-
Posts
2579 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by stzw
-
Wiesz, niestety mimo wszystko zaczyna się przyzwyczajać :-( Przychodzi na wołanie, tylko trzeba głośno, bo przygłucha. Sama wskakuje do bagażnika w samochodzie jak jedziemy w podróż. Dzisiaj nawet mnie ściągnęła ze schodów do lecznicy, a powinno jej się źle kojarzyć. Tam są takie schody i jak się siedzi w poczekalni, to widać ludzkie nogi, smycz i na samym końcu zapartego w asfalt psa. A Hera odwrotnie - najpierw wbiegła ona a na końcu smyczy wisiałam ja. A, i odkryłam, ze koty są jej totalnie obojętne, nie reaguje na nie zupełnie. Od jutra przechodzimy na tabletki Marbocylu, więc nie trzeba będzie z nią codziennie w tym upale jeździć. Dzisiaj się wąchała z Lordem przez siatkę. Gdyby Lord zrobił jakiś ruch w jej stronę, to pewnie by się zirytowała, a on jak zwykle po trzech sekundach olał ją i zajął się swoimi sprawami ( jak to Lord). Do tego Herę ktoś bił - jak dzisiaj nasikała w lecznicy, to powiedziałam głośno "coś ty zrobiła" i jednocześnie wyciągnęłam rękę z kagańcem, żeby jej założyć. Biedaczka w sekundzie się skuliła, jakbym zamierzała ją tym kagańcem zatłuc. Aż mnie zatkało.
-
[quote name='BUDRYSEK']pozwolę sobie po znajomości zadac pytanie proszę o pomoc, rady dla 17 letniej kici Kropeczki ma ogromne guzy na listwie mlecznej nie wiem co robić? operować zle, zostawić tez zle? :-( może ktoś spotkał się z podobnym przypadkiem? [url]http://www.dogomania.pl/threads/188716-17-letnia-kotka-ma-guzy-na-listwie-mlecznej-operowa%C4%87-%28?p=14995467#post14995467[/url][/QUOTE] Jedynym humanitarnym wyjściem wydaje mi się wycięcie listwy mlecznej. Co prawda kot jest w podeszłym wieku, ale lepiej poddać go zabiegowi po którym może się nie wybudzić albo spokojnie czekać i patrzeć jak kota zżera rak z przerzutami...A jakim cudem kicia dorobiła się ogromnych guzów? Tak nagle, z dnia na dzień?
-
Niestety, podana kwota obejmuje wszystko, nawet otwarcie kanału słuchowego... Problem polega na tym, że zakażenie jest bardzo zaawansowane - prawa małżowina jest od wewnątrz jedną wielką raną. Może gdyby leczenie zaczęło się wcześniej, to byłoby dużo łatwiejsze. A tak jest dłuższe i droższe.Na razie leczenie idzie świetnie - do lewego ucha pozwala sobie zajrzeć bez problemu, prawe jest niestety w gorszym stanie. Ale przy podawaniu leków tylko tak trochę się denerwuje. Dzisiaj tak sobie przez chwilę cichutko warczała, ale nie próbowała ugryźć. Tylko, że tak trzepie głową w trakcie, że niestety muszą ją trzymać dwie dorosłe osoby a trzecia zakrapla i smaruje. Do tego zrobiła mi obciach, bo podniosła nogę i oznakowała ścianę w lecznicy - że to niby jej, czy jak?
-
To się ciesz, bo jak mnie dzisiaj nadepnął z radości, to do teraz mnie noga boli :-))) Jemu cały czas się wydaję, że jest maleńkim, kochanym psiaczkiem. A to kawał chłopa - jak staje na łapach, to jest wyższy ode mnie. I ta jego chęć bycia w centrum uwagi... jak podchodzę do Hery w kojcu, to Lord dostaje świra z zazdrości. Ale i tak go bardzo kocham :-) A jak będzie w okolicy to zapraszamy na kawę z Lordem - wierz mi, on to doceni.
-
Nie, to jest stara blizna. Nie twierdzę na pewno, że to po sterylce, ale umiejscowienie pasuje, no i to jej zachowanie na spacerach. Miałam raz sukę po sterylce, która sikała z nogą do góry pod każdym krzaczkiem jak Hera. Suka jest wystarczająco silna i obolała, żeby nie pozwolic sobie nic koło łba zrobić. Daliśmy jej 3 dni na zmniejszenie bolesności, ale nie wiadomo ile będzie jeszcze przewrażliwiona. Do tego był to pies domowy. Daje łapę, nie brudzi, jest zazdrosna o inne psy. Nie wiem, ile była w tym schronisku, ale chyba co najmniej rok, tak mi się wydaje.
-
Jeżeli wyniki krwi będą OK, to spróbuję jej ograniczyć trochę jedzenie - raz w życiu udało mi się skutecznie odchudzić psa. Ale wtedy był tylko jeden... A teraz to chyba działa na zasadzie : zjem, bo inaczej kto inny mi wyżre. Ona ma szansę, bo na razie jest sama ze swoją miską. Mam jeszcze trochę tabletek witaminowych, to jej pokruszę do jedzenia - może ją to trochę wzmocni. W każdym razie nadal ją boli, niestety.
