-
Posts
120 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by ewula
-
Chciałabym się wypowiedziec, ale nie wiem czy znowu nie zostanę zgaszona... no i chciałabym żeby moje wypowiedzi były czyatane zanim ktoś je komentuje :angryy: Bardzo słusznie zauwazyła Goś, że zrobiła się z tego jakas plejada gwiazd, która jaśniejsza - Biezyński czy Niedzielski. Laluna widocznie ma jakiś w tym interes, ja nie chciałam tej polemiki. Zresztą wystarczy DOKŁADNIE przeczytać moje ostatnie niestety dość długie posty i [U][B]znaleźć ich sens[/B][/U], a nie tylko fragmentarycznie je analizować, cytować i na mnie najeżdżać. Być może dobrałam źle słowa, ale nie miałam złych intencji i piszę tu tylko dlatego, żeby inni mogli porównać mój przypadek z podobnymii. Wyciągnąć wnioski. Ale Broń Boże nie mam zamiaru robić komuś reklamy bądź antyreklamy tym bardziej. Przepraszam więc, jesli tak to odczytałaś, Laluna. Ja wyraziłam swoje zdanie, Ty swoje i powinno się na tym skończyć. Mam prawo i podstawy do pisania pozytywnej opinii, a stanowią je moje kontakty z pacjentami po daroplastyce. Nikogo tu na forum nie obraziłam nie odebrałam sławy panu dr B. , a wręcz przeciwnie. A prawda jest taka, zresztą stara jak świat, że ilu pacjentów ma lekarz, tyle będzie o nim opinii. I najłatwiej znaleźć te niechlubne, bo m.in. na fora czasem trafiają osoby rozgoryczone, rozżalone i opowiadają o swoim żalu, czasami wręcz złości na danego lekarza. Rzadko pojawiają się ludzie, którzy zakładają sobie na forach konto, by kogoś pochwalic. Rzadko, ale na szczęście się zdarzają, dzięki nim mamy taką wiedzę :cool3: Nie zalezy mi na chwalebnej opinii dr N. , ale powtórzę po raz kolejny: PISAŁAM TYLKO I WYŁĄCZNIE O SWOIM PRZYPADKU, KIEDY TO INNI WECI CHCIELI USUWAĆ STAW, NIEKTÓRZY NAWET UŚPIĆ OCZYWIŚCIE NIE TERAZ ALE ZA NIEDŁUGI CZAS, BO BÓL BĘDZIE TAK OKRUTNY. PRZYPUSZCZAM ŻE DR B. TEZ BY USUWAŁ STAW BO ON NIE WYKONUJE DAROPLASTYKI. NIE WIEM TEGO OCZYWIŚCIE NA PEWNO, CHOĆ PO ROZMOWIE W TRAKCIE RTG NA AR WROCŁAW TAKIE MAM WNIOSKI. W KOŃCU ON TAM JEST CZOŁOWYM CHIRURGIEM I O NIM ROZMAWIAŁAM. NIESTETY NIE Z NIM, DLATEGO ODDAŁAM MU SZACUNEK I CAŁY CZAS NIE UJMUJĘ NIC JEGO ZASŁUGOM, OGROMNYM ZAPEWNE. NATOMIAST JEDYNYM WETEM, KTÓRY [B]CHCIAŁ RATOWAĆ A NIE OBCINAC[/B] [B]CZY WYCINAĆ STAWY[/B] BYŁ / JEST DR N. JAKO JEDYNY PODSZEDŁ DO NASZEGO PRZYPADKU Z GŁĘBOKIM ZASTANOWIENIEM, WYJĄŁ SZKICOWNIK, DŁUGO MYŚLAŁ, RYSOWAŁ, BRAŁ POD UWAGĘ RÓŻNE ZABIEGI. PIES BARDZO MŁODY WIĘC BYŁO KILKA OPCJI, MYŚLAŁ TYLKO O DOBRU PSA. TO NIE SZTUKA WYCIĄĆ CZĘŚĆ CIAŁA, TO ZDĄŻĘ ZAWSZE ZROBIĆ GDY OKAŻE SIĘ ŻE NIESTETY DAROPLASTYKA BYŁA ZBYT DELIKATNYM, MAŁO INWAZYJNYM JAK NA TEN PRZYPADEK ZABIEGIEM. JEDYNE CO RYZYKUJE, TO KOLEJNA OPERACJA CZYLI WÓWCZAS JUŻ POZBAWIENIE PSA STAWU. NO A CHYBA PRZYZNASZ LALUNA, ZE NIC TO Z SZANSĄ, ŻE PIES JEDNAK BĘDZIE BIEGAŁ, SZALAŁ NA WŁASNYCH STAWACH!!! A TO DAJE MU DAROLASTYKA. DO DAROPLASTYKI JAKO JEDYNY W POLSCE MA DOBRĄ RĘKĘ DR N. CO DO INNYCH ZABIEGÓW WYKONYWANYCH PRZEZ NIEGO - NIE MAM POJĘCIA. PO PROSTU MNIE TO NIE INTERESOWAŁO. I MOJE POPRZEDNIE KILKA POSTÓW BYŁO WŁAŚNIE O TYM. Natomiast kazdy pies to przypadek indywidualny
-
Ojej Laluna, przeciez ja nie chciałam nikogo urazić, a widzę, że tak się poczułaś, przykro mi więc :shake: Przedstawiłam konkretnie swoj przypadek, bo wiem, że dla mojego psa to była jedyna szansa i nkit się zabiegu daroplastyki nie chciał podjąć. Tak jak pisałąm również, pełen szacunek dla dra Bierzyńskiego, choć go nie znam osobiście, ale on i tak by nam nie pomógł, bo tego zabiegu o którym wspominałam nie wykonuje. Nie jest więc chirurgiem wszechstronnym. To wspaniałe cieszyć się nieskazitelną opinią, jesli wykonuje się zawsze zabiegi pewne w efektach, nie przynoszące powikłań i nie niosące za sobą ryzyka niepowodzenia. Nie twierdzę, że ten pan dr dzięki temu właśnie taką opinią się cieszy, absolutnie, nie mam takiej wiedzy na jego temat, w tym momencie generalizuję, bo takich chirurgów jest duzo. A to akurat mogę powiedziec już z własnego doświadczenia. Czasami jednak powinien ryzykować, oczywiście jesli tym ryzykiem nie zaszkodzi a może pomóc. Tylko to miałąm na myśli. Wiem, że moje ostatnie posty były bardzo długie i pewne informacje mogły umknąć, ale pisałam, że [B]zabieg resekcji i endoprotezę[/B] zdążę jeszcze zrobić - a takie metody proponowano mi u kilku innych lekarzy, m.in. po wykonaniu RTG na AR we Wrocławiu. Tylko dlatego zdecydowałam się na zabieg darolastyki u dra Niedzielskiego - jest to szansa, doktor jako jedyny się w to "bawi", dostałam maile od wielu osób (również różne rejony Polski jak to się mówi od morza do Tatr, równiez z Mazur), których pieski to przeszły i maja się wspaniale. Powtórzę jeszcze raz, to jest zabieg pozwalający zachować psu własne stawy, a nie ich usuwanie. Dr Bierzynski tego nie robi. A szkoda. I również, tak jak pisałam, gdybym miała więcej czasu na podejmowanie decyzji i mieszkała we Wrocłaiwu, bardzo chętnie do tego pana dra bym poszła. Powtarzam się zresztą :cool3:
-
Aha, Goś chyba była na RTG u dra Siembiedy i to on stwierdził, że zmiany są nieoperacyjne. A z tego co mi wiadomo dr Siembieda ściśle współpracuje z dr Bierzyńskim, więc skoro jej do niego nie pokierował... A jednak znalazł się ktoś, kto chce się podjąć operacji - dr Niedzielski. Wiem, może trochę przesadzam z zachwalaniem jego kunsztu, zwłaszcza, że nie wiem tak do końca, jak ten zabieg wypadł u nas. Dopiero za 2 tyg. się okaże. Ale piszę o nim, ponieważ zrobił na mnie wrażenie lekarza z powołania, myslącego o dobru psa, szukającego metod, by jak najmniej inwazyjnie pomóc zwierzęciu. Widziałam tego człowieka dwa razy w życiu dopiero, a zyskał moje zaufanie, bo podjął sie bardzo ryzykownej operacji, mówię o tym prawym biodrze, gdzie główka kości udowej była juz poza panewką, zresztą panewki właściwie nie było. Oczywiście może się okazac że ten zabieg nie przyniósł idealnych efektów. Ale juz teraz widzę, po 2 tygodniach, że jest duzo lepiej, niż było, bo piesek nie kuleje. Parę dni temu pisałam o tym zataczaniu kółeczek podczas stawianiu prawej łapki, zdarza się to coraz rzadziej, a właściwie dzis w ogóle nie zauważyłam juz tego. Mam nadzieję, że tak zostanie, że to nie tylko chwilowe polepszenie. Choć liczę się z tym, że nie będze idealnie, to i tak będzie lepiej niż gdyby daroplastyki nie wykonał. I piesek będzie miał swoje naturalne a nie sztuczne stawy. Mam przynajmniej taką nadzieję. Będę oczywiście na bieżąco informowac, a szczególnie p 18. XII kiedy będą znane pierwsze efekty zabiegu. I wierzę mocno w to, że za kilka miesięcy, 2-3, napisze na tym forum, że mój ON biega i szaleje, nadrabia zabrane mu niestety 3 miesiące ze szczęnięctwa :) Pozdrawiam i baaaardzo dziękuję wszystkim za tyle dobrych słów :loveu: Bez Was nie dałabym rady, tyle wiedzy tu znalazłam i wsparcia... Trzymam kciuki za spanielka Goś i chyba też ONa AgiCzarnej.
-
[B]Goś,[/B] my też robiliśmy obie nogi, ale to była daroplastyka - zupełnie inny zabieg, nie tak inwazyjny jak TPO. Więc i rekonwalescencja przebiega zupełnie inaczej. W Twoim przypadku to kilka tygodni w bezruchu, u mnie ruch bardzo ograniczony, ale jednak dozwolony. Mój psiak miał mieć też robione TPO na lewe biodro, ale przed zabiegiem okazało się jednak, że miednica za krótka i jednak wykonano daroplastykę obustronnie. Co do podwójnego zabiegu, to uważam że doktor ma rację, to ostatni gwizdek dla Twojego pieska na jakąkolwiek operację naprawczo-chirurgiczną, i tak jestem pełna uznania dla pana doktora, że podejmuje się TPO bo ten zabieg wykonuje się do 12 miesiąca życia psa, a właściwie nawet w wieku 5-8 miesiecy daje najlepsze rezultaty. Ale widocznie kwalifikuje się do tego zabiegu i nie ma żadnych zmian zwyrodnieniowo-zapalnych w stawach. Większość lekarzy proponuje w takich przypadkach albo resecję główki i szyjki kości udowej (bez względu na wiek, nie cięższcyh niż 20-25 kg) lub po prostu wstawienie sztucznego biodra (psy powyżej 12-16 miesięcy powyżej 25 kg) Nie maiałam przyjemności poznać pana doktora Bierzyńskiego, znam go tylko z opinii o nim, faktycznie bardzo dobry i godny polecenia chirurg ortopeda we Wrocławiu, ale nie sądzę żeby był najlepszy we Wrocławiu. Dlaczego nie podejmuje się zabiegu daroplastyki? A może się mylę? Dlaczego zaden z tych super chirurgów ortopedów tego nie robi (poza Niedzielskim oczywiście)? Ja też trafiłam w pierwszej chwili z moim pieskiem do kliniki jednego z najlepszych w Polsce chirurgów ortopedów, znanego w kręgu tych fachowców, szkolącego się w Stanach i w ogóle u najlepszych za granicą, ba, do tego, który jako pierwszy w Polsce wykonał zabieg daroplastyki. I co? Mój pies, mimo wieku - wówczas 5 miesięcy - nie został zakwalifikowany do jakiegolwiek zabiegu naprawczo-chirurgicznego. W grę wchodziłaby w późniejszym wieku proteza a wczesniej, w momencie kulenia, resekcja. Dlaczego? Bo poza dr Niedzielskim nikomu nie chce się wykonywać zabiegów, przy których trzeba podłubac trochę przy stawach, a kasa za to stosunkowo niewielka no i co najwazniejsze istnieje ryzyko, że coś może nie pójść, ale za to jak pójdzie dobrze, to efekty są rewelacyjne, dla psa oczywiście, nie dla portfela lekarza. Myslę, że miarą lekarza chirurga nie jest ilość wykonanych z powodzeniem zabiegów rutynowych tylko zabiegów wykonanych z powodzeniem, ale tych nietypowych, ryzykownych, ratujących stawy pieska a nie po prostu ich usuwanie bądź wstawianie protez. Mam nadzieję, że nikogo nie uraziłam. Przekonałam się o tym po prostu na swoim