-
Posts
125 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by leskoaga
-
Święta upłynęły w rodzinnej atmosferze. Po raz pierwszy spotkały się moje dwa pupile. Filuś (12,5 lat) oraz Toto (prawie 4 miesiące). Od razu przypadli sobie do gustu. Toto we wszystkich psach widzi swojego przyjaciela, a Filuś (mój Sławek śmieje się, że Filek to chińska podróbka psa - nie umie gryźć, i jest psem zaczepno-obronnym, tz. on zaczepia a ty go musisz bronić) nie sprawia problemów "wychowawczych:lol:". Niestety dzieli ich duża odległość na osi czasu. Filuś trochę się pobawi i ucieka do siebie, aby trochę odpocząć (schodzi mu ok. pół dnia). Totek jest młody, pełen energii i go ciągle zaczepiał, ale Filek nie dawał się. Sprzeczki jekieś tam były, ale i tak się lubią. Zrobiłam parę fotek (niestety telefonem, bo mój aparat postanowił, że baterie są zbyt słabe i nie chciał się włączyć). Zjęcia są dość słabej jakości, ale wszystko widać. Tutaj leżą sobie razem w koszyczku Filka. Totek bardzo naśladował starszego :razz: [URL="http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/4d2824a84a52ce1b.html"][IMG]http://images28.fotosik.pl/184/4d2824a84a52ce1bm.jpg[/IMG][/URL] Tutaj Filuś leży sobie już sam. Totek gdzieś pogonił. [URL="http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/ef65ab6004b6a425.html"][IMG]http://images30.fotosik.pl/184/ef65ab6004b6a425m.jpg[/IMG][/URL] Zabawa w przeciąganie liny :cool3: (wszystko pod nadzorem oczywiście) [IMG]http://images34.fotosik.pl/193/860f5953ab43dcffm.jpg[/IMG] To już w domu. Poświąteczne obżarstwo!!! Sławka babcia sprawiła Totkowi prezent wielkanocny w postaci ogromnej, cielęcej kości (wg. zalecenia weterynarza) [URL="http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/ea37a46162122c08.html"][IMG]http://images30.fotosik.pl/184/ea37a46162122c08m.jpg[/IMG][/URL] No i po świętach, i po kości też (zajęło mu to ok. 40 minut :-o)
-
Jest nam niezmiernie miło, że podołaliśmy sprostać wyzwaniu jakim był Totek. Szczerze mówiąc chcieliśmy goldena - taka wielka przytulanka :cool3:. Jednak koszt zakupu takiego psiaka wynosi ok. 1500 zł. Niestety albo i STETY ;) nie mieliśmy takiej kasy, a szczenię goldena bez rodowodu to koszt o połowę mniejszy, więc i tak nie było nas stać. Przeglądając różne strony natrafiłam na wypowiedź: [I][COLOR=red]Jeżeli chcesz kupić kundelka za 700 stów, to idź do schroniska, tam dostaniesz go za darmo[/COLOR][/I]. I w tedy otworzyły się nam oczy i zaczęliśmy szukać piesków w potrzebie i tak trafiłam na dogomanię. Jestem pełna podziwu dla wszystkich wolontariuszy, którzy poświęcają wiele, aby psiaki były szczęśliwe. Ja bym nie potrafiła. Bardzo emocjonalnie podchodzę do zwierzaków, i nie zniosła bym chyba rozstania. Gdy wróciliśmy po świętach do wrocka, to łzy leciały mi same, bo u rodziców został mój pierwszy pupil, Filuś. To już jest staruszek (12,5 lat) ale tak go kocham, że mniej tęsknie za rodzicami niż za Filuniem. Oby więcej takich ludzi na ziemi, jak WY:loveu:
-
