Jump to content
Dogomania

Cybulka

Members
  • Posts

    127
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Cybulka

  1. [b]Wielu hodowców boryka się z problemem - jak stworzyć dobrą umowę, która chroniłaby psa przed trafieniem w niepowołane ręce czy nielegalnym rozmnażaniem? Z drugiej strony często nabywca rasowego szczeniaka jest zdziwiony, że ma podpisać skomplikowaną umowę. Poniżej dramatyczna historia suczki odsprzedanej pseudohodowcy oraz specjalnie przygotowany przez prawnika dokument zabezpieczający przed taką ewentualnością.[/b] [img]http://3.bp.blogspot.com/-bdSNJsTEZ8E/Ul7oXWVrAoI/AAAAAAAAADg/2OCzhU0j798/s400/SOLD_Dogs.jpg[/img] Bardzo zależy mi na tym, by osoby nie mające doświadczenia w hodowli psów lub ich zakupie od hodowcy przeczytały to, o czym tu napiszę. Pozwoli Wam to zrozumieć, dlaczego umowa jest tak istotna dla hodowcy i to, że wiążą się z nią tylko i wyłącznie dobre intencje. Nigdy do końca nie wiemy, komu sprzedajemy psa, ani jaka nieprzewidziana sytuacja może się komuś zdarzyć. Jasne i przejrzyste zapisy pozwolą obu stronom spać spokojnie. A pies na tym tylko skorzysta. [b]Historia Emi.[/b] Jakiś czas temu zadzwoniła do mnie zrozpaczona Koleżanka, hodowca West Highland Wite Terrierów, z poważnym problemem. Otóż ktoś znajomy znalazł na allegro takie oto ogłoszenie o szczeniakach westie za 680 pln: [img]http://4.bp.blogspot.com/-s_ljZ-ov6Nc/UmGfhtDXhvI/AAAAAAAAAD4/RQG0BOEuSpE/s400/og%C5%82oszenie_pseudohodowla.jpg[/img] Znajomy ten w pierwszej kolejności przeczytał tekst, gdzie ostatnie zdanie brzmiało: [b][i]"Wraz ze zdjęciami kopia rodowodu matki szczeniąt"[/i][/b]. Otworzył więc ten załącznik, by sprawdzić przydomek matki i poinformować hodowlę, z której ta pochodzi. Jakież było jego zdziwienie gdy okazało się, że to znana mu hodowla. Wiedział, że ta hodowczyni nigdy nie sprzedałaby psa "komukolwiek". Niezwłocznie poinformował ją o tym, a ta, udając zainteresowaną zakupem szczeniaka, zadzwoniła pod podany w ogłoszeniu numer następnie odwiedziła tegoż człowieka. Pomimo faktu, że na zdjęciach w ogłoszeniu pieski są w salonie, w rzeczywistości żyły w wiejskim kurniku i były brudne, karmione byle czym. Koleżanka myślała, że serce jej pęknie na widok zabiedzonej i brudnej Emi. Zaproponowała, że odkupi sunię, jednak właściciel nie chciał się zgodzić. Dowiedziała się od niego, że kupił ją od poprzedniej właścicielki za 700 pln (!). Zaproponowała więc 2500 - nie chciał o tym słyszeć. Nie udało im się dogadać, aczkolwiek hodowczyni Emi się nie poddawała. Prosiła i prosiła, aż skłamał jej, że Emi została skradziona z jego posesji i że on już jej nie ma... Szukała więc pomocy prawnej i wykonała rozpaczliwy telefon do mnie, ponieważ mój Mąż jest prawnikiem i miłośnikiem psów. [b]Jak to się stało, że pies z dobrej hodowli trafił do piwnicy?[/b] Emi, suczka o której mowa, była jednym z ładniejszych szczeniąt w miocie. Hodowczyni starała się więc znaleźć jej właściciela, który chętnie jeździłby z nią na wystawy, ale przede wszystkim dałby jej bezwarunkową miłość i opiekę. W końcu to jest najważniejsze. Na szczęście znalazła się taka osoba - przemiła, towarzyska i wiecznie uśmiechnięta Sylwia (lat ok. 35), samotna matka kilkunastolatka. Miała dom, ogród - super! Mało tego, zapisała się na forum rasy, do "Klubu miłośników westie", gdzie była aktywną forumowiczką ("miłośnik zaawansowany"). Wszyscy bardzo ją polubiliśmy. Jeździliśmy razem na wystawy, na Zlot Rasy do Czaplinka, na imprezy. Nawet u nas nocowała. Znajomość kwitła. [img]http://1.bp.blogspot.com/-gzEYZg7o8B8/Ul7SSpw-WgI/AAAAAAAAADQ/ija6YLopzkE/s400/EMI_Sylwia.jpg[/img] W pewnym momencie Sylwia "zniknęła". Przestała się udzielać na forum, nie było jej na wystawach. Trudno, tak przecież bywa. Może kogoś poznała? Może wyjechała? Tak - po tym szokującym odkryciu na allegro okazało się, że Sylwia wyjechała i na szybko sprzedała obydwa swoje psy (miała jeszcze teriera szkockiego). Sprzedała zapewne nie wiedząc, jaki los im gotuje. Ponieważ Emi została sprzedana (!), pojawił się problem z jej odzyskaniem... [b]Czemu nie da się odzyskać Emi? Błędy w umowie.