Jump to content
Dogomania

Alex78

Members
  • Posts

    660
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Alex78

  1. Pies moich teściów zostal zastrzelony przez myśliwego (strażnik graniczny). Pies miał skłonność do włóczenia sie cały dzień, bo na wsi mieszkał. Jeśli nie był zaczepiany, był łagodny :) Niestety zdarzyły sie 2 tygodnie, w czasie których nie było go w domu. Po tym okresie teść wybrał się na dokładniejsze poszukiwania. Sniegi ustępowały, podnosiła się temperatura... dzięki temu, przy pasie granicznym, znalazł zwłoki psa. Drań, który go zabił, zdjął obrożę. Ale poznał go teść po umaszczeniu oraz charakterystycznej martwej (brazowej) jedynce w górnej szczęce. Miał ranę postrzałową. Zapewne umarł w meczarniach. Niestety amtosfera panujaca na wsi nie pozwala na to, aby takiego człowieka doprowadzić przed wymiar sprawiedliwości, bo można skończyć ze spalonym domem...
  2. Nie czytałam całego wątku w sprawie zabitego w lesie husky'ego, ale postanowiłam wyrazic swoje zdanie. Najpierw zaznaczę, że mam 2 suki husky i tez często chodzę z nimi do lasu. Najpierw, niestety kilka słów gorzkich do autora wątku. W lesie pies musi być na smyczy lub w kagańcu (albo nawet obia zabezpieczenia na raz). Z uwagi na zagrozenie jakie moze stanowić dla ludzi i zwierząt. Nie ma znaczenia czy pies wg Ciebie jest łagodny. Jeżeli puszczasz, zwłaszcza husky'ego, musisz liczyć sie z tym, że rasa ta nie stępiła swojego instynktu i nawet mój (ś.p.) senior upolował kiedyś ptaka, który nie zdążył odlecieć z ziemi. Nie wspomnę o tych suczkach, które jak tylko poczuja sarny, to chcą wyrwać sie z rąk, zwłaszcza jedna :) CO do mysliwego... Jeśli taki z niego specjalista, to powinien znać przepisy i wiedzieć, że najpierw trzeba sprawdzić dokładnie czy właściciel psa znajduje sie w zasięgu wzroku. Mógł zawołać "halo!, halo! czy jest tu ktoś?" Czy to naprawdę było trudne? Jeśli by Cię zawołał, złapałbyś psa na smych i tyle. Ale jesli właściciela nie ma, to myśliwy powinien sprawdzić czy psa da sie złapać. Wtedy mozna sprawdzić czy wygląda na bezdomnego, wałęsającego sie, czy raczej na posiadającego dom, ale chwilowo "na wycieczce". Wtedy mozna odprowadzić psa właścicelowi (jeśli ma jakiś identyfikator) lub do lecznicy albo na policję. Po odnalezieniu właściciela - nagana za niepilnowanie zwierzęcia. I wszystko. Mozna uniknąć niepotrzebnej śmierci. Moim zdaniem sprawa nadaje sie do sądu.
  3. Dopiero dziś znalazłam ten wątek. Nasuwa mi się taka myśl. Coraz więcej słyszymy o kobietach (matkach), które kompletnie pijane biją lub pozostawiają bez opieki swoje maleńkie dzieci. Nie dziwi mnie zatem fakt, że jakaś kobieta poderżnęła gardło psu. Moim zdaniem to psyuchicznie chora kretynka. Mam nadzieję, że nie ma dzieci. Grupa ludzi pracuje nad projektem zmiany ustawy o ochronie zwierząt. Jedną z parlamentarzystek w to zaangażowanych jest lubelska posłanka PO - Joanna Mucha. Z tego, co wiem, wnioskodawcy chcialiby wprowadzić do ustawy zapis mówiący o dożywotnim zakazie posiadania zwierząt dla osób skazanych za znecanie się nad zwierzętami. Tylko najpierw trzeba doprowadzić do tego, aby sądy częściej skazywały winnych. Zbyt niskie i zbyt mało jest tych kar.
  4. [quote name='rybon36']spoko spoko my nawykli, u nas podczas dnia pracy na trzydziestu kilku metrach socjala przebywają 3 psy bez kropka i 4 koty, wiem co potrafią. W niedzielę poszły w ruch orzechowe wafelki naszej pani recepcjonistki,pozostawione samopas na stole. Opakowanko wycmoktane leżało na podłodze.oczywiście nikt się nie przyznał ale poedjrzewam moją mafię,bo ona takie numery ma na porządku dziennym, waży 3 dychy i ma baaaaardzo długie i lepkie ręce[/quote] Kilka dni temu jakieś urocze stworzenie uprzejmie poczęstowalo się ostatnia kostką mojego batonika Pawełka. Nadmienię, że batonika to cudo wyjęło sobie samo z mojej torebki na stole :) Tylko sie domyślam kto to zrobił, ale stawiam na jedną z amstaffek lub na Cebulę :)
×
×
  • Create New...