Jump to content
Dogomania

MaBo

Members
  • Posts

    96
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by MaBo

  1. Andrzej-Aka - myślę ,że trafiłes w samo sedno.No i decyzja podjęta przez Ciebie też była słuszna.Bo przecież nie ożesz wykluczyć,że (w razie procesu)przyszedłby jakiś Swiadek i zeznał,że on i jego koledzy rozpoznali w tej zamazanej,niewyraznej postaci ,która ukazała sie na mgnienie oka ,określona osobę?Ech,jak napisałam ,nie oceniałam ,czy zostało naruszone prawo,czy nie ,ale kto jeszcze nie miał wątpliwej przyjemności procesowania się,niech zawsze wcześniej zastanowi się , czy warto... Z racji wykonywanego zawodu popieram tylko takie działania,które są nie tylko racjonalne,ale również zgodne z prawem.Dlatego jesli ktoś zechce posłuchać(mimo animozji do mnie),a zależy mu na ograniczeniu handlu w sklepach,to powinien skoncentrować się na pozyskaniu akceptacji do tego pomysłu jak najwiekszej ilości posłów.To oni uchwalaja ustawy,a w inny sposób,niż ustawowy nie da sie tego zrobić.Jak już wczesniej pisałam, w Polsce obowiazuje tzw.wolność gospodarcza.Art. 22 Konstytucji stanowi , że "Ograniczenie wolności gospodarczej jest dopuszczalne tylko w drodze ustawy i tylko ze względu na ważny interes publiczny".Trzeba zatem zbierać dowody na poparcie tezy o tym interesie.Uwierzcie,innej drogi nie ma ! Do tych argumentów trzeba przekonać jak największa ilość posłów.Przypominam : ważnym żródłem wiedzy,do kogo zwrócić się,sa stenogramy.A gdyby ktoś myślał,że Konstytucja to zbiór pobożnych życzeń , to zapraszam na stronę Trybunału Konstytucyjnego.Poczytajcie sobie,jak Trybunał widzi ową wolność i le ustaw już z tego powodu poległo.A z tym zarządzeniem o niewprowadzaniu psów,to już z jego treści wynika,że to zależy od właściciela(własność też jest wartością konstytucyjną i może być ograniczone tylko ustawowo i z ważnych-wymienionych w Konstytucji - powodów).A poza tym można przecież pieski wnieść!Argumenty musza być mocne,bo muszą przekonać większość sejmową (a także senat).Z podpisaniem ustawy przez Prezydenta nie powinno być klopotów,bo lubi zwierzęta.Tylko trzeba pozyskać tą większość i mocne argumenty,żeby Trybunał tez był przekonany o słuszności zakazu . Jak wiecie,na świecie jest różnie a prawo miedzynarodowe nic tu nie ma do rzeczy.Łatwiejsza droga,to doprowadzenie do surowych rygorów wymaganych od sprzedawców psów .Egzekucja należy do odpowiednich organów.To ich trzeba "molestować "o kontrolę warunków sanitarnych.Wybaczam złośliwosci niektórych,bo mam nadzieje,że jednak wszystkim (mnie też,dlaczego watpicie?)chodzi o dobro zwierzat.
  2. Onek - sama prawidłowo cytujesz przepisy,ale jednocześnie rozstrzygasz,że w konkretnym przypadku nie było naruszenia prawa.Że niby co - sprzedawczyni to było tło ?Jesli oglądałaś filmik,powinnaś zwrócić też uwagę na komentarz.Nie będe wyrokowała,czy autor filmu naruszył czy nie naruszył prawo.Sadzę,że masz orientację w tej tematyce ,wiec przyznaj,że to są niełatwe procesy a wyrok może być niekorzystny dla osoby ,która użyła wizerunku.Ale po co dyskutować nad przypuszczalnym rozstrzygnięciem sądu,skoro lepiej go uniknąć-nie sądzisz? Nie zarzucam,że moi interlokutorzy nic dobrego nie robią dla piesków - przecież robią i dałam temu wyraz w jednym z postów.Chodzi mi jedynie o te konkretne pieski w rzeszowskim sklepie.Z treści wypowiedzi zdaje się bowiem wynikać,że podejmowane działania mają uprzykszyć życie właścicielom sklepu i wynajmującej lokal firmie.A jeśli będzie miał dość tego i pieski - w najlepszym razie - wylądują w schronisku albo na bazarze,albo...jeszcze gorzej.To co,tam im będzie lepiej?Tylko nie piszcie o podaży ,o popycie i o pseudohodowli i o Balcerowiczu.Dlaczego te maleństwa ze sklepu mają być ofarami Waszej walki z pseudohodowlami?Przypomnijcie sobie,jak niektórzy z Was walczyli o życie chociazby jednego psa.A tam jest przecież kilka małych.No i co z nimi?Odpowiecie?
