-
Posts
132 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Anka i Trufi
-
[quote name='filodendron']Zaczęłam się zastanawiać, jak radzą sobie ludzie, którzy mieszkają z psami w całkowicie zabetonowanych osiedlach, gdzie nawet nieliczne drzewka otoczone są palisadami.[/QUOTE] Ano właśnie. Ja mieszkam w samym centrum miasta, przed wyjściem z budynku tylko chodnik, kosz na śmieci (od kilku dni, nowiutki, cud jakiś, w końcu nie muszę biegać po bramach w poszukiwaniu kosza na kupę!) i goły chodnik. No i zaparkowane samochody. Do parku z najbliższą trawą jakieś 300 metrów, pies z kupą zwykle dojdzie, ale sikać gdzieś musi... No i kłopot. Z dwojga złego lepsza ściana niż samochód. Na szczęście po odjajczeniu Trufi często zadowala się kucaniem na chodniku, ale ludzie nawet na to krzywo patrzą. Ciężka sprawa, a życzliwości ludzkiej niewiele :(
-
[quote name='filodendron']Nie widzę żadnych powodów, żeby wprowadzać psa na plac zabaw dla dzieci. Nie pozwalam też psu obsikiwać ścian budynku ani kół zaparkowanych pod nim samochodów.[/QUOTE] Oczywiście kultura kulturą, ja rozumiem, że komuś się to może nie podobać, i też nie pozwalam mojemu obsikiwać kół, koszy z kwiatami przed kwiaciarnią czy ścian nowiutkich bloków - ale zastanawiam się jak to wygląda z punktu widzenia przepisów, bo z tym wyskoczyła wspomniana przeze mnie wcześniej pani. No i pomijam to, że ludzie robią wykłady akurat tym właścicielom, którzy są w porządku. Irytująca sytuacja...
-
Jestem z Łodzi i mam pytanie do prawnie zorientowanych. Dzisiaj byłam z psem na spacerze i zostałam zaczepiona przez jakąś nieznaną mi kobietę, która zaczęła mnie upominać, żebym nie prowadziła psa przy ścianie budynku, bo ją obsika, a to jest niezgodne z prawem. Lekko osłupiałam, zwłaszcza że Trufi szedł sobie spokojnie przy mojej nodze i ani mu było w głowie sikanie (po kastracji raczej sika raz a dobrze). Wyjaśniłam pani, że niech mnie nie upomina, jeżeli pies nie robi absolutnie nic do czego można by się przyczepić, ale problem sam w sobie mnie zaciekawił. Zresztą już kiedyś mi się zdarzyło, że jakiś facet też na mnie naskoczył z tego samego powodu. Pomijam, że jako jedna z niewielu osób na osiedlu sprzątam po psie, widać sikanie też niektórym przeszkadza. Ale serio są na to jakieś przepisy??? :crazyeye:
-
Dzięki, dziewczyny :) No właśnie u mnie jest tak samo - ja swojemu mogę zabrać każde jedzenie, grzebać w misce, zabrać gryzaka - nic, w ogóle go to nie rusza. Reaguje tak tylko na rzeczy, które sam sobie "zorganizuje", a wymioty najwyraźniej pod to podchodzą - "to moje, nie ruszaj, zjem to sobie jeszcze". Ja też nie mam tego problemu często, ale wolę coś wykombinować na tę okazję jak już się zdarzy, skoro inne problemy z pilnowaniem przerobiliśmy, to czemu nie ten. A mój pies domu zmieniać nie planuje, w każdym razie nic o tym nie wiem :)
-
Halo, czy ja gdzieś napisałam, że daję się gryźć własnemu psu? Po prostu nie dopuszczałam do takich ataków, bo wszelkie konfrontacje na początku tylko zaostrzały problem w sensie zwiększenia częstotliwości. Nie wiem jak ma wyglądać zdecydowany odpór, ale nie będę bić własnego psa. I już pominę budującą uwagę o zmianie rodziny, lecę pędzę ogłaszać psa w dziale adopcji, najwyraźniej mimo roku intensywnej pracy nie nadaję się na właścicielkę. Wiem, że reaguję emocjonalnie, ale wpakowałam w tego psa masę pracy, energii i zaangażowania - z efektami, czego jak widzę nie chcesz uwzględnić - i takie uwagi odbieram jako mocno niesprawiedliwe.