przykładzie - resekcję głowki lub protezę zawsze zdąże zrobić. A to właśnie proponowano mi w klinice jednego z najświetniejszych ortopedów w Polsce, na pewno znanego we Wrocławiu w klinice przy AR (mimo, że z Wrocławia nie jest, ale gdy pokazałam pieczątkę przy opisie RTG to na AR we Wrocłaiwu się zdiwili, że ja do nich przyjeżdżam szukać kogoś do operacji mojego pieska skoro trafiłam w bardzo dobre ręce w Poznaniu) Jeśli mam jednak możliwość naprawienia stawów, a nie ich usuwania to logicnze że na to się decyduję. I ten ratunek znalazłam tylko u dra Niedzielskiego. Bo on chyba jako jedyny chirurg w Polsce mam słynne "dobre ręce", o innych nie słyszałam, tzn. o takich sukcesach w operacjach specyficznych, ryzykownych. Gdybym była z Wrocławia, z ciekawości poszłabym jeszcze na konsultację do dra Bierzyńskiego. Oczywiście posiadając najpierw taką wiedzę nt. dysplazji jaka dysponuję teraz. Miesiąc temu byłam laikiem, teraz na pewno wszystkiego nie wiem, bo to niemożliwe, ale orientuję się przynajmniej na tyle, by mi nikt nie wcisnął, że jedyną opcją są zabiegi usunięcia stawu.
-
No więc ten płyn to chyba osocze, doktorek ściągnął dzis dwie strzykawki, a nie wydawało się , że tego tyle się zebrało. No i antybiotyk, właśnie żeby tam żadnych stanów zapalnych nie było no i żeby to osocze się nie zbierało. Mam nadzieję, że żadnych dodatkowych komplikacji nie będzie. A co do klatki to myslę, że trzeba pieska do niej wczesniej zacząć przyzwyczajać. My tak zrobiliśmy i teraz większych problemów nie ma. Czasami się jednak zdarza, że wyraźnie mu się w tej klatce nudzi i chciałby dosłownie z niej wyskoczyc.Tak jak pisałam wczoraj, sa lepsze i gorsze momenty. Teraz np. leży sobie juz ponad 1,5 godz. grzecznie, oczami tylko wywraca gdy ktoś z domowników obok przejdzie. I tak będzie już do rana, no z przerwą na siusiu około północy. Około 7-8 rano wyjście na siusiu i kupkę, śniadanko, trochę zabawy bez większego ruchu tzn, głaskanie, gryzienie zabawek, popiskiwanie z radości, że jest poza klatką, na dywaniku (specjalnie chodniczki przygotowałam na drodze z klatki do drzwi wyjściowych, żeby się nie ślizgały łapki - bardzo skuteczne, bez nich jest kiepsko, ślizgawica znaczy się ) no i potem znowu klatka. W klatce kość wielka do gryzienia, taka kupiona na targowisku dla zwierząt, bo w sklepach takich nie uraczysz. Oryginalna wołowa kość :evil_lol: Starcza mu na 3 -4 dni, oczywiście całej jej nie zjada, obgryza co lepsze. A potem ze starości po prostu ją wyrzucam. Trochę więc gryzie, gdy się zmęczy tym gryzieniem, odpoczywa albo wzywa kogoś do ponownego głaskania. I tak właściwie cały dzień - 4-5 razy na dwór za potrzebą , z czego wtej chwili juz 1-2 razy chwilke dłuższy spacer, 3 posiłki i po nich zawsze obowiażkowe mizianie, czasami zdarzaja się krytyczne momenty, kiedy wręcz szczeka bo ma dość tej klatki. Ale wystarczy mu wykazać zainteresowanie i chwilę poświęcić na głaskanie. 3 posiłki dziennie to też jest okazja na opuszczenie klatki :cool3: Jedyne co mnie martwi, to, że strasznie się wyrywa przy wychodzeniu z klatki do drzwi, jest cały dziki jak ma zgodę na wyjście. Nie wiem, czy wówczas te stawy nie są zbyt obciążone. Ale tak trudno go na tej smyczy utrzymać, nie reaguje kompletnie. Rozpoczęliśmy we IX kurs posłuszeństwa ale przez te sensacje trwające od 6 X musielismy przerwać i dokończymy pewnie na wiosnę. No i ten brak socjalizacji... tez nie wiem, czy się nie odbije na psychice, ale... cóż, nie zdążyłam, tzn. to co dałam radę, to zrobiłam, ale chyba za mało czasu było. Mam go dopiero 4 miesiące, dokładnie 6 VIII przywiozłam go do domu, a od 6 X walczymy z różnymi przejściami zdrowotnymi. Pisze o tej socjalizacji bo szczeka, jak widzi inne psy, zwłaszcza obserwuję to u weterynarzy, bo tylko takie kontakty utrzymujemy. Zawsze przed wyjściem z nim na dwór najpierw badam teren, czy sąsiedzi przypadkiem ze swoimi pupilami nie chodzą i wtedy wychodzimy :p No ale co zrobić, teraz absolutnie mu nie wolno szaleć z innymi pieskami i jeszcze jakiś dłuższy czas nie będzie wolno. A tylko podejść, obwąchać się? Nie wchodzi w grę, zaraz musi być zabawa, szczeniak jeszcze.Pamiętam jeszcze jego szaleństwa, tak na dobrą sprawę to parę razy mu się zdarzyło ostatnio w X, gyd już zdrowiał z niedokrwistości. To były harce i swawole, a już wtedy biodra były chore... a pańcia tego nieświadoma :placz: Ale się rozpisałam, przepraszam, ale Goś prosiła o to "życie w klatce" A właśnie, [B]Goś,[/B] to Wy macie ten zabieg 18. XII ? Bo wiem, że ktoś ma i dlatego my możemy dopiero na 14:20 przyjechać :razz: Jak zobaczysz takiego wygolonego na całym tyłku owczarka, to my ;) Ale Ty zresztą pewnie tam nie będziesz czekać? Po TPO chyba będzie i tak musiał zostać w klinice, czy nie?