  3. Onek - ja odniosłam sie jedynie do poglądu wyrażonego przez jednego z dogomaniaków co do tego,że sprzedawczyni nie ma prawa do ochrony swego wizerunku.Nie badałam tego filmu w tym zakresie,bo ani go nie robiłam , ani nie publikowałam ani nie jestem pełnomocnikiem żadnej ze stron.Tyle tylko,że należy wykazać się daleko idącą ostrożnością w szczególności,gdy wizerunek użyty jest łącznie z pejoratywną trescią.A jak sie zdaje,tak własnie tam było.Skoro były zacytowane przepisy i na tym tle wywiązała sie mała polemika,dodam jedynie że procesy zwiazane z ochroną wizerunku nie sa łatwe.Ale to jest pole do popisu uczestników postępowania,gdyby do tego doszło.No a postępowanie sądowe(nawet zakończone korzystnym rozstrzygnięciem)to nic miłego.Więc chyba lepiej nie narażać się na niego.
  4. Usilnie wmawiacie mi to,czego nie wyraziłam w żadnym poście.Jesteście dobre w cytowaniu mnie - więc gdzie napisałam,że jestem zwolenniczką handlu sklepowego?Pisałam tylko,jak go ucywilizować,aby psom nie działa się krzywda.W kilku poruszonych przez Was kwestiach użyłam oczywiście skrótu myślowego,bo nie ma na miejsca na łopatologiczne przedstawienie problemu prawnego-zarówno jeśli chodzi o sprawy podatkowe czy ochronę wizerunku.O zdjęciach na wystawach wspomniałam tylko dlatego,że ktoś uznał,że jest to przykład porównywalny ze sprzedawczynią w sklepie.Przecież wystawiający z założenia godzi się na publikacje.W końcu uczestniczy po to ,aby pokazać jakie ma piękne psy.Albo taka rzecz:truizmem jest konieczność posiadania wymaganej dokumentacji finansowej.Ale skąd wiecie,że jej nie ma i właściciel oszukuje?Przestrzegam,że jeżeli będziecie upubliczniać taki zarzut,własciciele mogą oskarżyć o pomawianie za czyny,które mogą spowodować podważenie zaufania koniecznego do prowadzenia przez nich działalności.Ktoś z Was ma ochotę na zapłatę odszkodowania?A "donos"do US to co innego,tyle że nie sądzicie chyba,że w razie gołoslownych zarzutów polecą do sklepu.A może kontrolowano ich rozliczenia i nie było zastrzeżeń?Rzecz jednak w tym,że na forum publicznym podważacie dobre imię własciciela(właścicieli) - nie wiem,kto to jest,bo to mnie nie obchodzi.Nie jestem ich pełnomocnikiem.Najważniejsza sprawa,że Wam nie chodzi o ulżenie doli psów w sklepie(no,co w tym kierunku robicie ?)tylko chcecie dokopać włascicielom.O swoich sugestiach pisałam wczesniej.Skoro jednak nic nie trafia,nie będę się powtarzała.I jeszcze sprawa posłów:mogłabym skwitować tak,że mamy takich ,jakich wybraliśmy.Ja jednak powiem inaczej.Są wśród nich oczywiście tacy,jak wspomniani w w poście.Ale są też tacy,którym leży dobro zwierząt.Niejednokrotnie dali temu wyraz.Dogomaniakom powinny być znane ich nazwiska.A jeżeli nie polecam lekturę stenogramów z posiedzeń Sejmu,na których odbywała się np.debata nad ustawą o ochronie zwierząt.Wtedy byłoby wiadomo kto co mówił.Czy nie rozumiecie,że w ten sposób można wiele zdziałać,a nie takim szarżowaniem z szabelką na czołgi?Mimo wszystko proponuję,aby zastanowić się nad tym,co napisałam.Możecie mnie nie lubić,nie dbam o to.Zrobicie oczywiście tak,jak będziecie chcieli.Wasza wola.A moja-wyrazić swój pogląd.Ze nie chcecie posłuchać kogoś,kto sie na prawie zna?Też Wasza sprawa.Ale to nie powód przypisywać mi czegoś,czego nie napisałam.
  5. Dlaczego traktujecie mnie jak wroga.Zapewniam,że nie reprezentuję interesów włascicieli sklepów.Jeżeli wynajmą adwokata,na pewno będzie on działał jawnie.Oj,zdziwiłybyście ,gdybyście wiedziały,czym się zawodowo zajmuję .Dodam tylko,że bliżej mi do US niż do handlujących.Prawo podatkowe jest jedna z dziedzin,którą się zajmuję.I oczywiście wiem o tym , o czym piszesz Laluna.A do Pani Zofii - trochę liczyłam,że Pani zrozumie moje intencje.Bo , że młodzież ma gorące głowy,to cecha młodości.Czy ja gdzieś pisałam ,że pieskom jest dobrze w sklepie?A w schronie dobrze,a przecież nie walczy Pani o ich zamykanie,bo to mniejsze zło-prawda?A przeżywające stresy młodzież rodowodowa uczestnicząca w wystawach swojej kategorii wiekowej.Wystarczy poczytać niektóre watki,by się o tym przekonać.No ale one muszą,skoro mają być reproduktorami.Nie chcę zresztą o tym dyskutować,bo nie o to mi chodzi.Rzecz w tym,że z Wami trudno dyskutować,bo jesteście na argumenty prawne nieprzemakalni.Nie wystarczy przepis przeczytać,trzeba jeszcze go zinterpretować.A co do zdjęć np.na wystawach-czy te osoby protestują ?No własnie!Ochrona wizerunku polega na tym,że osoba zainteresowana ma prawo zabronić takiej publikacji i należy to wykonać,bo grozi odpowiedzialność karna.Dlatego słusznie uczyniono wycofując -skąd inąd interesującego od strony warsztatowej - filmiku.
