Był wrzesień,kupiłam na giełdzie psiaka,pinczera miniaturowego,nazwałam ją Lucy...wszystko było dobrze,pani która ją sprzedała wydawała się miła,uprzejma itp. sprzedając nam Lucy,powiedziała że miała już jedno szczepienie przeciwko Parvowirozie i że drugie trzeba wykonać za miesiąc,wtedy dostaniemy książeczke zdrowia,ja głupia,niedoświadczona(to był pierwszy kupiony rasowy pies),uwierzyłam jej!Lucy była z nami miesiąc...
Po miesiącu zaczęła się jazda bez trzymanki:-(Lucy zaczęła wymiotować,w jej kopach była krew,odrazu z mamą zabraliśmy ją do veta:-(pani powiedziała że jeśli to zatrucie trutką dla myszy to wyjdzie z tego,a jeśli to parwowirus to nie uda jej się uratować,ja ryk i wyszłam z gabinetu:-(poszłam do auta,mama wróciła z Lucy,dostała kroplówke i zastrzyki...wróciłyśmy do domu-pani powiedziała że jak przeżyje tą noc to będzie dobrze-przeżyła!ale na drugi dzień było gorzej:-(od razu do veta:-(ok...kroplówki i zastrzyki dostała i miałyśmy przyjechać wieczorem,pojechałyśmy,Luśka była już weselsza,dostała zastrzyki i kroplówkę...zrobiła się inna,nie taka osowiała,dziękowałam Bogu...kiedy wróciliśmy do domu,znowu leżała smutna,zostawiłam ją na chwile samą,poszłam do łazienki,nagle słysze skomlenie,podeszłam do niej,mówiłam "Lusiu wszystko będzie dobrze,nie możesz mnie zostawić" ona spojrzała mi tak głęboko w oczy,zaskomlała,zamknęła oczy i odeszła:-(:-(:-(w domu zapanowała cisza,wszyscy głowy w dół:-(tato-płacze!(zawsze psy były mu obojętne),mama mnie przytuliła:-(brat poszedł i zamknął się w pokoju...to było straszne!
To moja wina i tej baby która nam ją sprzedała!bo ja nie wiedziałam że książeczke dostaje się przy pierwszym szczepieniu...a ona okłamała nas że już Lusia była szczepiona!:-(gdybym ją dorwała to bym ją zabiła:-(
Tak bardzo mi jej brakuje...
Lusiu! przepraszam!!!:-(:-(
Zawsze będziesz w moim sercu:-(
[*]