-
[quote name='Pies Pustyni']Staram sie nie mowic tego wprost,ale jakos nie chce do mnie dotrzec to,ze mozna po pierwsze - dopuscic do takich reakcji wlasnego psa w stosunku do siebie,a po drugie,ze trzeba poswiecic kilka miesiecy (albo wiecej) zeby sprawe wyprostowac.[/QUOTE] Jednak problem się pojawił i faktycznie tyle czasu zajęło odkręcanie. Czy to dużo - nie wiem, nie mam porównania. Łatwo nie było. Dodam może tylko, że kiedy pilnowanie się zaczynało, pies był przez kilka dni u moich rodziców. Coś podkradł, zaczął warczeć, tata zastosował technikę "ścierki" - pies oddał co miał oddać, ale zaczął pilnować 2 razy bardziej, problem się pogłębił. Dlatego postanowiłam zrezygnować z metod siłowych i wypracować oddawanie. A teraz to już tak naprawdę końcówka problemu, więc może to i długo trwało, ale mam nadzieję, że efekty będą trwałe :)
-
Dzięki za wyjaśnienie. Myślę, że dojdziemy do takiego etapu, teraz wszystko jest jeszcze za mało ugruntowane, nie chcę zepsuć wcześniejszej roboty. Sama robię się coraz bardziej pewna siebie jeśli chodzi o kontakt z psem, więc jesteśmy na dobrej drodze. Ja nie jestem jakimś zaślepionym fanem metod wyłącznie pozytywnych, po prostu wiem, że przy takich sposobach ciężej coś zepsuć, a to jest mój pierwszy agresywny pies, więc nie mam wielkiego doświadczenia. Jeszcze raz dziękuję za wszystkie pomysły, zaczynamy od dzisiaj :)
-
[quote name='karjo2']Za to moje uznanie dla Ani, mam nadzieje, ze jeszcze troche i tez bedzie tlumaczyla, jak wyprowadzila psa na prosta :lol:.[/QUOTE] Jeżeli utrzymamy tempo, to za parę miesięcy może będzie się czym chwalić :) Dzięki za wsparcie, będę meldować o postępach!
-
A w razie nawrotu zachowania? Czyli np. teraz wypracujemy to bezścierkowo, a za jakiś czas pies znowu podskoczy - wtedy ścierka ma szansę?
