Jump to content
Dogomania

gunia

Members
  • Posts

    744
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by gunia

  1. Agnieszko, było by super gdyby Żółty mógł znaleźć dom u Twojej koleżanki! Ten pies naprawdę zasługuje na miłość, jest bardzo grzeczny, łagodny i przyjacielski! Pisałam już do Pati, ile by kosztował hotelik na 2 tygpdnie i transport (z tego co czytałam to ona może też załatwić transport, a ja nie mogę narazie po niego sama pojechać niestety). Narazie nic nie odpisała, ale myślę, że zrobi to niedługo. Ja mogę dorzucić sto złotych jednorazowo, a potem 50 złotych co miesiąc na hotelik o ile zajdzie taka potrzeba.
  2. Zresztą sama już nie wiem. Z mojej strony mogę zapewnić wsparcie finansowe na hotelik lub płatny dt oraz transport po Warszawie lub w bliskich okolicach jakby coś.
  3. Słuchajcie, a może poprosić o pomoc fundację Medor ze Zgierza? Takie rozwiązanie podsunęła mi poniekąd Kar0la. Może oni jakoś pomogą?
  4. Kurcze, wiecie co, my naprawdę łapiemy się każdej deski ratunku. Nikogo nie chcę oskarżać, Zulugula w pełni Cię rozumiem i nie mam żadnych pretensji. Po prostu przedstawiłam jak było bo się parę osób dopytywało. Technikowi też nie ufam, ale tak jak mówię, przecież nie zostawimy u niego żadnego psa na pastwę losu. Proponowano nam schronisko, ale tak by było najłatwiej ale i najgorzej dla psa. We dwie z Zuzką na tym szczerym polu nie miałyśmy wielkiego pola do popisu. Wiem, że każdy ma prawo do swojego zdania, lecz weźcie pod uwagę to, że Zuza ma 12 lat i całą okolicę prawie przeciwko sobie, a ja choćbym chciała i codziennie być koło Lubochni i próbować złapać Malwinę i Żółtego to nie dam rady (nie mam prawka, korzystam z uprzejmości i miłości do zwierząt mojego Maćka). Także zamiast pisać tutaj wywody trzeba działać. Ja już byłam skłonna zabrać go do domu lecz byłam umówiona z rodzicami na 18 (a przyjechałam w sumie po 22), nie mogłam im odmówić wizyty, a i tak robili mi wielką przysługę, że przyjęli wraz ze mną i Figą Nankę. Co do Malwiny, to choć i Zuzka i ja dobrze o tym wiemy, że nie da jej się łatwo oswoić, a może i w ogóle. Ale czy zatem my miałyśmy prawo w sobotę wydać na nią wyrok, po którym pewnie byśmy zostały zeżarte na dogomanii?? Każdemu psu trzeba dać szansę, już nawet myślimy, żeby ją uśpić, zrobić sterylkę i znów wypuścić i ze zrzutek lub składek dokarmiać ale powtarzam jeszcze raz, my same nic nie zdziałamy i zamiast gdybać co jest dobre a co złe, powinniśmy zebrać się i pomóc. Nie chcę się narażać tutaj nikomu, ale siedząc w domu i komentując żadnemu psu się nie pomoże.