[/b] Emi ma nowego właściciela. Zapłacił za nią, ma umowę z poprzednim jej właścicielem, więc teraz należy do niego. "Ale przecież w mojej umowie był zapis o prawie pierwokupu, co z tym?" - pyta hodowczyni. No nic, można iść do sądu, ale jak udowodnić, że nie było próby kontaktu ze strony Sylwii? Ta zawsze może odpowiedzieć, że próbowała się skontaktować, ale bez rezultatu. Z prawnego punktu widzenia zapis jest trudny do wyegzekwowania. Gdyby w umowie było dodane, że poinformowanie o zamiarze odsprzedania psa ma odbyć się drogą pisemną - sprawa byłaby załatwiona. Ale ... Nawet jeśli byłby ten zapis, a pies został sprzedany osobie trzeciej, to co możemy zrobić? Na czym się oprzeć (o co walczymy)? W tym miejscu należy oprzeć się na "karze umownej", czyli w przypadku niepoinformowania hodowcy na piśmie o zamiarze odsprzedania psa i sprzedanie go, płaci się karę np. w wysokości kwoty zakupu psa od hodowcy. W tym miejscu ktoś może powiedzieć: "Ok, ale ja go nie sprzedałem, tylko oddałem swojej mamie za darmo (a ona go ewentualnie dalej sprzedała)". Co wtedy? Wystarczy zapis "sprzedaż" zamienić na "przeniesienie własności" i temat załatwiony. Trzeba zrobić tak, by nieuczciwemu nabywcy nie opłacało się tego typu działanie. Reasumując brzmiałoby to mniej-więcej tak: [i]"Kupujący zobowiązuje się do poinformowania pisemnie Hodowcy o zamiarze przeniesienia własności psa (bez względu na tytuł przeniesienia własności tj. sprzedaż, darowizna, inne) na rzecz jakiejkolwiek osoby trzeciej. Kupujący powinien wykonać powyższy obowiązek na co najmniej 7 (siedem) dni przed zawarciem umowy, o której mowa w niniejszym punkcie. Hodowca ma 7 (siedem) dni od momentu otrzymania informacji o zamiarze przeniesienia własności Psa na skorzystanie z prawa pierwokupu."[/i] i kolejny punkt: [i]"W przypadku niewypełnienia przez Kupującego obowiązku informacyjnego, o którym mowa w pkt. XXX Umowy, Hodowca jest uprawniony do naliczenia na Kupującego kary umownej w wysokości ceny zakupu Psa, o której mowa w pkt. XX Umowy, płatnej w terminie 5 (pięć) dni od dnia wystawienia przez Hodowcę wezwania do zapłaty."[/i] Ten zapis powinien skutecznie zniechęcić do wszelkich kombinacji dodatkowo zabezpieczając hodowcę przed nierealnymi stawkami (jeśli nieuczciwy nabywca chciałby go "zbyć" zaporową kwotą). Bez kar umownych ciężko jest znaleźć punkt zaczepienia do wystosowania realnego wniosku do sądu. [b]Jak jeszcze można zabezpieczyć psa przed nieuczciwym nabywcą?[/b] Problem odsprzedaży / przekazania psa osobom trzecim już omówiliśmy. Teraz pozostaje kwestia rozmnażania. Co, jeśli nabywca zechce rozmnażać psa. bez wyrabiania mu uprawnień hodowlanych? Używanie naszego przydomka w ogłoszeniach o pseudorasowych szczeniakach nie wpłynie dobrze na postrzeganie naszej hodowli i przyczynia się do degeneracji rasy (więcej na ten temat [url=http://nie-taki-pies.blogspot.com/2012/11/o-co-chodzi-z-tym-rodowodem.html]TUTAJ[/url]) W umowie należy zamieścić pewne restrykcje z tym związane. Proponujemy: [i]"Kupujący zobowiązuje się do: a. ewentualnego wykorzystywania Psa w hodowli jedynie zgodnie z regulaminami ZKwP, b. opieki nad psem oraz traktowania psa w sposób nie naruszający przepisów ustawy z dnia 21 sierpnia 1997 roku o ochronie zwierząt (t.j. Dz.U. poz. 856),"[/i] i dalej: [i]"Umowa zostaje zawarta pod warunkiem rozwiązującym. Strony Umowy zgodnie oświadczają, iż warunek rozwiązujący uważa się ze spełniony w przypadku gdy: a. Kupujący traktuje psa w sposób naruszający przepisy ustawy z dnia 21 sierpnia 1997 roku o ochronie zwierząt, lub b. Kupujący wykorzystuje Psa w hodowli niezgodnie z regulaminem ZKwP. "[/i] [b]O czym należy pamiętać przy pisaniu umowy?[/b] - Nabywca może być tylko pośrednikiem, a szczeniaka odsprzedać dalej - Nabywca może chcieć używać psa do nielegalnego rozrodu (niekoniecznie masowego, nawet "z miłości") - Nabywca może zaniedbywać psa (to też należy ująć w umowie). [b]Sprzedając swoje szczeniaczki wychodziłam z założenia, że chcę być w stałym (wystarczy bardzo sporadycznym) kontakcie z ich nowymi opiekunami. Jeżeli komukolwiek z nich zmieniłaby się sytuacja życiowa i nie mógłby lub nie chciał dalej zajmować się psem - chciałabym mieć możliwość odkupienia go z powrotem i znalezienia mu nowego domu. Nie chciałabym, by trafił do nieodpowiedniej osoby. Kogoś, kto by go nie kochał czy nawet do jakiejś fundacji bądź azylu jako stanu przejściowego. Wydaje mi się, że jako hodowca jestem za tego psa odpowiedzialna przez całe jego życie i jeśli źle wybiorę jego dom lub psa spotka zły los - moim zadaniem jest mu pomóc. Wiem, że większość Hodowców myśli w ten sam sposób i kocha swoje "psie dzieci" równie mocno. Niestety czasy mamy, jakie mamy i jeśli czegoś nie uregulujemy wyraźnie na piśmie - różnie potem może być. Jeżeli jakikolwiek nabywca nie będzie w stanie podpisać takiej umowy - zastanówmy się raz jeszcze, jakie może mieć powody i czy na pewno chcemy mu sprzedać psa. Bo od strony nabywcy szczeniaka wszystko tutaj powinno być jasne i nie ma nic, co mogłoby go przestraszyć, jeśli ma dobre intencje.