-
Posts
120 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by ewula
-
ups, nie wiem gdzie mi to umknęło, przecież czytam wszystko na bieżąco, hm... byłam pewna że pisałaś o cortaflexie - wybacz [B]uru :Rose:[/B]
-
witam Was dziewczyny :lol: , witam też emilkę, która się naszym forum pojawiła :multi: dawno się nie odzywałam ale... poświęcałam więcej czasu Jacharkowi :cool3: nawet nie wiecie jak mój pies się zmienił - niesamowite :crazyeye: biega, skacze, szaleje, aportuje, zaczyna być na nowo posłuszny... tzn. bez smyczy poza własnym ogrodem jeszcze się nie odważyłam go puścić, bo mam jakieś poważne obawy :evil_lol: i szczerze mówiąc Wy się martwicie, że Wasze psiury próbują szaleć, skakać, "robią roz.... dol" ... a ja się z tego cieszę !!!! jestem więcej niż pewna , że nie macie się czym martwić! pamiętacie jak pisałam że po 1,5 miesiąca po zabiegu Gówniarz mi się zerwał i wydarł tak, że za nim nie nadążałam? no właśnie... wiem, wiem, też drżałam przed tym drugim RTG, ale okazało się że jest super, a teraz tego doświadczamy... młody czasami tak szaleje, że naprawdę się boję, ale chyba to tylko nadgorliwe obawy, jest i będzie na pewno dobrze, ja w to wierzę, i u Was też tak będzie, wspomnicie moje słowa :loveu: [B]Goś[/B], myśle, że nie masz co panikować z tym terminem RTG - ja zrobiłabym po powrocie do zdrowia dra N. u niego włąśnie - to w końcu on psa prowadzi a inni lekarze... nie wiem, tak myślę, to tylko moja sugestia; parę dni Cię nie zbawi (wiem, że Twoje ucho chce usłyszeć te miłe słowa, ze można rudą już obciążać :evil_lol: ) Wiem, że tak naprawdę chodzi Ci o solidny spacer - rozumiem... i nie chcę się w tej kwestii wymądrzać. Myślę że spokojny spacer,nawet ciut dłuższy niż zwykle, nie zaszkodzi. Wiecie czego zakazał Jcharowi pan dr? Kotłowania się z innymi psami (normalny kontakt, w ramach socjalizacji, jak najbardziej) oraz skakania na rękę, tzn. takiego jak szkoli się psy obronne (nie wiem jak to fachowo się nazywa, my dopiero zaliczamy zwykły kurs posłuszeństwa :cool3: ) Poza tym może wszystko, więc myśle że Wasze pieski, też już prawie dwa miesiące po zabiegu, na zwykły spacer - byle bez szaleństw - mogą slobie pozwolić. [B]Uru,[/B] a nie pytałaś tego pana Sebastiana o CORTA VET? To jest weterynaryjna wersja cortaflexu, skład ten sam, poza zasadniczą róznicą - podwójna dawka kwasu hialuronowego. Ja po rozmowie z ichnim wetem właśnie na ten preparat się zdecydowałam, tak na początek, na pierwsze dwa miesiące, potem przejdę na cortaflex albo zmniejszę dawkę corta vet; różnica w cenie to 6 zł, a w składzie - zasadnicza; nie można go zamówić przez internet tylko po rozmowie tel. Z dr N. też o tym rozmawiałam - powiedział ze jak różnica w cenie tak niewielka to na pewno warto podac większą dawkę kwasu hialuronowego. POLECAM, zapytaj :lol:
-
U nas wszystko w porządeczku ;) Jacharo biega o ile podłoże mu pozwala,np. wokół domu, na trawce, bo poza tym to jakaś ślizgawica, czy co :evil_lol: Ma więc więcej swobody, częściej pozwalam mu na chodzenie bez smyczy wokół domu, już trochę strat zaliczyłam...ale pies jakiś szczęśliwszy i radośniejszy się zrobił. W sobotę wracamy na szkolenie , oj tego to jestem ciekawa :cool1: Przecież zgłupieje jak te psy zobaczy i siary mi narobi :cool3: Dziewczyny, a jak Wasze psiurki? Bo jakos zamilkłyście :roll:
-
od ostatniego relacjonowania minęły 2 miesiące - dla nas to były przełomowe 2 miesiące -zabieg daroplatyki na oba bioderka i pod koniec rekonwalescencji zabieg usunięcia niezstąpionego jąderka z jamy brzusznej; a wyniki mamy wspaniałe - już po obu zabiegach, badanie 8 stycznia: erytrocyty 6,46 (podskoczyły ładnie, hemoglobina zresztą tez ) :loveu: :multi:
-
Wkradło się trochę chaosu do mojego poprzedniego posta, tyle wrażeń chciałam od razu przekazać. Goś bardzo delikatnie ;) sugerowała relację z dzisiejszego spaceru. No więc wielkiego spaceru nie było, bo jeszcze zdejmowaliśmy szwy po zabiegu usunięcia jąderka, potem miałam tez cos umówione, w kazdym razie, spacer był krótki, ale za to pozwoliłam młodemu wokół domu potruchtać. Był troszkę w szoku, ale wykorzystał swobodę i uwolnienie ze smyczki. Inny pies, radość w oczach :loveu: ... a to dopiero początek :lol:
-
No to się melduję :loveu: ale najpierw musiałam poczytać wczorajsze i dzisiejsze posty bo byłam trochę do tylu :evil_lol: Goś w ogóle niczego nie doniosła, a już myślałam że mnie choć po części zwolniła z relacjonowania :cool3: to taki mały żarcik oczywiście :evil_lol: Wczoraj po prostu nie dałam już rady. Ale dzisiejszy dzień był inny... oj inny... choć staramy się stopniowo zmieniać dotychczasowe, ponad dwumiesieczne przyzwyczajenia... no dobra, już piszę: to wszystko za sprawą tego, że WOLNO WRESZCIE NA SWOBODNIEJSZE SPACERKI POŁACZONE NAWET Z DELIKATNYM APORTEM, TRUCHTEM, nie odważę się jescze napisać, biegiem, bo chyba to zbyt duży szok :multi: :multi: :multi: :laugh2_2::laugh2_2::laugh2_2::multi::multi::multi: Od początku: RTG wypadł dobrze, choć lepiej wypadło badanie. Lewy staw - wygojony :multi: :multi: prawy (to był ten z baaaaaardzo płytką panewką, a właściwie bez niej, nadwichnięty) - minimalnie nie widac jeszcze skostnienia na torebce stawowej (dlatego podczas badania wypadło to lepiej niż na zdjęciu) No i najważniejsze: oba stawy zwarte, brak nadwichnięć. :multi: :multi: :multi: Dla tych, którzy dziwią się skąd tak wielka radość, proponuję przeczytać pierwszy post, kiedy zakładałam ten wątek... O tym właśnie myślałam wracając z Wrocławia i łezki mi się w oku kręciły. To niewiarygodne, 2 miesiące temu mojemu ONkowi nikt nie chciał pomóc, tzn. inaczej, nikt nie widział szans, możliwości, sensu jakiegokolwiek zabiegu chirurgicznego...pies miał kuleć, leczenie miało polegać na uśmierzeniu jego bólu, który miał stawać się coraz silniejszy, później, po osiągnięciu odpowiedniego wieku resekcja główki, po jakims czasie być może proteza... (o ile pies dożyje, nie zostanie uśpiony z powodu narastającego bólu)...takie były rokowania, i to nie jednego lekarza ortopedy.... Ale trafiliśmy do doktora Niedzielskiego...dokładnie 13 listopada była pierwsza konsultacja, 20 listopada zabieg... a dziś, po dwóch miesiącach? Piesek może zacząć cieszyć się normalnym psim życiem, może biegać, wracamy do szkolenia (oj bo to konieczne), w wakacje powinien popływać a po wakacjach przyjechać na kontrolę. Ten najbliższy miesiąc powinien być jednak delikatnie obciążany, stopniowo, ze względu na to skostnienie w torebce stawowej którego jeszcze na zdjeciu nie było widać, a powinno nastąpić w ciągu miesiąca. Nie potrafię wyrazić swojej radości i wdzięczności panu dr N. -wspaniały człowiek, doskonały lekarz chirurg :loveu:
-
Podpisuję się obiema rękami i nogami pod tym, co napisała Goś :lol: Tak a propos Goś, zastanawiam się czy robiłaś notatki podczas rozmowy z drem ... bo tak fachowo przestawiłaś tę metodę :cool2: Wandalka17, konsultuj się, tak jak Goś już wspominała nie raz. Hm, te zdjęcia mi się tak średnio podobają. Faktycznie sprawiaja wrażenie kiepsko zrobionego zdjęcia, ale pierwsze zdjęcia mojego ONa dysplastyka tez takie wrażenie sprawiały, ale warto zdjęcie dla pewności powtórzyć albo najlepiej skonsultować u "fachowca", ale nie takiego jak to Goś ujęła "przydrożnego" :evil_lol: Trzymam w każdym razie kciuki i daj znać, jakie decyzje
-
Aha, zdam relację z jutrzejszej kontroli bardzo późnym wieczorem albo w piątek po południu. No chyba że Goś to za mnie zrobi, bo prawdopodobnie nasze psiury mają kontrolę o sąsiadujacych godzinach :lol: Lecę nyny - trzymajcie jutro kciuki za Jacharka :loveu:
-
Wchodziłam na nasz wątek już wczoraj, ale tak mnie zaaobsorbował wątek tej biednej zaginionej ONki z Wrocłaiwa, że już nie miałam siły nic tu naspisac. Teraz zresztą też szybko, bo czasu mało na sen zostało a jutro wizyta kontrolna, z ostatcznymi wynikami ( chyba ) u dra Niedzielskiego. :roll: Pękam trochę... ale wyspać przed podróżą się muszę :cool3: A nie wiem czy zasnę, tak mnie nerwy zżerają ... [B]Goś,[/B] dzięki za radę odnośnie kantarka - znowu zaczęłam o nim myśleć ;), tylko o jakims porządnym chyba, może cos możecie poleciec, jakąś konkretną firmę no i dla ONka. Bo ten "wypadek" kiedy gówniarz się zerwał i pobiegł, czego mu przeciż jeszcze nie wolno, to był własnie spacer z taką obrożą. Po prostu mi się z niej uwolnił, nie wiem jakim sposobem :shake: nie zrobiłby przeciez tego z normalnej skórzanej, jaką nosi na co dzień. Najprawdopodobniej pan w sklepie dał mi coś, na czym kompletnie się nie znał. A pwiedziałam wyraźnie o co mi chodzi, jakiego efektu oczekuję... Zaczynam więc na nowo myslec o takiej obróżce, tylko już trochę się zraziłam więc musze mocno poszperać... No i też boję się jutra, nie mniej niż Ty, Goś :roll: [B]Ibazelka,[/B] wiek to jedno a stan stawów biodrowych to drugie. Juz o tylu różnych przypadkach słyszałam i czyatałam, że cały czas uważam, iż jest to rzecz bardzo indywidualna. Moim skromnym zdaniem wiek 12 miesięcy jest teoretycznie przyjmowaną granicą, poniewaz do tego momentu rosną kości i na pewno powodzenie zabiegu jest pewniejsze oraz okres oczekiwania na konkretne efekty (rekonwalescencja, rehabilitacja) jest krótszy. Natomiast nie jest powiedziane, że zabieg wykonany u pieska straszego, który będzie póżniej wspomagany odpowiednią dietą i suplementacja chondroprotekcyjna, nie przyniesie oczekiwanycj efektów. Może być bardziej skomplikowany, wym agac dłuższej rehabilitacji, ale nie znaczy, że nie zakończy się powodzeniem. Dlatego myślę, że ta granica wieku to zwykła asekuracja ze strony weterynarzy.