  5. To może ja się wypowiem:) Otóż Malwiny nie udało się złapać. Pojechałam do Karoli o klatkę, lecz mimo usilnych prób 4 osób nie udało się jej włożyć do naszego samochodu (jeszcze raz dziękuję Karoli oraz jej mężowi). Z Łodzi pojechaliśmy od razu do Zuzki kupując po drodze przynęte z nadzieją na złapanie suni. Niestety, spędziliśmy na polu 2 godziny, aż zrobiło się ciemno i sunia nie chciała podejść. Za to Żółtek bardzo chętnie z nami przebywał. W między czasie Zuza zadzwoniła po technika, by może udało się mu trochę uspokoić Malwinę jakimś środkiem. On przyjechał i powiedział, że jest jest już za późna godzina na taką akcję i umówi się z Zuzą telefonicznie. Dodał też, że na Malwinę ludzie się nie skarżą, tylko na Żółtego i, że ona może sobie być tam gdzie jest. Doszliśmy do porozumienia z tym facetem, że spróbuje uśpić Malwinę by ja gdzieś przewieźć (najprawdopodobniej do niego), że jesteśmy skłonni zapłacić za pobyt suni i sterylkę. Facet powiedział, że poszuka jej domu (oczywiście jak sunia się oswoi i po sterylce, to nasz warunek) i ogólnie zgodził się na takie rozwiązanie (może się wystraszył, że na miejscu nie zastał tak jak poprzednio samej Zuzki, tylko jeszcze mnie i mojego chłopaka). Będzie to jak na moje oko bardzo trudne, gdyż sunia nawet Zuzce nie daje się zbliżyć na 3 metry i znalezienie jej domu do łatwych spraw nie będzie należało, ale zawsze trzeba spróbować!!! Technik dodał też, że ludzie skarżą się na Żółtego, że gania rowerzystów. Ja z Maćkiem byłam skłonna zabrać go do Warszawy. Myśleliśmy, że nie będzie problemu zostawić go u Ewy (Zuluguli), która deklarowała się przyjąć na tymczas Malwinę. Ewa zgodziła się przyjąć Żóltego na tydzień i to od poniedziałku, co nie rozwiązywało sprawy ale zawsze coś. Chcieliśmy mimo tego załatwić mu hotelik do poniedziałku lecz żadnen z dogomaniaków, do których dzwoniła Zuzka nie posiadał numeru do Pati. Próbowaliśmy połączyć się ze stronką Dogo ale ta jak wiecie padła. Musieliśmy zostawić Żółtka na miejscu zrzucając się na jedzenie dla niego i Malwiny. Jest jednak jakaś szansa na adopcję Żółtego bo to bardzo miły pies i jeśli na czas wizyty technika nie rzuci się on w oczy temu panu to coś wymyślimy (pod warunkiem, że będziemy mieli wszelkie namiary). Co do Nanki to miewa się dobrze:) Nie zaprezentowała się dobrze po przyjeździe do moich rodziców, gdyż centralnie nasikała w salonie:) Ale w ogródku bryka i fruwa jak nowonardzona i chyba woli być u moich rodziców niż u mnie, gdyż ma więcej swobody;) A z Figą narazie sobie nie wchodzą w drogę:)
  6. Dobrze, więc tak zrobimy:)
  7. Tosiu, wydaję mi się jednak, że to Nana powinna złagodnieć bo Figa jest przyjaźnie nastawiona do niej, a jej szczekanie było pozbawione agresji i ona na Nankę w ogóle nie warczy, tylko jest ciekawska. Nana od wczoraj kiedy to trochę ją ustawiliśmy zachowuje się dobrze, nie warczy już na Figę. To dla mnie ważne bo chyba rozumiecie, że Pigosława jest dla mnie najważnejsza, a przyjście do domu na pewnien czas zupełnie obcego pieska jest dla niej stresujące. A przecież ja wcale nie ignoruję Nanki, dostaje do jedzenia w to samo w tym czasie co Figa, wychodzimy razem na spacer wszystkie 3:) Z głaskaniem Nanki jest tak, że ona wciąż jest strachliwa i raczej nie oddala się od posłanka. Ja jej nie chcę się narzucać, za dużo już miała ostatnio stresów, więc niech dochodzi do siebie w swoim tempie. Chociaż dziś już są pierwsze postępy, jak rano weszłam do dużego pokoju i podeszłam do niej to zaczęła merdać ogonkiem i widocznie się ucieszyła, że mnie widzi. Mało tego, jak wyszłyśmy na spacer, to za namową Figi i moją zrobiła siusiu wreszcie:) Jeszcze jedna sprawa. Jutro jedziemy po Malwinę. Proszę o adres gdzie ją mam potem zostawić. Wiem, że to ulica Podleśna ale czy to ta na Żoliborzu? Nie chcę mieć jutro takiej sytuacji, że nie będe miała gdzie jej zostawić bo 3go psa nie wezmę do siebie i chociaż bardzo bym chciała mieć pięniądze na następną sterylkę to ich nie mam.