Witam! 3 tygodnie temu adoptowaliśmy z mężem Totka, a z tego co mi się wydaje, to Totek i Jacek są rodzeństwem. Chciałam napisać, że Totek i Jacek mają wspólne cechy, np wychodzenie z domu. Gdy Toto przyjechał do nas, to tak jak Jacuś, bał się wychodzić, a na spacerach prosił, aby go wziąść na ręce. Jednak po ok. 3 dniach jego nastawienie zmieniło się i teraz pierwszy czeka przed drzwiami, a na spacerach nie w głowie mu bycie na rączkach :diabloti: Poświęciliśmy mu jednak sporo uwagi, czasu i cierpiliwości, z resztą robimy to nadal i nie chcemy przestać. W pierwsze dni kładliśmy się obok niego na podłodze i tak sobie leżeliśmy. Teraz, gdy tylko siadamy na podłodze od razu przybiega do nas z zabawką i ładuje się na kolana. Podobnie jak Agatka, Totek sypia z nami, ale czasem woli być po prostu u siebie i w tedy za żadne skarby świata nie przyjdzie do nas na łóżko, a my to szanujemy. Przed adopcją zaznaczaliśmy, że chcemy mieć psa do kochania, miziania i przytulania a nie obrońcę domu. Z resztą Toto jest mało odważny :lol: Gdy czuje się zagrożony przybiega szybciutko i nie ruszy się na krok, tylko patrzy co robimy. Pisząc to wszystko chciałam tylko powiedzić, że to są pieski do kochania. Nie będą z nich stróże domu czy posesji, pomimo, że raczej będą duże (Toto waży prawie 11 kg). Tak jak reszta rodzeństwa, tak i Jacuś znajdzie swoją "miłość" - potrzebuje tylko więcej czasu niż reszta. A nowi państwo będą musieli włożyć dużo MIŁOŚCI i pracy, aby Jacuś poczuł się u nich jak w domu. Zajmie mu to więcej czasu, ale jak już będzie czuł się bezpiecznie, to będzie też szczęśliwym psiakiem. Trzymamy wszyscy mocno kciuki:loveu: Jeszcze tylko fotka Totka [URL="http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/076f6bba38df71db.html"][IMG]http://images32.fotosik.pl/184/076f6bba38df71dbm.jpg[/IMG][/URL]
-
Dla wszystkich miłośników psów polecam serdecznie książkę JAN FENNELL "Zapomniany język psów - Jak zrozumieć najlepszego przyjaciela człowieka". Autorka książki opisuje w niej, na pozór, dość kontrowersyjne metody wychowywania psów w każdym wieku. Całą swoją wiedzę jaką zdobyła, oparła na stadzie wilków. To na ich przykładzie tłumaczy codzienne zachowania naszych psiaków i w sposób bardzo przystępny wyjaśnia, jak powinniśmy się zachowywać, gdy pies zachowuje się w sposób nie do przyjęcia przez nas - ludzi. Warto do niej zaglądnąć. My stosujemy owe metody - jesteśmy na etapie hierarchizacji naszego stada. Już po 2 dniach widzimy zmiany w zachowaniu Totka, szczególnie podczas jedzenia. Już nie jest taki podniecony, tylko czeka cierpliwie na swoją kolej i na pozwolenie na podejście do miski. Będziemy ćwiczyć dalej i będziemy informować o postępach w nauce.;) No kochani. Toto ma się dobrze, jest bardzo pojętny. Dość szybko przychodzi mu nauka, lecz czasem -zwłaszcza na spacerach, gdy dostaje nagrodę za dobre zachowanie- używa podstępu aby dostać smakołyk - zwłaszacz przy załatwianiu swoich potrzeb fizjologicznych. Niestety jedziemy na święta do rodziny, a Totka czeka ciężka przeprawa. Skontaktowaliśmy się z weterynarzem, a ten udzielił nam wyczerpujących wskazówek. No musi to przetrwać, nie ma innej rady. Za to jak dojedziemy, będzie miał go kto miziać :) Chcę zamieścić parę fotek i pokazać, ile ma możliwości aby wybiegać się na spacerach (które nawiasem mówiąc trwają przeciętnie 1 godz. a jest ich przynajmniej 4). To jest okolica za naszym blokiem. Zdjęcie wykonałam wczoraj (19.03) o 14 - patrzecie jaka piękna pogoda. Nic nie zapowiadało, że będziemy święcić jajka na sankach: [URL="http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/2142890c05b17c62.html"][IMG]http://images23.fotosik.pl/178/2142890c05b17c62m.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/f6293f15a198ad72.html"][IMG]http://images34.fotosik.pl/185/f6293f15a198ad72m.jpg[/IMG][/URL] Teraz troche fotek Totka: [URL="http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/2800f3624e9aa410.html"][IMG]http://images25.fotosik.pl/178/2800f3624e9aa410m.