-
Posts
120 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by ewula
-
dzięki [B]bumerang[/B], czytałam kilka dni temu :-) [B]juliusz(ka[/B]) - no właśnie, jestem pokręcona, co zrobić, ja po prostu nie chcę by kiedykolwiek mój psiaczek cierpiał... choć zabiegi na pewno do przyjemnych nie należą...i jeszcze rekonwalescencja... Będę miała na pewno więcej informacji po czwartku
-
[B]Juliusz(ka[/B]) - rozumiem... ja Tobie to akurat jestem bardzo wdzięczna za wszystkie rady, wiesz przecież... Myślałam już wczoraj o tym jąderku, żeby powstrzymać się z tym zabiegiem, dziś na forum tylko się w tym utwierdziłam. Zresztą jak będę na konsultacji we Wrocławiu to się jeszcze zapytam o to jąderko. Ale decyzję o tym zabiegu podjęłąm zanim poszłam na RTG stawów...niewazne zresztą kiedy...
-
Umówiona jestem do dr Niedzielskiego na czwartek po południu, mam nadzieję!!!, ze uda mi się wcześniej zrobić chociaz zdjęcie na AR, konsultacji chyba nie potrzebuję, skoro będę u ww. lekarza? Moja wizyta jest wyłącznie [B]w celu konsultacji[/B], rozumiem poirytowanie niektórych osób przeciwnych ciachaniu pieska. Ja tez jestem przeciwna, ale tak jak pisałam, PRAWDOPODOBNIE daroplastyka to nasza jedyna szansa. Czytaliście przecież opis zdjęcia RTG który zamieściłam. "Oba stawy nie kwalifikują się do ŻADNYCH ZABIEGÓW NAPRAWCZYCH CHIRURGICZNYCH". Może się okazać, że nawet daroplastyka nie będzie dla nas rozwiązaniem i pies wkrótce zacznie kuleć. A propos, pisałam już że [B]GOŁYM OKIEM WIDAĆ JEGO NA PEWNO JAKIŚ POWAZNY PROBLEM ZE STAWEM[/B]. No a dziś już zauwazyłam, jak zaczyna "przebierać" tylnymi łapkami, nie stąpał na tę prawą całym ciężarem, tylko delikatnie i przeniósł ciężar na lewą... Łezka mi się w oku zakręciła ...To pewnie początki tego najgorszego, czyli pies zacznie kuleć. Pani doktor opisująca zdjęcie powiedziała, że za miesiąc będzie kulał... Czytając niektóre posty, które naprawdę sobie baaaardzo cenię, mam wrażenie że wg. Was powinnam czekać tak długo, aż pies zacznie kuleć, nie będzie miał ochotę na ruch, będzie cierpiał... Tylko daroplastyka to zabieg który można wykonać [B]najpóźniej do 12 miesiaca[/B]! Owszem, mogę czekać do wiosny z decyzją o operacji. Tylko po co? Ten prawy staw jest NA PEWNO, na 100% chory, i na pewno żadne leki, minerały itp. nie pomogą. Podaję w końcu ARTHROSCAN. Może wspomogą, przedłużą sprawność, ale problemu nie zaleczą. Nie znam przypadku[B] wykrzywionego[/B] stawu, całej kończyny czy czegokolwiek, które to krzywizny, koślawizny znikają tylko po podaniu odpowiednich preparatów wit.-mineralnych. Bardzo możliwe, że to doskonała metoda w przypadku dolegliwości widocznych tylko na zdjęciu RTG. Ale chyba nie dla widocznych i wyczuwalnych dotykiem? Może mnie ktoś z Was przekona, że sa takie przypadki. Co do jąderka to się zgadzam, nie spieszy mi się z tym zabiegiem i prawdopodobnie go odwołam. Choć nie wiem jeszcze na pewno, będę po konsultacji u dr Niedzielskiego w czwartek, zabieg planowany jest na piątek więc jest czas. Wiem, że jąderko może nie nowotworzyć, nie musi stać się to tak szybko, ale stanie się NA PEWNO! Bardzo mało informacji znalazłam na ten temat, ale z tych które znalazłam wynika, że [B]tylko u nielicznych piesków jąderko ulokowane w jamie brzusznej nie nowotworzy, 