  8. Zuzka, Maciek zaraz Ci prześle zdjęcia Nany. W ogóle po tym warczeniu trochę się zaczęłam bać Nanki, że strach przerodzi się w agresję z jej strony. Maciek przyjechał i zrobił porządek. Zdjął Nanę z posłania Figi i zaniósł w drugi kąt na to przygotowane dla niej, z dala od stołu i foteli, tak byśmy jej nie widzieli i się uspokoiła względem Figi. A Figa została demonstracyjnie powrócona na miejsce,co przyjęła z wielką radością:)Nana zrobiła siusiu na dywan, bo za żadne skarby nie chce się załatwiać na dworzu mimo usilnych prób. Poza mieszkaniem jest strasznie lękliwa, chociaż już po malutku zaczyna reagować na moje wołanie i czasem podąża za Figą. Nie głaszczę Nany za bardzo, uzupełniam tylko wodę w miseczce (b. duż pije) i karmię (dzisiaj 2 razy). W ogóle cały dzień przesypia zwinieta w kłębek.
  9. Słuchajcie, bardzo mnie niepokoi zachowanie Nanki. Jak rano ją przywieźliśmy to była bardzo wystraszona, ale w ogóle nie reagowała na Figę, która ją obszczekiwała. W związku, że poszłam się przespać bo mało w nocy spałam to Nana była sama w dużym pokoju ze dwie godzinki. Jak wstałam okazało się, że zmieniła posłanie na posłanie Figi. I gdy weszła Figa do dużego pokoju Nana zaczęłą na nią warczeć i nie dała jej do siebie podejść. Figa się wystraszyła. i wzięłam ją na kolana. Gdy ją zestawiłam spowrotem sytuacja się powtórzyła, Nana wstała i zaczęła warczeć na Figę z posłania. Co ja mam teraz zrobić??? Kurczę, wydawałoby się, że się dogadają.
  10. I znowu ja:) już mamy Nankę w domku, leży na kocyku zwinięta w kłębek i łypie na wszystko dookoła:) Jak przyjechaliśmy po nią z Figą to najwyraźniej nas poznała bo zaczęła swobodnie chodzić po gabinecie i obwąchiwać Figę:) Ta była radośnie nastawiona i chciała się z Nanką bawić. Obawiałam się reakcji Figi na lokatora już w samym mieszkaniu i rzeczywiście pierwsze pół godziny nie obyło się bez obszczekania zestrachanej Nanki w przedpokoju:) Pigosława bacznie jej się przygląda i śledzi każdy jej ruch (a rusza się mało, boi się wypuszczać na dłuższe trasy, nie dalej niż metr od kocyka:) Szwy ma ładne, do kontroli za 4 dni, do zdjęcia za 10. Napiła się już wody i zjadła troszkę szyneczki i parówkę:) Szkoda, że nie umiem na tę chwilę wstawić zdjęć, ale może ktoś mnie nauczy, lub sama luknę bo narazie jestem padnięta. Spałam 2 godziny i ledwo żyję.