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/c14fb46ca8cd927b.html"][IMG]http://images25.fotosik.pl/178/c14fb46ca8cd927bm.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/5922e4f6a7e45f26.html"][IMG]http://images34.fotosik.pl/185/5922e4f6a7e45f26m.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/1bd38b9509a77b3f.html"][IMG]http://images27.fotosik.pl/179/1bd38b9509a77b3fm.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/076f6bba38df71db.html"][IMG]http://images32.fotosik.pl/184/076f6bba38df71dbm.jpg[/IMG][/URL] Głupie miny też potrafi zrobić :) [URL="http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/97d0e58faf52a7ff.html"][IMG]http://images31.fotosik.pl/185/97d0e58faf52a7ffm.jpg[/IMG][/URL] A to już UWAGA zjęcia z wielkiego czwartku!! [URL="http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/60eff3ef206f289b.html"][IMG]http://images33.fotosik.pl/186/60eff3ef206f289bm.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/c12c92ab358fc79e.html"][IMG]http://images34.fotosik.pl/185/c12c92ab358fc79em.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/7e488ca86abc9674.html"][IMG]http://images27.fotosik.pl/179/7e488ca86abc9674m.jpg[/IMG][/URL] Życzymy Wam wesołych świąt oraz mokrego lanego poniedziałku!! Pozdrawiamy Aga, Sławek, Totuś
-
Jak już zapewne wiecie, Totek ma problemy lokomocyjne, tzn. wymiotuje i jest ogólnie niespokojny w czasie podróży. Gdy byliśmy u weterynarza, to ten polecił nam, aby psiaczek jeździł z przodu, przy nogach pasażera. Tak też robiliśmy, był może troszkę spokojniejszy, ale nadal wymiotował. Jak wcześniej wspominałam, zaopatrzyliśmy się w mądrą książkę o wychowywaniu psów i radzenia sobie z nimi, gdy te sprawiają jakieś problemy. Jest to książka "Zapomniany język psów", w której autorka opisuje metodę wychowawczą, którą sama opracowała, przyglądając się życiu wilków. Metoda ta, przede wszystkim, polega na ignorowaniu psa (oczywiście wg. ściśle określonych zasad - nie myślcie, że olewamy psa i już go nie kochamy), gdy ten zachowuje się w sposób nie do zaakceptowania przez właściciela. Gdy pies się uspokoi to ma czas na przemyślenia, dlaczego tak się stało? Metoda ta, ma również na celu ustalenia hierarchii w stadzie, w którym przecież wspólnie z psem żyjemy. Pies musi zrozumieć, że to nie on przewodniczy stadu, i że nie musi brać na siebie odpowiedzialności za nie. Tak czy owak, wczoraj (tj. w sobotę) pojechaliśmy do mojej rodziny na wieś w odwiedziny. Rodzinka mieszka 60 kg od naszego domu. Oczywiście, że Totek też pojechał. Gdy już siedzieliśmy w autku, Totek jak zwykle był przerażony tym, co za chwilę nastąpi. Nie daliśmy jednak za wygraną i konsekwentnie ignorowaliśmy jego zachowanie gdy piszczał, lub gdy chciał na kolana. Miało to na celu zrozumienie, że nic złego go nie spotka w aucie. Po 15 minutach wyciszył się, ale niestety wymiotował 2 razy w ciągu całej podróży. W drodze powrotnej stosowaliśmy konsekwentnie dalej tę samą metodę. Już po 2 minutach był spokój, Totek leżał bardzo spokojnie i co najważniejsze NIE wymiotował :multi::multi::multi: Nie wiemy dlaczego tak się stało. Czy to wpływ naszego zachowanie na jego, jakby nie było, histerię, czy może powoli się przekonuje do jazdy samochodem. Tak czy owak pierwsze koty za płoty. My dalej uczymy go podchodzić do samochodu. Po każdym spacerze przechodzimy koło naszego samochodu, więc za sprawą "smakołyków:diabloti:" podchodzi. Na razie bardzo niepewnie, ale już raz nawet liznął drzwi, więc może niedługo będzie już lepiej.