[/b] [b]A jak powinien zabezpieczyć się Kupujący?[/b] W świetle historii "Yorków z Łomianek" (na ich temat pisałam [url=http://nie-taki-pies.blogspot.com/2013/07/yorki-z-omianek-antyreklama-dla.html]TUTAJ[/url]) i faktu, że była to dosyć popularna i wysoce postawiona hodowla tej rasy w Polsce myślę, że Kupujący też ma prawo zabezpieczyć się przed ewentualnymi nieporozumieniami. Mam swoje podejrzenia, co do techniki działania tejże hodowli i wydaje mi się, że zapis poniżej pozwoli na ponoszenie pełnej odpowiedzialności przez Hodowce w tym zakresie: "W przypadku gdy wbrew oświadczeniom Hodowcy, okaże się, iż Pies nie pochodzi od rodziców wskazanych przez Hodowcę w niniejszej Umowie, Hodowca zapłaci Kupującemu karę umowną w wysokości ceny zakupu Psa, o której mowa w pkt. 2 Umowy. Zapłata takiej kary nie zobowiązuje Kupującego do zwrotu Psa Hodowcy." Tragiczna historia Emi uświadomiła wagę tego dokumentu (a właściwie poszczególnych zapisów) zarówno mi, jak i mojemu Mężowi. Jako prawnik i miłośnik psów poczuł się w obowiązku do stworzenia jak najlepszej umowy zabezpieczającej interesy nas wszystkich (hodowców, nabywców i psów). Tym bardziej, że coraz więcej zaprzyjaźnionych hodowli zwracało się do niego po poradę w tej kwestii. [url=http://nie-taki-pies.blogspot.com/2013/10/profesjonalna-umowa-kupna-sprzedazy-psa.html]WZÓR UMOWY ZNAJDZIESZ TUTAJ[/url]
  2. Mam 5-letnią jack russellkę. Bardzo bawi (i irytuje) mnie fakt, że jak wychodzę z nią na rower (gdzie ledwo za nią nadążam!!!) to nieustannie słyszę komentarze w stylu: "pani ją zamęczy!" albo "serca pani nie ma - to taki mały piesek!". To jest przerażające, że ludzie nadal myślą, że jak mały, to leniwy a jak duży to bojowy/sportowy. I zawsze czuję się "potępiona" za plecami :/
  3. Witajcie, na szybko i na gorąco przekazuję fotorelację i wyniki: [URL]http://nie-taki-pies.blogspot.com/2013/09/xx-wystawa-molosow-wyniki-cao.html[/URL]
  4. Witajcie, oto wyniki i fotorelacja dla rasy CAO (Owczarek Środkowoazjatycki): [URL]http://nie-taki-pies.blogspot.com/2013/09/xx-wystawa-molosow-wyniki-cao.html[/URL] Ma ktoś może inne rasy? Szczególnie dogi argentyńskie i kaukazy...?
  5. [quote name='RudaPaskuda']Ja pękam z dumy i mam uśmiech do okoła głowy cały czas :) Nie spodziewałam się takich sukcesów!!! moje kelpie: [COLOR=#000000][B] Int.Ch. Ch.Pl, Mł.Ch.Pl, Zw.Kl '12 '13 Zw.Pl '13 HE'S MY BELFAST Asocjacja [/B][/COLOR][COLOR=#ff0000]- EX 1 (3), CAC, CACIB, ZWYCIĘZCA ŚWIATA i na deser BOS[/COLOR] [B] Mł.Ch.Pl, Mł.Zw.Kl '13 RED DUBLIN Kelpiebrink[/B] - [COLOR=#ff0000]Ex 1(2), Młodzieżowy Zwyciązca Świata i........ BEST OF BREED!!![/COLOR] Jestem niezmiernie dumna, posiadając 2 najlepsze kelpie na świacie :D:D:D[/QUOTE] O kurczę, to naprawdę COŚ!!! Wielkie GRATULACJE!!! dAJ IM KAWAŁ DOBREJ KIEŁBASY TERAZ :P
  6. A oto moja relacja z pobytu na wystawie: organizacja, wrażenia, zdjęcia i ciekawostki. Zapraszam: [URL]http://nie-taki-pies.blogspot.com/2013/05/wdc-budapesz-2013-wrazenia-z-pobytu-na.html[/URL]
  7. [quote name='maharaja']Bardzo bym prosiła o zdjęcia katalogu stawki pekińczyków, w miarę w zbliżeniu, aby można było bez problemu odczytać. Mój e-mail: [EMAIL="maharajasgarden@o2.pl"]maharajasgarden@o2.pl[/EMAIL] ;)[/QUOTE] Niestety nie posadam tego katalogu (byłam tylko w czwartek i w piątek), choć chętnie bym pomogła :( Pekińczyki idą jutro?
  8. [quote name='Aziza']Mogę prosić o zdjęcia z ringu kaukazów? Moja suczka AZA Psotne Miśki otrzymała BOS i World Winner.[/QUOTE]GRATULACJE!!! Z przykrością informuję, że niestety nie mamy zdjęć z kaukazików :( Organizatorzy się nie popisali - katalogi dojechały na 11:30 a wtedy byliśmy już w amoku DA i CTRów - jak pobiegliśmy na kaukazy, ich już nie było i nawet nie spisaliśmy wyników :( Załamka. Na blogu są już info i zdjęcia CTRów (choć też niepełne): [URL]http://nie-taki-pies.blogspot.hu/2013/05/wds-budapeszt-2013-wyniki-czarny.html#more[/URL]
  9. Oto wyniki i fotorelacja z ringu [b]dogów argentyńskich[/b]: [url]http://nie-taki-pies.blogspot.hu/2013/05/wdc-budapeszt-2013-wyniki-dogo-argentino.html[/url]
  10. Gratulacje! A tu znajdziecie wyniki (ze zdjęciami) najpiękniejszych jack russell terrierów :) [URL]http://nie-taki-pies.blogspot.hu/2013/05/wdc-budapeszt-2013-wyniki-jack-russell.html[/URL] Więcej zdjęć z wystawy wkrótce na blogu (w szczególności CTRy, DA oraz Kaukazy).