-
Byłyśmy właśnie na spacerku. Czy masz pewność, że ona NIE jest wysterylizowana? Bo ja mam wątpliwości... Zrobię jutro rano tak: pojedziemy na taki kompletny wymaz z antybiogramem (chyba tak się to nazywa) na wszystkie cztery bakterie i USG przed ew. sterylką. Zobaczymy, jak się panna będzie stawiała. Jeżeli będzie się rzucać z powodu tych uszu, to poproszę o głupiego jasia. Wtedy i to USG będzie łatwo zrobić. Bo ona cały czas tym łbem rzuca, pewnie ją mimo wszystko jeszcze trochę boli. Wezmę większy zapas leków przeciwbólowych. Na początku przyszłego tygodnia będą dokładne wyniki i wtedy zdecydujemy. Zresztą jakkolwiek by nie było, to przy jej tuszy uważam, że jakiekolwiek zabiegi w takie upały należy odwlec w czasie.
-
Ludzie, a ile mam forsy na Herę? Bo szansa,że to się wyleczy jest nikła. Można próbować, ale to kosztuje. Nie chciałabym przegiąć. No bo jak się okaże, że najpierw kosztowne leczenie nie daj Boże nic nie da a potem jeszcze zabieg (pewnie też nie najtańszy), to żeby nie było krzywo. A suczysko kochane, macha ogonem, cieszy się, łapsko podaje.
-
Ja tam specem nie jestem i nigdy żadnego kanału słuchowego nie usuwałam :-)) Ale tak sobie myślę, że jak człowiekowi pychol od zęba spuchnie, to taki ząb po podleczeniu antybiotykiem (bo bakterie) leczy się definitywnie w taki czy inny sposób. Wolałabym być bez zęba niż się męczyć. Hera nie powie, co by wolała, ale przecież nic jeszcze nie jest przesądzone. To specjalista zdecyduje, co jest dla niej najlepsze.
-
Niby ON 6 miesięczny powykręcane łapki 5 kg :(MA DOM
stzw replied to Justyna_wolontariat's topic in Już w nowym domu
Weszłam na tą stronę, bo moja koleżanka chciałaby zaadoptować młodego ONka. Szukałam i trafiłam tu. Więc pilnie śledzę poczynania Supełka, bo mam dla niego DS. A Emir wypłynął jakoś tak przy okazji. W KRS nie ma wzmianki o złożonych sprawozdaniach, sprawdzałam -
Po ustaleniach na podstawie podanych mi danych w grę wchodzi usunięcie kanałów słuchowych i jeżeli nie będzie jakichś nieprzewidzianych komplikacji to problem zostanie rozwiązany. Natomiast bez takiego zabiegu problem można zaleczyć ale nie wyleczyć. Oczywiście są to opinie na podstawie informacji uzyskanych telefonicznie, bez obejrzenia delikwentki. W poniedziałek rozpoczynam negocjacje na temat ceny, bo to jest najistotniejsze. Po zabiegu dostanie tubę i do czasu wyleczenia musi przebywać poza schroniskiem. Nie musi mieć jakichś totalnie sterylnych warunków, chyba że bakterie dostaną skrzydeł ;-). Trzymanie jej w szpitaliku nie jest aż tak niezbędne. Ważne, żeby nie zainfekować rany. Przecież suki po sterylce też się nie trzyma w lecznicy. Ma mieć czysto i tyle. Weźcie jeszcze pod uwagę fakt, że u weterynarza przebywają zwierzęta z różnymi chorobami...
-
Taa. Lordzicho uznał, że przez podmurówkę się nie przekopie, więc zaczął rozplatać siatkę... Wyczytałam gdzieś, że taka nienawiść do innych zwierząt wynika np. z przebywania w warunkach schroniskowych. Wypuszczamy go wieczorem (chyba tylko po to, żeby mógł pogrzebać sobie w śmieciach :-) ) i wczoraj odkładając coś na parapet poczułam, że ktoś na mnie patrzy. Zapomniała o Lordzie, a że u mnie w domu straszy, to stałam tak bez sensu i zastanawiałam się, co zrobić. W końcu spojrzałam za okno, a Lord stał oparty o parapet, a nad głową miał dymek "CO ROBISZ?" Po czym udał się w kierunku kubła na śmieci sprawdzić, co nowego się pojawiło...Nie można go nie kochać. Jak tylko przestanie padać i zacznie się sezon kiełbaskowy prześlę film o wyjątkowej aktywności Lordziska w obliczu ludzkiego jedzenia. W tajemnicy przyznam się, ze na początku jego bytności nie ciągnęłam go na badania krwi itp. Po prostu stopniowo odstawiałam leki jak się kończyły. Bo było widać , że mu lepiej. Dostawał tylko dobre jedzonko i pomogło.