-
a skąd wiadomo, że będzie ważył 30 kg?:cool3: Muszę wam powiedzieć, że ten weterynarz ma oko. Jak zaczęliśmy mówić o Totka "wyglądzie dojrzałym", to lekarz swierdził, że już teraz Totek ma ok. 7 - 8 kg. Poszłam, zważyłam i jest 7 kg. Weterynarz przypuszcza, że psinka powinien osiągnąć ok. 30 kg. Co do jazdy z nim samochodem, to zaopatrzyliśmy się w maty. Siedzi na nich i jak coś to wymiotuje na nie. Poza tym w pogotowiu są reklamówki (wczoraj jedną wykorzystał) i cała sterta papierowych ręczników, ponieważ strasznie zaczyna się ślinić w aucie, a ślina jest wszędzie gdzi on. Biedaczysko strasznie przeżył szczepienie. Na początku, już w domu, wszystko było ok. A gdzieś o 22 zaczęło się. Tak piszczał, że nie wiedzieliśmy co robić. Nie mógł oprzeć główki (zastrzyk dostał w kark), ledwo chodził, i chciał żeby ktoś przy nim był, tulił, głaskał, całował, żałował itp. Po pół godz. Sławek zadzwonił do przychodni i mówi, że coś jest nie tak. Lekarz wypytał się, czy ma spuchnięte oczka albo czy wymiotuje - nic takiego nie było. Więc weterynarz powiedział, że niestety, ale Totek tak reaguje na działanie szczepienia, i trzeba to przetrwać. Leżał u siebie, jak z krzyża zdjęty i popłakiwał. I tak to trwało do 1 w nocy, po czym przeszło. Postanowił, że będzie z nami spać na łóżku, sam wszedł i zaczął nas zaczepiać - trwało to chwile, po czym zasnął. Dzisiaj jest już ok. Wszystko jest w normie, ale będziemy jeszcze go obserwować. Pierwszy raz widziałam, żeby pies tak zareagował na szczepienie. Szkoda nam go było, ale już jest ok. Nowinki: Totek ma się dobrze, jest wesoły, chętnie bawi się, wychodzi na spacerki. W domu już nie sika (chyba, że zostanie sam). Wydaje nam się, że już troszeczkę podrósł, z resztą oceńcie sami. [URL="http://www.fotosik.pl/showFullSize.php?id=c9ae698845b44734"][IMG]http://images31.fotosik.pl/172/c9ae698845b44734m.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl/showFullSize.php?id=505fdf28205bffd7"][IMG]http://images32.fotosik.pl/172/505fdf28205bffd7m.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl/showFullSize.php?id=a0ea812efae0247e"][IMG]http://images33.fotosik.pl/172/a0ea812efae0247em.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl/showFullSize.php?id=c11b1bd384f7c690"][IMG]http://images27.fotosik.pl/172/c11b1bd384f7c690m.jpg[/IMG][/URL] W środę, 12.03 minęły 2 tygodnie, jak Toto jest z nami. Tak jak ktoś napisał na forum, i tak jak jest również napisane w mądrej książce, pies potrzebuje ok. 48 godz, aby przyzwyczaić się choć trochę do nowej sytuacji, i potrzebuje ok. 2 tygodnie do pełnej aklimatyzacji w nowym domu. To jest czas, kiedy poznaje nowe miejsce, właścicieli i uczy się żyć razem z nimi. Jeżeli po tym okresie pies jest psem, to jest ok. Totek czuje się już u nas, jak u siebie. Bardzo pilnuje swojego spania, godzin posiłków i zabaw. Jest wesołym szczeniakiem, którego niemal wszystko interesuje - brakuje tylko odwagi. Jak na swój wiek, jest bardzo mądry i szybko łapie, co mu wolno a czego raczej nie