Nie czytałam całego wątku w sprawie zabitego w lesie husky'ego, ale postanowiłam wyrazic swoje zdanie.
Najpierw zaznaczę, że mam 2 suki husky i tez często chodzę z nimi do lasu.
Najpierw, niestety kilka słów gorzkich do autora wątku.
W lesie pies musi być na smyczy lub w kagańcu (albo nawet obia zabezpieczenia na raz). Z uwagi na zagrozenie jakie moze stanowić dla ludzi i zwierząt. Nie ma znaczenia czy pies wg Ciebie jest łagodny. Jeżeli puszczasz, zwłaszcza husky'ego, musisz liczyć sie z tym, że rasa ta nie stępiła swojego instynktu i nawet mój (ś.p.) senior upolował kiedyś ptaka, który nie zdążył odlecieć z ziemi. Nie wspomnę o tych suczkach, które jak tylko poczuja sarny, to chcą wyrwać sie z rąk, zwłaszcza jedna :)
CO do mysliwego...
Jeśli taki z niego specjalista, to powinien znać przepisy i wiedzieć, że najpierw trzeba sprawdzić dokładnie czy właściciel psa znajduje sie w zasięgu wzroku. Mógł zawołać "halo!, halo! czy jest tu ktoś?" Czy to naprawdę było trudne? Jeśli by Cię zawołał, złapałbyś psa na smych i tyle. Ale jesli właściciela nie ma, to myśliwy powinien sprawdzić czy psa da sie złapać. Wtedy mozna sprawdzić czy wygląda na bezdomnego, wałęsającego sie, czy raczej na posiadającego dom, ale chwilowo "na wycieczce". Wtedy mozna odprowadzić psa właścicelowi (jeśli ma jakiś identyfikator) lub do lecznicy albo na policję. Po odnalezieniu właściciela - nagana za niepilnowanie zwierzęcia. I wszystko. Mozna uniknąć niepotrzebnej śmierci.
Moim zdaniem sprawa nadaje sie do sądu.