-
[B]AgaCzarna i Goś[/B] - baaardzo się cieszę, że trafiłyście do dr Niedzielskiego i jest wielka szansa dla Waszych psinek :multi: Pozwole sobie na lakoniczne "a nie mówiłam?", właściwie pisałam ;) Będę myślami z Waszymi psiulkami w przyszłym tygodniu, tak? Dobrze zrozumiałam? A mój psiak właśnie skończył pół roczku :loveu: i jego życie "za kratkami" jest pewnie nudne, ale co zrobić, trzeba konsekwentnie dbać o rekonwalescenta. Pozwalam mu oczywiście czasem opuszczać klatkę na myzianie, przytulanki, zabawy (on na leżaco naturalnie). Minęły dwa tygodnie od zabiegu więc pozwalamy sobie też na chwilę dłuższy pobyt na dworze po załatwieniu potrzeb fizjologicznych. Podczas zdjęcia szwów musielismy także odciagać jakiś płyn, to chyba limfa była, z prawego bioderka. To było we wtorek, ale widzę, że znowu coś tam się zbiera, może nie tak dużo, jak przedtem, ale jednak. Konsultowałam się dzis telefonicznie z dr Niedzielskim i przy okazji umawiałam kontrolny RTG. Musimy jednak podawać jakiś antybiotyk na ten zbierający sie płyn w okolicy stawu - jutro podjadę do kliniki i cos mam nadzieję miejscowy lekarz doradzi. No cóż, generalnie to bioderko właśnie jest gorsze, podejmowaliśmy świadome ryzyko decydując się na zabieg. Tzn. na pewno i tak będzie lepiej niż gdybysmy nie zrobili nic i pozwolili małemu kuleć. No ale może okazać się, że i tak nie będzie w pełni sprawne :-( Mam nadzieję, że będzie inaczej, choć jak patrzę chwilami na nie... no i przy chodzeniu też mu się ta prawa łapka plącze czasem i zatacza nią kółeczko. Mam na myśli ruch między podniesieniem tej łapy a ponownym postawieniem jej na podłożu (podczas chodzenia) Lewy staw wydaje się być duzo lepszy. Mam nadzieję , że prawy mu dorówna, że potrzebny jest czas, który będzie działał na naszą korzyść. Póki co kontrolny RTG mamy na 18 grudnia więc znowu mała wyprawa i chwila prawdy...
-
Z postu Goś wynika, że wizyta u dr Niedzielskiego dzisiaj. Miejmy więc nadzieję, że Goś się tu pojawi i zda relację z wizyty. To, że mój ONek więcej wazy chyba nie ma specjalnie wpływu na rodzaj operaci / zabiegu, do ktorego się kwalifikuje. Nie wiem Natalko co miałas na mysli porównując wagę obu psiaczków. Na pewno waga ma znaczenie przy obciążaniu stawów, to logiczne, dlatego spanielki nie należą do grupy ras z ryzykiem dysplazji. Ale jak widać, zresztą nie tylko na tym przykładzie, zdarzyc się to może każdemu pieskowi :sad: Goś, co do "ograniczenia ruchu", o które pytałas, to na pewno nie możecie obciążać stawów poprzez aportowanie, odpadają wszystkie zabawy, które powodują hamowanie i nagły zwrot na tylnych łapkach, zwłaszcza jeśli obciążone dysplazją są oba bioderka. Najlepszy ruch dla pieska to lekki truchcik, generalnie ruch prostolinijny, czyli żadnych gwałtownych zwrotów. Pływanie też jest wskazane, bo wzmacnia mięśnie, a to też jest bardzo ważne przy dysplazji.
-
magda-lenka17, po pierwsze mam nadzieję, że juz po tych wszystkich radach odwiedziłaś ponownie (bądź wezwałaś do siebie) weta - to podstawa, tak jak kroplówki, skoro piesek nie je, witaminy tez najlepiej w ten sposób podawac, no chyba , że w zastrzykach podajesz. W tym stanie faktycznie liczy się każdy dzień, ba, nawet godziny. Przerabiałam to dwa miesiące temu (opisałam w wątku "anemia" -hematologia). Mój weterynarz, mimo mojej natychmiastowej reakcji na jakiś "dziwny stan" psiaka przez 20 godzin (w tym czasie byłam u niego trzykrotnie!!!) nie potrafił trafnie okreslić co mu jest, w końcu zadecydował BIAŁACZKA, na podstawie bladych spojówek. Profesjonalista.A to była silna anemia z powodu zatrucia (otrucia) silną toksyna - chemiczną. Zdrowy rozsądek nie pozwolił mi się rozkleić nad fałszywą oczywiście diagnozą tego wspaniałego lekarza (nota bene posiadającego dwie kliniki a w nich cuda-niewidy) i szukałam w nocy ratunku gdzie indziej. Znalazłam, nie było mowy o żadnej białaczce, ale właśnie pierwsze co zrobiono to BADANIA KRWI na cito (koniecznie je zrób) i PODANO KROPLÓWKI, różne. Tak czy inaczej nie obeszło się bez transfuzji krwi, bo toksyna zawładnęła juz prawie całą krwią i psiaka godziny były dosłownie policzone. Tę silną anemię po transfuzji wyleczylismy błyskawicznie (w niecałe 3 tygodnie!) EPREXem - niesamowity lek! Postępy opisywałam na bieżąco w ww. wątku "anemia" - ta anemia to tez był skutek zatrucia Pędź do weta, jesli tego jeszcze nie zrobiłaś, rób koniecznie badania,bo one wykażą co jest nie tak (morfologia, biochemia), podawaj kroplóweczki... i będzie dobrze.