-
[quote name='Pies Pustyni']No,nareszcie cos z naturalnych odruchow ;)[/QUOTE] Wiecie co, zrobiłam rachunek sumienia i wyszło mi, że próbowałam sprzątnąć to przy nim ostatni raz kilka miesięcy temu. Ostatnich kilka "wypadków" przerobiliśmy na zasadzie wywabiania z pokoju i sprzątania bez niego. Od tego czasu pies zrobił duże postępy, więc może ja nie już nie mam aż takiego problemu, tylko powinnam to sprawdzić? Następnym razem może po prostu odeślę go na miejsce i zobaczymy jak pójdzie. Wiecie, ten problem jest po prostu tak dziwny, że jakoś nie miałam pomysłu z której strony go zajść. Do etapu ścierki może jeszcze nie dojdziemy teraz, ale kto wie :P
-
Karjo, ja się z nim nie ciumkam, pracujemy codziennie, pies na spacerach chodzi jak w zegarku, aportuje, ćwiczymy posłuszeństwo, jest mega-nakręcony na piłkę. Dzisiaj w parku jeździły koło nas jakieś traktory, chodziły psy, robotnicy z łopatami, a pies mi warował w odległości 40 kroków i się nie ruszył z miejsca. Za rzut piłką zrobi wszystko. Rok temu mogłabym o tym pomarzyć. W domu jest zazwyczaj tak padnięty, że nie w głowie mu jakieś numery, idzie spać i koniec. Jeżeli chodzi o podbieranie przedmiotów, problem wraca jak jesteśmy w jakimś nowym dla niego miejscu albo ktoś do nas przychodzi, generalnie jak jest bardziej pobudzony. Ale generalnie sprawa wygląda coraz lepiej, pies jest coraz bardziej posłuszny, chociaż oczywiście skłamałabym, mówiąc, że mamy stan idealny. Wtedy nie musiałabym pisać tutaj :) Co do tych nagród, może nieprecyzyjnie to opisałam, nie wymieniamy się na smakołyk na zasadzie machania psu przed nosem kiełbasą - wołam, przychodzi, oddaje, dostaje nagrodę (nieraz tylko pochwała, nieraz zabawka). Te nieszczęsne wymioty są jedyną sytuacją, kiedy jest taki spięty, inne mamy przepracowane. Jak warknie nad jakimś papierkiem to wystarczy, że mu tam mruknę "odbiło ci?" - a pies się luzuje. Więc myślę, że damy radę, ale samo się nie zrobi, trzeba ćwiczyć. Dzięki za dobre słowo i oby się udało :)
-
[quote name='karjo2']Skupilabym sie raczej nad opanowaniem do perfekcji polecenia np. odeslania na miejsce i praca nad wymiana wszystkiego. Zajrzyj tu: [URL]http://pies.onet.pl/13,25958,42,moj_pies_mnie_ugryzl,ekspert_artykul.html[/URL] No i przypomnij sobie, jakimi metodami docieralas do psa, np. tu [URL]http://www.dogomania.pl/threads/143101-jaka-to-agresja-i-jak-z-tym-pracowaAE[/URL][/QUOTE] Dzięki :) Dobra, będziemy wymieniać do upadłego. Wysyłanie na miejsce to też super pomysł, będę go odsyłać i zbierać różne rzeczy z podłogi w czasie gdy on leży u siebie. Przeczytałam ten swój stary wątek i właśnie się zorientowałam ile udało się z nim osiągnąć od tego czasu. Na pewno pomogła kastracja, bo się chłopak przestał tak stawiać. Teraz mamy tylko 4 stałych wrogów, na których próbuje wyskakiwać, resztę psów albo olewa, albo się z nimi przyjaźnie wita. Podbudowałaś mnie tym przypomnieniem starych czasów, resztę też na pewno da się naprostować :)
-
[quote name='tico']Ja cie krece - super pomysl - poszukaj czegos bardziej atrakcyjnego niz jego wymiociny hmm moze sama sie zrzygaj i mu to zaproponuj -moze twoje bedzie bardziej atrakcyjne, wiesz ale trzeba najpierw chyba to sprawdzic musisz posmakowac ktore lepsze [/QUOTE] Wiesz, jeżeli nie masz nic mądrego do powiedzenia, to może lepiej się nie włączaj? Jakiś poziom dyskusji na tym forum jednak obowiązuje, za co bardzo je sobie cenię. Pracuję z moim psem nad jego różnymi problemami od ponad roku, przygarnęłam go w wieku 5-6 miesięcy, więc na wiele jego zachowań nie miałam wpływu od początku. Poza tym mój pies nie ma żadnych problemów ze zdrowiem, w razie gdyby ktoś chciał podchwycić ten wątek... Reszty Twojej wypowiedzi komentować nie będę.