powinien robić. W domu już stara się od tygodnia nie sikać, pilnujemy go. Jak czuje potrzebę, to siada przed drzwiami na taras i czeka. Nie daje żadnych werbalnych znaków, więc trzeba tego pilnować. Owszem, czasem zrobi małą powódź w domu, ale rzadko. Zaopatrzyliśmy się w dwie mądre książki o psach, w których można znaleźć wiele fachowych porad i wyjaśnień niektórych psich zachowań. Pozdrawiamy serdecznie Aga, Sławek i Toto [U][URL="http://www.fotosik.pl/showFullSize.php?id=ee8b3d013f6b6d0b"][IMG]http://images24.fotosik.pl/173/ee8b3d013f6b6d0bm.jpg[/IMG][/URL][/U]
-
Byliśmy u weterynarza. Czekaliśmy do wieczora, żeby ominąć korki, aby Totek się za bardzo nie męczył w autku. Więc mamy rewelacyjne wręcz wieści. Totuś jest zdrowy, został przebadany, zaszczepiony. Wzięliśmy również jakieś smarowidło na pchły i kleszcze. "BRZDąC" waży 7 kg, rozwija się zdrowo a jego docelowa waga to ok. 30 kg. Ma bardzo wiele z owczarka, szybko się uczy ale jest okropnym płaczkiem. Po zastrzyku zaczął tak płakać, że nie mogliśmy go uspokoić. Weterynarz odpowiedział na nasze wszystkie pytania, i już wiemy, jak Totka przewozić, żeby podróż była jak najmniej męcząca (nawet podziałało - był przede wszystkim spokojniejszy, no i tylko jeden raz wymiotował). Po przyjeździe do domu poszedł jeszcze na spacerek, załatwił swoje wszystkie potrzeby, zjadł ze smakiem kolacyjkę i teraz biedaczysko odpoczywa. Pytaliśmy się o kastrację. Lekarz doradził, aby poczekać, aż Totek przestanie rosnąć (czyli jeszcze ok. roku). Chciałam się dowiedzieć na forum, czy taki okres czasu jest rzeczywiście potrzebny, aby przeprowadzić zabieg. Nie chcemy, żebyście myśleli, że uchylamy się od "wymagań adopcyjnych". Poważnie podchodzimy do sprawy, a nawet zastanawiamy się nad "psim przedszkolem", link do strony jak coś [url]www.cywil.pl[/url] - napiszcie, co o tym sądzicie. No to chyba tyle z nowinek i oczywiście pozostajemy w kontakcie.
-
Wczoraj wieczorem mój Sławek przyjechał po mnie na korepetycje z Totkiem. Wycieczka ta okazała się wielkim nieporozumieniem. Podejrzewamy, że Totek bał się, że nie wróci do domu, bo przez całą podróż piszczał (czas jazdy 25 min). Wydaje się nam, że ze strachu narobił na całe tylne siedzenie, razem 3 duże kupy, no i oczywiście biedaczek wymiotował :-( Jak wyszłam z korepetycji, to posprzątaliśmy troche samochód, ale ten tył wyglądał jak jedno wielkie pobojowisko. W drodze powrotnej siedział juz u mnie na rękach, więc tylko pomrukiwał no i oczywiście jeszcze 2 razy wymiotował. Jak już dotarł do domu, to stał się zupełnie innym psem. Już nie był taki wystraszony i tylko zaglądał po miskach. Musiał się obejść ze smakiem, bo dostał tylko troszkę suchego. Dzisiaj wybieramy się do weterynarza. Musimy coś poradzić na te jego wymiociny w samochodzie. Niestety dr Toś jest na zwolnieniu, bo jego żona jest w szpitalu, ale doradził mi innego weterynarza z przychodni, w której pracuje. Więc idziemy i nie będziemy czekać do przyszłego tygodnia. Resztę przedstawie po wizycie.