99% przekształca się w nowotwór,[/B] ze względu na "doskonałe warunki" do tego właśnie procesu (m.in. wyższa temp, niż w mosznie). Chcę tego uniknąć, to chyba naturalne, fakt nie musi to być teraz. Zdecydowałam o tym zabiegu tylko dlatego, że lekarz dał mi nadzieję, że może uda mu się to jąderko ściągnąć, teraz jeszcze można, tzn. w tym wieku. Oczywiście gwarancji na to nie ma, ale jest szanasa. I to mnie przekonało. Jak również zapewnienie, że samo to jąderko już nie zejdzie. Można jedynie próbować ściągnąć albo nalezy je usunąć, niekoniecznie natychmiast. No ale rozumiem, nie jest to konieczne i może faktycznie wystarczy obserwować i wyczuć moment kiedy jąderko staje się nowotworem no i wtedy wyciąć... O dysplazji jest bardzo dużo informacji, jestem już coraz mądrzejsza przynajmniej teoretycznie ;-) Podrukowałam po kilkanaście stron i czyatm lekture ;-) Czy ktoś może polecić coś do poczytania nt. wnętrostwa? PS. Czeka mnie jeszcze "przeprawa"z hodowcami...
-
Przemyślałam, przeanalizowałam i ... powstał dylemat. Zdecydowałam (ale nie do końca jestem przekonana, dlatego proszę o sugestie): RTG w klinice AR u dr Siembiedy lub dr Atamaniuka ale ostateczna konsultacja i decyzja (prawdopodobnie o zabiegu) u dr Niedzielskiego. Chciałabym oczywiście jak najszybciej, więc będę się lada dzień umawiać. Wyczytałam, że 5miesięczne pieski operuje się najlepiej (znoszenie narkozy, rekonwalescencja itd.) Ale mam dylemat który musze bardzo szybko rozwikłać. Piesek jest umówiony na zabieg 14 listopada , zabieg w jamie brzusznej - ściągnięcie bądź usunięcie jąderka. Na pewno będzie narkoza. Co powinnam zrobić? Te stawy chyba ważniesze? Nie wiem... jąderko może nowotworzyć, ale to równie dobrze może być za kilka lat.Tak czy inaczej trzeba je usunąć, jeśli nie da się go ściagnąć. Czy mogę ryzykować dwa zabiegi w krótkim czasie? Jeśli tak, to jaki powienien być odstęp? Jest szansa , choć pewnie niewielka, że to jaderko można ściągnąć, zależy od długości powrózka, i pewnie tu też gra rolę czas...Poza tym właśnie mamy zapalenia pęcherza moczowego, antybiotyk do 14 listopada właśnie... Nie mam pojęcia co zrobić... :shake: Przy okazji zacytuję opis zdjęcia RTG: "RTG - silnego stopnia spłycenie panewek, głównie po stronie prawej. Panewki o zaokrąglonych brzegach, luźne torebki stawowe. Prawy staw - nadwichnięcie w stawie - grozi zwichnięciem. Lewy staw jest w lepszym stanie - mniejszego stopnia spłycenie panewki ale również już zmiany zapalno-wytwórcze więc staw nie kwalifikuje się do zabiegu TPO. Oba stawy nie kwalifikują sie do żadnych działąń naprawczo chirurgicznych. W przyszłości przy bolesności stawów wskazany zabieg resekcji głowy i szyjki kości udowej lub zabieg wstawienia endoprotezy stawu biodrowego - tego na który są objawy bolesności i kulawizny.Na dzień dzisiejszy tylko leczenie zachowawcze. " Czyta się strasznie, prawda... :-( Ja myślę o zabiegu daroplastyki u dr Niedzielksiego...
-
A więc lek zadziałał super :-) W niecałe 3 tyg. erytrocyty skoczyły z 0,88 na 4,6 !!! :multi: DONek dostał pierwsza dawkę podwójną a potem dwie kolejne w odstępie dwóch dni po każdej dawce. Pojawiły się u nas niestety inne problemy, nie są one związane z niedokrwistścią ale to nie miejsce na ten wątek ... W każdym razie EPREX to super lek.