  6. A czy ja gdziekolwiek napisałam,że sklep to najlepsze miejsce dla szczeniaczków-ja mówiłam o dwóch sprawach.O mniejszym złu i o skuteczności działań.Włączyłam sie do wątku chcąc po prostu namówić Was na działanie możliwe w obowiazującym systemie prawnym a nawet dążenie do jego zmiany(dla dobra zwierząt),ale w zgodzie z konstytucją,gdyż każdy przepis może być unieważniony przez Trybunał Konstytucyjny,jeżeli ją narusza.Kto jak kto,ale Wy doskonale wiecie,że jest grupa posłów,którym dobro zwierzat leży na sercu i zamiast z nimi wspólnie działać dostarczając argumentów do zmiany przepisów dla dobra zwierzat.Czy nie pamiętacie debat sejmowych na ten temat?Do takiego działania na pewno włączyłabym się.Poniewaz jestem zwolenniczką skutecznego,konsekwentnego i nie naruszajacego prawa działania , nie pochwalałam tego,co robicie.Ale zakrzyczeliście mnie posadzajac o kompleksy z powodu...nieposiadania rasowego psa.Nota bene trochę sobie poczytałam watki z rasowymi psami (przedtem tego nie robiłam)i dowiedziałam się i o stresach psach wystawowych i o agresji co poniektórych championów i o niecnych praktykach niektórych hodowców.Zresztą te pieski w rzeszowskim sklepie chyba pochodzą jednak od hodowcy...nieważne.Takie akcje prowdza do skonflitowania.Czy nie lepiej byłoby na przykład skontaktować sie z włascicielami sklepu i uczulić ich na to,jak wrażliwe sa małe szczeniaczki,bo może nie wiedza.A taka akcja spowoduje,że większość ludzi,którym los szczeniaków jest obojętny(zgodzicie sie,że tak jest)uzna Was za nawiedzonych oszołomów,jak zielonych przykuwajacych sie do drzew w protescie przeciwko budowie autostrady.Akcyjność nic nie da.Potrzebne jest systemowe działanie.Emocyjność dogomaniaków ,zresztą nie tylko na tym watku,niestety zaciemnia to,co naprawdę robią dla dobra zwierząt.Dlatego warto podchodzić do wszelkich działań z rozwagą i w sposób,który jest bardziej skuteczny.Może wreszcie niektórzy z Was zrozumieja,że nie jestem ani za dzikimi hodowlami,ani nie jestem rzecznikiem hadlu w koszmarnych warunkach.Może jeżeli ochłoniecie,niektórzy z Was przyznaja mi rację.Ja wiem,że wśród Was jest wiele osób bardzo zasłużonych,jesli chodzi o dobro zwierzat.Ja zbyt jestem zajęta pracą zawodową,by działać aktywnie.Natomiast ,aby nie posadzono mnie,że się chwalę nie bedę pisała ile i komu pomagam finansowo( tzn. mam na myśli zwierzęta),bo tak moge własnie najbardziej pomóc.Właśnie dlatego,że wiedzie mi sie całkiem nieżle stać mnie na rasowe okazy,ale jak wspominałam , w domu mam kilka sztuk wyłącznie kundli .A na koniec - oczywiście nie ujawnię się ,bo to spowodowałoby "namierzenie mojej firmy".A nie chcę skierować na nią agresji co poniektórych.Proszę wybaczyć literówki i brak spacji,na co już mi zwracano uwagę na tym watku,ale nie mam czasu na dopieszczanie tekstu.
  7. Kobieto - o jakich informacjach do US Sklep prowadzi jawną działalność gospodarczą,wiec również płaci podatki.Oddzielnego podatku za psy nie musza płacić.A w jakiej wysokości płaca podatki,zależy w jakim systemie podatkowym są.Nie miejsce tu na wykład z tego zakresu .W kazdym razie składają , bo prowadząc legalną działalność muszą składac deklaracje podatkowe,ale nie ma w nich pozycji "sprzedaż piesków."A co do okrucieństwa - sama sprzedaż nie jest okrucieństwem,tylko ewentualne złe traktowanie zwierzat w sklepie.Przeciez Wam o tym pisałam.Pisałam też,że jeśli chcecie pomóc zwierzętom to tylko w zakresie warunków sprzedazy.Nie byłam tam,nie wiem,jak jest naprawdę.Ale ta Wasza akcja jest po prostu smieszna!Piszę to jako doświadczony prawnik .A publikacja cudzego wizerunku (jesli nie jest to osoba publiczna)podlega ochronie prawnej.
