Eloise cudnie się czyta te Twoje opowieści. Ja też zawsze uważam na psa, poprzednia sunia wiedziałam, że gryzie i musiałam mocno jej pilnować, jak ktoś przychodził. A już niemożliwe było, bym wzięła dziecko na ręce, bo była czarna rozpacz. Obecny Karmel jest raczej przyjazny - raczej, bo za krótko u nas jest, by być go choćby w 90% pewnym. Sąsiadom na zapytanie, czy dziecko może pogłaskać psa odpowiadam krótko - nie. Chociaż mamy jednego młodzieńca, który jak tylko mąż wychodzi z psem biegnie do niego ze szczęściem w oczach i woła - "idzie mój przyjaciel!!!" Jakie było zdziwienie ojca dziecka, gdy pierwszy raz to usłyszał ;). Nie wiem, kto był zdziwiony bardziej - ów Pan, czy nasz Karmel ;).