-
Dziękuję, bardzo cenię Wasze rady. [B]Natalia i Galwin[/B] - jakie są objawy dysplazji? Pisałam, że widać gołym okiem, ze prawe bioderko jest krzywe. Czy to nie jest objaw dysplazji? No niestety tej w najgorszym wydaniu? Zwątpiłam...Nie znam się na tym kompletnie, ale myślałam ze to biodro już z wyglądu świadczy o dysplazji... A Arthroscan jest kiepskim lekiem? Poczytam sobie przy okazjo tych preparatach podanych przez Ciebie. Czy Twój psiaczek miał brzydką tę dysplazję, to znaczy bardzo kiepskie były bioderka? I dziękuję za rady dot. ruchu, takie wskazówki są dla mnie bardzo ważne. [B]Vesna[/B], bardzo dziękuję za te namiary, zaoszczędzi mi to sporo czasu w szukaniu, więc jutro zabieram się za umawianie terminu... Odebrałam dziś wyniki dot. wapnia i fosforu - są w stosunku 2:1, więc chyba ok... ale wyszedł kolejny problem, nie tak bolesny jak ta dysplazja. Bardzo wzrosły leukocyty i analizując zachowanie psa - popuścił trzy razy siusiu w domu, a to mu się nie zdarza, robi je częściej i więcej, pewnie to będzie zapalenie pęcherza :-( Jutro oddam mocz do badania ale pewnie to będzie to. On cały czas jest chyba bardzo osłabiony jeszcze . Jutro mija dokładnie miesiąc odkąd trafił niemal w ostatnim momencie do kliniki z ciężkim zatruciem, przeszedł transfuzję krwi (bez tego nie miałabym teraz o kim tu pisac) i leczenie Eprexem na niedokrwistoś. Erytrocyty wzrastają, dzis to było już 4,6 a zaczynalismy od 0,88 !!! No ale pewnie cały czas jest osłabiony i pewnie przez to taki podatny na infekcje... I do tego to prawe biodro... BARDZO WIDOCZNA JEST WADA TEGO BIODRA :-( więc zastanawiam się czy zdążę gdzieś z konsultacją bo mam wrażenie że lada chwila będzie kiepsko. Piesek jest tak energiczny, czy to go nie boli jeszcze? Czy boli ale on nie daje nam tego po sobie poznać? Ale dziś w końcu podniósł kilka razy drugie uszko, klapnęło mu po tych zabiegach sprzed miesiąca. Jeszcze mu nie stoi na stałe, ale mam nadzieję że lada dzień to nastąpi...Poza tym wypadają mu mleczaki, ostatnio codziennie jakiegoś gubi. Więc może z tym uszkiem troche to jeszcze potrwa... Straszny biedaczek, w ciągu miesiaća tyle przeszedł i będzie jeszcze niestety przechodził. Ale ja wierze że uda mu się pomóc i pragnę razem z niektórymi z Was, którzy pisali tutaj o pokonaniu w ten czy inny sposób tej choroby, za kilka, może kilkanascie miesięcy śmiać się z tego wstrętnego choróbska i móc się podzielić dobrymi wieściami...
-
Postaram się coś z tym zdjęciem zrobić, żeby je zamieścić, ale to chyba troche potrwa bo nie wiem jak się za to zabrać :p A piesek czuje się dobrze, jest niesamowicie energiczny, nawet się złości, gdy mu te zabawy ograniczam :angryy: Ale teraz jeszcze bardziej widzę gołym okiem, że to prawe bioderko jest wyżej, sygnalizowałam ten fakt już ponad miesiąc temu mojemu ówczesnemu wetowi (juz nim nie jest po kilku błędnych diagnozach) ale on się niczego nie dopatrzył. A ja się dopatrzyłam, z weterynarią nie mając nic wspólnego...:angryy: W tej chwili żałuję, że odpuściłam ten problem, ale faktycznie tylko chwilami miałam wrazenie że to bioderko jakby wyżej było. Hm, piesek miał wtedy 3,5 miesiąca i do głowy mi nie przyszło, zwłaszcza po zapewnieniach weta i po takich rodzicach, że to bjaw dysplazji. O operacji na pewno na razie nie myslę, będę to konsultować. Dojrzałam dzis do decyzji, że chyba wybiorę się do Wrocławia do tej słynnej kliniki i znanego dr Siembiedy (przepraszam jesli źle napisałam nazwisko - musze przeszukać jeszcze raz posty i sprawdzić dokładnie to nazwisko) Czy ktoś mógłby mi podac namiary na ww. lekarza a przede wszystkim klinikę w ktorej przyjmuje i robi zdjęcia RTG ? Czy czeka się na termin czy wystarczy zadzwonić dzień przed wizytą?