-
[quote name='martik b']oryginalny ten twój pisak :) [/QUOTE] No niestety tak, wygląda na to, że mam niepowtarzalny problem :) Może jeszcze ktoś ma pomysł? Jak na razie ćwiczymy klikerem zbieranie różnych rzeczy z ziemi koło psa (rozrzucam jakieś papierki i po zabraniu każdego klikam i smakołyk, pies zaczyna łapać). Niestety nie wiem jak z pójdzie z problemem oryginalnym... Najgorsze, że jak zostawię go z tym, żeby mu pokazać, że nie ma się czym stresować i kompletnie mnie nie interesuje to co ukradł (tak czasem robię jak podbierze coś mało ważnego, po chwili sam przychodzi i mi to wpycha do ręki), to on to pewnie zje...
-
Podczas pilnowania czegokolwiek warczy i próbuje chwytać zębami, jeżeli ktoś próbuje mu coś odbierać na siłę. Lekko, nigdy do krwi, ale hałasu robi sporo. Nigdy mnie ani nikogo innego "na serio" nie ugryzł, to jest ostrzeżenie, ale bardzo wyraźne. Znam problem na tyle, że widzę jaki jest spięty i będzie próbował czegoś bronić. W takiej sytuacji unikam konfrontacji i każę mu to przynieść. Mamy nawet komendę "przynieś śmiecia" :) W przypadku wymiotowania próbuję techniki opisanej powyżej, stara z oczywistych względów nie działa.
-
Wiem, że to pewnie dobry trop, ale nie wiem jak to dobrze rozegrać w tej sytuacji. Kłopot jest taki, że w przypadku pojedynczego przedmiotu jestem w stanie wymienić się z nim w tym samym miejscu (idzie gorzej niż z przynoszeniem, ale ćwiczymy i jest postęp), przedmiot ląduje w moich rękach i od tej chwili sytuacja jest opanowana. Tutaj jest gorzej - nie mogę przechwycić łupu, bo muszę go sprzątnąć... To zajmuje więcej czasu, co zwiększa stres psa. Czy Twoim zdaniem jeżeli dobrze opanujemy oddawanie przedmiotów na miejscu, to się też poprawi?
-
Kolejny raz proszę Was o wsparcie, ponieważ tym razem próbuję rozwiązać problem, na który jakoś nie mam pomysłu. Trufi to 2-letni kundelek, wykastrowany, po kursie podstawowego posłuszeństwa. Mniej więcej rok temu zaczęły się problemy z agresją wobec innych psów - z tym poradziliśmy sobie bardzo dobrze. Nawet jeżeli jakiś większy pies go zestresuje i zaczyna się miotać, jestem w stanie szybko go usadzić i przeczekać niebezpieczeństwo. Jest coraz lepiej i tutaj powinnam sobie poradzić bez problemu. Drugi problem, o którym też tutaj pisałam, to pilnowanie ukradzionych rzeczy. Też udało się go opanować - pies bez problemu przynosi to co ukradł i wymienia się na smakołyk. Niestety z tym problemem wiąże się coś co mnie ostatnio trochę przerosło - mianowicie Trufi zaczął pilnować tego, co zwymiotuje :crazyeye: Wymiotowanie nie zdarza mu się często, więc długo nie wykryłam tego problemu. Za pierwszym razem uznałam, że po prostu jest chory i dlatego tak dziwnie reaguje - ale sytuacja powtarza się za każdym razem, nie pozwala mi tego posprzątać. Moja tymczasowa strategia jest dość prosta chociaż mało profesjonalna - wywabiam go z pokoju kawałkami smakołyków (muszę je rzucać co pół metra, inaczej się nie ruszy!), w ten sposób prowadzę go do innego pokoju, gdzie go zamykam i każę poczekać. Sprzątam, "w miejscu zbrodni" zostawiam jakieś ciastko, żeby nie było, że mu podebrałam skarb, i pozwalam mu wyjść z tamtego pokoju... Wymiękam, w ogóle jakiś absurd :roll: Ma ktoś pomysł co mam zrobić? Tego mi nie przyniesie, mimo najszczerszych chęci :evil_lol: W wakacje pies zostanie na 2 tygodnie z moimi rodzicami, chciałabym znaleźć do tego czasu jakieś rozwiązanie, żeby oni nie mieli kłopotu. Wszelkie sugestie mile widziane... Dzięki!
