boksereczkaa
Members-
Posts
315 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by boksereczkaa
-
[quote name='Bertanika']Szanowna Pani, Nie da się codziennie badać wszystkich zwierząt - tj. ok. 2.400 - trzeba zdać się na obserwacje opiekunów, wolontariuszy i w ramach codziennych obchodów lekarskich - wypatrywać zachowania zwierzęce Czy będąc u ludzkiego lekarza z konkretnym zdrowotnym problemem, dowiedziała się Pani kiedykolwiek o innych swoich schorzeniach niż zgłoszone przez Pania dolegliwości........? a przecież zwierzę nie potrafi mówic ludzkim głosem........nie powie co mu dolega., nikt nie jest w stanie badać codziennie kazdego zwierzaka w każdym centymetrze jego ciała ..... ...... Schroniska to są monstrualne szpitale, tylko tyle że dużo bardziej przepełnione niż ludzkie.........tak więc może być coś niewychwycone...niezauważone.... Na Paluchu leczy się tysiące zwierząt, ratując im życie Tam lekarze mają bardzo ciężką pracę. .Nie oczekujmy, że namnoży siĘ nieokreślona ilość Judymów - bo takie misjonarstwo w tej epoce jest anachronizmem..........a w takim miejscu misjonarzom też trudno byłoby sprostać ....takiej skali problemów ..... [B]Ja nigdy nie zgodziłam się ani też nie zgodzę z realiami, które nasze krajowe prawo nam ofiaruje.....to właśnie za sprawą demoralizujacego prawa jest przyzwolenie na złe traktowanie zwierząt przez właścicieli [/B]. Mówi Pani, że za wszelką cenę trzeba powierzać do adopcji- kazdego schroniskowego pensjonariusza- a ja jestem przeciwna tej formie - gdyz wiem ,że mentalności społecznej nie da sie zmienić w krótkim czasie- jedynie drogą ewolucji, a wiekszość tych zwierzat mimo, że znajduje nowych opiekunów - często ląduje na ulicy z poważnym uszczerbkiem zdrowia lub z zaburzeniami emocjonalnymi .... ...........,WSPANIAŁOMYŚLNI WŁAŚCICIELE SĄ NADAL NIEODPOWIEDZIALNI, A KTO Ma ponosić odpowiedzialnośc za taki stan faktyczny...........? chyba nie schronISKO I CO DALEJ...............................JEŚLI KOCHACIE NA PRAWDĘ ZWIERZAKI - TRZEBA SPRÓBOWAĆ ZNAlEŻĆ WŁAŚCIWEGO AFDRESATA..........i tam protestować !!!! ...ja już walę głową o mur od wielu lat - ALE TO GŁOS WOŁAJACEGO NA PUSZCZY ======= Większość myśli że ten problem da się rozwiązać poprzez system adopcyjny lub sterylizacje - to jest tylko doraźne leczenie skutków.... Co z tego, że powierza się zwierzęta z jednych nieodpowiedzialnych rąk w kolejne ...........?TO PRAWO POWINNO EGZEKWOWAĆ ODPOWIEDZIALNOŚĆ ale póki co zwierzęta należą tylko do "tymczasowych posiadaczy" - nigdzie niezaewidencjonowanych.... dlatego tyle zwierząt trafia na ulicę i do schronisk........ Paluch leczy tysiące zwierząt, ratując im życie - tej dobrej roboty się nie zauważa......lecz ocenia się jednostkowe nieszczęśliwe wypadki....... trzeba próbowć spojrzeć na problem nieco głębiej..... To nie Paluch ma rozwiązywać problemy bezdomności - na skalę ogólnokrajową - są chyba stosowne organy i służby , które powinny się tym zająć...[/quote] Rozumiem, że nie da się badać codziennie wszystkich zwierząt, ale jeżeli ktoś zgłasza, że dane zwierze jest chore, a weterynarz to potwierdza informując jednocześnie, że jest to choroba zakaźna, to czemu takie zwierzę nie zostaje natychmiast odizolowane od pozostałych, a wpuszczone do nich? Rozumiem, że schronisko jest przepełnione, ale w kociarni (przynajmniej wtedy) oprócz miejca, w którym koty swobodnie biegają są też oddzielne klatki przeznaczone właśnie dla kociąt i zwierząt chorych. Co do prawa, zgadzam się, że w Polsce ochrona zwierząt właściwie nie istnieje