-
[B]Uru,[/B] super wiadomości :multi: :multi: :multi: [B]Goś[/B], u Ciebie tez tak będzie, zobaczysz już w czwartek :lol: No i ja też mam tak taką nadzieję, choć ja już jestem bardziej do przodu z kontrolami, dla nas ta czwartkowa powinna zakończyć się ostateczną diagnozą o powodzeniu zabiegu, stopniu powodzenia i decyzji o puszczeniu psa" za patykiem". Marzę o najlepszej diagnozie, zwłaszcza, że młody tak głupieje. Dziś mi normalnie wstyd było. Zabrałam go na spacerek "do ludzi i psów", na poznańską Maltę. Masakra. Rwał się jak głupek, szczekał jak tylko jakiegos psa zobaczył. Kurcze, tego nie było :shake: W tej chwili z posłuszeństwem na bakier totalnie. Nie wiem, jak się za to wszystko zabrać. Pewnie to będzie kolejny temat, który będę musiała lada moment zacząć śledzić tu na forum,zdobyć niezbędne informacje, bo sama chyba nie dam rady :placz: Spodziewalam się, że będzie ciężko, ale że aż tak? Dziś zaczęłam poważnie zastanawiać się nad kolczatką :-(. Do tej pory byłam pewna, że damy radę bez niej, ale po dzisiejszym spacerze... Strasznie ciężko mi go utrzymać, bardzo silna bestyjka z niego rośnie, a to dopiero 7miesięczny ON.
-
[B]AgaCzarna[/B] - no świetnie że się odezwałaś :multi: Jestem pewna, że zdjęcie RTG u Bruna wyjdzie super, nie ma innego wyjścia ;) [B]Goś[/B], mój tez ciągnie, przed zabiegiem było lepiej z chodzeniem na luźnej smyczy. Mam nadzieję, że kontrolny RTG w czwartek za tydzien będzie na tyle pozytywny, że będziemy mogli kontynuować przerwane ze względów zrowotnych szkolenie. Sama zresztą od 2 tygodni próbuję przywrócić stare zwyczaje, częściowo mi się udaje, ale to nie jest jeszcze to posłuszeństwo, no chyba że mam jakieś smakołyczki :evil_lol: Frycia na filmiku bardzo normalnie się zachowuje, chce szaleć, ale to chyba nic dziwnego u pieska, który musi mieć ten ruch ograniczony. Ale jestem więcej niż pewna, że w czwartek doktor Wam pozwoli na półgodzinyy spacerek :lol: Kiedy wychodzimy na siku, to Jachar ciągnie, szarpie, smycz mam normalną, ani za krótką ani za długą. Ale gdy wracamy do domu, przywołuje go trochę do porządku i staram się, żeby szedł przy nodze. Z różnymi efektami ;) Też go oszczędzałam dłuższy czas z tym porządnym chodzenie, bo wydaje mi się, że byłoby to trochę za trudne dla młodego energicznego pieska, unieruchomionego na tyle godzin i czekającego tylko na ten spacerek. Dlatego myślę,że dla Fryci to tez może być troszkę trudne zadanko, ale za tydzień, po kontroli i pozwoleniu na dłuższą wyprawę będziesz mogła chyba próbować. Choć z włąsnego doświadczenia widze, że jeszcze daleka droga do pełnej satysfakcji :evil_lol:
-
Natalko, ciekawe te Twoje pomysły na emocjonalne "rozładowanie" ;) No ale dziś to ja bym niczego Jachara nie nauczyła ;) - lezy bidul taki jakiś w amoku , nie chce mu się zbytnio ruszać, no i z tym kloszem na głowie, smutny jakiś i chyba trochę osłabiony jeszcze po tym zabiegu. Ale jutro to na pewno znowu szaleju się nażre :roll: bo dzisiaj to głodówka, o wodzie tylko :evil_lol: W czwartek rano kontrolne widzenie ranki po dzisiejszym ciachaniu - jakiś gaziczek ma w tej chwili, nawet dokładnie nie mogę się przyjrzeć, bo te 26 kg leży plackiem a troszkę boję się go