  8. Przed chwilą jednak dodzwoniłam się do kuzynki.Ona istotnie wyjechała z domu,ale zaakceptowała pomysł z Panterką.Będzie jednak u mnie dopiero w czwartek,jak wczesniej umówiłysmy się.Jeśli więc Panterka jest już zdrowa i może podróżować,a Wam pasuje jutro ją wysłać,to czekam na nia.Może u mnie poczekać na swoją nową panią.Dziewczyny ,od Was zależy ,jak będzie Wam pasowało.Ulka - nie mogłam sie do Ciebie dodzwonić.Z Murka rozmawiałam.A teraz czekam na wiadomość,czy już szykować smakołyczki dla małej i czeredę odpowiednio przysposobić na przyjęcie gościa.A poza tym jeszcze trzeba dograć technicznie przekazanie sunieczki.Czy u mnie w domu,czy gdzie indziej.Najlepiej byłoby w domu,to przy okazji miałybyście czyste sumienie,że nic zwierzaczkom nie grozi.
  9. Kuzynka wyjechała gdzieś na weekend albo co,ale nie dodzwoniłam sie do niej.Wcześniej byłyśmy umówione na czwartek.Jeśli jednak uważacie,że Panterka powinna jutro jechać,no ro niech jedzie-bym przetrzymała ja u siebie.Nie mam jednak nr dowodu ani bardziej szczegółowych danych kuzynki.Jak rozmawialam z Murką ,to wstępnie była mowa o tym,że razem przyjadą,bo i tak ta druga musiałaby zostać wytransportowana. póżniej .A co do Czarnej - jej też mi szkoda i tak naprawdę,to mi wszystko jedno ,która do mnie trafi ( po sterylce i po próbie z kotami).Pani ze schroniska powiedziała mi tylko,że jest u nich od pół roku,więc z tego powodu nie może to być ta z wątku.A swoja drogą - czyżby ta z wątku znalazła dom ?Na tę zaroponowaną przez Murkę zgodziłam sie od razu,gdyż ona chyba bardzo potrzebuje swego domu,skoro jest chora.A poza tym jest bardzo "w typie "moich futrzaków".No więc tak - Ulka uzgodnijcie z Murką co i jak - ja się podporządkuję.
  10. No więc tak - dzwoniłam do schroniska i dowiedziałam się,że ta czarna z boksu 10 żadna miara nie moze być z watku czarnej ,bo w schronisku jest od około pół roku.Jest lękliwa ( nie problem),boi sie smyczy (nie problem - mam ogródek i póki co,mogłaby tam odbywać swoje"spacery",az by pozazdrościła moim rezydentom spacerów na zewnatrz ), nie jest sterylizowana (ale to by sie dało załatwić ) a tolerancja na koty jest do sprawdzenia.A więc jutrzejsza adopcja odpada , co wcale nie znaczy ,że wykluczona.Akceptuję wiec plan,o którym przeczytałam kilka postów wyżej i podtrzymuje swoja deklarację.Przy czym nie robię nikomu żadnych zarzutów,bo doskonale rozumiem,że przy tylu psach i takim zakresie działań nie wszystko da sie ogarnąć.W końcu nie jest ważne ,czy to ten czy inny pies(chociaz dla niego to ważne),tylko że jedno z potrzebujacych stworzeń znajdzie dom dla siebie,skoro nie można wszystkim go dać.
  11. No więc tak - dzwoniłam do schroniska i dowiedziałam się,że ta czarna z boksu 10 żadna miara nie moze być z watku czarnej ,bo w schronisku jest od około pół roku.Jest lękliwa ( nie problem),boi sie smyczy (nie problem - mam ogródek i póki co,mogłaby tam odbywać swoje"spacery",az by pozazdrościła moim rezydentom spacerów na zewnatrz ), nie jest sterylizowana (ale to by sie dało załatwić ) a tolerancja na koty jest do sprawdzenia.A więc jutrzejsza adopcja odpada , co wcale nie znaczy ,że wykluczona.Akceptuję wiec plan,o którym przeczytałam kilka postów wyżej i podtrzymuje swoja deklarację.Przy czym nie robię nikomu żadnych zarzutów,bo doskonale rozumiem,że przy tylu psach i takim zakresie działań nie wszystko da sie ogarnąć.W końcu nie jest ważne ,czy to ten czy inny pies(chociaz dla niego to ważne),tylko że jedno z potrzebujacych stworzeń znajdzie dom dla siebie,skoro nie można wszystkim go dać.