i głownie dzięki temu jest tak jak jest, ale w tym wypadku kwestia dotyczy bezpośrednio traktowania zwierząt i wolontariuszy na Paluchu. Nigdy nie powiedziałam, że za wszelką cenę należy wyadoptować każde zwierzę ze schroniska, jestem wręcz przeciwnego zdania. Owszem, każde zwierzę powinno mieć szansę na adopcję, ale nie każdy człowiek powinien mieć możliwość dokonania takiej adopcji. Prawda jest jednak taka, że w schronisku nikt nie sprawdza ani kto adoptuje zwierzę, ani co się z nim później dzieje. Świadczy o tym chociażby przypadek mojej kotki, która została wydana na umowę warunkową, a do tej pory nikt nawet nie zadzwonił, żeby sprawdzić co się z kotem dzieje. Zdaję sobie sprawę z tego, że jest to praktycznie niemożliwe, chociaż i na to pewnie znalazł by się sposób, gdyby tlko wykazan trochę chęci. Nie twierdze, że jest to wina jednie schroniska. Nie twierdzę też, że Paluch ma rozwiązywać problem bezdomności, on ma za zadanie leczyć zwierzęta, szukac im odpowiedzialnych domów i zapewnić godne warunki, a tego niestety brak. Nawet przypadki jednostkowe (których jest sporo) nie powinny mieć miejsca, mimo tego całego przepełnienia, braku funduszy i całej reszty przeciwności. Wiem, że na Paluchu pracuje sporo osób, które zwierzęta kochają naprawdę, ale nie powinno to być tylko sporo, powinni to być wszyscy, nie wiem w jaki sposób są zatrudniani pracownicy schroniska, jakie kryteria muszą spełniać, ale skoro jest jak jest, to może należałoby te kryteria zaostrzyć, może wtedy życie tych zwierząt wyglądałoby trochę inaczej.
-
[quote name='Bertanika']Jestem zwolennikiem reagowania od razu , na to co mi się wydaje niezgodne z zasadami czy etyką..... a nie po kilku latach............Jeśli składam reklamacje to do właściwych adresatów , aby osiągnąć właściwe skutki - trzeba było wówczas zgłosić to do dyrektora lub do jednostki nadrzędnej............. Droga Pani Wolontariat w tak trudnym miejscu musi być jakoś zorganizowany.. Przecież schronisko ciągle organizuje nabory , więc nie rozumiem o czym Pani mówi......... A z tymi kandydatami to róznie bywa .........niektórzy .chcieliby pomagać wyłącznie na własnych zasadach ........ Czy to takie trudne zgłosić się na przeszkolenie.........przecież to jest niezbędne dla bezpieczeństwa wolontariuszy i zwierząt. Większość osób pomaga zwierzętom stosując się do zasad Regulaminu , a część niestety nie chce..........[/quote] Ja nie składam reklamacji, adopcja zwierząt to nie zakup w sklepie. Mimo, że powiedziano mi, że kot jest zdrowy, wiedziałam patrząc na niego, że tak nie jest. Zgadzam się z tym, że zrobiłam ogromny błąd nie zgłaszając tych wszystkich sytuacji (poza kotem, bo wtedy jak już pisałam, walczyłam o prawo do adopcji) odrazu, tylko czy to by coś zmieniło? Nie wiem jak dokładnie działa wolontariat na Paluchu, ponieważ nigdy wolontariuszem tam nie byłam i to głównie dlatego, że nie jestem w stanie określić się dokładnie kiedy mogę przyjechać, a kiedy nie. Dlatego też uważam, że możliwość wyprowadzania psów na dowody, była ogromnym udogodnieniem i szanasą dla wielu psów na chwilę przyjemności i poczucia bezpieczeństwa. Popieram Panią również w kwestii przeszkolenia wolontariuszy. Bez sprzecznie takie szkolenia powinny się odbywać, kwestia dotyczy natomiast tego w jaki sposób są one prowadzone i czego można się na nich nauczyć. W tym temacie niestety również nie mogę się wypowiedzieć, ponieważ nie uczestniczyłam w paluchowskim szkoleniu. Nie przekona mnie Pani jednak, że słusznie jest tam odrzucana pomoc innych osób.
