Jump to content
Dogomania

mat33

Members
  • Posts

    120
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by mat33

  1. No niestety agresja do kotów jest nie lada problemem. Cóż staram sie z Maxem pracować i jak widać na przykladzie opisanego przezemnie zdarzenia efekty są całkiem niezłe, ale w jego przypadku kot to talk silny bodziec że nie mam nigdy całkowitej pewności że posłucha ( ach, jak ja bym chciał tę pewność mieć). Osiedlowe dzikie koty to dla nas nie jest taki wielki problem bo większość dobrze wie jak zachowuje się mój pies i zawczasu oddala się na bezpieczną odleglość ( wkońcu to jedyny collie w okolicy). Największy problem stanowią koty wyprowadzane na spacery, bo one zwykle nie boją się psów. Jest na mojej ulicy taka jedna pani która chadza z całą gromadką kotow luzem i na dodatek warczy na Maxa. No ale ogolnie jak niespodziewanie na chodnik, nie wiadomo skąd, wyskoczy kot to nie mam problemu Maxa utrzymać, ale wtedy stojąc na gorce nie byłem juz tego taki pewny... wogóle Max zanim do mnie trafił nie miał kontaktu z innymi zwierzętami i nie był w żaden sposób z nimi socjalizowany, po zapoznaniu toleruje większość zwierząt, o ile nie uciekają przed nim w popłochu ( bo wtedy odzywa się instynkt). Nie ma jednak litości dla kotów, lisów, kun, łasic i innych małych drapieżników. Nie mam pewności że jak by dorwał to zagryzie, ale wolę tego niesprawdzać, tym bardziej że może się to zakończyć np. potrąceniem przez samochod. Raz nawet udało mi się Maxa zapoznać z kotem somsiadki mojej cioci, ale tylko przez kraty, a innych nadal nie toleruje. Natomiast jeśli chodzi o ppodprowadzanie blisko psow na smyczach, ktore chcą się bawić, skamlą i piszczą, to strasznie mnie to wkórza bo żal mi tych biednych, zflustrowanych piesków. Wogóle nie wiem jaki jest cel takich zachowań, bo jeśli chodzi o drażnienie to na mojego psa i tak to nie działa.
  2. dOgLoV jednocześnie wysłałiśmy posty. W łaśnie Max ma inentycznie jak twoj Neron. Nikt go nie uczył agresji do kotów, od kąd do mnie trafil ( miał 4,5 miesiąca) polował na koty.
  3. No coż, ajk by na to nie patrzeć to sytuacja była niebezpieczna dla obydwu stron. Ale jestem dumny z Maxa.
  4. [QUOTE]Rodziców przeważnie bawi takie zachowanie ich pociech, a później pretensja bo pies szczeknął/skoczył/popchnął. Kiedyś pisałam, że Hexa podrapała chłopca po twarzy, bo ten się z nią bawił nieostrożnie i chyba zapomniał, że ten szczeniaczek jednak jest już trochę większy niż miesiąc wcześniej. Matka pretensji nie miała, bo znała swoje dziecko i wiedziała na co go stać w zabawach [IMG]http://www.dogomania.pl/images/smilies/icon_wink.gif[/IMG][/QUOTE] To i tak na fajną mamę trafiłaś bo zazwyczj ja sie spotykam tylko z pretensjami, więc moj pies wogole ma zakaz podchodzenia do przypadkowo spotkanych na spacerze dzieci, nawet jak ich rodzice tego chcą to zwykle mówie nie bo nie i już. Jak się staram wytłumaczyć dlaczego to i tak się kłócą że nie mam racji bo to ladodna rasa ( jak by to miało coś do tego że pies skoczy czy ubrudzi). Wole zapobiegać nieprzewidzianym sytuacjom niz potem wysłuchiwać głupich komentarzy nienormalnych rodziców.
  5. [QUOTE] [IMG]http://www.dogomania.pl/images/misc/quote_icon.png[/IMG] Napisał [B]mat33[/B] [URL="http://www.dogomania.pl/showthread.php?p=13562811#post13562811"][IMG]http://www.dogomania.pl/images/buttons/viewpost.gif[/IMG][/URL] Potem zaczęły się gadki że pies musi się mnie bac bo inaczej nie będzie się słuchał, ale postanowiłem że nie będę wyciągac pochopnych wniosków, bo facety cały czas mówił że psa się nie bije ( ale jak póżniej się okazało szarpie na kolczatce, oczywiiście na to nie pozwoliłem!!) mat33 musisz mieszkać w mojej okolicy, bo ja usłyszałam dokładnie to samo!! Szukałam jakiejś szkółki, żeby ktoś pomógł mi okiełznać mojego 1,5 rocznego haszczaka. Generalnie to facet szkoli owczarki niemieckie, ale za dodatkową opłatą zgodził się nas przyjąć. Oczywiście kolczatki obowiązkowe, co od razu wzbudziło mój niesmak - facet powiedział, że jeżeli psa nie zaboli to on nie zrozumie, że coś robi źle. I ten sam tekst - pies żeby był posłuszny MUSI się bać!! Ja mu na to, że nie chcę żeby mój pies się mnie bał, bo to mój przyjaciel i on ma mnie lubić, a nie się bać. Uciekliśmy stamtąd prędko, bo facet wg mnie był nienormalny. A co gorsza słyszałam, że ludzie sobie chwalą jego szkołę. Ja bym mu psa za żadne skarby świata nie powierzyła. Co to za metody w ogóle?? Średniowieczne jakieś... [/QUOTE] No chyba w twojej okolicy nie mieszkam ( Radomsko w województwie Łódzkim), ale było dokładnie tak samo jak w twoim opisie. Chwalony i polecany przez wszystkich trener od Onków, za doplatą zgodzil się nas przyjąć. Odniosłem takie samo wrażenie jak ty, ze jest nienormalny i na tm zakończyliśmy współpracę... Dzisiaj miałem bardzo stresującą sytuację na spacerze, która związana jest nie tyle z chamstwem, ale z bezmyślnością. Poszliśmy dziś na spacer do miasta ( a nie jak zwykle w pola) bo wyszliśmy póżniej niż zwyklle, a po ciemku na polach zabardzo nie da się spacerować. Na śodku jednego z mijanych osiedli jest taka duża łąka gdzie większość okolicznych psów i ich właścicieli się pojawia od czsu do czasu przynajmniej. Zagęszczenie psow jest tam bardzo duże ( chyba z powodu braku parkow dla psów w moim mieście) więc wiele osób chodzi tam socjalizować swoich pupili ( ja czasem też, bo na polach spotykamy bardzo niewiele psów i zwykle są to te same zwierzaki). Znajduje się tam też taki pagórek mający jakieś 6-7 metrów wysokości, gdzie zimą dzieci je żdżą na sankach. Zawsze tam chodzimy z Maxem bo on uwielbia obserwować z góry okolicę no i oczywiście wbiegać, a chyba jeszcze4 bardziej zbiegać z tej górki. Jedno zbocze tego pagorka jest bardzo łagodne, a drugie strome, prawie pionowe. Dzisiaj wbiegliśmy po łagodnym zboczu i widzę w dole panią z dużym rudym psem na smyczy, ktory się w nas wpatruje i drugim mały, białym w łatki, jak wtedy myślałem szczeniakiem luzem. Gdy ich zobaczyłem pani akurat brała na ręce tego małego, odwrócona do mnie tyłem i nie widziałem dokładnie. Ruszyła w naszą stronę wzdłuż zbocza i będąc na naszej wysokości spojżała w górę i, stawiając na ziemi pupilka, powiedziała " patrz Kitek jaki duży pies". A mi serce podskoczyło do gardła, to był kot!!!!! Max nie nawidzi kotów i właściwie nie da się w nim tego zwalczyć bo on p[o prostu na nie poluje!!!! A ja stałem z nim na szczycie osiedlowej górki, nad prawie pionowym zboczem, siedem metrow nad ziemią. Kitek też stał nireuchomo patrząc na nas, obojętny na wołania właścicielki, Max wpatrywał się w niwgo zjeżony, jak wydałem komendę siad i zostań cały czas uspokajając psa. To były dla mnie prawdziwe chwile grozy. Takie napięcie nie towarzyszyło nigdy nawet sytuacji kiedy Max gryzł się z innym psem, nie raz Max dał popis niemal wyryrając mi rękę ze stawu bo nagle zobaczył kotka. Nie byłem do końca pewny jego reakcji, bo choć jest dość posłuszny to "na polowaniu" zazwyczaj po prostu głuchnie i bywa nieprzewidywalny. Na szczęście tym razem posłuchał i co chwilę na mnie zerkał by się upewnić czy jestem z niego zadowolony, ale gdyby jednak nie posłuchał to wole nie nyśleć co by się stało.... A kitek po jakichś 15 minutach oczekiwania wreszcie zareagował na beztroskie wołania swojej pani. Do tej pory nie mogę wyjść z podziwu dla jej bezmyślności.
  6. U nas "psik" = "kot", a że Max nie nawidzi kotów to w domu używa się "słowa na K" lub określenia "mruczysław", bo wystarczy w rozmowie powiedzieć "kot" i już pies ujada pod oknem...
  7. mat33

    Spacery

    Mnie też to wkurza sczególnie małe dzieci, ale nie tylko bo też dorosłe osoby, z agresywnymi yorkami i innymi podobnymi pieskami, które puszczają swoich pupili luzem i nie potrafięą odwołać, podczas gdy ja dwoję się i troję aby mój pies nic nie zrobił malemu agresorowi. Dzisiaj na przyklad widziałem dziewczynkę, około 6 letnią, która spuścila ze smyczy trzymiesięcznego yorka tuż przy ulicy, po czym szczeniak pognał w te pędy do przechodzącego w pobliżu asta ( na smyczy z właścicielem) i zaczął go obskakiwć. Dziewczynka miała szczęście że jej piesek trafił akurat na najlepiej wychowanego amstaffa w okolicy bo inaczej to nie wiem co by się stało. No ale przynajmniej ostatnoio podbudowała mnie pod tym względem koleżanka mojej jedenastoletniej siostry. Myślałem zawsze żę to ostatnia osoba która dobrze wychowa psa, a tu niespodzianka.Ostatni raz widzialem jej pieska jak miał 3 miesiące, więc spodziewałem się zobaczyć kompletnie niewychowanego małego jazgota. Spotkaliśmy ją ostatnio na spacerze i okazało się żę psiak jest świetnie zsocalizowany, nie histeryzuje, nie atakuje psów, zna wiele komend, chodzi na smyczy w mieście, a nie luzem jek większość. Ogólnie byłem bardzo pozytywnie zaskoczony. Kupowanie dla szpanu astów też mnie wkurza. Ostatnio jeden z takich psów zaatakował mojego, a właściciel zamiast go zlapać to się dar na niego. Kiedy zapytałem dlaczego go nie łapie to odpowiedział że się boi bo może go ugryżć. Na dodatek się głupio tłumaczył że pies "się zerwał" a ja widziałem że był luzem. No ale nadal nie pojmuję jak można się bać własnego psa... jaki by nie był...
  8. [QUOTE]Mat, a ten bokser zadbany? [/QUOTE] Tak, pies wygląda całkiem nieżle, pozatym sądząc po niedjedzonych resztkach pod śmietnikiem, jest całkiem nieżle karmiony.
  9. Co do mini Lassie, to u mnie na osiedlu jest długowlosy jamnik o imieniu Karmel ( nie muszę chyba dodawać że to przez kolor śierści) i jego wlaściciel mówi że wiecznie się ktoś pyta czy to Lassie miniaturowa, ba , nawet sam parę razy to słyszałem. A najlepsze było kiedyś jak stakliśmy obaj z psami nałączce między blokami i oczywiście była matka i córka, bo przecież takie podobne do siebie. No nie ma co collie i jamnik.. jak dwie krople wody... A co do dziecka drażniącego psa zabawą w zabieranie i nieoddawanie pilki to też mieliśmy taką sytuację tylko że zniecierpliwiony Max szczeknął i chlopiec uciekł do mamy ( ktorą jego zachowanie strasznie bawiło).
  10. no wiadomo nam też się parę razy zdarzyło,że Max zabrał innemu psu piłkę czy patyk, ale zawsze oddawał mi, a ja właścicielowi poszkodowanego psa wraz z przeprosinami. Zdarzyło się tez czasem że to Maxowi skradziono zabawkę, ale zawsze sytuacja wyglądała podobnie. No ale wtedy to jakaś komedia była, tera zsię z tego śmieję ale wted się nieżle wkurzyłem. Ale ostatnio zachowanie tej pani coraz mniej mnie dziwi. Zauważyłem że ona rano, idąc z psem na spacer, niesie mu torebkę z jedzeniem, apotem kładzie żarcie przy śmietniku i ten pies to je. Pewna pani z przemiłym spanielem, która dobrze zna właścicielkę owego boksera powiedziała mi ostatnio, że ten pies wogóle nie ma misek w domu, a wodę pije presto z kranu w kuchni. A ja się zastanawiałem skąd te niedojedzone resztki kości pod śmietnikiem się codziennie biorą...
  11. Ja dzisiaj usłyszłem coś dziwnego, co rawda nie o moim psie ale o psie komentująceg. Idę przez łąkę z Maxem, z daleka widzę biszkoptowego psa o sylwetce laba z kręconą, krotka sierścią, na oko jakies 10 miesięcy, który targał na wszystkie strony właściciela. Zawołałem psa do siebie bo nie znam tego drugiego, ani jego właściciela więc nie wiem czy by sobie życzyli. No ale tamten gość ciągnięty przez pupila idzie w moja sronę, kiedy doszedl do nas pyta: - A pana pies to rasowy? ja na to: - No to owczarek szkocki, ale rodowodu nie ma więc trudno mówić, że rasowy. Facet z dumą w głosie: - No mój też nie ma bo to labradoodle, a one wogole nie mają rodowodów.To taka australijska rasa. Ja nie mogąc się powstrzymać: - A co to jeden z tych niedawno sprowadzonych do Polski. Czytałem o tej rasie w jakiejś gazecie o psach ( chość właściwie nie wiem czy tak można powiedzieć o labradoodlach, bo przecież nie są uznawane). On: - Nie no on się w Polsce, u nas, urodził. Ja: - Naprawdę a gdzie można takiego szczeniaka kupić? On: - A no u mojego somsiada, mogę panu adres podać. Ja : - Nie dziękuję , z ciekawości zapytałem. A wie pan po jakich rodzicach ten piesek? On: - Jak to po jakich!? Mama labrador, a tata pudel. No i proszę labradoodle jak się patrzy... Zawołalem psa i pozostawiłem dumnego właściciela w błogiej nieświadomości posiadania uroczego kundelka...
  12. [quote name='werisia']Mnie nikt już nie pyta czy może psa pogłaskać, bo Scooby na odległość daje znać, że sobie tego nie życzy. Tak wogłóle mat33 to wielu ludzi myśli, że Lessie to rasa i dlatego zadają pytania typu "czy to Lessie?" Współczuję...[/QUOTE] No cóż to jeszcze mogę zrozumieć, bo co gruga osoba na ulicy się o to pyta ( ostatnio mam już dość uświadamiania), ale już marę razy spotkałem się z sytuacją że ktos zna poprawną nazwę rasy, natomiast jest święcia przekonany , że Lassie to imie każdego collie i jeszcze na dodatek zazwyczaj wmawia mi że mój pies to suka... Tego już nie rozumiem, masakra po prostu...