-
Do weterynarza wybieramy się jutro. Kupki Totka są bardzo zadowalające. Przybrały "kupową" barwę no i oczywiście też egzystęcję. Zastanawia nas tylko GDZIE ON TO WSZYSTKO W TAK MAŁYM BRZUSZKU MIEŚCI??!! Jak już zacznie, to tyyylle nawali, że aż strach:crazyeye:. A już nie wspomnę o bąkach. Sadzi takie tajniaki, że nie można wytrzymać i trzeba uciekać gdzie pieprz rośnie, bo strefa skażenia jest spora. W poniedziałki i wtrorki mam sporo zajęć (wieczorne korepetycje), więc wybaczcie, że się nie odzywam. Dam znać, jak przebiegła wizyta u weterynarza.
-
[URL="http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/c9790b9b923be9ba.html"][IMG]http://images33.fotosik.pl/164/c9790b9b923be9bam.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/89467e1729420697.html"][IMG]http://images31.fotosik.pl/164/89467e1729420697m.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/6e9fc47244641363.html"][IMG]http://images31.fotosik.pl/164/6e9fc47244641363m.jpg[/IMG][/URL] Takie zdjęcia udało się mi zrobić w piątek. Akurat byliśmy na tarasie, a Totuś bawił się misiem. "Mały rozrabiaka" robi postępy. Wczoraj wieczorem podkradł wędlinę z talerza, a potem nie pozwalał nam ubrać pościeli, ponieważ poszwy były super zabawkami. Strasznie nas zaczepia, podgryza no i zaczął wydawać pierwsze, pieskie dźwięki, tzn. warczy i szczeka. Na razie jednak bardzo sporadycznie. Jak już jest wyspany i najedzony, to kombinuje. Chodzi i sprawdza, co by tu można było nabroić. A na spacerach, zwłaszcza teraz, gdy jest mokro, wyszukuje dżdżownice, i łapie je do pyska. Nie wiem, czy ma na nie ochotkę, bo zaraz każemy mu je wypluwać. Śmieszny i kochany psiaczek z niego. Jak na razie nie nudzimy się przy nim.
-
Toto czuje się w domku coraz swobodniej, przez co pozwala sobie na więcej. Jest bardzo chętny do zabaw i na szczęście nie jest już smutny. Na spacerki wychodzi chętnie, chociaż na dworze bywa jeszcze różnie. Szczególnie dziasiaj, przy silnym wietrze i deszczu nie chce daleko odchodzić, więc wychodzimy z nim do ogródka. Jak już wie, że kierujemy się w stronę domku, to goni jak szalony. Wbiega do klatki, siada przed drzwiami i czeka z niecierpliwością, aż wejdzie do środka, po czym szybciutko leci do MISKI. Bardzo odpowiada mu taras, na którym szaleje, biega ... no i załatwia się. Od popołudnia nie nasikał w domu, co pół godz. wychodzimy z nim, a on sam, jeżeli zajdzie taka potrzeba, siada przed drzwiami sygnalizując ochotę wyścia. Z tym załatwianiem się trzeba jeszcze popracować ale najważniejsze, że sam zainteresowany wykazuje chęć współpracy. Jego walorem jest inteligencja, którą umiejętnie wykorzystuje. Poza tym lubi się bardzo przytulać, głaskać no i podgryzać. Oby tak dalej. Totuś wniósł w nasze życie i do domku wiele radości i miłości. Jest bardzo ufny, radosny ale jeszcze troche płochliwy, przez co jest karny i wyciąga wnioski. Wierzymy, że z czasem nasza "WSPÓLNA PRZYJAŹŃ" dojrzeje i staniemy się fantastyczną rodzinką (już stawiamy pierwsze kroki). Dlatego jesteśmy Ci bardzo wdzięczni HALBINO za zaufanie jakim nas obdarzyłąs i pomoc.
