Jump to content
Dogomania

Seymour666

Members
  • Posts

    90
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Seymour666

  1. Tylko jedna fotka, ale on nie jest szpic wilczy, ten misiulek ?
  2. Kamila, nie moge otworzyć Twojej wiadomości, nie wiem , czemu. Jak tylko moje chłopaki wrócą z miasta, to postaram się do Ciebie zadzwonić.
  3. W moim przypadku sprawa wygląda tak, ze prawie zawsze jest ktoś w domu, oprócz tego jest dorosły dog samiec , dwa koty i jeż , na zimowaniu. Problem polega na tym ,że kilka lat temu miałam 2 dogi z adopcji. Tzn. nie konkretnie przez "adopcje dogów", ale bezposrednio od właścicieli. Jednemu z tych psów znalazłam dom, póki jeszcze jako tako kontaktowałam, drugi- bez mojej wiedzy trafił do schroniska, dowiedziałam się o tym wiele miesięcy później.W czasie to wszystko się działo, leżałam całkowicie sparaliżowana, po prostu pomalutku "przechodząc na tamtą stronę". Kiedy przyjmowano mnie do szpitala ważyłam poniżej 32 kg przy wzroście 164.Okazało się ,że na skutek działania jakiejś bakterii pochodzącej od któregoś z hodowanych przez nas egzotycznych zwierząt, mam w dwóch miejscach złamany kręgosłup, w tym w odcinku szyjnym zaatakowany był rónież rdzeń. Usunięto mi całkowicie trzy kręgi szyjne i wstawiono tytanowy implant. Optymistycznie patrząc byłam skazana na wózek. Ale niektórych to i siekierą nie dobijesz, więc żyję, chodzę, etc.Myślę o owczarku, ponieważ przydałoby mi się więcej ruchu, niż mam przy dogu, który najchętniej dotrzymuje mi towarzystwa na leżąco... Dlaczego nie opisywałam tego wcześniej, kiedy połowa "listy doga" nie zostawiała na mnie suchej nitki, ale prawda była taka, że nie mieliśmy forsy, nawet komputera, nie mówiąć już o necie. I tak naprawdę, to po prostu nie mam hartu ducha Janusza Świtaja, miałam ochotę skryć się w mysią dziurę i więcej z niej nie wychodzić. Może, po dwóch latach , zaczyna mi tostopniowo mijac. Jestem przyzwyczajona do bardzo różnych zachowań psów, które zmieniają dom, mieszkanie i czas są niejako dostosowane do zwierząt. Otwarcie mówię, że na Purinę mnie nie stać, ale w chwilach kryzysu na pewno jedzą lepiej, niż my.
  4. Mój numer tel;785 405 174. Pisałam o rozmowie z Kamilą, ponieważ ona zna mnie osobiście, a w moim przypadku zaistnieją zapewne różne wątpliwości, których nie chciałabym rozstrząsać publicznie. Suczka byłaby trzymana w domu, z drugim psem. Miałam już kiedyś sukę owczarka z wyszkoleniem IPO I. Telefon odbierze zapewne mój syn, więc proszę prosić Monikę.Aha, jestem z Częstochowy.
  5. Dzięki że się odezwałaś. Jutro będę mieć telefon, to postaram się zadzwonić, po południu.
  6. Kamilko, jesli sytuacja jest naprawdę trudna, moge wziąć sunię do siebie, z tym , że nie ma ze mną kontaktu telefonicznego w tej chwili, musiałabym podjechać do Ciebie albo vice versa; przy okazji wyjasniłybyśmy różne zaszłości. Monika (od dogów)
  7. Az zazdroszczę. Ja znalazłam jeżyka w pierwszych dniach listopada, włsnie wieczorkiem prosto pod tramwaj zasuwał. Może się jeszcze przebudził, bo było kilka dni cieplejszych, ale generalnie ważył niecałe pół kilo i jakiś taki za chudy mi sie wydawał. Zachwycona nie byłam, bo to i pchły, i psy i koty w domu, ale mieliśmy takie wielkie terrarium po waranie- prawie 2 metry kw., i jeszcze różne mączniaki, drewnojady itp., więc doszłam do wniosku, że jakos to będzie. Po 3 dniach o żadnym zamknięciu nie było mowy - walił w szyby, skrobał, fuczał, serce się krajało, no mój dog , który na nic nie poluje, tylko na jeże zawsze reagował agresywnie. No to wyruszył na swobodę, czyli na podłogę- oba kosze ze śmieciami jego- zawsze trzeba przejrzeć przed wyniesieniem, jak tam wchodzi, to tylko on wie, wyobrażam sobie ile ich ginie, wrzucanych do śmieciar choćby z takich kupek pod śmietnikiem. Ma torf, siano, wióry drzewne,a on chce śmieci. Przez pierwszy okres nie tupał, teraz bezczelny wali łapami tak, że "tętent" na odległość słychać. Ja do garów, jeż biegiem do kuchni, nie ma że biały dzień- będą do mich nakładać ! Koty trzeba odgonić, dogowi chapnąć, a potem wejść do miski i robić sobie huśtawkę. On właściwie nie jest nocny, tylko całodobowy- tu przysnie, tu coś przegryzie. Nie ma w nim żadnej niesmiałości dzikiego zwierzaka, wiczorami siedze przy kompie, to wejdzie mi na stopy, przycupnie, posiedzi. Cholera, może nie trzeba go było tak osmielać, ale poza karmieniem starałam sie go nie oswajać, no i jak ja go teraz na wiosnę wypuszczę ? Do lasu, gdzie nie ma samochodów, ale trudniej zdobyć jedzenie, a on wyraznie przyzwyczajony do resztek spod śmietników ? No to proszę, gdyby gdzieś jeszcze trafił się taki wymagajacy opieki na całe życie jeżyk, nie wiem, bez łapki, kolców czy czego tam jeszcze, to pamiętajcie o mnie. Sorry, za ten elaborat, ale jeżyk to moja wielka, niespodziewana miłość.
×
×
  • Create New...