-
Dziękuję bardzo za te cenne sugestie, wczoraj juz prawie na glowe dostałam, bo zaczęłam się zastanawiac jak się z tym psem bawić? Nakazany ruch prostolinijny - może biegać nawet, ale wszystko w linii prostej... hm, to strasznie smutne, taki energiczny piesek, przeciez taki młodziutki, aż rwie się do biegania, skakania, zabawy z piłką... Pęka mi serce, naprawdę ;-( Chyba że przesadzam, wiem że na pewno zabronione aportowanie, czyli gwałtowne hamowanie, a co z reszta elementów zabaway? Jak Wy bawicie się z pieskami które mają dysplazję? A może cos o tym wiecie? Przeciez to ONek, stworzony do biegania, hasania ... I jak go tego pozbawić, żeby mu nie wyrządzic krzywdy, zwłaszcza że piszecie, że te stawy i tak się jeszcze do końca nie uformował... Nie wiem jak ten problem rozwiązać. kd999, dziękuję bardzo za tak ogromną chęć pomocy, też staram się każdą wolną chwilę siedziec w necie i szukać odpowiedzi na dręczące mnie pytania, ale to jeszcze pewnie przede mną. Dlatego dziękuję Ci. Aha, DONki faktycznie nie są akceptowane przez ZKwP ale mają swoje kluby owczarka niemieckiego długowłosego, mają swoje wystawy, które ponoć nie odbiegają jakością i poziomem od tych organizowanych przez ZKwP. Niestety nie będę miała przyjemności tego ocenić. Nasz DONek nalezy do KOND w Polsce w Witkowie. Nie wiem ile takch klubów w Polsce jest, na pewno główny jest we Wrocławiu, tam trafiłam szukając hodowli.
-
[B]kd999 -[/B] strasznie współczuje z powodu Twojego pieska, pewnie jeszcze Ci smutno z powodu jego odejścia :-( ale dziękuję bardzo za te cenne informacje, porozmawiam o tym z panią doktor, musze tez zapoznać się z lekiem który został przepisany i który rozpoczęłam już podawac - ARTHROSCAN (może ktoś coś o tym leku wie?) Pewnie tak jak piszesz, emocje opadną, ale szczerze chciałabym dowiedzieć się co czeka mojego psa - przywiązałąm się przez te 3 miesiace do niego, i dzieci tez...Pani doktor wspominała o tej resekcji stawów biodrowych- obawiam się że jest już tak źle, że tylko to będzie wchodziło w grę. Ale z drugiej strony jak u tak młodego psa tak poważnie zaawansowana dysplazja? Załączyłabym zdjęcie - musze je zeskanować i spróbuję. Na pierwszy rzut oka widać, i to nawet laik by zauwazył, że prawej panewki prawie w ogóle nie ma, ta kość nie ma się dosłownie o co zaczepić, dziw tylko bierze że ten pies chodzi, ba biega, a drugi staw jest ciut lepszy, jest niewielki "łuk" ale z normalnie wykształconą panewką nieiwle ma wspólnego ;-( skąd taka wada??? dlatego dziękuje za te informacje, skorzystam, a na pewno się nie poddam, tylko pewnie to i tak zalezy od stopnia dysplazji... A może się mylę? Wyprowadźcie mnie z błędu...Aha, a ta karma to i tak dla dorosłego psiaczka - mój ma dopiero 5 miesięcy i karmie go Pro Planem Puppy Large Protection Athletic (chyba dobrze napisałm) [B]bumerang[/B] - tak to klinika p. Wąsiatycza; uratowali mi tam niecały miesiąc temu tego samego DONka, dlatego obdarzyłam ich zaufaniem. Sprawia wrażenie bardzo dobre, zwłaszcza lekarze, z którymi miałam styczność, okazali się fachowcami. Mam nadzieję, że dobrze wybrałam? [B]wezyr[/B] - piesek na pewno ma rodowód, dostałam go niecałe 2 tygodnie (trochę to trwało) temu ze Związku. I nawet z ciekawością przesledziłam wszstkich przodków mojego psiaczka. Cytuję: "Certyfikat wiarygodności. Wypis z Księgi Rodowodowej Owczarka Niemieckiego Długowłosego" itd. - pełne informacje o psie.