  12. Ulka - Dopiero teraz przeczytałam,co napisałaś dwa posty wyżej.To może niech bedzie tak,jak piszesz.Jak bedziecie miały troche czasu,to rozpracujcie Czarną (może juz niech tak sie nazywa?).Bo szkoda mi jej bardzo,tak dawno smutnymi oczkami wypatruje domku.No i bardzo prosze o sterylkę.Może wiec odłużmy te adopcje na póżniej ?Na dokładke możecie mi dorzucic kota,może być wykastrowany samiec tolerujący psy i kotki ,taki bardziej miziasty,bo kotka jest ulubienicą męża,wiec trochę jestem zadrosna.Ale myślę,że to dlatego,bo wizyty u weta i przykre zabiegi (częste kroplówki,zastrzyki ,leki-jak pisałam,jest chora )to moja domena.No wiec odkładamy adopcje Czarnej - tak będzie najrozsadniej.A co do Panterki,to jesli ta pani z Warszawy rozmysliła się,skorzystajcie z transportu jutro , a ja ją "zagospodaruję" u kuzynki.Zaraz do niej zadzwonię,bo to naprawde bardzo dobry domek.
  13. Ulka - ja to rozumiem i jestem pełna podziwu dla Was .Dzięki zainteresowaniu Waszymi pieskami poczytałam trochę watków i odniosłam wrażenie,że u Was jest lepiej , niz gdzie indziej.Dlatego myślę,że do mnie powinien trafić tylko taki piesek,który najmniej jest przystosowany do życia w schronie ze względu na chorobe (byle nie zakażną ze względu na moje psy)czy psychikę,no i taki,który mógłby współżyć z moja czeredą (to jedyny warunek,o którym pisałam) - chyba nie można tego nazwać wybrzydzaniem ?Gdyby jutrzejsza adopcja nie doszła do skutku,to moja propozycja jest aktualna,mysle tylko że byłoby dobrze "dla rozpoznania pieska"skorzystanie z pomocy Murki.Finansowy udział zadeklarowałam.
  14. Tak , mówiłam tej pani ze schroniska,że sunia iest w boksie 10.Doczytałam sie bowiem na watku,że została "przemeblowana" , lecz została rozpoznana jako ta z poczatku wątku.Pani pytała o imię ,ale powiedziałam , że jchyba nie ma ,ale jest mała ,jamnikowata, czarna i że jest ogłaszana.Nie umiano mi powiedzieć,nie tylko jaka jest,ale czy w ogóle tam jest.Mam dzwoniuć około 14.Pani ma też sprawdzić,jak sunia reaguje na kotki,bo to dla mnie bardzo istotna sprawa.
  15. Oczywiscie zadzwoniłam do schroiska , rozmawiałam z bardzo miła pania i zapytałam o czarna .Pytałam też, czy jest sterylizowana , czy toleruje koty i czy jest szczekliwa.Obiecała ,że przed godzina 14 poda mi informację , że pójdzie do boksu i sprawdzi , jak ona reaguje na koty.Przeczytałam bowiem watek czarnej i dowiedziałam się, ze tak naprawde nic o niej nie wiadomo.Panterka jest u Murki i stad o niej jest pewna wiedza,a zdjecie z kotem wskazuje,że takie towarzystwo nie robi na niej wrażenia.Więc niejako wiadomo było,że adopcja Panterki nie byłaby szokiem ani dla niej ani dla mojej czeredy.Co do czarnej są pewne wątpliwosci:ona jest jamnikowata,a wiec czy instynkt łowiecki nie spowoduje ,że obiektem napasci bedzie kotka (jest ona poważnie chora,więc sie nie obroni,a w dodatku zaprzyjazniona z psami).Powtarzam :nie ma dla mnie znaczenia uroda psa,chcę po prostu pomóc bidzie.Tyle tylko,że powinna być mała(kolejny zwierz w domu),wysterylizowana (moje dziewczynki są po sterylce,pies niestety nie-stan zdrowia nie pozwala na narkozę),tolerować koty i być nieszczekliwa (przeczulone uszy sąsiadów).Poza tym może być stara,chora,ułomna,wymagajaca leczenia albo specjalnej diety,psychicznie żle znosząca warunki schroniskowe.Jestem osoba odpowiedzialną i dlatego jest to dla mnie takie ważne.Obawiam sie,że chyba tego wszystkiego nie uda sie dowiedzieć przed jutrzejszym transportem(nie wiem wprawdzie,bo jeszcze bede dzwoniła do schroniska),ale gdyby coś było nie tak,mam propozycję.A może by tak czarną wzięła Murka do hoteliku ,i gdyby nie była sterylizowana,zajęłybyście się tym - pieniadze na to bym przekazała,jak równiez sfinansowałabym koszt póżniejszego transportu (benzyna ewentualnie bilety,jesli pociagiem).Przy okazji Murka mogłaby poobserwować ją w kierunku zachowań,o których pisałam.Gdyby okazało sie,że jej reakcje są negatywne,to nie mogłabym jej adoptować.Gdyby była jedynym zwierzem w domu,to tak , ale nie w mojej sytuacji.Naprawde to nie są moje fanaberie i wybrzydzanie.Chcę pomóc psu najbardziej potrzebującemu,ale nie mogę działać nieodpowiedzialnie.Mój adres to :m939@interia.pl
  16. Terra - problem jest taki .Kuzynka ma pinczerka dość starego (ponad 10 lat).To sunia niesterelizowana i juz nie będzie ze względu na stan zdrowia ,wiec jesli miałby to być piesek,musiałby być po kastracji,a nie wiadomo czy jest.Po drugie,nawet gdybym ja namówiła,pozostaje jej rodzina,bo ten drugi piesek powinien być sporo młodszy od rezydentki, a jak wynika z wpisów na tym wątku ,mały ma około 10 lat a może wiecej.Mnie by tam wiek nie przeszkadzał , ale sama rozumiesz,że niezgodne byłoby to z intencją rodziny kuzynki. Nie chcę wprowadzać ich w błąd , więc z przykrościa musze napisać,że chyba niestety (tak trudno mi się to pisze) to jeszcze nie koniec poszukiwań domku dla małego .