  11. [B]Co odróżnia chorego psa od chorego człowieka? Przede wszystkim to, że pies nie powie co go boli. Poniższa, bardzo osobista historia pokazuje, że ZAWSZE warto wierzyć i walczyć do końca. Determinacja, miłość i wiara w cud pozwoliły, by moja Nikitka nadal żyła. Doświadczenie to uświadomiło mi też, jak ważne jest kiedy i na kogo trafimy.[/B] [B][B]Całość opisałam w swoim artykule pt. "CHOROBA UKOCHANEGO PSA A WYROK - czy warto poddać się od razu?" ([/B][/B][URL]http://nie-taki-pies.blogspot.com/2012/12/choroba-ukochanego-psa-wyrok-czy-warto.html[/URL]) Trzech lekarzy chciało uśpić mojego psa wmawiając mi, że cierpi niepotrzebnie. Za każdym razem, kiedy przez 2 tygodnie codziennie przychodziłam z półprzytomnym psem do kliniki po kolejne dawki leków, słyszałam od pielęgniarek: [I]„O patrz, to ten west. On jeszcze żyje?!?”[/I] Przez 2 tygodnie codziennie znosiłam to ze łzami w oczach. Ale myślałam tylko o jednym. [I]„To się niedługo skończy. Nie wiem jak, ale się skończy dobrze!”[/I]. I spoglądałam na mojego psa, gasnącego w oczach. Ale te przyćmione oczy nadal były wpatrzone we mnie, pełne szczerej miłości i przede wszystkim nadziei. Walka i wola życia, jaka z nich biła, dawała mi takiego powera, że nie było mowy o innym rozwiązaniu. [B]Oprócz strasznego przerażenia, bił też z tych oczu swego rodzaju spokój, że jestem tu obok. Niki ledwo oddychała, ale wiedziała, że musi...[/B] [B][B]Co się stało?![/B][/B] W środę 23 września 2009 r. jak zwykle wyszłam z psami rano na spacer i wszystko było absolutnie ok. Podreptały wesoło na trawnik i wróciły. Poszłam do pracy. Po 10h wróciłam i... zastałam zasikany i zakupkany cały dom. Lolka wesoło merdała przy drzwiach na mój widok. Nikity nie było obok. To dziwne. Do moich uszu dotarły jakieś przerażające, niezidentyfikowane dźwięki i [B]zaczęłam rozglądać się za Niki, która nie przyszła mnie przywitać.[/B] Nagle dojrzałam ją w kącie pokoju. Stała bidna i strasznie zgarbiona, oddychając w szalonym tempie - chyba ze 150 razy na minutę. Wydawała przy tym tak przeraźliwe dźwięki, że od razu zrobiło mi się słabo ze współczucia. To było okropne - jakby nie mogła złapać powietrza: jęki, stęki, płacz, chrypienie - wszystko na raz!!!. Garb niesamowity, ogon schowany pod siebie. Pies wyglądał koszmarnie - nie da się tego opisać. Było widać, że bardzo, bardzo ją coś boli. Bałam się wziąć ją na ręce by zanieść do auta, ale wzięłam. [B]Byłam pewna, że coś połknęła i stoi jej teraz w gardle, albo przebiło jej płuco![/B] Bałam się, że zrobię jej jeszcze większa krzywdę. Pojechałam do weterynarza. Nie dało się dotknąć jej brzucha, tak koszmarnie ją bolał. Dostała więc wszystko co możliwe na [B]brzuch[/B]. Minęły ze 3h i nic. Ponieważ było już po 24:00, pojechałam do drugiego lekarza (na nocny dyżur). Ten mi na to, że to [B]angina[/B] (Lola miała tydzień wcześniej więc to było prawdopodobne). Że ma gardło zawalone, migdały powiększone, z nosa cieknie jej ropa, ma łzawiące oczy itd. Dostała więc antybiotyk i do domu. Zastanawiało mnie jednak, czemu tamten lekarz tego nie zauważył? Dziwne. O 3:00 w nocy (3h później) nic nie jest lepiej. Pies LEDWO żyje. Ja ryczę, bo dźwięki wydawała koszmarne, nie mogłam tego znieść. I jak to pies – patrzy błagalnym, przerażonym wzrokiem oczekując pomocy! To o 3:00 w nocy znów weterynarz, tym razem całodobowa klinika na Bemowie - sprawdzamy czy [B]coś połknęła[/B]. Lekarz uważa, że anginę ma też, ale to nie to jej tak dokucza. Angina nie powoduje aż takich objawów. Uważa, że ma [B]zapalenie trzustki[/B] (!). Znów daje leki na brzuch. Robimy baryt (tzw. kontrast) by sprawdzić, czy nic nie stoi w przełyku. Rano znów klinika, baryt okazuje się ok., RTG ok., czyli nic nie połknęła. Wyszła przy okazji wada kręgosłupa i powiększone serce (nie groźnie na szczęście, choć kręgosłup podobno bolesny dla niej). Dostajemy leki na brzuch do piątku i na anginę. Jesteśmy w klinice codziennie przez 12h, bo Nikita dostaje kroplówki i zastrzyki co chwilę. Cały czas jestem na łączach (telefonicznie) ze Znajomym Weterynarzem, któremu bezgranicznie ufam, niestety z innego miasta. Nieustannie podrzuca mi nazwiska z kim się skontaktować, gdzie pojechać. W klinice robimy badanie krwi, z którego dowiaduję się, że gdyby psy miały [B]AIDS[/B], to ona by miała. No bo czym może być spowodowany nagły, drastyczny spadek leukocytów we krwi do poziomu 570? A cukru do 30...? [B]Ale u psów przecież AIDS nie występuje…[/B] [B]Niki dostaje masę różnych leków, choć nikt nie wie co jej jest.