  11. Dalej zasnąć nie mogę w oczekiwaniu na Nankę stąd może jeszcze coś napiszę. Poza tym net chodzi mi w zasadzie tylko w nocy (łączę się przez Orange). Tak jak przypuszczałyśmy z Zuzką, Nanka została przez kogoś wyrzucona. Być może w tym roku, a raczej na pewno, gdyż nie miała dzięki Bogu szczeniaków. Według Zuzki ma maks do 2 lat, to też potwierdził wet, ale daje jej maks 1,5 roku. Musiał ją ktoś wyrzucić z samochodu po wakacjach. Skąd ten wniosek? jak jechaliśmy w drogę powrotną do Wawy to bardzo mocno nasłuchiwała samochodów i usilnie spoglądała przez okno wypatrując nie wiadomo czego. Ogólnie jest spraliżowana strachem, dopiero po 2 godzinach jazdy ułożyła się w kocyku i zasnęła. W drodze wymiotowała. Ogólnie jest to pies spralizowany strachem aczkolwiek liczę, że po pierwszym karmieniu się oswoi:) Chciałabym z tego miejsca wyrazić moje uznanie dla Zuzanny, którą podziwiam za upór w ratowniu psich nieszczęść. Zuzka, mimo swojego młodego wieku zrobiłaś bardzo wiele. Jesteś super!!!!!!
  12. Zulugula, ile będę mogła pomóc (finansowo czy też transportowo) w leczeniu Malwiny tyle Ci pomogę. Trzymajcie kciuki byśmy ją w ogóle złapaly z Zuzką w sobotę... Powinnam spać lecz nie mogę, bo za 2 godzinki odbieram Nankę od weta więc same rozumiecie. Maliwinka musi się złapać, bo inaczej zwariuję chyba. Szkoda, że nie rozumie, że to dla jej dobra...Już dzisiaj gadałam z Zuzką, ona jest dobrej myśli, więc ja też muszę być.
  13. To ja Gunia z pierwszej ręki:)))) Własnie czekamy na godzinę 5 rano, kiedy to będziemy mogli odebrać Nankę od weta. Dzwonił i podobno już o 23 piszczała i była wybudzona z narkozy i nie dała nikomu zasnąć na nocnym dyżurze:)))) Jesteśmy dumni z Maćkiem, że psinka rozpoczyna nowe życie. Z info weta nie było żadnej ciąży, psinka jest zdrowa tyle, że strasznie przestraszona. Wymioty były spowodowane strachem. Trzymajcie kciuki by Nanka polubiła się z moją Figą vel. Pigosławą:))) Do Pigi należy decydujący głos w sprawie adopcji! Dołożę wszelkich starań by Nankę cywilizować!!
  14. Hmmm Tosiu, zmartwiłaś mnie, że jutro nie mogę jej zabrać od razu na zabieg, bo z tego co mówi Zuzka, ona lada chwila się oszczeni. Zaczynam się stresować. Sama bym zapłaciła za ten zabieg, ale w Warszawie to ceny są kosmiczne. Zaczynam się stresować, że nie zdążę!!!!
  15. Słuchajcie, sprawa wygląda tak, że jednak plany się zmieniły:))) Wpadłam a genialny plan, aż jestem z siebie dumna i się sama śmieje do siebie:)) Po tę biedną jamniczkę, która ma na dniach rodzić zdecydowaliśmy się jechać jutro i od razu ją przetransportować do weta na sterylkę. Po Malwinkę wrócimy w sobotę, tak jak mówiłam zaopatrzeni w klateczkę od Karoli. To wiele upraszcza, bo jak wiem od Tosi obie nie mogą jednocześnie trafić do weta, a ciężko byłoby mi zdecydować która ma iść pierwsza: Malwinkę, która by czekająć u mnie na sterylkę mogłaby strasznie się denerwować czy jamniczkę, która lada chwila się rozsypie. Myślę, że to dobry plan. Poza tym jamniczka nie ma dachu nad głową i Zuzia nie może jej dać schronienia na dłużej. Tosiu, odezwij się do mnie bo nie wiem gdzie mam podrzucić jamniorkę na zabieg!!!!!!!!!!