  17. Uciekło jedno słowo - chodzi o to,że ta pinczerka kuzynki jest leciwa!
  18. O matko - jaka bidulinka!Siwa mordka i przerażliwie smutne oczy,jakby straciła nadzieje na swój własny , osobisty domek.Może faktycznie nie miałaby na to specjalnej szansy,bo kudy jej do urody prześlicznej , smukłej Panterki.A więc tak :już postanowione,niech do mnie przyjeżdża!Nie wiem jak to załatwicie,skoro jest ona w schronisku,a ja przyjechać po nią nie mogę , ale na pewno cos zrobicie,aby sunia miała dom,bo skoro tyle siedzi w schronie,to pewnie dalej by siedziała.Oczywiście nie może to pozbawić dobrego domku slicznej Panterki.Gdyby więc ta pani z Warszawy zrezygnowała, kuzynka (mieszka w domku z dużym ogrodem na skraju Konstancina k/Warszawy ) przygarnęłaby ją z radością.Ma ona pinczerkę (lubi takie nieduże gładkowłose psiaki),która jest już ,Niedawno rozmawiałyśmy,że bardzo chętnie nabyłaby niedużego pieska.Więc obie mogłyby u mnie wylądować, a dalszym ciągiem adopcji już bym się zajęła.Szczegóły do ustalenia.
  19. Jeszcze jedno - gdyby ta Pani z Warszawy zdecydowała sie na Panterkę to korzystając z okazji (transport do Warszawy i chętny domek)można byłoby zabrać jeszcze inną biedę ,byle sunię ( ze względu na mojego psa,który nie lubi innych samców) małą ( duży miałby może kłopoty z zaakceptowaniem mojej czeredy a poza tym nie dałabym rady-w razie potrzeby np choroby- wziąć na ręce i raczej nieszczekliwą , bo moje są podatne na taką zachętę do szczekania(sasiedzi by mi tego nie darowali!).Może być stara i wymagająca opieki weterynaryjnej lub leczenia albo specjalnej karmy leczniczej - to nie problem.Po prostu taką,która najbardziej potrzebuje "osobistego"pańciostwa ze względu na wiek,stan zdrowia lub depresje .W ten sposób dwie psiny znalazłyby domek.
  20. Tak czy siak nagrywajcie transport.Jak ta pani się nie zdecyduje albo nie odezwie,to wtedy zapraszam do siebie,tyle że chciałabym o tym wiedzieć ciut wcześniej .No i tak na wszelki wypadek prosiłabym o informacje,co do charakterku małej ,żebym wiedziała , jak sie do niej odnieść ,aby jaknajmniej stresowała się wchodząc w nieznane jej środowisko i co lubi jeść , abym godnie ją mogła ugościć.
  21. Jeżeli Pani by sie nie zdecydowała,to i tak malutka mołaby zostać Warszawianką.A domek miałaby niezły(nie chcę sie chwalić,więc nie piszę "bardzo dobry".Mieszkam w Warszawie (Zielona Białołeka)w niedużym segmencie z ogródkiem.Mam kotkę i dwa pieski - towarzystwo zaprzyjaznione,chociaz każde z nich po przejściach(albo schroniskowe albo przygarniete z bezdomności)ni i oczywiście wysterylizowane.Wszystkie moje poprzednie pieski(były dwa)były też po przejściach,wymagajace troski i leczenia,ale trochę sobie pożyły w ciepełku.Nie obawiam sie więc "nieprzewidywalności".Ponieważ w zasadzie ta ilość zwierzaków jest wystarczajaca(jak twierdzi mój mąż)pomyślałam sobie,że mimo wszystko dla maleńkiej biedy jeszcze miejsce sie znajdzie.Zwłaszcza,gdy zechce być kanapkowa,bo moje psy wolą spać obok łóżka niż w łóżku (kudłate i chyba im zbyt gorąco). maluszkom jest najtrudniej w schronie.Wiem coś o tym,bo moja sunia schroniskowa (mniej niż sredniej wielkości)bliska była zagłodzenia z powodu innych psów ,które ja odganiały od michy.Właściwie to nawet jej nie wybierałam,porosiłam jedynie o niedużą sunię (to na wypadek,gdyby trzeba ja było na rękach zanieść do weta),która najgorzej znosi warunki schroniskowe,no i przyprowadzona właśnie ją.Nawet nie było widać,że jest kudłata a z powodu chudości mąz nazwał ją Anorką(niby że przypominała anorektyczką).Niestety za bardzo zaczęłam jej dogadzać,bo zrobiła się okraglusia i nazywa sie teraz Norka i muszę ją karmić specjalną karmą na odchudzanie.Moje zwierza w różnym czasie pojawiały sie w domu no i udało mi sie wytłumaczyć im,co to jest koabitacja.Jeżeli miałabym jedyną watpliwość,to żeby malutka nie była zbyt szczekliwa,gdyż moje rezydenty by się zaraz dołączyła,a chodzi mi o sąsiadów.Więc gdyby zaklepany domek rozmyślił się ,poddaję pod rozwagę.