[/B] Ale leczyć trzeba na gwałt, bo pies ledwie zipie. Następnego dnia robimy USG na ul. Gagarina, u dr Marcińskiego (polecony jako najlepszy w Warszawie), żeby sprawdzić co powoduje tak koszmarny ból brzucha. Trzustka lekko powiększona z niewielkim stanem zapalnym, ale na pewno nie powoduje to takiego bólu. Nic nie jest lepiej. Każdy lekarz się dziwi, że pies nadal żyje, bo jest w tak kiepskim stanie i już tyle to trwa. Oto mój wpis na forum z tego dnia: [I]"Moja Nikita ledwo żyje. Od 2 dni walczę z 6ma lekarzami o jej zdrowie - miała już wszystkie możliwe badania i nic nie wiadomo. Dyszy, jęczy, kaszle, łzawi, boli ją brzuch, oddycha w tempie 5 razy na sekundę. Nic nie pomaga... Prośba o radę do kogo się udać? Byłam na Bemowie u dr Wróblewskich, byłam u dra Marcińskiego. Dzisiaj mam zamiar skontaktować się z podobno jednym z lepszych teoretyków, prof. Lechowskim (zgłosić się po pomysł). Sama ledwo już żyję”[/I] W piątek (czyli 3 dzień choroby) w klinice na Bemowie okazuje się, że tamte [B]badania krwi były błędnie zrobione[/B]. Ktoś się pomylił w wynikach. Nie ma żadnego „AIDS” (!). Za to jest nowa diagnoza: [B]zatorowość płuca[/B] (embolia = zawał płuca), bo na RTG wyszło duże zacienienie. Kardiolog stwierdziła [B]przemieszczenie serca,[/B] najprawdopodobniej przez zakrzep lub wodę płucach. Odstawiamy więc leczenie brzucha i anginy (bo pies by padł od samych leków) i dajemy sterydy + nowy antybiotyk. [B]Lekarz nadal nie wie, co konkretnie z tego jest najgorsze – decyduje więc, że płuco ratujemy najpierw, resztę ewentualnie później.[/B] Niki dostaję kilkadziesiąt zastrzyków dziennie i 10 h kroplówek. Od kilku dni walczy o każdy skrawek powietrza, nie je, nie śpi ani sekundy i jest szprycowana lekami do granic możliwości, a nie ma nawet najmniejszej poprawy. Jest za to ogromny, rozrywający ból (pies nie może nawet znieść dotyku). Pytam, czy nie zabiją jej te ryzykownie duże dawki leków. Lekarze mówią, że nie mają innego wyjścia, bo leczyć trzeba by nie zabiła jej choroba. Karzą ją zostawić w szpitalu, pod tlenem. Dla mnie to dramat. [B]Jak mam zostawić psa, wśród zwierząt po wypadkach, wyjących i rzucających się z bólu, wśród zapachu choroby, krwi, uryny i strasznego cierpienia, w dodatku całkowicie samego, przerażonego?![/B] Kłócę się z lekarzem, nie chcę tego robić! Słyszę: [I]„Jak pani chce, może jej pani nie zostawiać, wtedy na pewno nie dożyje do rana!”[/I]. Nie mam siły. Zostawiam więc. Przecież to lekarz, on wie co robi. Niki dostaje dodatkowo serię środków uspokajających, bo tuż po wejściu do szpitala strasznie się zdenerwowała i przestraszyła. Dostaje swoją klatkę, którą sanitariusz nakrywa śmierdzącym ręcznikiem aby [I]„nie musiała tego oglądać i się uspokoiła”[/I]. Dają jej tlen pod nos. Chcę zostać przy niej na noc – nie ma o tym jednak mowy. Zapraszają mnie na 9:00 rano i każą się wyspać .Wychodząc ze szpitala nie mogłam znieść przerażenia w oczach Nikity, nie wiedziałam nawet, czy się jeszcze zobaczymy! W domu biorę proszki uspokajające by zasnąć a rano zjawiam się w klinice najwcześniej jak się da. Proszę o mojego psa i mi [B]wynoszą Nikitę: przerażoną i zasikaną.[/B] Pytam czemu pies jest cały obsikany. W odpowiedzi dowiaduję się, że nikt nie ma tu czasu wyprowadzać psa (który dostaje hektolitry kroplówek i powinien siusiać co 2h). Wspominam więc, że przecież proponowałam, że zostanę wyprowadzać psa. Wzruszają ramionami. Dowiaduję się następnie, że odwiedziny są tylko 2 x dziennie. Ja i tak jestem co 3h. Wyprowadzam psa na siusiu. Przecież Nikita jest chora, ale przytomna. Jak można takiemu psu fundować dodatkowy stres i kazać załatwiać się pod siebie?! Nie mogę tego pojąć. Jak w niedzielę rano przyszłam, to mówią, że jest dużo gorzej, że trzeba się poważnie zastanowić czy ją dalej męczyć... Zadzwoniłam do tego znajomego weterynarza. Właściwie to On ocalił życie mojej Nikicie, bo byłam skłonna się już poddać. Pies straszliwie cierpiał i był niewyobrażalnie zmęczony. Kazał mi zabrać stamtąd psa mówiąc, że jak ma mi zejść, to niech to zrobi w domu, przy mnie, w spokoju. Zabrałam ją więc z założeniem, że będzie co ma być. [B]Przynajmniej nie zdechnie sama w śmierdzącej klatce, wśród obcych i innych cierpiących płaczących psów. Lekarz mówi, że bez dodatkowego tlenu pies nie ma szansy na przeżycie.[/B] Pomimo protestów lekarzy i ich kompletnego braku poparcia otrzymałam w końcu pudło leków, strzykawek, kroplówek itp, by nie musieć w kółko jeździć do lecznicy. W domu Nikita zemdlała z braku powietrza, nie była w stanie już sama oddychać. Po 5 dniach nie miała już siły. Byłam w amoku. Rzuciłam się na jej bezwładne ciałko i zaczęłam ją szarpać, trząchać by się obudziła. Udało się. Koszmar. Pojechałam do NFZ wypożyczyć kondensator tlenu. Zrobiłyśmy jej z mamą inkubator z szarego kartonu. I w ten sposób jakoś dobiłyśmy do poniedziałku (dalej szok, że żyje). Oto mój wpis na forum z tego dnia: [I]„Nadal jest tak samo. Skontaktowałam się z drem Narojkiem i dalej z dr Siewruk (anestezjolog). Jutro obydwoje są w klinice SGGW, więc jadę z samego rana pokazać im Nikitkę i historię choroby + wszystkie zdjęcia, żeby stwierdzili, czy nadaje się do podania narkozy. Jeśli tak, to zrobimy tomografię spiralną i wszystko powinno być wiadomo. Tlen już mam, wypożyczyłam. Leki nie pomagają, więc teraz się modlę, żeby to nie była ta embolia jednak... 3majcie kciuki cały czas - sztab ludzi pracuje nad nią więc musi być dobrze!”