-
Mam nowe wieści o Toto. Piesek już się dosyć dobrze oswoił z nową sytuacją. Szaleje, podgryza nas i szuka zaczepki. Bardzo szybko nauczył się wchodzić na łóżko no i oczywiście odważnie z niego zeskakuje. Apetyt ma wilczy. Cały czas chodzi do miski i sprawdza, czy czasem w niej sie coś nowego nie pojawiło. Przeprosił się również z suchą karmą i już nie wybrzydza. Sprawa kupek też już lepiej wygląda. Najpierw wychodzi trwałej egzystencji tylko na wierzch wypływa troche luźna. Biegunki, i innych niepokojących objawów jak na razie nie zauważyliśmy. Totuś jest wesoły i chętny do zabaw. Zupełnie inny pies, aż miło. Chciałam zamieścić dzisiaj zdjęcia Totka, ale czytnik kart odmówił posłuszeństwa. Muszę coś innego wykombinować.
-
Dzięki za wskazówki. O niektórych wiedziałam, a co nie wiedziałam, to się dowiedziałam (swoją drogą, człowiek uczy się całe życie). Dziasiaj, na poobiednim spacerku, Toto znalazł sobie patyczekktóry przypadł mu do gustu, więc wzieliśmy go do domu. I tak jak napisałaś o jedzeniu na legowisku, patyczek jest gryziony TYLKO na spanku, nigdzie więcej. Muszę przyznać, że mądry z niego psiaczek. Mój stary, 13-letni pies, nigdy nie wpadł na takie rozwiązanie. Jak miał coś drogocennego, to chował się pod stół w kuchni, albo uciekał za fotele w pokoju. Jeżeli będę miała jeszcze jakieś wątpliwości lub nowinki, na pewno odezwę się, dzięki za pomoc
-
Zastanawia mnie jedna sprawa u Toto. Na początku myśleliśmy, że Totek jest porządnicki, i odnosi swoje zabawki do siebie (na swoje spanie). Tak było w przypadku misią, którym się bawi. Ale zauważyliśmy równierz, że lepsze jedzonko też zanosi do siebie, i tam je je albo zostawia sobie na później. Chcielibyśmy się dowiedzieć, czy takie zachowanie jest normalne czy może świadczy to o tym, że jeszcze nie pewnie czuje się u nas. Na spacerkach zdecydowanie czuje się lepiej bez smyczy. Chodzi, biega, nie zatrzymuje się co chwilę i nie popiskuje, tak jak ma to miejsce na smyczy. Apetyt ma, ale jak już wspomniałam, jest trochę wybredny i nie zabardzo chce jeść rzeczy, które choć trochę mu nie podchodzą. W domku zachowuje się różnie. Czasem biega i bawi się, a czasem leży taki smutny :( (widać po oczkach). Miłe jest to, że jak widzę w jakim jest chumorku i idę do niego pogadać i poprzytulać się, to on odwzajemnia to (oczywiście przytulanie - rozmowny na razie nie jest, nawet jeszcze nie słyszeliśmy jak szczeka :)) Na prawdę jest słodki, ale na razie to jest on przeciwnieństwem pieska z opisu, jak się o niego dowiadywałam. Dzisiaj poraz pierwszy został sam. Trochę łkał, ale bardzo cichutko (tak do siebie). Pewnie cały czas leżał, bo nawet nigdzie nie było siku. Ale za to jak przyszłam, to popuścił (chyba ze szczęścia, bo na prawdę się ucieszył), a potem, zanim zdążyłam z nim wyjść, zdążył sie 3 razy posiusiać. Więc tak na razie wygląda jego pobyt u nas. Dzięki za wsparcie duchowe, na pewno pomoże. Pozdrawiamy
-
Pierwszą kupę zrobił zrobił dopiero o 9 rano i nie była ona "fascynująca czy może zadowalająca". Była bardzo luźna i dziwnego, ciemno-żółtego koloru. Tak jak Halbina tłumaczyła, może to mieć związek ze zmianą diety, a do tego może dołączyć również inna woda. Pomimo, iż kupka nie jest fajna, to Totuś nie wykazuje jak na razie oznak, nie daj Boże, choróbska. Jest energiczny, skacze i biega po ogródku oraz tarmosi misia jak tylko może nosząc go wszędzie za sobą, a teraz całuje się z lustrem. Zobaczymy co będzie dalej ...