przewracać żeby brzusio zobaczyć. [B]Goś,[/B] Wrocław i kontrolny RTG u pan dra N. nie wiem kiedy - dzwoniłam wczoraj, żeby się umówić bo 4 tyg. mijają w czwartek 15.I. ale się lekko zdizwiłam jak pani w recepcji mi powiedziała że maja grafik tylko do 13.I i żebym zadzwoniła dzisiaj, a najlepiej jutro. Co tez jutro uczynie i będę wiedziała. A faktycznie zrozumiałam, że to Fryci coś dolega, czytałam pośpiesznie podczas jazdy autem :razz:, .... ale życzonka powrotu do zdrowia możesz jak najbardziej sobie przywłaszczyć :loveu:
-
Dzięki, wszystlkie cioteczki, za baaaardzo cenne rady, wskazówki, informacje :lol: Jachar jest po zabiegu, z rozmowy telefonicznej wiem, że już mogę po niego pojechac, jest wybudzony, wszystko przebiegło pomyślnie - ostatecznie posłuchałam trochę Was, trochę zdrowego rozsądku i troszkę weta i usunięte miał tylko jąderko z brzuszka :lol: Niech sobie chłopak spokojnie dojrzeje i wtedy ciachniemy to jąderko z moszny, i tak mu niepotrzebne, a tylko go będzie rozpraszało :evil_lol: Faktycznie, chirurg powiedział, że to będzie tylko "zabieg kosmetyczny" i nawet nie musi być w pełnej narkozie, po kilki dniach pies może biegać, tak jak pisała RAUNI zwłaszcza że była mowa o suce, a u nich to trochę gorzej bywa. Kończę na teraz, zdam relację, jak młodego odbiorę :lol: Jeszcze raz dzięki :loveu: Goś, juz Ci pisałam o tych pałacach dla Fryci - no i lepszego zdrówka dla maleńkiej, co jej dolega?
-
No Frycia to ma istny raj :crazyeye: w takich warunkach to nie dziwię się, że ona już się czuje zdrowa :lol: A tak serio, w takich warunkach to ona NA PEWNO BĘDZIE ZDROWA SZYBCIEJ NIŻ SIĘ WSZYSTKIM NAOKOŁO WYDAJE , PRAWDOPODOBNIE JUŻ JEST REWELACYJNIE :loveu: Pięknie się postarałaś, aż zazdroszczę ;) i mam nadzieję, że mój Jacharek mimo mniejszej pomysłowości swojej pańci i mimo jego numeru z bieganiem tez do siebie dojdzie ładnie. Zresztą u Fryci to juz rokowania od początku były lepsze bo i stan bioderek lepszy... Eh, a ja jeszcze trochę musze poczekac na diagnozę :roll: Podzielę się wspaniałym działaniem AESCIN ŻEL, tabletki tak nie działały ;) Otóż o ile pamiętacie, u Jacharka zbierał sie płyn w okolicy tego gorszego prawego naprawianego stawu. W sobotę, tę po świętach, 27.XII bodajże, Jachar znowu miał usuwane ze dwie strzykawki tego czegoś. No i w końcu kupiłam aescin, ale ten w żelu, kiedyś polecałam w tabletkach. Zaczęłam smarować nim bioderko, masować przy okazji tez, nie było to przyjemne bo troche tam narosło i normalnie po 3 dniach jak ręką odjął - bioderko duzo ładniejsze się zrobiło, kształtniejsze, zdecydowanie mniej odstaje, torbiel chyba rozmasowałam że nie trzeba będzie jej wycinać :crazyeye: Polecam więc na wszelkie opuchnięcia. W ulotce jest napisane by smarować 3-5 razy dziennie, ja to robiłam (czasami jeszcze robię) 1 raz dziennie i wystarczyło :lol: Odpukać, zbieranie się płynu ustapiło. :multi: [B]Goś[/B], rozumiem że Ty strasznie mocno dbasz o swoją Frycie, wydawało mi sie, że ja dość mocno się poświęcam ale Ty jestes chyba mistrzynią :evil_lol: Ale ja nie mogę pozwolić sobie na spacerek tylko wokół domu jak Ty. Jachar nie zrobi siusiu ani kupki przy domu, na terenie posesji czy w ogrodzie. Tak został nauczony "za młodu" no a teraz takie tego skutki, że muszę wyjść za ogrodzenie, a pozwoliłabym mu przeciez teraz na to. Hm, ... ale żadnych numerów już nie wykręca na spacerku, i nawet siusianie ustąpiło. Może dlatego, że częściej go wypuszczam z klatki, swobodnie chodzi po domu, mimo braku chodniczków. Aha, i myślę, że możesz chyba do pracy wracać, może faktycznie nie na cały dzień, ale na tych parę godzin... Zresztą nie wiem, łatwo mi mówić, bo ja jestem na urlopie, ale w domciu cały czas też z psiurem nie siedzę, więc tak na pół etatu to by się jakoś łąpał ten mój czas poza domem. Zdarza się, że jestem cały dzień, ale nie co dzień. Jutro [B]zabieg[/B], ale nie we Wrocławiu. Robię w Poznaniu, na Mieszka I, ufam temu chirurgowi, ale o tym czy zrobimy oba jąderka czy tylko to w brzuszku zadecydujemy jutro, po rozmowie z tym chirurgiem. Umówiłam się wczesneij na konsultację. Trochę poczytałam o tej kastracji, na pewno większość plusów, zwłaszcza dla takiego psa jak mój, który nigdy nie będzie mógł być dopuszczony. Myślę, że zrobiłabym mu większa krzywdę nie kastrując go, gdy wokół sąsiedzi mają same suczki (niewiele ich, ale są) , niż pozbawiając go tego drugiego jąderka. Jedyne co mnie powstrzymuje, to jego niedojrzałość płciowa i w dalszym ciągu wzrost kości. Z tego co wyczytałam, usunięcie jąderek ma wpływ na długość procesu wzrostu kości, piesek może być nieco wyższy od innych z jego rasy, poniewaz sam proces wzrostu kości jest wydłużony. Trwa więc ponad rok. Aczkolwiek to nie jest tak istotne - piesek i tak nie będzie wystawiany więc może być trochę wyższy :evil_lol: Myślę, mam taką nadzieję, ze te wątpliwości rozwieje mi chirurg i podejmę włąściwą decyzję. Odczekałabym jeszcze te kilka miesięcy, gdyby to nie był dla Jacharka kolejny zabieg. Przeciez mi osobiście jest obojętne czy teraz czy za pół roku go ZNOWU poddam zabiegowi. Tylko dla niego to kolejne unieruchomienie. Zdążymy rozpocząć radość z biegania, hasania po tych kilku miesiącach (mam taką cichą nadzieję :evil_lol: ) i znowu... przynajmniej 2 tygodnie w ograniczeniach. Jedna osoba nawet mówiła że 2 + 2 tygodnie :shake: Stąd mój dylemat. No ale jesli pan doktor powie, że istnieje jakiekolwiek ryzyko dla jego prawidłowego rozwoju psychofizycznego, to oczywiście zrobimy kolejny zabieg za pare miesięcy... :roll: Jutro o tej porze będzie wszystko jasne i Jachar bez jednego jąderka na pewno :cool3: już z powrotem w domu :lol:
-
LALUNA, dzięki za lekturę ;) Chyba się będę skłąniała, tak jak mi radzicie, żeby od razu ciachnąc oba ... Kurcze, musze to przespać chyba :evil_lol: jak to jest, że niektórzy nie mają w ogóle z psiurami problemów, a ja odkąd go kupiłam w sierpniu, ciągle coś: zatrucie, transfuzja krwi, anemia, dysplazja, zapalenie pęcherza, teraz to jąderko, właściwie to już raczej oba... ojej, ręce mi chwilami opadają, bo ciągle siedzę albo przy psie, albo w necie dokształcając się oczywisie na jego temat...
-
Jeśli chodzi o termin zabiegu to już ustalony - wtorek, 6 stycznia. Pies właśnie skończył 7 miesięcy. Jedyne co mnie zaczęło zastanawiać, to tylko którą opcję wybrać: tylko to w jamie brzusznej, czy oba jąderka usunąć. Czyżby kastracja nie miała żadnych wad??