[/I] We wtorek pojechałyśmy na tomografię na SGGW, upewnić się co do diagnozy embolii, bo coś było nie halo, że nic nie jest lepiej. Tam oglądał ją dr Narojek i anestezjolog. Nie zezwolili na to badanie, ze względu na tragiczny stan psa. Stwierdzili, że [B]nie przeżyje narkozy[/B] potrzebnej do prawidłowego wykonania badania tomografem. Zrobili jej prześwietlenie i stwierdzili „[B]zapalenie płata środkowego[/B]”. Zrobiono jej też USG, ponieważ nadal bardzo boli ją brzuch, co także mogło mieć wpływ na tak szybki oddech. Zalecili przyjechać za 3h do internisty. To był już 7 dzień choroby i nie było cienia poprawy. Pies nadal walczył tak, jak pierwszego dnia. Jej wola życia była imponująca - nie mogłam jej zawieść. Dr Olga Szaluś zdecydowanie potwierdziła: [B]bardzo poważne i ostre zapalenie płuc[/B]. Ponowne i bardzo dokładne prześwietlenie potwierdziło to na 100%. W pierwszej chwili byłam wściekła: [I]"to ja jeżdżę po całej warszawie, bo pies mi zdycha, wydałam ponad 3 tys. zł na leczenie „nie wiadomo czego” a na koniec końców okazuje się, że to ZWYKŁE ZAPALENIE PŁUC?”[/I] Myślałam, że to jakiś żart! Zrobiliśmy rentgen - ona z całą pewnością stwierdziła zapalenie płuc - [B]mocno zaniedbane i pogorszone przez podawanie sterydów.[/B] [I][B]Chwilę potem poczułam ogromną ulgę. Pani doktor była taka pewna. Jej przekonanie w głosie było jak balsam na moje serce! Poczułam się, jakbyśmy wygrały los na loterii!!![/B][/I] Pani doktor zmieniła leki, dała nowy antybiotyk itd. Czyli zaczynamy leczenie od nowa… Dr Narojek powiedział, że Nikita wcale nie ma tak strasznie tych płuc zawalonych i że niejeden pies, co miał bardziej zawalone oddychał lepiej niż ona. Był zdziwiony jej okropnym stanem. Niki łapała ok. 80 bardzo płytkich oddechów na minutę, schudła z 9,5 do 6,5 kg (boki miała cale zapadnięte), ostatnio wypróżniała się tydzień temu, przelewała się bezwładnie przez ręce, nie była nawet w stanie ustać na własnych łapach. Z tego powodu nie dostałyśmy żadnych rokowań. [I][B]Ale ja już wiedziałam… Nie po to trafiłam na kogoś, kto odgadnął jej chorobę, nie po to pies walczył 2 tygodnie o każdy skrawek oddechu, by teraz na sam koniec miało się nie udać! Byłam szczęśliwa jak nigdy![/B][/I] Oto wpis na forum z tego dnia: [I]„Generalnie zepsuł mi się samochód więc wszystkiego się nauczyłam - leczymy ją w domu dziś i jutro. Cały czas jest pod tlenem. Dostałam arsenał strzykawek, igieł, bandaży, plastrów, kroplówek i leków. Muszę od jutra chodzić normalnie do pracy, bo dziś prawie ją straciłam. Cieszę się, że mam tylu przyjaciół, którzy mi pomagają, bo inaczej już dawno bym zwariowała i nie dałabym rady tego wszystkiego ogarnąć! (...)[/I] [I]Wam wszystkim też dziękuję, dodajecie mi wiary! Trzymajcie kciuki dalej, to będzie dobrze! Ja w to wierze. Byle jutro było lepiej!!!”[/I] Następnego dnia było już lepiej. Następnego jeszcze lepiej, a tydzień później pies już biegał i skakał – jakby dostał życie w prezencie! Żałuję, że nie poszłam tam do tej internistki od razu - choć nie wiem, czy od początku to było takie jasne skoro siedmiu (w sumie) lekarzy nie zauważyło... Najlepsze jest to, że na RTG z początku nie było zacienienia takiego i skąd brzuch? Gorączki nie było w ogóle. Nie wiem nadal jakie są typowe objawy zapalenia płuc, ona podobno typowych nie miała. Pią Paź 02, 2009, 9:28 am (5-ty dzień "nowego" leczenia): [I]"Jest lepiej, zaczęła jeść[/I] [I][IMG]file:///C:\Users\Maciek\AppData\Local\Temp\msohtmlclip1\01\clip_image001.gif[/IMG] [I]Na razie co prawda małe ilości, ale to już mega sukces.[/I] [B]Poza tym to nawet zabawne. Leży w tym swoim inkubatorze zrobionym z kartonu i śpi. Nagle zrywa się, podbiega do miski (metr obok), rzuca się na żarcie, bierze 3 kęski i kładzie się z powrotem spać.[/B] [B]Zachowuje się, jakby to mięso jej się śniło czy coś.[/B] [I](...)[/I] [I]Martwi mnie tylko, że nadal bardzo boli ją brzuch"[/I][/I] Pon Paź 05, 2009 8:39 am [I]"(...) Nadal z dnia na dzień jest lepiej! Już nawet Lola z powrotem z nami mieszka..."[/I] Śro Paź 07, 2009 9:33 am [I]"Byłyśmy wczoraj na wizycie kontrolnej, wyjęli jej w końcu wenflon i przeszłyśmy na tabletki (...) Tak przez tydzień, potem kontrolne RTG i 3 tygodniowa kuracja podnosząca odporność. A co najgorsze - ZAKAZ spacerów przez 1-2 m-ce i cała zima (+ każda następna!) w kubraczku!!! Nie wiem, kto się będzie bardziej wstydził - ja mojego psa w kubraku czy on tego kubraka... No ale cóż, mus to mus, kątami będziemy chodzić najwyżej[/I] [I]:)[/I] [I][B]Ale chyba mogę uznać, że PIES URATOWANY!!! Choć nadal oddycha 87 razy na minutę...”[/B][/I] [B]21 października Nikita zakończyła kurację antybiotykową i oficjalnie została uznana za wyleczoną. Została zdiagnozowana 8 razy. Trzech weterynarzy proponowało mi jej uśpienie.[/B] [B]Leczenie trwało 28 dni i kosztowało nas 4 tysiące złotych.[/B] [B]Są to najlepiej wydane pieniądze w moim życiu... [/B][img]http://photos.nasza-klasa.pl/5354642/194/other/std/5440e77d70.jpeg[/img]
  12. Straszny ten materiał! W kwestii rozdzielania psów czy psa, który zaatakował są 2 świetne metody: oczywiście polać wodą (która nie zawsze jest pod ręką) a druga to złapać mocno za ogon i odgiąć go gwałtownie do góry (powoduje to naprostowanie się kręgosłupa psa i chwilowe rozluźnienie mięśni). Jest to o tyle bezpieczne, że nie ma większego zagrożenia, że pies w amoku ugryzie nas...