-
Właśnie wróciłam z kliniki weterynaryjnej gdzie mój ON miał dwie konsultacje: jedna u chirurga - nie zeszło jedno jąderko, czeka nas za tydzień zabieg. Druga konsultacja u ortopedy i zdjęcie RTG w kierunku dysplazji stawów biodrowych. Tak jak ta pierwsza diagnoza mnie nie przeraziła, spodziewałam się i nastawiłam na to, że nie da rady, trzeba operowac bo jąderko tkwi w okolicy pęcherza moczowego :-( tak ta druga diagnoza zwaliła mnie totalnie z nóg !!! Zrobiłam to badanie żeby się przekonać że wszystko dobrze, w końcu rodzice bez dysplazji, przodkowie także.A tu co? - DYSPLAZJA i to obu bioder, z czego prawe biodro właściwie bez żadnych szans na ... no właśnie, chyba na cokolwiek. Panewka spłaszczona i piesek prawdopodobnie za miesiąc zacznie kuleć. Drugie biodro niby lepsze, ale też bez pozytywnych rokowań :-( Pani doktor powiedziała bardzo delikatnie ale zrozumiałam, że piesek będzie cierpiał, wszystkie działania nasze będa zmierzac do tego by ulżyć mu w bólu i cierpieniu... Dostaliśmy ARTHROSCAN - przy okazji mam pytanie, czy ktos zna ten lek? Za miesiąc mamy powtórzyć RTG. Pobrała także krew w celu okreslenia poziomu wapnia i fosforu. Po południu będę miałą wyniki. Generalnie jestem totalnie załamana i nie wiem, ale chya czuję się oszukana przez hodowcę. Mój owczarek jutro kończy 5 miesięcy. Rodzice mojego DONka to mistrzowie wielu wystaw. Wielokrotnie na podium, i to na tym najwyższym stopniu! Podałabym stronkę, ale nie chcę przynajmniej jeszcze teraz, nikogo źle oceniać. Mam w ręku rodowód, w którym do czwartego pokolenia włącznie żaden pies nie ma dysplacji - wszędzie A. A tymczasem mój DONek ma tak zaawansowaną dysplazję, przeciez genetyczną, do tego będzie wnętrem... a kupiłam go jako psa wystawowego...za niemałe pieniądze. Czy hodowca powinien być pociągnięty do odpowiedzialności? Poradźcie mi proszę, co robić? Zarówno w kwestii hodowcy jak i przede wszystkim pieska. Dostalismy tylko zakaz aportowania, ruch tylko prostolinijny, no i ten ARTHROSCAN 1 tabletka na dobę. Pani doktor cieszy się dobrą opinia więc raczej się nie pomyliła. A szkoda, bo wolałabym żeby tak było... Peka mi serce gdy patrzę na mojego kochanego pieska. Dopiero co mu życie ratowałam (pisałam o tym juz na dogomanii, cztery tygodnie temu), była transfuzja krwi i w tej chwili juz zaleczona anemia, bo wyniki sa coraz lepsze, a dzisiaj spadło na mnie TO! Co dalej z tym moim piesekim??? Proszę o radę!