  13. W moim mieście wogóle nie ma parków do których można wejść z psem, ani szkółek dla szczeniąt, wogóle dla żadnych psow nie ma. No ale niestety są "szkoleniowcy", mogę się na ten temat wypowiedzieć bop sam doświadczyłem działalności jednego na wlasnej skórze, a raczej Max doświadczył... Umówiliśmy się na indywidualne spotkanie bo kiedyś mieliśmy problem z oddawaniem ukradzionych przedmiotów ( naszczęście już prawie sobie z tym poradziłem samodzielnie). Przyjechał pan szkoleniowiec o wmówionej porze więc od razu zaproponowałem że może pójdziemy na pole bo w domu za wiele nie potrenujemy. Od razu po wyjściu zaczął mnie strofowac że pies nie może chodzic jak chce, że musi w mieście przy nodze, a wysika się dopiero jak dojdziemy na pole ( 10 minut drogi, a Maxowi się chcialo już...). Potem zaczęły się gadki że pies musi się mnie bac bo inaczej nie będzie się słuchał, ale postanowiłem że nie będę wyciągac pochopnych wniosków, bo facety cały czas mówił że psa się nie bije ( ale jak póżniej się okazało szarpie na kolczatce, oczywiiście na to nie pozwoliłem!!) Zdenerwowany powiedziałem że może w końcu przejdziemy do rzeczy, a on na to że jak nie będzie ciąglke chodził przy nodze to "nie odda łupu" ( co ma piernik do wiatraka...). Widząc moją irytację i niechęć psa do współpracy ( nie dziwię mu się bo po cholerę ma chodzić przy nodze w szczerym polu..., ja go uczyłem że musi tylko na wąskich chodnikach i wzdłuż ruchliwych ulic w centrum, a na polu to czasem tylko przez chwilę w ramach treningu, a nie przez kilka godzin bez przerwy!!!)zaczął rzucć psu piłkę tenisową i dziwił się że Max ładnie oddaje, a przecież mówiłem mu że nie chodzi o zabawki, bo Max kocha aportować, tylko coś co ukradnie ( np. zmywak ze zlewu itp.). Za wspólpracę podziękowałem i więcej nie skożystałem z jego usług, awszystkie problemy od tej pory rozwiązuje z moim psem sam na drodze szkolenia metodami pozytywnymi. Niestety wiele innych osob nie widzialo wowczas nic zlego w metodach "pana szkoleniowca" i ma teraz psy zastraszone, które boją się własnego cienia, albo wręcz przeciwnie - strasznie narwane i nieobliczalne ( teraz tłumaczą to sobie tym że psy dojrzewają), a mój pies pozostał, choc jest już dorosły) taki jaki byl, kontaktowy, zrownoważony i jednocześnie pełen energii i niesamowitych pomysłów... Natomiast co do dysków to też trochę ćwiczymy i mięliśmy niedawno dośc dziwną sytuację. Mianowicie,trenując na łączce niedaleko blokowiska nagle zobaczylem jak z krzaków tuż obok nas wyskakuje bokser, przechwycił talerz i ucieka, a właścicielka za nim... Odwołałem psa, bo już biegl za bokserem i chcial odbić ulubionęą zabawkę siłą. Krzyknąłęm do pani czy może mi oddać dysk, a ona nic i uciekła między bloki ( nie goniła już psa, biegli razem). Byłem w szoku, Max był wsciekły i chodził spięty przez cały, dalszy spacer. Na szczęście wracając po kilku godzinach zobaczył tego psa i jego panią wcześniej odemnie podbiegł i zabral leżący na ziemi niedaleko nich dysk ( znudził się chyba, albo nie wiedzieli co z nim robić). Do dziś jak o tym myślę to nie wiem jak można się w ten sposob zachować.To nie mógł byc przypadek bo ta kobieta wogóle nie reagowała na moje wołania, nawet nie przeprosiła jak póżniej koło niej przechodziliśmy...
  14. Ja też miewam problemy z psem który na spacery chadza co prawda zawsze z właścicielami ale ci kompletnie nad nim nie panują. To czarny pseudo labek, którego wyprowadzają na zmianę wszyscy członkowie rodziny. Pies nikogo nie slucha a panuje nad nim fizycznie tylko prawowity własciciel. niestety z nim pies wiecznie chadza luzem i przewaga fizyczna na nic się zdaje. Pozatym wychodzi też z jego ojcem którego holuje od krzaczka do krzaczka ( nie ważne że ten drugi krzaczek jest po drugiej stronie ulicy...), a także do innych psów które atakuje. Ale ostatnioto już całkiem przegięli, psa prowadziła dziewzyna brata właściciela, kiedy zobaczyl on mojego psa z wściekłym warkotem i wyszczerzonymi zębami ruszył przez ulicę ciągnąc ją za sobą, prawie potrąciło by ją auto. Zatrzymał się dopiero pół metra od nas bo wtedy dobiegł jej ch łopak i złapał smycz. Co za bezmyślność! A co by było gdyby on nie dobiegł lub dziewczynę potrącił samochod!!?? Przecież można byuło tego uniknąć, wystarczyło bu że psa prowadzilby ten facet, a nie jego dziewczyna. Na dodatek niczego to zdarzenie ich nie nauczyło, bo wczoraj widziałem podobną sytuację, tyle że z udziałem innego psa i bez samochodów na szczęście. Cóż ta sytuacja podniosła mi nieżle ciśnienie ( a i tak mam nadciśnienie),ale przynajmniej mam powód do dumy, bo mój narwany agresor (miał trudne dzieciństwo) , podczas całego zajścia grzecznie stał koło mojej nogi, ze zjeżoną sierścią ale stał i się nie szarpał, nie warczał, nie szczekał. Cieszę się że moja praca z nim nie idzie w las. Jeszcze pól roku temu by nie wytrzymał...
  15. A ja wam powiem że jeśli chodzi o nieczekiwane zachowania przechodniów to chyba wlaściciele owczarkow szkockich mają najbardziej przechlapane. Wiem, wiem inni też mają podobnie ale mnie , jako właściciela collie szlag trafia. Teraz jest już zimno więc ludzie w domach siedzą, ale latem to na spacer trudno wyjść. Co chwilę ktoś krzyczy z daleka "lassie, lassie, no chodż! lassie!", '' no idż do pieska skarbie", tłumaczę takim osobnikom że denerwują psa i sobie tego nie życzę, ale i tak nie dociera "bo przecież one nie gryzą". zazwyczaj po krótkiej rozmowie musze się ewakułować bo mój pies jest napastowany przez dzieciaka który w dodatku nie ma zielonego pojęcia jak sie z psem obchodzić. Na dodatek większość tych ludzi naprawdę uważa że mój pies to sunia i ma na imie Lassie i nie pomagają tłumaczenia że to samiec i ma na imię Max. Normalnie można się załamać, wszystko wiedzą najlepiej. Dla przykładu rozmowa z jakimś gościem idącym z dziewczyną spred kilku dni: Idzie wprost na nas wąskim chodnikiem i kiedy jest na naszej wysokości: -To Lassie??? - Nie, Max, to owczarek szkocki. ( byłem już trochę wkurzony po spięciu z naszym wrogiem czarnym labem, a do tego zaczynał padać deszcz) - Jak to, przecież widzę że Lassie??? - Przecież mówię że to owczarek szkocki i ma na imię Max!!! - Ale przecież ja wiem , film oglądałem!!! - Lassie to imie psa z filmu, a nie każdego collie, ani nazwa rasy!!! - Ale niech pan patrzy przecież reaguje Lasie,lassie patrz na mnie.....itd.!! ( pies nawet nie spojrzał) - Ja się odwróciłem i poszliśmy dalej. Z daleka usłyczałem jeszcze jak mówił do dziewczyny "... ludzie to idioci nawet nie wiedzą co za psy mają..." Takie sytuacje zdarzają się częściejniż mogło by się wydawać, tylko zazwyczaj poprzedone są głaskaniem bez pytania i wielkim oburzeniem kiedy ja protestuję ( całe szczęście że mam takiego tolerancyjnego psa...) -
  16. Moj sie nazywa po prostu MAX i kiedys kolężanka mojej siostry powiedziała że to takie pospolite imię, ona swojego psa nazwie NEPELICJANT:lol:, no cóż przynajmniej będzie orginalnie...:lol: Sojoą drogą przeczytałem gdzies kiedys, że Max to najpopularniejsze imie dla psa na świecie.
  17. Wiem że to bez sensu ale nie mogłem się powstrzymać Amisia jest taka piękna. Szkoda ze nie mogę jej wziąć, pasowała by do mojego Maźa były by dwa żywe srebra z nadmiarem energii w domu , napewno by się dogadały, na ale cóż trudno.
×
×
  • Create New...