  16. Pisałam już do większości, że akcję przekładamy na sobotę gdyż w zwiąku z koniecznością pojechania po klatkę (za którą jestem bardzo, ale to bardzo wdzięczna) do Łodzi, a potem ze względu na dość trudną do przewidzenia akcję łapania Malwinki i wczesną porę nastania egipskich ciemności musimy wygospodarować więcej czasu na całą akcję. Mam nadzieję, że nie będzie problemu z tym przesunięciem i wszystko pójdzie gładko. A jeszcze większą mam nadzieję, że ta jamniczka, która jako druga dama przyjedzie ze mną do Warszawy się nie oszczeni w tym czasie. Trzymajmy wszyscy kciuki, żeby poszło po naszej myśli, a ja mam nadzieję, że niczego nie schrzanię bo w sumie jestem od miesiąca na dogomanii i w takiej przebiegłej akcji uczestniczę pierwszy raz :oops:. I dobrze, że tu jestem bo sama bym nic nie zdziałała, a wspólnymi siłami pomożemy większej ilości biednych psiaczków.
  17. Na pewno jutro zadzwonię i się umówimy. Klatkę oczywiście Ci zwrócę, także o to się nie masz co martwić. Powiem szczerze, że pierwszy raz coś takiego organizuję i mam nadzieję, że wypali i, że sunia jakimś cudem zrozumie, że to dla jej dobra. W sumie to ma szczęscie, że tyle osób się nią zainteresowało, a przy okazji i jej koleżanką z okolicy. Dziwne, że znalezienie takiej klatki jest dużym problemem. Kilka razy próbowałam pomóc psom z okolic Warszawy, ale prawie za każdym razem bały się i uciekały a we mnie gotowała się złość, że nie umiem im pomóc a następnie wielkorotnie przypominały mi się ich smutne pyszczki. Chętnie zakupiłabym taką klatkę, szukałam w kilku sklepach zooloogicznych lecz mają tylko transporterki. Gdzie można takie klatki kupić?
  18. Słuchajcie, nie ma już co się naradzać i kombinować. Jest klatka, więc to już 70% sukcesu. W środę zabieram jamniczkę i Malwinę i jadą po lepsze życie do Warszawy. Co do jamniczki to mam pytanie. Ktoś napisał wcześniej, że jest nią jakaś dziewczyna zainteresowana tyle, że nie ma dla niej nijak transportu w Wawie. Zawiozę ja do Wawy, poczekam na sterylkę, po sterylce też może pobyć kilka dni u mnie lub już w nowym domu, do którego zobowiązuję się ją zawieść. Proszę o kontakt, bo ja jej na stałe nie mogę wziąć (sama mam sunie jamniczkę i nie uda mi się chyba zatrzymać bo rodzice będą się krzywić).
  19. Dziewczyny, ja od jutra mam problem z netem, więc jakby coś to mój numer 509-998-259. Jutro z rańca zadzwonię do Karoli i obgadam sprawę, kiedy i gdzie moglibysmy odebrać klatkę (dzień to środa, tylko kwestia godziny). Podjedziemy do Łodzi po klatkę pewnie koło 13-14. I stąd moje pytanie, czy moglibyśmy zwrócić klatkę w weekend? Bo w czwartek mój chłopak wyjeżdża na 2 dni,a ja jestem motoryzacyjnie od niego uzależniona. Co do samochodu to mamy duży dość bo to jest mercedes więc z tyłu jest miejsce (3 osoby siedzą wygodnie). Jadę tylko ja i Maciek, ja z przodu będę trzymać na kolanach kompostową jamnisię z tematu Zuzki:)