-
[quote name='Bertanika']Cóż to za brzydki zwyczaj analizowania post factum sytuacji sprzed kilku lat - i obwiniania nie wiadomo kogo swymi wątpliwymi pretensjami......... Przyjmuje Pani formy dyskusji na poziomie bazarowego dialogu.... Nie dziwię się, że czasami trzeba ludzi zniechęcać - bo bardzo często ich pomysły są zupełnie bezmyślne a możliwości zajmowania się zwierzętami - wręcz żadne..... Adopcja to nie handel pietruszką, gdzie próbuje się wcisnąć za wszelką cenę produkt - adopcja to powinien być świadomy, przemyślany akt - a ludzie którzy przychodzą do schroniska - bardzo często poza dobrą wolą - nie wykazują skłonności do antycypowania w przyszłość...... Co do paragonów za dary - to nigdy nie spotkałam się tam z taką formą wymagań - raczej , praktykuje się formę wpisu darów do odpowiedniego rejestru - po to żeby Schronisko mogło wysłać podziękowanie Ofiarodawcy.......i po to żeby prowadzić statystyki napływu darów.......[/quote] Przede wszystkim opisywane przeze mnie sytuacje nie wydarzyły się w jednym roku, a w ciągu kilku lat, ostatnia miała miejsce rok temu, a więc nie tak dawno. Poza tym świadczy to o tym, że na Paluchu dzieje się źle nie od dzisiaj i nie wiele się zmienia. Kolejna sprawa to czy uważasz, że moje pretensje są wątpliwe? Sam fakt wydania chorego kota jako zdrowe zwierze jest conajmniej nie na miejscu. Na to wszystko mam dowody w postaci dokumentów z lecznicy. Co tak strasznie Panią uraziło, że swteidza Pani, że podejmuje się dialogu na poziomie bazarowym? Czy ma Pani tylko ochotę kogoś obrazić? Muszę przyznać, że słabo to Pani wychodzi... Mój post przede wsztkim nie był żadną formą dialogu, był to monolog. Opisałam jedynie moje doświadczenia związane z Paluchem. Zgadzam się z tym, że nie każdy powinien móc adoptować zwierzę, ale na jakiej podstawie mnie chciano do tego zniechęcić? Nikt nie przeprowadził przecież rozmowy przed adopcyjnej, dopóki nie podpisałam umowy nie wiedzieli nawet, że posiadam już inne zwierzęta. Chcieli zniechęcić bo co? Bo nie spodobały im się moje oczy? Wtedy kiedy ja walczyłam o prawo do adopcji mojej kotki, przyszedł też mężczyzna, lekko podpity, chciał adoptować biało czarnego kocura. Powiedział, że kot ma być prezentem dla koleżanki, ale nie miał ze sobą dowodu. Powiedziano mu natomiast, żeby wrócił z dokumentem. Czy przypadkiem nie jest tak, że osoba chcąca adoptować zwierzę musi zgłosić się osobiście? Co do przywiezionej przeze mnie karmy, to ja również nie spotkałam się wcześniej z czymś takim,a nie był to pierwszy raz kiedy zawoziłam tam dary. Tym bardziej byłam zaskoczona tą sytuacją. Pani Droga Bertaniko uważa, że na Paluchu nie dzieje się nic złego. Atakuje Pani każdego kto uważa, że jest inaczej. Skąd jednak biorą się te wszystkie zakazy? Skąd wzięły się zdjęcia poranionych zwierząt? Wolontariuszki same je krzywdziły, aby zrobić na złość dyrekcji? Ja zdaję sobie sprawę z tego, że żadne schronisko, choćby miało najlepszą opinię, nigdy nie będzie odpowiednim miejscem dla żadnego zwierzęcia, a schronisko na Paluchu jest przepełnione, nie ma funduszy itd., ale są ludzie, którzy chcą to zmieniać, chcą pomagać i robią to bezinteresownie, a władze zamiast takie osoby wspierać i zachęcać do działania, robią wszystko, żeby utrudniać im pracę.
-
Nie chciałam zakładać nowego tematu, więc podczepię się tu :) Jakieś 2 miesiące temu w Warszawie dość głośno było o sprawie psów z Muranowa. Pojawił się nawet reportaż w TVP. Kobieta trzymała w domu psy i koty. Tylko jeden z jej psów, był psem w miarę zadbanym. Nie był zagłodzony, wychodził na spacery itd. Reszta zwierząt masakra. Dorosłe psy, które nigdy nie widziały trawy. Trzymane w małym mieszkanku całym w odchodach, nie wychodzące na żadne spacery. To samo było z kotami. Brudne, zapchlone itd. Po interwencji TOZ-u zwierzęta zostały odebrane. Został pies, o którego właścicielka powiedzmy "dbała". Mój znajomy jest sąsiadem tej kobiety. Niedawno powiedział mi, że ona znowu sprowadza do domu psy. W tej chwili napewno są dwa, a może i więcej, ale tego nie wiem. Nie ma też informacji co do kotów. Napisałam do TOZu, aby przyjrzeli się temu jeszcze raz, ale jak dotąd nie otrzymałam żadnej odpowiedzi, z tego co wiem nie było też żadnej interwencji. Co jeszcze mogę zrobić? Nie mam pewności co dokładnie się tam dzieje, ale skoro raz już było tak źle, a teraz dochodzą sygnały, że znowu coś się dzieje, to chyba warto to sprawdzić.