-
Goś, myślę, że przede wszystkim bardzo dobrze trafiłas, tzn, na wizyte do dr Niedzielskiego. O nim są tylko pozytywne opinie, tzn. ma "dobrą rekę" do róznych zabiegów. Mój ONek też jest własnie po zabiegu u niego, niecałe 2 tyg. temu przechodzilismy daroplastykę. Ten zabieg dla Twojej spanielki na pewno nie będzie wskazany, ze względu na wiek, ale na pewno doktor znajdzie jakieś wyjście z tej przykrej sytuacji. Bądź dobrej mysli, ja niejednoktotnie przeczytałam na tym i jeszcze jednym forum, ze dysplazja to nie wyrok, że da się z tym żyć, trochę inaczej, ale się da. Najwazniejsze, żeby pieseczek nie cierpiał i w tym kierunku trzeba podejmowac kroki. I jestem przekonana, że dr Niedzielski cos zaradzi. Głowa do gry... choć rozumiemm Twoje rozterki. Mój ON ma dopiero , o własnie dziś kończy :roll:, pół roku i na pewno jestesmy w innej sytuacji, ale musisz uwierzyć, że dacie rade. Trzymam kciuki i daj koniecznie znać, co powiedział dr Niedzielski.
-
Justynko, ja tez po uratowaniu po zatruciu naszego psiaka pierwsze co zrobiłam, to kupiłam kaganiec (mam młodego jeszcze ONka) - też grał rolę obrażonego, nie chciał chodzic na spacer, ba, nawet załatwiać się nie chciał. Do tej pory nie jest szczęśliwy (choć teraz mamy przerwe z kagańcem, bo po operacji nosi kołnierz więc ten kaganiec to byłoby juz za dużo) No ale cóż, skoro takie otoczenie, to jakie inne wyjście? Jaką będziesz miała pewność, że znowu piesek Ci się nie zatruje? No i koniecznie trzeba zgłosić fakt zaśmiecania trawników jakimiś świństwami Strazy Miejskiej. Oni muszą zareagować, bo muszą interweniować w każdym, nawet bezsensownym zgłoszeniu, a Ty robisz to przecież w interesie swojego pupilka.
-
Natalko, ale ja miałam na myśli taką specjalistyczną karmę właśnie na okres rekonwalescencji. Lekarz, który operował proponował mi właśnie RC digest&osteo junior, ewentualnie pozostanie przy tej obenej wzbogacanej arthroscanem. Zadałam to oytanie, bo nie wiem co lepsze, a ja oczywiście chcę jak najlepiej wybrać... Chyba kupię na próbę tego royala, 2 kg, juz kazałam odłożyć w klinice, i delikatnie go wprowadzę. Tez nie chciałabym żadnych sensacji żołądkowych w tym okresie, a wiem, że przy zmianie karmy może się to zdarzyć, stąd moje wątpliwości...Ale widzę, że chyba nikt nie miał podobnych...Ale dziękuję Natalko za troskę ;)
-
Aga, nie poddawaj się , nie wolno Ci !!! Ja 3 tygodnie temu usłyszałam podobną diagnozę, jeśli śledzisz mój watek, to o tym wiesz. Panewka prawego biodra tak płytka, ba, wcale jej nie było prawie no i zmainy zwyrodnieniowe, zapalne, i co tam jeszcze. A nawet nie wiesz jak wyglądała ta panewka bezpośrednio przed operacją w czwartek 20 XI - koszmar, dostałam zdjęcia RTG na płycie i widziałam, głowka i właściwie cała kość poza panewką, jesli można tak ja nazwać. Przez dwa tygodnie tak posunęła się ta ułomność pieska :placz: Lekarka miała racje - pewnie lada dzień przestałby normalnie chodzić. A my tymczasem jestesmy po operacji. Nie wiem jaki będzie jej efekt , bo właśnie na to bioderko doktor podjął ryzykowną decyzję. Ale podobnie było u jednej z forumowiczek na owczarek.pl (to od niej dostałam właśnie nadzieję ) , ona też ryzykowała i teraz psiunia szaleje! Mi też lekarka powiedziała, że za miesąc piesek zacznie kuleć! Nie powiedziała wprost że trzeba go uśpić, ale jej wyraz twarzy mówił sam za siebie - pies będzie lada moment cierpieć! Jesteśmy 6 dni po zabiegu, nie wiem jak będzie, ale wiem, że zrobiłam co mogłam, by ratować mojego pieska. Jesli nie będzie idealnie to na pewno będzie lepiej niż było. U Ciebie z pewnościa tez jest taka szansa, no chyba, że ... bracia byli u dr Niedzielskiego we Wrocławiu. W tej sytuacji nie mam argumentów, choć nie chce mi się wierzyc, żeby on się nie podjął takiej operacji daroplastyki (bo tylko ten zabieg wchodzi w tej sytuacji w rachubę) oczywiście przy Waszej zgodzie na ryzykowną operację. Ale wiesz co oznacza to ryzyko? Że nie będzie idealnej sprawności, ale pies będzie mógł chodzić i nie będzie kulał, więc chodzenie nie będzie sprawiało mu bólu. A to chyba najwazniejsze! Pomyśl jeszcze, proszę! Jeśli będę mogła Ci odpowiedzieć na jakies pytania, to chętnie, napisz mi prywatną wiadomość... Choć mam jeszcze niewielkie doświadczenie, przynajmniej w kwestii rekonwalescencji i rehabilitacji, to dopiero 6 dni. Ale ja tez zaufałam, też nie miałam wyjścia...bo czekałoby mnie uśpienie pieska, by nie cierpiał... :-( Trzymam kciuki za Twojego psiaczka... no i za mojego też, bo jeszcze długa droga przed nami... Nie załamuj się, choc dokłądnie wiem, co czujesz.
-
Ja też przeszłam silne zatrucie mojego ONka, wówczas 4 miesiecznego. Raczej celowe zatrucie, bo trucizna którą zjadł, była bardzo silna. Młody interesuje się dosłownie wszystkim , co na ziemi lezy. W ostatniej chwili go uratowalismy, dzięki transfuzji krwi (szczegóły sa w wątku" anemia") Tak czy inaczej nikogo za rękę nie chwyciłam,ale podejrzenia są, no i nie ulega wątpliwości, że ktos wyrzucił poza swoją posesję jakąś truciznę. Okropność!