-
No to mój brzdąc będzie żyl :-) ma bardzo mało tych erytrocytów (tylko 0,8 gdzie norma zaczyna się od 5,4) czyla silna ta anemia, ale zdecydowałam o leczeniu EPREXem, dość kosztowny ale podobno skuteczny. Dzielę się tą infomacja, poniewaz - odpukać oczywiście- ale może komuś się ta przypadłość trafi wówczas mozliwe, że ta informacja będzie cenna. Piesek dostał za pierwszym razem dwie dawki tego leku od razu, po dwóch dniach jedną i po kolejnych dnaich równiez jedną. Czekamy do wtorku na morfologię i będzie wiadomo jak skuteczny tek lek się okazał. A może ktoś już się z tym lekiem zetknął? Jakie były efekty?
-
znana hodowla ;-) bardzo znana... mój jest z Wadera-Kristo, ( miot na J" )
-
dzięki za miłe słowa i tyle otuchy :-) mój piesek jest wspaniały !!! mówią o nim w klinice wet. dzielny pacjent i taki grzeczny i aż dziw bierze że tak szybko sił nabiera, sama jestem dla niego pełna podziwu, a dokładnie o tej godzinie tydzień temu trafił do wspaniałej pani doktor, która mu zycie uratowała :-) Byłam zrozpaczona po fatalnej diagnozie innego weta, któremu zaufałam 1,5 miesiąca temu. "Ojej, ja temu psu już nie pomogę, chyba że przy uśpieniu, on ma białaczkę, - diagnoza na podstawie białych spojówk, skandal - nie da sie go uratować, nie będe naciągać na leczenie bo i tak zdechnie..." - straszne słowa...(troszkę więcej szczegółów na głównej stronie portalu pod watkiem weterynarze - weterynarz w Poznaniu - ostatnie posty i wklejony "anemia")...ryczałam jak bąk ... ale ja nie jestem z tych co się poddają ;-) choć było ciężko... mam nadzieję że było... to może od początku, jak się zaczęła choroba...mam nadzieję że nikomu się to nie przytrafi ale może pomoże szybko reagować, jak ja to zrobiłam... Mój DONek zaczął nagle słabnąć, w poniedziałek 6 października, tak po południu, przed południem jeszcze zrobiliśmy powtórkę ze szkolenia, siady, warowanie itp., był wyjątkowo posłuszny i nagle ok 15 zaczął słąbnąć :-( Oczywiście nie skojarzyłam, myślałąm że senny, że ciśnienie kiepskie, sma chodziłam jakas senna, ale zaniepokoiłam się gdy odmówił wieczornego posiłu po 18ej. On? Taki łakomczuch? No to do weta, 40 stopni gorączki, "cos zjadł chyba", antybiotyk, do domu... Wtorek rano słabiuteńki, ale jeszcze o własnych siłach wyszedł na siusiu, tylko siusiu, żadnych wymiotów, żadnych kupek (od 17 godzin) przerażona dzwonię do weta, co robić, prosze przyjechac, jadę, 40 stopni gorączki, inny antybiotyk bo "tamten chyba nie zadziałał", "taki ma trochę twardy brzuszek"... do domu, wyjechałam z domu dosłownie na 3 godziny, musiałam, dzieci ze szkoły i z przedszkola, zakupy... wracam...pies juz nawet się nie podnosi, szok, telefon do weta, oczywiście tam pojechałam ... i usłyszałam to co napisałam na początku... pies nie przeżyje... Owszem, nie przezyłby pewnie nawet 36 godzin, gdyby nie trafił do innej kliniki... na Mieszka I w Poznaniu.Kochani, Leśna Góra się chowa ! jak oni nad nim skakali, i ta pani doktor Edyta Karakliumis która poruszyła niebo i ziemię, konsultacja z szefem kliniki, wszyscy weci i technicy na baczność, decyzja o transfuzji krwi i to szybko bo pies zdechnie, może dwa dni jeszcze pozyje...po kilkunastu minutach krew już była w drodze z Warszawy (podobno tylko tam jest bank krwi dla psiaczków), nad ranem transfuzja... żyje... i mam nadzieje że będzie żył, choć pani doktor od początku mówiła, że wygraliśmy ze śmiercią ale wszystko jeszcze przed nami... przezył tydzień po transfuzji, więc mam nadzieję