  13. [quote name='Alise']Ciekawe z tym strachem przed psami w dzieciństwie, że tak nagle znikł :) [/QUOTE] Wydaje mi się, że po pierwsze: nauczyłam się rozpoznawać emocje i "sygnały" psie - czyli kiedy jest zadowolony, kiedy ma ochotę się bawić itd. A po drugie: że szczekanie to nic złego i nie oznacza, że pies jest zły. Zawsze miałam "ciągoty" do zwierząt (miałam chomiki, myszki itp) i dużo o nich czytałam i oglądałam - ale trochę się po prostu bałam. Jak mnie pies chciał powąchać to bałam się, że zaraz mnie ugryzie. Własny piesek to zmienił - nie było już aż takiego dystansu do obcych psów.
  14. [quote name='Impresja&Simarilion']z kojowym psem tak jak każdym innym trzeba pracować, żeby była więź. A więc spacery, szkolenie, zabawa, czułości.[/QUOTE] No to dokładnie to co z każdym. Ale pytanie było nieco inne- czy faktycznie powinny pomieszkać trochę z ludźmi - właśnie w momencie okresu największej socjalizacji? Czy od razu do budy? Może ktoś ma kojcowe i coś wie na ten temat?
  15. [quote name='Impresja&Simarilion']Dla mnie to jest dziwne zachowanie, szcznieczek w domu a jak podrośnie to siup do budy... To jest robienie psu wody z mógu.[/QUOTE] Chciałabym się na sekundę zatrzymać przy tym. Wielokrotnie słyszałam od hodowców ras stróżujących, jak CAO czy OK, że takiego kojcowego psa należy przez kilka miesięcy potrzymać w domu, przy rodzinie - aby był z nią lepiej zżyty i zsocjalizowany. Że jeśli pies od szczeniaka trzymany będzie w budzie, to jak dorośnie bardzo prawdopodobne będzie, że nie będzie mógł być puszczony luzem na ogród przy rodzinie. Czy to prawda?
  16. [quote name='Dioranne'] Chciałabym z nich ten uraz chociaż trochę wyplenić, bo gdy widzą psa szczekającego przy płocie najchętniej uciekliby na drugą stronę ulicy (szczególnie młodszy). :roll:[/QUOTE] To jest niesamowite, jak sobie przypomnę, że jako małe dziecko panicznie balam się psów. Jak przechodziłam obok jakiegoś psa to szłam po łuku i zatykałam na wszelki wypadek uszy. W domu cioci był spaniel i zawsze ze względu na mnie musiał być przywiązywany, bo bałam się, że podejdzie. I chyba dopiero mój własny pies przełamał tę barierę. Nie pamiętam już - ale strach przerodził się w ogromną miłość (miałam 8 lat). Wydaje mi się, że najważniejsze to nie zmuszać dzieci, jedynie niwelować dystans. Przecież pies strach dziecka wyczuje i sam stanie się niepewny. Nie wiadomo jak wtedy zareaguje. Na dzieci znajomych, które boją się piesków, najlepiej działa Lola + piłka. Ze strachu robi się frajda, a Lola staje się ulubionym pieskiem ;)
  17. [quote name='Dioranne'][B]Cybulko[/B] bardzo, bardzo lubię Twój blog. Szczególnie spodobał mi się artykuł o psim urządzaniu wnętrz. Na prawdę kilkanaście ciekawych rozwiązań, jak nie potknąć się o miski w kuchni. ;)[/QUOTE] Bardzo dziękuję :) Muszę przyznać, że szalenie miło mi się go pisało i już nie mogę sie doczekać, kiedy będę miała sposobność coś z tego wykorzystać;) Wczoraj ukazał się kolejny artykuł: [url=http://nie-taki-pies.blogspot.com/2013/02/pies-dziecko-jak-wybrac-rase.html]PIES A DZIECKO - jak wybrac rasę?[/url] Zachęcam do komentowania lub podzielenia się zdjęciami :)
  18. [quote name='Litterka']No właśnie prawda jest taka, że choć nie jestem hodowcą i nigdy nie miałam szczeniaków, jakoś nic nowego się z tego artykułu nie dowiedziałam :([/QUOTE] Ty nie i chwała Ci za to. Ale powodem jego napisania były pytania i problemy, z jakimi przyszło mi się wielokrotnie spotykać. Wiele osób po prostu nie zdaje sobie sprawy z tego, jak istotne dla szczeniaka jest to, w jakich warunkach spędza pierwsze tygodnie swojego życia. Wierz mi, że są ludzie, których niewiedza czasami szokuje. Kupują pieska w wieku 5-6 tygodni a potem są zdziwienie, że jest agresywny czy wycofany. Jeśli nic nowego się nie dowiedziałaś nie jest to powodem do krytyki artykułu, bo nie był widocznie skierowany do Ciebie. Artykuł przecież nie jest skierowany do hodowców - to chyba jest jasne.