-
My też mamy problem z jąderkiem, które nie zeszło. Mój owczarek ma 5 miesięcy, zasięgnęłam języka i wiedzy na ten temat i wybrałam się do chirurga - tylko potwierdził moją "wiedzę", tzn. najlepiej usunąć to jaderko poniewaz w ponad 99% przypadków ma ono skłonność do rakowacenia ( w jamie brzusznej jest zbyt wysoka temperatura), może tez ulec skręceniu. Mozna oczywiście cały czas to jąderko monitorować i dopiero gdy cos się dzieje, usunąć. Tak czy inaczej to tylko odwlekanie w czasie nieuniknionego zabiegu. Bylismy już umówieni na zabieg 14 listopada, ale okazało się, tego samego dnia co robiliśmy USG na to jaderko (robiłam kompleksowe badania ONkowi), że biodra są w fatalnym stanie i najpierw trzeba tym się zająć... Już jesteśmy po zabiegu na biodra, przy zdejmowaniu szwów zapytam o jąderko, ale pewnie szanse na ściągnięcie go do moszny (pan doktor obiecał, że spróbuje to zrobić przed ostateczną decyzją o usunięciu) zmalały ze względu na upływający czas... Aha, ja tez mam pieska z rodowodem, po rodzicach championach... a pies ma dwie wady genetyczne...
-
Jakoś sobie radzimy, ale ja cała w stresie jestem, czy aby na pewno wszystko dobrze robimy. :roll: Młody wychodzi 4-5 razy dziennie, jest cały dziki jak wyjdzie w koncu na powietrze po leżeniu w klatce, ciągnie na tej smyczy, dwa schodki raptem mamy do pokonania i jeszcze go znosimy, ale chyba mozna mu pozwolic by po nich zszedł (ja ma przygotowana taka kładeczke, tylko nie wiem, czy o się jej nie wystraszy) Taki "wyjście" to średnio 2-4 minuty, musi znaleźć miejsce, nie sika byle gdzie, o czyms grubszym nie wspomnę :cool3: Martwi mnie ta jego żywotność, tzn. tylko i wyłacznie teraz podczas rekonwalescencji. Chyba sobie krzywdy nie zrobi, co? Boję się ze względu na to prawie biodro, tam był zabieg ryzykowny, tzn. 50:50 szans na pełen sukces i pełną sprawność. Stąd ten mój niepokój :shake: Poza tym klatka to rewelacyjny pomysł, teraz wiem, że inaczej nie dalibysmy rady, a przynajmniej byłoby cięzko. Ale w tej klatce tez jest różnie - wstaje, siada, oczywiście dużą większość czasu lezy. Najlepiej mu to " leżenie " wychodzi, gdy w domu jest cisza, spokój. Mam małe zapytanie, może ktoś ma doświadczenie w karmieniu dysplatyków: [B]Purina Prop Plan + ARHROSCAN (2 tabl.)[/B] - tak robimy w tej chwili, czy jednak zmienić na [B]Royal Canin[COLOR=black] [/COLOR][/B][EMAIL="Digest&@Osteo"][COLOR=black][B]Digest&Osteo[/B][/COLOR][/EMAIL][B] Junior bez suplementacji[/B]?
-
I dziękuję wszystkim ciotkom za trzymanie kciuków :loveu:, chyba poskutkowało, przynajmniej na ten moment, zobaczymy jak będzie za miesiąc. AgaCzarna - za Was też trzymam kciuki :roll: A do kogo jedziesz do Wrocławia?
-
Wróciliśmy dziś z Wrocławia, młody dostał na drogę relanium, niby najmniejsza dawkę (resztę dostałam w strzykawce na wszelki wypadek, gdyby to minimum nie zadziałało) i jeszcze go trzyma. Dopiero przed chwilą udało mu się zrobić siku, wynoszony na rękach, do tego ten śnieg...słabiutki jest maluch, zobaczymy jutro.
-
Jesteśmy "po", ale niestety jednak o TPO trzeba było zapomnieć :shake: - zbyt mała miednica, kość trzebaby pod jakims nienaturalnym kątem ustawiać co mogłoby być dyskomfortem podczas poruszania się , wręcz krzywdą dla pieska - najogólniej chodzi o to ze mógłby mieć tę łape tylko w jednej pozycji, tzn. prosto a w bok nie mógłby jej podnieść, np. przy siusianiu. Więc niestety ta metoda odpadła, można było to stwierdzic dopiero przy badaniu go juz po uspieniu. Była więc obustronna daroplastyka, mam nadzieję że wszystko dobrze, choć na to prawe biodro to było ryzyko. Jestem w domu, po 20 mam dzwonić. Zostawiłam go w klinice, lekarz stwierdził że to doskonały pomysł, że go nie zabieramy tak szybko. Ale pewnie w sobotę po niego pojedziemy, z tęsknoty... Odezwe się po 23 albo dopiero jutro rano... Dzięki za trzymanie kciuków :loveu:
-