że będzie żył :-) musi żyć ... Dokładnie wyniki badań będę widziała jutro, wiem tylko, że: 1. rozmaz krwi wyszedł dobrze, tzn. że krwinki czerwone się odbudowują 2. bilirubina w normie (aha, bo powiększona była wątroba) 3. ale anemia, i to silna, baaaaardzo mało erytrocytów :-( Pani doktor zaproponowałą lek o nazwie ELPREX, dość drogi, ok. 90 zł. Jeszcze go nie sprawdziłam w necie, ale podobno dobry... to na te erytrocyty... anemię chyba można wyleczyć, prawda? Czy ktoś słyszał o tym leku? Aha, nie napisałam jaka jest przyczyna tego choróbska: piesek faktycznie musiał cos zjeść, ale coś o strasznie silnym działaniu toksycznym, jakaś trutka może... trudno powiedzieć, choć jak opowiedziałam wszystkim psiarzom przy mojej i sąsiedniej ulicy (czułam się zobowiązana ich uchronic, żeby ich pieski nie nabawiły się czegos podobnego) to dziwnie patrzyli w kierunku jednego domu...to jest niewazne w tej chwili... faktem jest że mój DONek na spacerku ciagle z tym noskiem przy ziemi ... Wasze tez tak? Mam nadzieję że z tego się wyrasta... Ale przynudzam trochę... przepraszam, chyba tak średnio fajnie czyta się takie długie posty ... Dlatego juz koncze, naprawde :-) Jutro o 17 wizyta u pani doktor i pełna diagnoza i rokowania... mam ogromną nadzieje że będą pomyślne, że moj pieseczek pożyje z nami długo... i jeszcze dłużej ... Acros, ayshe, nenemusha, 14ruda, gdzie moge czegoś dowiedziec się o Waszych pieskach? bo jestem strasznie ciekawa jakie one są ? Na pewno zdrowe... Mój też wyzdrowieje... Całusy i zauszki-drapaczki dla Waszych ONków
-
dokończę wczorajszego posta... a więc po fatalnej diagnozie dr Cz. ("nie mogę Państwu pomóc, ewentuanie w uśpieniu psa", "tego psa nie da się uratować, on ma białączkę" - nota bene bez pobrania kropli krwi, bez usg i in. podstawowych badań - oraz "nie będę Państwa naciągał na leczenie bo ten pies i tak zdechnie" ) nie mogąc pogodzić się z taką opinią pana "doktora" przewieźliśmy psa do klinik na Mieszka I. Nigdy nie widziałąm takiego ruchu wśród lekarzy, stawili się wszyscy którzy tam byli, Lesna Góra się chowa, szybka decyzja o transfuzji krwi, konsultacja z szefem kliniki, natychmiastowy transport krwi z W-wy itd. ... piesek żyje !!! :-) z każdym dniem nabiera sił, fakt: leczenie trwa, kroplówki, zastrzyki, niestety jest anemia ale to nie białaczka i nie padł wyrok śmierci na mojego 4miesięcznego DONka !!! Wszyscy na Mieszka nad nim skakali, pani dr Karakliumis jestem ogromnie wdzięczna i z całym przekonaniem polecam ... PEŁEN PROFESJONALIZM!!!
-
ja jestem też od kilku dni na tym forum :-) odkąd przytrafiła nam się choroba :-( to forum to skarbnica wiedzy i przyjaźni :-) mój ONek właściwie DONek skończył kilka dni temu 4 miesiące, w domku u nas od 2 miesięcy, walczy o życie, jutro będzie coś bliżej wiadomo ale ja jestem dobrej myśli, musi byc dobrze przecież, kochamy naszego pieseczka ... Acros, śliczny ten Twój maluszek :-) zapomniałam kiedy nasz taki był... postaram się wkrótce też wkleić jakąś foteczkę pozdrawiam wszystkich owczarzy :-)
-
również nie polecam dr Czerwińskiego, o powodach nie wolno mi tu pisać więc tego nie robię, choć chętnie bym zamieściła i głośno wykrzyczała swoje zdanie na temat bardzo "profesjonalnego" oraz wywodzącocego się "z miłości do zwierząt" podejścia do piesków i ich przewodników, za to polecę z całego serca dr Edytę Karakliumis z kliniki na Mieszka I, która w ostatniej chwili, po wizycie u ww. weta, uratowała życie mojego DONka...