  19. [quote name='Gezowa']A mi się go czytało bardzo fajnie :). Dużo bardzo cennych informacji. Jak zwykle zresztą, bo to nie jest jedyny artykuł, który przeczytałam na tym blogu :cool3:[/QUOTE] Dziękuję i bardzo się cieszę! :) Naprawdę dziwią mnie czasami uszczypliwe uwagi nie wiadomo po co :shake:
  20. Mam do Was pytanie. Oto fragment ustawy o ochronie zwierząt, mówiący o tym, w jaki sposób powstaje ta lista: "Minister właściwy do spraw administracji publicznej, po zasięgnięciu opinii Związku Kynologicznego w Polsce, ustala, w drodze rozporządzenia, wykaz ras psów uznawanych za agresywne (...)". Czyli poniekąd ZKwP ma na to wpływ. I teraz pytanie, dlaczego amerykański pit bull terrier jest na tej liście (na pierwszej pozycji), skoro to rasa nieuznana przez FCI (=ZKwP)? Chodzi mi o to, że cała lista dotyczy tylko psów rasowych. Rozumiem, że Pit Bulle, których sprawa dotyczy to te, które mają rodowód AKC? Bo to dla mnie dziwne jest, że ZKwP wpisuje na tę listę rasę, której nie uznaje w Polsce..? Co o tym myślicie?
  21. [quote name='Litterka']Hmmm... Artykuł byłby niezły. Tylko widzę, że uprawiasz tu całkiem niezłą autoreklamę (w artykule też ciągle się chwalisz, jak to o pieska z Gerardem nie dbacie), a tego nie lubię - zwykła bufonada.[/QUOTE] Blog z założenia jest czymś osobistym (to go odróżnia od zwykłej strony internetowej). Byłoby dziwne, gdybym więc nie nawiązywała w nim do swoich przeżyć. Nie uprawiam autoreklamy, bo nie prowadzę póki co hodowli i w najbliższym czasie nie zamierzam. Nie wiem co to znaczy "bufonada" ale nie czuję bym się chwaliła dbaniem o psa - to chyba normalne? Nikt Ci nie każe bloga lubić - mimo wszystko dziękuję, bo z całej Twojej krytyki najistotniejsze jednak jest to, że pomimo faktu dbania o psa artykuł jest dobry ;)
  22. [quote name='gryf80']czi czi pisała że nie bardzo ast czy staffik,ja sie także zastanawiałam czy dobrze napisałm bullterier-w końcu to tez rodzina ttb-ów[/QUOTE] A to faktycznie ast odpada. Też przeoczyłam
  23. [quote name='asiak_kasia']Tylko to od Ciebie zależy czy bedzie je "zżerał" czy po prostu minie obojętnie. To bardziej mi o to chodziło. Ja rozumiem, że pies może innych "nie kochać", ale to nie jest jednoznaczne z tym, że musi byc jedynakiem z zasady, ze to taka rasa. I być może źle to ujęłam w słowa, ale dokłądnie o to mi chodziło. To TY decydujesz o tym czy on bedzie je atakował. [/QUOTE] Znów musze wtrącić swoje trzy skromne grosze - moim zdaniem jednak dużo zależy od predyspozycji rasy, jak BARDZO TRZEBA BĘDZIE KLAŚĆ NA TO NACISK W WYCHOWANIU PSA. Są rasy, które bezproblemowo żyją w sforze (nawet wiekszej), a są takie, gdzie jednak jest to prawie niemożliwe (nie mówię, że całkiem). Nie wyobrażam sobie np. 2 samców kaukaza czy tosy, żyjących zgodnie w 1 kojcu czy domu. Nie oszukujmy się, czasami wymaga to wręcz heroicznej pracy nie gwarantującej pozytywnego rezultatu. Dlatego jest ponad 300 ras psów, że każda ma swoje indywidualne cechy oraz wzmocnione zachowania wynikające z dziesiątek lat hodowli w określonym kierunku. Żaden pies nie musi być jedynakiem z zasady, ale w przypadku niektórych ras wielce prawdopodobne jest, że tak właśnie się to skończy. Jeśli komuś zależy na symbiozie między psami, nie powinien moim zdaniem brać niektórych ras pod uwagę, jeśli chce zminimalizować ryzyko. I nie biję tu oczywiście do jacków ;)
  24. [quote name='czi_czi']Wklejam znowu bo zaraz tu zniknę w ferworze wymiany poglądów ;)[/QUOTE] Wydaje mi się, że koleżanka mogłaby zwrócić uwagę na następujące rasy: - [B]Groenendael[/B] ([url]http://pl.wikipedia.org/wiki/Groenendael[/url]) - uwielbiają psie sporty, łatwo się uczą, budzą respekt ale... potrzebują szkolenia i sporo ruchu - [B]Clumber spaniel [/B]([url]http://www.clumberspaniel.pl/charakter[/url]) żywiołowy, lubi biegać ale nie jest psem obronnym (nie wiem jak z tym warknięciem na potrzebę ;)) - [B]Épagneul breton [/B][B]([/B][url]http://pl.wikipedia.org/wiki/%C3%89pagneul_breton[/url]) tyle, że to pies myśliwski i mogą nim zawładnąć instynkty, jak będzie biegł luzem -[B] amstaff [/B]- tylko z dobrej hodowli, gdzie dba się o prawidłowy rozwój szczeniąt oraz dobór rodziców o odpowiednich cechach. Najlepiej pojechać na najbliższą wystawę psów z wytypowanymi potencjalnymi rasami i porozmawiać z właścicielami/hodowcami o swoich potrzebach/wymaganiach - oni udzielą najcenniejszych porad. Poza tym będzie miała możliwość poobserwować psy, własnie wśród ludzi i w grupie. Ciężko jest wymagać, by pies był przyjazny, a zarazem nieco "obronny" - często to nie idzie w parze z aż taką swobodą. Powiem szczerze, ze koleżanka ma chyba potencjał na naprawdę spory wachlarz ras, dlatego przydałoby się jednak nieco więcej preferencji, do zawężenia poszukiwań ;)
  25. [quote name='filodendron'] Any way, pisząc info o tych sprawach, weź też pod uwagę zezwolenie na charty - cosik takiego też u nas funkcjonuje.[/QUOTE] O, nie wiedziałam. Przyjrzą się temu, brzmi ciekawie. Nie wiem tylko, czy to do końca do tego tematu - ale może jako zapowiedź następnego (np. przy opisie rasy oczami hodowców). Super, dzięki wielkie
×
×
  • Create New...