  20. Słuchajcie, tak jak napisała wyżej Zuzanna ja załatwię transport dla Malwiny. Wciąż szukam po Wawie klatki-łapki, dzwoniłam już do TOZu 2 razy przed 18 (do tej niby godziny urzędują na al.Solidarności..), ale włącza się u nich sekretarka, więc pewnie byli na interwencji. Emir mi nic nie odpisał, więc jeszcze jutro od rana będę znów próbować. Moi znajomi psiarze też pytają. Do Tomaszowa Mazowieckiego jedziemy z moim chłopakiem w środę (pojutrze) licząc na to, że razem z Zuzą jakoś ją złapiemy. Zuzanna powiedziała, że wysyłała prywatne wiadomości do Kar0li (ona podobno ma taką klatkę) ale cisza więc proszę Was, dajcie mi jakiś namiar na Kar0lę. Ona jest podobno z Łodzi, więc jadąc do Tomaszowa jakoś szerokim łukiem moglibyśmy zahaczyć o Łódź...[SIZE=3][COLOR=red]Pomóżcie nam zorganizować klatkę dla Malwiny proszę!!!![/COLOR][/SIZE]
  21. Właśnie się boję o to. Ja bym już po nią pojechała nawet dzisiaj, tyle że cały czas szukam klatki łapki po Warszawie, gdyż w Tomaszowie jest jeszcze jedna sunia, którą też trzeba pilnie ratować. Też jest szczenna, tyle że mieszka w lesie w norze i nijak nie da się do niej podejść a z tego co rozumiem z wypowiedzi Zuzanny obie mają załatwione sterylki w Wawie więc jakbym jechała w tamtą stronę to po je obie. Błagam popytajcie kto mógłby mi pożyczyć (na zasadzie kaucji, zapłaty lub jakkolwiek) klatkę łapkę dla średniej wielkoci psa!!!! [COLOR=red]PILNIE!!!!!!!!![/COLOR][COLOR=black] Napisałam do Emira ale cisza, byłam u swojego weta gdzie jest pogotowie 24h ale maja tylko kontenerki, przekazałam temat kolezance, ktorej maz jest wetem i pomaga schroniskom i czekam na odpowiedź![/COLOR] Własnie zadzwoniła Zuza i już wiem co i jak. Pies nadal jest na miejscu! Jak coś to klatki potrzebuje na środę wtępnie
  22. Właśnie się boję o to. Ja bym już po nią pojechała nawet dzisiaj, tyle że cały czas szukam klatki łapki po Warszawie, gdyż w Tomaszowie jest jeszcze jedna sunia, którą też trzeba pilnie ratować. Też jest szczenna, tyle że mieszka w lesie w norze i nijak nie da się do niej podejść a z tego co rozumiem z wypowiedzi Zuzanny obie mają załatwione sterylki w Wawie więc jakbym jechała w tamtą stronę to po je obie. Błagam popytajcie kto mógłby mi pożyczyć (na zasadzie kaucji, zapłaty lub jakkolwiek) klatkę łapkę dla średniej wielkoci psa!!!! [COLOR=red]PILNIE!!!!!!!!![/COLOR][COLOR=black] Napisałam do Emira ale cisza, byłam u swojego weta gdzie jest pogotowie 24h ale maja tylko kontenerki, przekazałam temat kolezance, ktorej maz jest wetem i pomaga schroniskom i czekam na odpowiedź![/COLOR]
  23. Mam rozumiec, ze jamniczka dalej nie ma zadnej sznasy na jakikolwiek dom? Oferuje transport z Tomaszowa do Warszawy na sterylke i pozniej na terenie Warszawy dla tej jamniczki. Jesli nikt nie jest w stanie jej zaoferowac domu tymczasowego to na czas posterylkowy o ile nie bedzie innego wyjscia ja sprobuje ja wziac ale tylko na kilka dni, bo sama mam jamniczke i nie wiem jak sie dogadaja. Pozniej, jesli nie znajdziemy jej zadnego domu moge jej oplacac hotelik z wlasnej kieszeni (wiem,ze moze to potrwac dlugo). Zuza skontaktuj sie ze mna w sprawie jamniora i suczki o imieniu Malwina.
  24. Witam, Jestem na forum nowa, pisałam już w dziale pseudohodowle lecz bez żadnego odzewu. Nie mieszkam w Nowym Dworze, ale chetnie pomogę jeśli trzeba w jakiejkolwiek akcji w woj. mazowieckim, np. żeby wybadać tego typa z Nowego Dworu (o zgrozo!!!). Mieszkam w Warszawie i służę transportem i pomocą.
×
×
  • Create New...