-
Ja mogę tylko powiedzieć, że mój futrzak w zeszłym roku strasznie często się przeziębiał, a dzięki Scanomune w tym roku nie zachorował jeszcze ani razu. Nie mam doświadczeń z tym innym preparatem, więc nie wiem jak działa, ale u nas Scanomune sprawdziło się rewelacyjnie.
-
O matko święta, aż tak??? No to teraz to mnie przeraziłaś, z tego by wynikało, że w ogóle te sery są nie w porządku... A kostki z sera jako smaki polecali mi nawet na szkoleniu!
-
No właśnie, tylko ja się boję, że mogę mieć złe to wyczucie :cool3: Dlatego zastanawiałam się czy gdzieś istnieją jakieś normy ilościowe, żebym nie robiła tego na oko, bo nie wiadomo co mi z tego wyjdzie... Nie pasę go tym nabiałem bez umiaru, ale fajnie byłoby wiedzieć jaka jest granica. No i czym właściwie grozi "przedawkowanie"? I jak zauważyć objawy? Jak na niego patrzę to mam wrażenie, że byłby najszczęśliwszy na diecie twarogowej :evil_lol:
-
Słuchajcie, jak to jest z tym serem właściwie? Dla mojego burka pokrojony na malutkie kosteczki żółty/biały ser to najcudowniejszy przysmak na świecie, niesamowicie motywujący, co dla mnie ważne, bo właśnie pozbywamy się resztek agresji do psów, a takie smaki pozwalają mi mocno go na sobie skupić. Czytałam tutaj często stwierdzenie, że pies nie powinien dostawać "za dużo" sera - tylko co to znaczy za dużo? Młody je gotowane żarcie bez wypełniacza (mięcho różne + warzywa + oliwa), do tego raz na parę dni jakaś kość do obgryzania (surowa) i jogurt naturalny, szkolimy się codziennie, więc do tego dochodzą smaki - ciastka wątróbkowe / surowa wołowina / jabłka / marchew / ser. Czy ktoś jest mi w stanie napisać ile sera on może zjadać np. na tydzień przy takiej diecie? Waży 17 kg, jest wykastrowany (więc jeszcze wagi musimy pilnować), ale baaardzo energiczny. Dzięki za pomoc!
-
No tak, to skraca czas problemowy, ale nie zmienia faktu, że muszę tam jakoś wejść i dotrzeć do gabinetu, mijając ewentualnego wroga... Mogę psa zostawiać w samochodzie i najpierw zrobić zwiad czy nie ma na horyzoncie jakieś dużego futrzaka, no ale to jednak rozwiązanie tymczasowe, tzn. unikanie problemu. Oczywiście mogę tak podejść do sprawy, ale zastanawiam się czy nie dałoby się jakoś tego wypracować. Zgadzacie się, że to może być stres? Kiedyś reagował tak na duże psy we wszystkich sytuacjach, ale to się po kastracji i chyba też dzięki naszej ciągłej pracy zmieniło. Nie dalej jak 2 dni temu poznał się na spacerze z berneńczykiem i nic się nie działo. A u weta mu wracają stare nawyki. Na tyle się poprawiło, że chciałabym wypracować i to, ale może za dużo oczekuję w tak krótkim czasie? Może to połączyć, tzn. robić zwiad i na razie wchodzić tylko jak nie ma potencjalnego niebezpieczeństwa, i tam ćwiczyć skupienie na mnie, a dopiero po jakimś czasie spróbować wejść jak będzie możliwość awantury? Brzmi logicznie? A w ogóle to czy Wasze psy też tak mają? Te które spotykam zwykle są po prostu wyraźnie zdenerwowane, mój niby wszystko dobrze, ale jest strasznie pobudzony, co może się objawić radosnym szaleństwem na widok weta albo atakiem :angryy:
-
Chodzenie w kontakcie mamy świetne we wszystkich miejscach poza wetem :mad: A tam zwykle kiepskie warunki do ćwiczeń... No i niestety rejestracja ulokowana jak na moje potrzeby fatalnie, bo z prawej strony, podchodząc z młodym przy nodze mam go od strony psów i nie odgradzam go sobą od świata. Pewnie w lewo byłoby lepiej :razz: Jakoś nie umiem się tam skoordynować po prostu, mało miejsca i często sporo ludzi. Może ich poprosić o pozwolenie na ćwiczenia w jakieś spokojne dni? W sumie może by mi pozwolili przyjeżdżać jakoś w weekendy i trochę tam z nim połazić po tej poczekalni przy nodze... To co piszecie na pewno by zadziałało, tylko że on się tam zachowuje jak narwaniec, moim zdaniem tak mu się stres objawia, i nie załatwię sprawy pracą w innym miejscu, coś mi się zdaje. Smaki mam tam zawsze i jak się ładnie zachowuje to ćwiczymy sobie w kącie różne rzeczy. Kryzysowy jest moment wejścia i nad tym muszę jakoś popracować :roll:
-
To ja znowu poproszę o radę. Jest o niebo lepiej, ale mam jeszcze jeden problem i może mi coś podpowiecie. Trufi jest półtora miesiąca po kastracji, w końcu się wszystko zagoiło i wracamy do normalnego życia. Na spacerach jest na mnie bardzo skupiony, szaleje za piłką jak zawsze, przestały go tak kręcić inne psy (jak ma do wyboru mnie i psa - zawsze wybierze mnie). Poprawiły nam się stosunki z dużymi psami - ostatnio nawet bawił się z takim dużym kudłaczem :crazyeye: Na początku widać było, że się boi, podchodził do niego z 5 minut, ale jak się w końcu powąchali to była chwila gonitwy, a zaraz potem oczywiście zameldował się po piłkę :) Na ulicy też jest super, ładnie chodzi przy nodze i bezproblemowo mijamy inne psy. Czyli generalnie jest dobrze, ale jest jeszcze jednak sytuacja kiedy nie mogę go opanować - weterynarz. Wiadomo, że pewnie się stresuje (chociaż nie widać innych objawów, chętnie tam wchodzi, wita się z lekarzami cały rozmerdany). Problem mamy kiedy w poczekalni czeka jakiś duży kudłaty pies (nagminnie wpadamy na bernardyna, berneńczyka i kudłatego ONka) - wtedy najpierw próbuje się z nimi witać, ale jakoś tak "na ślepo", czyli zaczyna mnie ciągnąć w ich kierunku. Smycz się napina, ja oczywiście nie mogę mu pozwolić tam podejść bo psy są często pod kroplówką, powinnam przynajmniej zapytać czy mogę, ale wszystko dzieje się tak szybko, że jestem bez szans. Przy napiętej smyczy mój na zmianę merda ogonem i powarkuje. Moje wołanie olewa, a jak próbuję go delikatnie odciągnąć - zaczyna się pruć. Oczywiście wiem, że atak wywołuje moje pociągnięcie, ale nie umiem wymyślić jak to zrobić, żeby nie wywołać ataku. Wydaje mi się, że gdybym go tam puściła luzem, to przywitałby się i nic by nie było, to nie jest ślepa furia. Ale jak to kurcze zrobić? Macie jakieś pomysły? Ostatnio często bywaliśmy u weta, więc miałam okazję poobserwować jak to działa. Psy średnie i małe oraz duże niekudłate wita z wielką radością i nic się nie dzieje :niewiem: