To chyba niemożliwe. Nie dalej jak tydzień temu mój stary wyciągnął z rzeki małą, biszkoptową suczkę z kamieniami uwiązanymi do ogona. Gdyby nie to, że jechał autem, stanął i poszedł na siusiu i chciał sprawdzić co to za płacz słychać od strony wody to pewnie utopiłaby się. Zostanie już u nas. Co prawda na ogrodzie, ale szczęśliwa, że ma własną budę, pełną michę i towarzystwo innych zwierzaków.