  22. Vektra - ogromne dzięki za odpowiedz.Co do suni,ona bardzo lubi jak sie z nią bawić ,kładzie sie kołami do góry i wystawia brzuszek,a przy tym śmieje sie od ucha do ucha.Często domaga sie pieszczotek trącając mnie łapką.Ja wtedy staram sie nie wykonywać takiego gestu ręką,który ją przeraża.Ponieważ jest łasuchem czasem biorę smakołyk i wyciągajac rękę w jej kierunku przywołuję.Ona wtedy trochę sie przygarbi i obserwując mnie uważnie nie tyle podchodzi co podpełza i jak przysmak znajdzie sie w jej pysiu biegiem leci pod łóżko.I jeszcze jedno - jeżeli mąż robi to samo,nie boi się.Wysnuwam stąd takie wnioski:albo jej poprzednią właścicielka była kobieta ,która ja maltretowala,albo są to skojarzenia z tym,że to ja biorąc ją na ręce stawiałam na stole u weta i trzymałam,gdy była poddawana przykrym i bolesnym zabiegom.Po zabraniu jej ze schroniska długo chorowała i musiała być leczona,a mój mąż nigdy nawet nie wszedł do środka lecznicy czekając na zewnątrz.Może to z tego powodu?A jeżeli chodzi o psa - mimo postury jest przemiłym stworem bardzo do mnie przywiązanym.Ja istotnie korzystam z linki na co dzień,zas puszczam wolno na bezludziu o świcie.Jeżeli mimo to na horyzoncie pojawi sie pies z włascicielem lub bez(też sie tak zdarza)a mój Paragraf tego nie zauważy,natychmiast zaczynam go sobą interesować,a on - nawet jesli po chwili zauważy"obiekt"z zasady pozostaje przy mnie.Jeżeli jednak próbuje do niego pobiec,szybko odchodze w innym kierunku.Mój piesio wtedy zaniepokojony biegnie za mną.No więc na to chyba mam metodę.Natomiast w zaden sposób nie moge doprowadzić do tego ,gdy biega i chociaz w okolicy nie ma żywego ducha na moje wołanie przybiega wprawdzie,ale tylko aby sprawdzić,że jestem i znów odbiega dość daleko nie pozwalajac przypiąć sie do smyczy.Dopiero(jak pisałam) gdy sie wybiega.A muszę zaznaczyć ,że jest "trójkołowy".Oczywiscie codziennie jest wybiegany,choćby na długiej lince.Te spacery o świcie to po to,aby zażył trochę wolności.Ale czy dobrze robię?W ciagu dnia (między spacerami,które obydwa psiaki uwielbiaja)psy mogą wychodzić do ogrodu.I jeszcze jedno - to sa mieszańce,coś pośredniego miedzy sznaucerem a owczarkiem nizinnym,podobne do siebie jak z jednego gniazda,tyle że sunia mała ,a piesio duży.Obydwa stwory sterylizowane,więc "trójkołowca"nie goni zew natury.Na żadnego z psów nie krzyczę,chociaż pies wymaga czasem stanowczego "nie wolno",gdy obszczekuje np. przechodzacego obok naszej posesji psa,którego nie lubi,lub hałasujące dzieci.Niestety nie potrafia bawić sie zabawkami,chociaz próbowałąm.Natomiast smakołykami sporo z nimi osiągnęłam .Chociazby zaprzyjaznienie sie z kotem czy pozostawanie w domu i nie rujnowanie go,mimo że nieraz nikogo nie ma w domu przez kilka godzin.Czy robię jakieś błędy?Jeszcze raz wielkie dzięki za nawiązanie do opisanej sprawy.