-
dzięki :-) sama sobie chętnie też przeczytam choć ... język taki jakby dość fachowy ;-) póki co jestem narawde pełna nadziei i czekam na te badania w poniedziałek, co to za anemia ... pewne jest że wystapiła po tym silnym zatruciu, choć niewiadomo czy wcześniej tez jej nie było... a pełna nadziei jestem bo mój ONek właściwie to DONek dość aktywny jest i chętny do zabawy, dzielnie znosi ponad godzinne kroplówki i zastrzyki, ma apetyt, mocz odzyskał wreszcie żółtą, może troche jeszcze ciemną, ale jednak żółtą barwe, a jeszcze wczoraj sikał na brązowo ... jest tyle dobrych oznak, tylko te spojówki takie blade... jak pergamin... :-( cała tajemnica tkwi w tej krwi...
-
O tej chorobie przenoszonej przez pasozyty nigdy nie słyszałam, zresztą szczerze mówiąc dopiero zaczynam "przygodę" z pieskiem więc pewnie jeszcze wiele się dowiem. Mój ONek miał robione badania w kierunku babesia canis, to też przenoszone przez kleszcze i wynik był negatywny. Ale to nie to samo, prawda? Powinnam zrobić badania w kierunku Haemobartonella canis ?
-
Dzisiaj hemoglobina nieznacznie "ruszyła" - z 5.3 (przed transfuzją we wtorek) na 5.6 i daleko nawet do granic normy :-( (13 - 19) ONek ma [B]powiększoną wątrobę[/B] ale pozostałe narządy wyglądaja raczej ok. Jesteśmy na kroplówkach i bolesnych zastrzykach, m.in. żelazo boli jak diabli. Piesek wygląda dobrze, rzekłabym bardzo dobrze, jak na 3. dobę po transfuzji. Chętnie je ale tylko ugotowane przeze mnie, sucha karma niestety nie satysfakcjonuje mjego pupilka...Czy powinnam martwić się tą powiększoną watrobą? I co jest z tą hemoglobiną? Za krótko po transfuzji? Poniedziałek będzie sądnym dniem, ważne badania, boję się ale jednocześnie jestem pełna nadziei... na pewno jest [B]anemia,[/B] ale jaka? Nikt z Was chyba się z tym problemem nie spotkał... to na pewno dobrze, cieszę się i nikomu takich zmartwień nie zyczę ale może wśród znajomych mówiono o anemii po bardzo silnym zatruciu i o powiekszonej wątrobie? Czego mogę się spodziewać? Czy leczenie trwa długo i czy to zależy od rodzaju anemii...? Pytam o to wszystko dlatego, że ta wspaniała lekarka która uratowała mu życie w ostatniej chwili, nie jest jeszcze spokojna i nie potrafi mi powiedzieć czy w ogóle lub jak długo będzie żył :-(
-
Czy ktoś z Was miał do czynienia z anemią u swojego pupilka? Ja własnie walczę o życie swojego ONka długowłosego :-( Anemia została zdiagnozowana po silnym zatruciu jakąś toksyną. Wczoraj dosłownie w ostatniej chwili mój kochany szczeniaczek (właśnie skończył 4 m-ce) miał transfuzję krwi, jesteśmy na kroplówkach, poza tym dziś było USG i wątroba jest powiększona, ale wszystko tak naprawdę okaże się po badaniach krwi za kilka dni, bo w tej chwili byłyby jeszcze nie miarodajne. Nowa krew w końcu krąży w jego ustroju. Wspaniała lekarka, która go uratowała (nota bene po diagnozie innego weta : "ten pies ma białaczkę", "nie da się go uratować", " nie będę pani nawet naciagał na leczenie bo ten pies i tak zdechnie" - o zgrozo, to słowa weta, bez żadnych badań, na podstawie utrzymującej się gorączki i bladych białek ocznych !!! - przestrzegam przed takimi) powiedziała tylko że to zalezy jaka jest ta anemia. Wspominała coś o regeneratywnej. Czy ktoś może się z taką diagnozą spotkał i co ona oznacza dla pieska?