Zabieg mamy dopiero jutro, dokładnie za 12 godzin, ale już wstępnie rozmawiałam o rekonwalescencji - na siusiu i kupke będzie mozna wychodzić, prawdopodobnie przez pierwsze 2-3 dni wynosić na rękach, potem ruch musi ograniczyć się tylko i wyłącznie do potrzeb fizjologicznych (ok 2 tygodnie). Przy TPO jest dość spore krwawienie i musi być założony dren, w związku z tym piesek będzie te 2 najgorsze dni przebywał w klinice. Po 10 dniach sa zdejmowane szwy więc i tak lekarz będzie widział pieska, cos może zalecic. Kolejne 2 tygodnie to również brak ruchu, dlatego ta klatka jest doskonałym rozwiązaniem, bo słyszałam, że piesek juz po kilku dniach może czuć się jakby był zdrowy (jest na środkach przeciwbólowych) i go roznosi energia a tu... nici z tego. Nie wolno mu się przez miesiąc ruszać. No i z tymi mięśniami tez bywa różnie - chyba nie zanikną, ale jakies odlezyny mogą się porobić (podobno okropnie sie je leczy). Oby nie! A mięśnie, cóż, od tego jest rehabilitacja. Po miesiącu piesek będzie mógł wyjśc na spacerek, krótko na smyczy... Taaa, tylko akurat zima będzie w pełni, oby nie było slizgawic. Dlatego chwilami jest mi ciężko i zastanawiam się, czy podołam, czy go upilnuję, czy nie zmarnuję tego trudu operacji. Miesiąc to niedługo, ale ten pewnie się będzie wyjatkowo dłuzył. No chociaz trochę szczęścia mam, że mamy domek i tylko dwa stopnie schodów do pokonania (choć i tak szykuje juz jakąś równię pochyłą, no i jakąś wykładzinę na drodze od klatki do drzwi -mamy płytki i deski, łapki się rozjeżdżają) Przemeblowałam trochę, żebym mogła mieć miejsce do różnych zajęć, na komputer tuż przy klatce psa. Pewnie czasem będę musiała opuścić to stanowisko, ale mam nadzieję że damy jakoś radę ... Młody już klatkę polubił. I nie wie co go jutro czeka. To tyle przed zabiegiem... Będę relacjonować. Aha, pani hodowczyni zaproponowała mi "nowego zdrowiutkiego pieska", gdyby odpukać coś się z tym stało... :shake: Trzymajcie kciuki :roll:
-
u nas zabieg już za dwa dni :roll: młody niczego się nie spodziewa, leży sobie w klateczce przyzwyczaja się do niej, żeby potem szoku nie było... mam nadzieję , że rekonwalescencja przebiegnie bezproblemowo... a jutro jeszcze wizyta u hodowców, mam nadzieję, że nie usłysze takich słów, jak AgaCzarna, bo chyba nie wytrzymam... Jak Wy sobie radzicie w takich sytuacjach, kiedy psiak ma zabiegi, operacje i trzeba go potem pilnować, w naszym przypadku to przynajmniej miesiąc będzie i stresuje się tym, czy czegos nie popsujemy, żeby się nie okazało że cos tam się poluzuje, wypadnie, nie tak zrośnie... stresik jest Kurcze, tak się składa, że jestem sama na urlopie dla poratowania zdrowia (oczywiście dawno o ratowaniu swojego zdrowia zapomniałam) i dzięki temu mogę sobie pozwolic na pobyt z pieskiem w takim wymiarze godzin, ale normalnie pracując? Jak to możliwe?
-
Mam jeszcze jedno pytanko - czeka mnie rozmowa z hodowcami, za kilka dni, na pewno przed zabiegiem. Ppowiedzcie, jak z nimi rozmawiać, czego mogę oczekiwać? Dodam, ze nie mam umowy kupna sprzedazy, naiwna byłam, nie wiedziałam ze to az tak konieczne, oni tez nie zaproponowaili... Mam rodowód, ze wszystkimi danymi hodowcy, więc jakiś tam papier mam na dowód tego, że piesek jest od nich. To czego nie mam, to własnie jak postępowac w takiej sytuacji jak zaistaniała. Czy mogę oczekiwać od nich zwrotu kosztów kupna psiaka (zapłaciłam za niego 2000zł), kosztów zabiegów...
-
[B]Natalia[/B] - ja będę z pieskiem cały czas, no myślę, że mąż mnie chwilami zmieni, mam nadzieję, bo jestem tez matką. Ale ONus będzie priorytetem. Wiem, że to będą ciężkie dni, pewnie nawet 3-4 tygodnie. Dzisiaj go obserwowałam baaaardzo dokładnie - kica jak zajączek na tych tylnych łapkach, czasami piśnie bez powodu (może go już boli?), kiepsko przychodzi mu wstawanie, zarzuca i bioderkiem i jest jakiś taki krzywy jak biegnie :placz: ale jest dzielny, nie żali się ... może to faktycznie dobry moment na ten zabieg... może nie zdąży się do tego czwartku nacierpieć...potem to już chyba inne cierpienie, bezruchu, ale damy radę... [B]AgaCzarna[/B] - koszt TPO na jedno biodro - nie wiem. Dr Niedzielski zaproponował nam daroplastykę na prawe i TPO na lewe - koszt obu bioder 2000zł, daroplastyka na oba biodra - 1500zł. Przypuszczam, że cena daroplastyki zalezy od tego ile trzeba będzie tej panewki nadbudować. Nie wiem. Tak sądzę. Jaki masz opis zdjęcia RTG? Jeśli nie ma żadnych zmian zwyrodnieniowych, czy zapalnych można robić TPO. Twój piesek się kwalifikuje na pewno wiekowo, ten zabieg musi być wykonany w wieku 5-8 mesięcy, a właściwie dla Ciebie to najlepszy moment teraz, bo do 8ego miesiąca rosną koci więc lepsze szanse na powodzenie i pełną sprawność psa. Jesli chcesz więcej szczegółów napisz mi pryw.wiad. - chętnie pomogę.
-
dziękuę za słowa otuchy, to strasznie mocno podnosi na duchu, tyle życzliwoci tu znajduję...dzięki, naprawdę :loveu: decyzja zapadła, badania krwi kwalifikują do zabiegu więc ... byle do następnego czwartku ... już zaczynam nabierać sił na pozabiegową rekonwalescencję... oby całej misternej roboty pana dr Niedzielskiego nie popsuć...