-
W 2004 roku moja koleżanka upatrzyła sobie psa z Palucha. Zapiała jego nr i po kilku dniach przemyśleń kiedy decyzja już zapadła zadzwoniła do schroniska, aby dowiedzieć się czy dany pies jeszcze tam przebywa, ponieważ chce go adoptować. Pracownik schroniska odpowiedział, że pies o tym nr już został wyadoptowany. Pojechałyśmy, więc na Paluch w poszukiwaniu innego zwierzaka i przechodząc między boksami znalazłyśmy wcześniej upatrzoną sunię. Na szczęście dla niej wszystko skończyło się dobrze, ale mogło być inaczej i kolejny pies siedział by dalej w ciasnym kojcu, chudy, brudny i nie kochany i tylko dlatego, że pracownikowi schroniska ot tak poprostu się nie chciało. Kolejna historia miała miejsce w 2006 roku. Tym razem ja sama pojechałam do schroniska chcąc adoptować kota. Już na samym początku zaskoczona byłam tym, że o żadnym zwierzęciu nie mogę się właściwie niczego dowiedzieć, bo opiekunowie poprostu nic na temat tych zwierząt nie wiedzieli. Spodobała mi się bura kotka, jej oczy były w strasznym stanie, okropnie łzawiła. Zapytałam co jej jest i czy może to przejść również na inne zwierzęta. W odpowiedzi usłyszałam "nie wiem". Po konsultacji z weterynarzem okazało się, że jednak może, ale kotka została znowu wpuszczona do reszty zwierząt. W końcu zobaczyłam w małej klatce kotke schowaną w kącie. Była potwornie chuda i zaniedbana. Powiedziałam, że chcę właśnie ją. Całe szczęscie trafiłam akurat wtedy na Panią, która widocznie bardzo lubiła tą kotkę, bo bardzo mi później pomogła. Powiedziała szczerze, że ten kot nie pożyje w schronisku długo, dała jej ok 2 tyg czasu. Schron robił na niej tak okropne wrażenie, że mała nie chciała nic jeść, była osowiała. Przeszłam całą wojnę o to, aby pozwolono mi ją adoptować na umowę warunkową. Na początku nie wyrażano na to zgody, mówiąc że kotka nie jest wysterylizowana. Po kilku godz udało się. Kotka została wydana jako zwierzę ogólnie zdrowe, a w ciągu pierwszego tygodnia pobytu u mnie wydałam kilkaset złotych na jej leczenie... Teraz Myszkina leży mi na kolanach i mruczy, a gdyby nie mój i pewnej Pani zapał pewnie już dawno by jej nie było. W 2008r zawiozłam do schroniska worek karmy. O dziwo usłyszałam, że nikt tego ode mnie nie przyjmie, ponieważ nie mam paragonu ze sklepu... Karma wróciła razem ze mną. Jest to skandal, że osoby chcące adoptować zwierzę są zbywane. Co z tego, że umieszczają zdjęcia na swojej stronie, skoro gdy jest ktoś chętny na adopcje, to wtedy robi się wszystko, żeby go zniechęcić? I co to znaczy, że skoro schronisko nie ma pieniędzy to odrzuca jeszcze pomoc? Po cholere był im ten paragon? Przecież nie chciałam żadnego potwierdzenia, chciałam tylko pomóc...
-
Maupko bardzo mi pomogłaś. Dziękuję za wyczerpującą odpowiedź i w pełni podziwiam to co robicie dla Migotki. :)
-
A ja chciałam się dowiedzieć jak piesek niewidzący radzi sobie w codziennym życiu? Wiem już, że na znanym sobie terenie nie będzie większych problemów, ale co się dzieje w trakcie wyjazdów czy np spacerów? Pytam konkretnie o psie dziecko (obecnie ma 6 tyg) nie widzi od urodzenia i podobno nie ma szans na to, by kiedykolwiek widziała.
-
Dziękuję za odpowiedzi, mam nadzieję, że się uda :) Póki co znalazłam jedną sunię, ale jest ona zupełnie ślepa i nie wiem czy poradzę sobie z opieką nad takim psem. Co prawda decyzja z mojej strony jeszcze nie zapadła, ale mam duże wątpliwości.
-
Bardzo chętnie adoptowałabym pieska tej rasy bądź w typie, ale takich piesków nie ma. Szukam maltańczyka. Zastanawiam się czy ZK posiada informacje o pieskach niewystawowych, które urodziły się w jakiejś hodowli?
-
Jestem zainteresowana kupnem szczeniaka. Nie chcę pieska wystawiać, ma to być piesek do kochania, na kolanka. Nie jestem też w stanie zapłacić za szczeniaczka kilku tysięcy, a nie chcę kupić pieska bez papierów. Wiem, że dużo taniej można kupić tzw peta, tylko gdzie takich szczeniaczków szukać? Czy jedyny sposób to poprostu dzwonić do hodowli? I jeśli tak to co mówić? Czy pytać wprost, że szukam pieska na kolanka? Proszę o pomoc. Przepraszam za umieszczenie tematu w złym wątku i proszę o przeniesienie do działu kupno szczeniaka.