  23. Vectra-jesteś bardzo doswiadczona,więc może poradzisz w takiej sprawie.Moje psy w zasadzie sa bezproblemowe .Nigdy na nich nie krzycze ,jak jednego pieszcze drugiego też,wiedza co to znaczy "zostań" gdy wycgodze z domu bez nich,a nie na spacer.Same pozostawione w domu nigdy nic nie zniszczyły,nie wyja,nie szczekaja,zato wylewnie witają.Słowem - ideały .Nie bede opisywała wiecej,bo akurat zachowują się podobnie do tego,co pisałaś o swoich zwierzacha i ja podobnie zachowuję sie w stosunku do nich.Dodam,że są u mnie od kilku lat,lecz nie od szczeniaka: jedno ze schroniska(sunia),drugie znalezione w okropnym stanie w lesie(pies ze zmiażdżoną przez wnyki łapą).Otóż sunia,która bardzo długo kuliła sie ze strchu,gdy na nią ktos popatrzył , po pewnym czasie stała sie radosnym ,chętnym do pieszczot ,polegujacym w nocy w łóżeczku przy pańciach pieseczkiem,wystawiającym brzusio na mizianki,ale gdy tylko podnoszę ręke,aby ją pogłaskać ogarnia ją taki przeogromny strach,że gdyby mogła wcisnęłaby sie do mysiej dziury.Nie pomaga mój cichy ,czuły głos,ona i tak sie boi.Nigdy nie podniosłam na nia głosu,nigdy nie krzyczałam (ani nikt z domowników).Jest z nami prawie 6 lat,a jednak boi się.Była bita i nie może tego zapomnieć ? U nas od poczatku jest wręcz . rozpieszczana,bo gdy trafiła do nas była to kupka psiego nieszczęścia .No a z psem jest inny kłopot.To duży pies,po wyleczeniu dość szybko przyszedł do siebie ,zaprzyjaznił sie z sunią i kotem -rezydentem.Usłuchany,radosny,niekonfliktowy,zero agresji (nawet kot spokojnie wyjada mu z miski,a on czeka spokojnie,aż kot odejdzie).Ogromnie lubi spacery,a własciwie bieganie mimo swego kalectwa.Chodzę z nim w takie miejsca,gdzie jest to możliwe.Nieopodal sa takie niezabudowane jeszcze nieużytki,gdzie piseski chodza na spacery.Dopóki sie nie wybiega,co trwa około 30-40 minut w ogóle nie reaguje na wołanie.Poza tym bardzo daleko odbiega .Nie jest łakomy,wiec nie mogę go zwabić smakołykiem.A zreszta gdy sie wybiega,przychodzi grzecznie ,pozwala zapiąć smycz i znów jest usłuchanym piesiem.Z tego powodu spuszczam go ze smyczy tylko o świcie,gdy mam pewność,że nikogo nie ma w pobliżu.Nie chce bowiem nikogo narazić na lęk przed nim-jest ciekawski,podbiega do innych piesków,jest jednak dużym mieszańcem i może budzić obawe u właściciela malego ,często rasowego pieska.Bo skad ktos może wiedzieć,że pies nie jest agresywny.A zreszta i tak może zrobić krzywde maleństwu,jeżeli "zabawowo"go zaczepi.Nie wiem,jak by to było,bo na wszelki wypadek po prostu nie dopuszczam do takiej sytuacji.Pies jest u mnie 4 lata i byl juz mocno dorosły,gdy do mnie trafil.Cos mi sie wydaje,że i w jednym i drugim przypadku nic się już nie da zrobić.Byłabym wdzięczna,gdybyś wyraziła swój pogląd.
  24. Gdy w poprzednich latach stosowałam Frontline ( i w kroplach i w spray)moja sunia dwukrotnie w odstepie kilkumiesiecznym dorobiła sie babeszjozy.Dobrze,że wczesnie zaraz po spacerze zauważyłam kleszcza i biegiem do weta,który natychmiast pobrał krew i...niestety sunia nie miała szczęscia.Kroplówki,leki itd.ale wyszła.Niestety wsród moich sąsiadów pierwotniak ten zebrał śmiertelne zniwo.Nawet pies weta umarł.Natomiast kilka lat temu na Mazurach po wycieczce w lesie sunia wróciła dosłownie oblepiona kleszczami a w pobliżu nie było możliwości zbadania krwi(przeżyłam horror!).Na szczęście okazało sie,że kleszcze nie były nosicielami chorób.Mieszkam w Warszawie w pobliżu Wisły i tam gdzie chodzi sie na spacery z psami są takie kleszcze-nosiciele chorób.A swoja drogą,to tę moją sunię kleszcze wyjątkowo lubią.Mam jeszcze psa,ale jego - o dziwo-kleszcze nie imaja sie.Ciekawe dlaczego ,chociaż zabezpieczam je jednakowo.Teraz stosuję obroże KILTIX(moje pieski nie wodniaki)i dodatkowo w okresie najbardziej niebezpiecznym co miesiąc krople FIPREX - na szczęście z dobrym skutkiem.I jeszce jedno mi sie przypomniało,otóz wtedy , gdy zdarzyły mi sie te przypadki babeszjozy,psy były zabezpieczane w lecznicy.Może niezbyt dokładnie?
  25. Skoro sie nie podobam - trudno.Chciałam dla pieska dobrze.I to nie dlatego,że rasowy.Na miejscu w Warszawie tez sa bidy.Niepotrzebnie wzruszył mnie los małego staruszka z Rzeszowa.Oczywiscie osobiscie nie przyjade,bo psów nie zostawie bez opieki,a kotka wymaga codziennych wizyt u weta.
×
×
  • Create New...