-
Tak jak pisałam, pies na pewno nie będzie dopuszczany do krycia, właśnie z powodu jego dysplazji no i wnętrostwa, jestem świadoma konsekwencji dopuszczenia go do suczki; dlatego, żeby zaoszczędzić mu pokus i popędów, pomyślałam o pełnej kastracji, a nie tylko tym jednym jąderku. Z tego co piszecie wynika, że jest wiele zalet, zwłaszcza takich, na których mi na pewno zalezy :cool3: no i przede wszystkim rozwiewacie moje jedyne wątpliwości - a mianowicie temperament. ON to pies z charakterem, temperamentem, dlatego miedzy innymi chciałam pieska tej rasy i nie wyobrażam sobie , żeby mógł ten temperament stracić. Gdzieś kiedys słyszałam tylko, niu mam konkretnych przykładów w otoczeniu, że psy po kastracji robią się takie lelochy, tylko do głaskania, miziania ... no a taki owczarek to nie owczarek... to mnie właśnie najbardzej powstrzymuje przed wykastrowaniem go. Czy na pewno pozostanie psem z charakterem? Skłonnym i chętnym do współpracy ze mną i nauki?
-
No właśnie nie dalej jak dziś rano zastanawiałam się, czy nie usunąć mu tego drugiego jąderka przy okazji, bo wiadomo, że i tak nie będzie do suczek dopuszczany. Zaczęłam dopiero dziś o tym intensywnie myśleć i widzę, że [B]LALUNA[/B] jest tego samego zdania. Hm, tylko czy to na pewno dla psa dobra decyzja? Kompletnie nie jestem w tm temacie obeznana :shake: coś tylko gdzies pobieznie wyczytałam. Do wtorku mam troszkę czasu to postaram się poszukać więcej informacji. A może coś umiecie na ten temat, mimo innego tematu wątku, mi doradzić? Albo skierować na włściwy wątek? Bo ten o kastracji jest zbyt ubogi... [B]Uru[/B], jeszcze niedawno, tzn. w tej chwili to już 2 m-ce temu, pan doktor obiecał, że najpierw będzie próbował ściągnąć jąderko do moszny, ale zalezy to od długości powrózka. Nie wiem jak wygląda sytuacja w tej chwili, czy jeszcze są na to szanse...Ale jestem pewna, że jesli są, to będzie próbował. Umówiłam się najpierw na konsultacje do niego a dopiero potem zabieg, więc będziemy rozmawiać. Tyle, że decyzja musi zapaść od razu, bo konsultacje mam na 9.40 a zabieg na 10.00. Będę wdzięczna za jakiekolwiek informacje.
-
[B]Uru[/B], ano skarciłam go, ale byłam tak na niego zła a jednoczesnie przerażona :-( ... , ale nie sądzę, żeby z tego powodu w klatce się zsikał. Zdarzało mu się to już parę razy ostatnio, (tyle, że dziś tak totalnie bez krępacji, na stojąco, szok) więc skłaniałabym się raczej do wersji [B]Greven [/B]- dzięki za te słowa, bo trochę mnie uspokoiły :lol: - pies dojrzewa, to fakt, ciągle jest jakiś pobudzony, a teraz w tej klatce tym bardziej... :evil_lol: Greven, mój psiur zachowuje się tak jak Junior Twojej mamy :evil_lol: Też myślałam, czy nie dzwonić do dra, ale Jachar ładnie chodzi, no dziś dał popis biegania :cool3: i tak na marginesie pięknie wyglądał w tym biegu ... i nic mnie raczej nie zaniepokoiło, na razie...będę obserwować... [B]LALUNA,[/B] dzięki za propozycje zajęć :-)) A tak przy okazji, to jak reagujecie, jak taki wychowany już - wydawałoby się - pies nagle się zsika i powtarza to niestety czasami? Kurcze, bo ja już jestem zestresowana za każdym razem jak go wypuszczam z klateczki, a ostatnio robię to dość często, by sobie pochodził. I zastanawia się za każdym razem, czy się znowu nie zsiura! I znowu chodniczki, te specjalnie dla niego zakupione, do prania! I podłogi do mycia! Staram się trzymać nerwy na wodzy...:angryy:
-
dzisiaj jestem trochę podłamana, ryczeć mi się chce i jest mi cholernie źle :placz: Młody mi się zerwał dziś ze smyczy, byłam w szoku, i poleciał w długą, nie słyszał nawet jak go wołałam...tzn. słyszał tylko mnie zlekceważył totalnie. 1,5 miesiąca po zabiegu i może się okazać, że wszystko poszło w plecy :shake: Nie wiem co myśleć. Miał być piękny spacer, troszkę wydłużony, spadł śnieg w końcu i miało być tak pięknie... Na szczęście nie trwała ta gonitwa długo, choć dla mnie to była wieczność... Po jakimś czasie, już w domu, mój wspaniały pies, najzwyczajniej w świecie, jakby nigdy nic, w klatce, na stojąco zsikał się, po czym wytarzał się w moczu, nie dając żadnego sygnału potrzeby wyjścia :shake: :-o Do tej pory nie wiem, co o tym myśleć! Aż tak mu psychika siadła ??? Zdarzało mu się ostatnimi czasy parę razy popuścić, może trochę więcej niż popuścić, podczas wychodzenia z klatki w kierunku drzwi wyjściowych. Ale się uspokoiło. No i żeby tak centralnie jak dziś, w miejscu swojego legowania, 7-miesięczny pies (jutro kończy 7 m0cy) taki numer zrobił?! Czy z jego psychiką jest coś nie tak?
-
LALUNA, dzięki, pocieszyłaś mnie troszkę... ;)
-
Natalko, tak jak napisałaś, dysplazja dysplazji nie równa...
-
Piękne te Wasze zdjęcia , tzn. nie Wasze tylko psiaków Waszych ;) U Jacharka też już szwów nie widać :lol:, Cortaflex, tj. ta podwojona wersja czyli Corta Vet Ha, po mojej interwencji w końcu dotarł, a więc już podajemy , ale nawet Pro Plan nie smakuje :shake: Hm, nie wiem, przegłodzić go, czy co ? :roll: Póki co powoli stresik na nowo się pojawia, bo we wtorek jedziemy usuwać jąderko :razz:. Znowu chyba kołnierz, znowu ograniczenia ruchu... masakra :-( No ale lepiej teraz, zanim będzie można go "puścić za patykiem", jak powiedział pan dr N., niż za chwilę znowu powtórka z rozrywki i ograniczenia. Wiem, że to nie ten wątek, ale może przypadkiem macie informacje na temat rekonwalescencji po zabiegu usuwania jąderka z jamy brzusznej? SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU :lol: :multi: :lol:
-
Niedzielski to wspaniały lekarz - dzięki niemu mój ON dostał szansę na nowe życie. Szczerze polecam!
-
[B]Natalko[/B], mój ON też był radosnym, bardzo chętnie i dużo biegającym pieskiem. Nic nie wskazywało ( w jego zachowaniu oczywiście) że ma tak bardzo daleko posuniętą dysplazję. Na zdjęcie RTG poszłam, by dopełnić formalności - klinika, w której od jakiegoś czasu leczymy pieska jako priorytet stawia sobie profilaktykę dysplazji. Dlatego zrobiłam to zdjęcie, nic innego - poza sugestią pani doktor - by mnie do tego nie skłoniło. Nie było żadnych objawów dysplazji. Jeśli masz ochotę poznać szczegóły poczytaj mój sąsiedni wątek: "stwierdzona dysplazja i co dalej?" zreszta chyba go znasz ;) Krótko przed wyznaczonym terminem zabiegu pies zaczął objawiać dysplazję (zaczął unosić prawą łapkę razem z lewą, tak było mu łatwiej chyba, albo mniej bolesnie) i szczerze mówiąc myślę, że właśnie dzięki temu, że zdecydowałam się na ten zabieg MIMO WIDOCZNYCH OBJAWÓW DYSPLAZJI oszczędziłam psu bólu, bo takie były dla niego rokowania - życie na środkach przeciwbólowych!