścicieli, żeby nasze psy mogły się ze sobą pobawić. Nigdy nie pogryzł go żaden pies (przynajmniej od kiedy jest u nas, przygarnęliśmy go gdy miał 5 miesięcy). Jest znajdą, przebywał chwilę w DT, ale nigdy nie mieszkał w schronisku. Napiszcie co o tym myślicie, jeżeli czegoś ważnego nie napisałam to oczywiście pytajcie. Dzięki z góry!
  24. No a my właśnie wróciliśmy z 2-tygodniowej serii Karkonosze - Rudawy Janowickie - Stołowe (z 1 dniem w Skalnym Mieście w Czechach). Super było, góry dla psów świetne. Młody oczywiście na uprzęży, ale kagańca nikt nam nie kazał zakładać. Po serii schroniska - namiot - agroturystyka mojemu psu już chyba nic nie jest straszne, zobojętniał na wszystko i po trasie i misce padał na pysk i spał aż miło, wszędzie dobrze gdzie obok państwo, własna micha i kocyk. Polecam wszystkim, więź z psem po takich przygodach jest naprawdę niesamowita :)
  25. U mnie się trochę poprawia, chyba załapał, że "biegaj" znaczy "na razie koniec piłki". Ćwiczę się w byciu twardą :diabloti: Docieramy się, chyba jest szansa, że się to trochę uspokoi. Na razie mu mocno dozuję ten aport, zwłaszcza że przy tym upale pies wraca z parku ledwo żywy po prostu... Tylko że u mnie taka reakcja jest na tylko 1 piłeczkę, inne mu się nudzą po jakimś czasie, a ta jedna jedyna to jest po prostu skarb. Jak nam kiedyś zginie to pies mi wpadnie w depresję :shake:
×
×
  • Create New...