-
Wczoraj wieczorem Totuś, po drzemce na ŁÓŹU, Toto odrzył. Zaczął zwiedzać mieszkanie, tym razem dokładnie. Każdy kąt był jego. Znalazł sobie również dwóch "kolegów". Jednego w przedpokoju (tam znajduje się szafa z lustrem) i bawił się z "nim". Wyprawiał dosłownie cuda. Lizał to lustro, chował się, ruszał łapką i nie mógł się nadziwić, że po drugiej stronie ktoś jest i rusza się tak samo jak on. Drugi przyjaciel, to moja przytulanka, Pan Łoś. Żadna zabawka nie zrobiła tyle furory co maskotka. Jest niewielkich rozmiarów, więc mu pasuje. Ale dobre psisko z niego, bo bardzo go nie tarmosi. Nocke przespał bez najmniejszych trudności, na swoim spanku i nie popiskiwał (aż byliśmy w szoku). Co do jedzonka jest troche wybredny. Sucha karma, phi kto by pomyślał. Więc, tak jak Halbina radziła, trochę go oszukałam, i pomieszałam suchy pokarm z mokrym. Jadł, aż mu się uszy trzęsły. Z piciem nie ma problemów, żłopie jak smok. No i pokochał nasze ogródki. Chętnie na nie wybiega, troche podjada trawki ale najbardziej interesujące są suche liście, które na niej leżą. Podrzuca je, gania koło nich, na prawdę jest pocieszny. Mam nadzieje, że dobrze mu będzie u nas, a z naszej strony dołożymy wszelkich starań, żeby czuł się dobrze a dogomaniacy, kibice Totusia będą na bieżąco informowani o naszych wspólnych poczynaniach.
-
Podróż niestety, jak już wiecie, nie przebiegła spokojnie. Już po 10 minutach Toto zwymiotował. Akurat była w pobliżu stacja, więc zjechaliśmy na nią. Tam troszeczkę pochodził i zrobił siusiu. Wyglądało, że już wszystko będzie ok. Po przejechaniu ok 70 km autostradą zatrzymaliśmy się na siusiu i picie. Totuś niestety nie chciał pić :( Pojechaliśmy więc dalej. Już zjechaliśmy z autostrady we Wrocku i znowu niespodzianka. Tym razem wymiociny były bardzo niewielkie. Wyglądało tak, jakby nie miał czym. I po 15 minutach znowu. Tym razem dość solidnie z niego poleciało. Biedny męczył się :( Jak już dojechaliśmy na miejsce, to poszłam z nim na spacerek. Był zainteresowany otoczeniem, ale nie załatwił się, więc poszliśmy do domu. Tam dostał jedzenie no i na szczęście po wielkich namowach napił się wody, a wypił jej sporo. Teraz zwiedza domek, w między czasie wyszedł na taras i załatwił swoje potrzeby. Kupka była bardzo mała, zaledwie 2 kleksiki no i trochę popierdział. Mąż położył go do pościelonego łóżeczka i wygląda na to, że Toto jest w 7 niebie. Z jego zachowania można wywnioskować, że jest smutny, ale do póki nie zajął zaszczytnego miejsca w łóżku, nie odstępował nas na krok. Mam nadzieje, że wszystko się ułoży. Trzeba dać mu trochę czasu na aklimatyzację no i obserwować stronę zdrowotną maluszka. Tak czy owak będziemy w kontakcie, a w razie co, mam już namiary na weterynarza we Wrocku. Pozdrawiamy wszystkich dogomaniaków
-
Zakupy nawet udały się. Na Totusia czekają już śliczne dwie miseczki, jedzonko, zabawki, coś do podgryzania no i oczywiście smycz (wyciągana do 5 m). Za naszym blokiem jest spore pole i tereny zalesiane przez miasto, więc za bardzo to nie będzie miał chyba okazji chodzić na smyczy. Aczkolwiek zadbamy o to, aby był do niej przyzwyczajony.