-
Erytrocyty pięknie rosną :multi: dziś, po 9 dniach od poprzedniego badania, skoczyły z 4,6 na 5,39 (norma 5,4 - 7.8) bardzo się cieszę z tego faktu... z innego trochę mniej - chyba już padła ostateczna decyzja o zabiegu na oba stawy biodrowe... niestety bez tych zabiegów piesek będzie kaleką, mimo braku dysplazji u rodziców - zwycięców wielu wystaw - oraz do czwartego pokolenia wstecz... (pisałam o tym bardzo szczegóowo w wątku ortopedycznym)
-
No to jestem / jesteśmy z powrotem [IMG]http://www.owczarek.pl/forum/smileys/smiley1.gif[/IMG] Miłośników owczarka. pl przepraszam, że tu zamieszczę prawie identyczną podobną relację dzisiejszego dnia we Wrocławiu, jak na ww. portalu. Jest już strasznie późno, jestem padnięta po tych wojażach a chcę się z Wami podzielić decyzjami, zwłaszcza, że wielu z Was kibicuje mi i mojemu DONkwi, za co baaaardzo dziękuje ... Udało mi się zrobić zdjęcie na AR ale na konsultację u lekarza w tamtejszej klinice czasu mi już nie starczyło. No więc jak zobaczyli zdjęcie to się za głowę chwycili, kiepsko to wygląda. Opis zdjęcia: "Zwichnięcie biodra prawego. Spłycenie i nadbudowa panewki prawej. Nadwichnięcie stawu biodrowego lewego, ze spłyceniem panewki i zniekształceniem głowy kości udowej". Pokazałam tez zdjęcie sprzed 1,5 tygodnia (chyba cytowałam już opis zdjęcia na tym forum), zalecono pilnie konsultację chirurgiczną, na co odpowiedziałam, że jestem umówiona właśnie za godzinę u dr Niedzielskiego. Aha, w ogole to powiedzieli mi tez w tej pracowni RTG - jak już zrobili i opisali dzisiejsze zdjęcie (wtedy pokazałam tez opis tamtego zdjęcia) - na widok pieczątki skąd zdjęcie pochodziło, że trafiłam w bardzo dobre miejsce, do dobrego ortopedy (przypomnę: na Mieszka w Poznaniu). A dr Niedzielski, jak zobaczył zdjęcie to jego twarz nagle wyglądała tak, jakby właśnie zjadł cytrynę. Zrobił krótki wywiad, coś na zdjęciu pomierzył, wyjął tablicę i zaczął szkicować... Na lewe biodro, to lepsze, zaproponował TPO - szok!!! Przeciez podobno oba stawy się do TPO nie kwalifikują. Wg niego to najlepszy moment na ten zabieg, kości jeszcze przez 3 miesiące będa rosły więc jest baaaardzo duża szansa, że się porządnie pozrasta. Daroplastyka jak najbardziej tez wchodzi w rachube, ale wg. pana doktora TPO przyniesie lepsze efekty... No z prawym biodrem jest oczywiście źle [IMG]http://www.owczarek.pl/forum/smileys/smiley18.gif[/IMG] Ale zaproponował bez wahania daroplastykę. Z tym, że nie gwarantuje mi 100% powodzenia, tzn. na pewno będzie lepiej niz jest, ale nikoniecznie musi to być satysfakcjonujące. Powiedział, że w zasadzie wszyscy pacjenci, jak dotychczas byli usatysfakcjonowani, bo była ogromna poprawa w sprawności piesków, ale on nie zawsze czuł się w pełni zadowolony. No ale najczęściej powodem był stan stawu przed operacją. W ogóle mam wrażenie, że ten człowiek wykonuje swoją pracę z pasją, bardzo przejął się naszym ONkiem, szczegółowo omówił każdy krok przed, w trakcie i po zabiegu, rekonwalescencję, spokojnie odpowiedział na każde pytanie, zapytał, czy mamy jeszcze jakies pytania, wątpliwości... Naprawdę fachowiec godny polecenia, jak na ten moment. Pozwolił nam zdecydować, czy chcemy TPO na lewe biodro czy daroplastykę. Zaznaczył, że TPO będzie lepsze, mimo iż zabieg bardziej skomplikowany i rekonwalescencja tez. Zapytałam 3 razy, co będzie lepsze i chyba zdecydujemy jednak o TPO. Zastanawiam się tylko, dlaczego to lewe biodro zostało zdyskwalifikowane do TPO na Mieszka? Pani dr zauważyła jakies zmiany zapalne... Oczywiście nie pokazałam obu opisów zdjęć panu Niedzielskiemu, dałam mu tu pole do popisu. Natomiast faktem jest że dr Dziurla, podczas naszej rozmowy tel. wczoraj (odwoływałem zabieg na jąderko) powiedział, że widział to zdjęcie, biodra sa tu priorytetem, trzeba zabieg chirurgiczny wykonać bo piesek będzie kaleką. Na to ja mu odpowiedziałam że będę konsultować się we Wrocławiu, bo na Mieszka mi nikt nic nie zaproponował... I co o tym myśleć? Hmm, faktem jest, że 3 lekarzy zdjęcie widziało, wskazanie do zabiegów jest, właściwie konieczność, bo ta prawa kość za moment wyskoczy kompletnie na zewnątrz, juz teraz opiera się o mięśnie (stąd ta krzywizna biodra, o której pisałam) a lewa może tego obciążenia zbyt długo nie wytrzymać. Za zabiegiem przemawia tez wiek pieska - 5 miesiecy. Gdzies nawet czytałam w tych mądrych artykułach o dysplazji, że to najlepszy wiek na wszelkie zabiegi chirurgiczne, no i to samo powiedział dziś dr Niedzielski. Termin zabiegu na oba biodra: daroplastyka na prawe ( obarczona niestety ryzykiem pełnego powodzenia ) oraz TPO na lewe biodro (bo chyba na TPO się zdecyduję, choć mam czas na decyzję czy TPO czy daroplastyka) - przyszły czwartek, czyli 20 listopada. Jutro na 100% potwierdzimy, poniewaz zrobiono mu dziś jeszcze rozmaz ze względu na te problemy z zatruciem i niedokrwistością sprzed miesiąca. Jutro będzie wynik więc się okaże... I tak to wygląda. Chyba sie tego spodziewałam, choć ta szansa TPO mnie zbiła z toku poprzedniego myslenia...Ale to chyba dobrze, że TPO? Podobno u psa w tym wieku wykonanie TPO to ponad 90% szansy na pełną sprawność tego stawu. Brzmi więc przekonująco... O kurcze, długie mi te wywody wyszły.Przepraszam, ale się nie gniewacie, co ? [IMG]http://www.owczarek.pl/forum/smileys/smiley2.gif[/IMG] Pisałam tak szczegółowo, bo może kiedys (oczywiście oby nie, nikomu nie zyczę ! ) komus się takie szczegóły przydadzą... [B]cyganka[/B], dziękuję za radę i napisz mi proszę, co podajesz swojemu psiaczkowi na te stawy i zadek, chodzi mi o konkretne preparaty, nie składniki typu kwas hialuronowy. ja na ten moment podaję arthroscan.