Jump to content
Dogomania

rozi

Members
  • Posts

    22789
  • Joined

  • Days Won

    10

Everything posted by rozi

  1. Kto to wie? Ja nie sądzę, żeby marchewka się cieszyła, kiedy się ją wyrywa.
  2. Ja w całym moim życiu umyłam jedno okno. Tak mnie jakoś naszło.
  3. Gadanie. Nie etyczny właśnie, etycznie to ja kiedyś fasoli nie umiałam ugotować, bo przecież pęd puści i będzie roślinka żyć (ja się nie ograniczam do zwierząt w empatii, cokolwiek to znaczy). Trzeba, znaczy moim zdaniem, robić to, co organizm chce. Mój czasem chce mięsa, to jem, potem przez miesiąc nie chce, to jem warzywa, a teraz mi powiedział (organizm mój), że nie chce makaronu, to jem ziemniaki. Ale to przy swobodzie.
  4. Srycja. Sztuczna inteligencja!
  5. Prosili na grupie "Ada tak nie wypada", więc udostępniam. Historia z Lią i "fundacją" Ada w Przemyślu. Niech idzie w świat... To może teraz ja opowiem moją historię..będzie długa i zaczęła się niecałe 5 lat temu, kiedy to obejrzałam filmik z płaczącym Radkiem, bo chcieli mu zamknąć ośrodek czy coś takiego, już nie pamiętam o co chodziło. Zrobiło mi się ich żal. No i tak dałam się wkręcić. Jakiś czas później zobaczyłam moją Lię (sierpień 2018 r.) Zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Więc były wpłaty na leczenie, stały przelew, wtedy też były organizowane koncerty charytatywne na budowę psiej wioski, więc praktycznie na każdym z tych koncertów byłam (jestem ze Śląska, więc kawałek mam). Na pierwszym koncercie Lia już była w ośrodku, więc zapytałam jak wygląda kwestia adopcji. Zbywano mnie. Pomyślałam no ok, pewnie już ktoś jest zainteresowany. Jakiś czas później, bodajże w okolicach października/listopada, na FB pojawił się post jakiejś nieznajomej laski, że szuka karmy i podkładów dla Lii (WTF!?). Odpowiedź z Ady brzmiała: to nie dla niej, tylko dla psów z nią przebywających no ok. Tydzień później kolejny post od tej samej laski, że szuka DT w Warszawie, bo Lia leci do Stanów... No tu już mi ręce opadły. Napisałam do Radka, że chociaż nie jestem właścicielką to nie wyrażam zgody na to. No i dwa tygodnie później Lia trafiła do mnie. Bez umowy, bez wizyty adopcyjnej Następnie byłam urabiana, że Lia będzie miała darmowe leczenie. Tak jak jest to wmawiane wszystkim nowym właścicielom. Niestety dalej miałam ustawiony stały przelew, kiermasze, przelewy na inne zwierzaki. Jakiś czas później, kiedy Lia już wyzdrowiała całkowicie (na początku miała krzywicę, robaczycę i grzybicę, trafiła do mnie prawie wyleczona, ale wychudzona), pojechałam na wizytę do Ady i wcześniej spotkałam się z wolontariuszką, która opowiedziała mi różne historie, po których włos się na głowie jeżył. M.in. o tym, że Lia tylko na zdjęciach była w szpitaliku, a tak to w obsranej, śmierdzącej i zardzewiałej klatce gdzieś z tyłu lecznicy i to że zwierzęta albo uciekają (borsuki) albo umierają a zrzutki prowadzone są dalej jeszcze przez kilka lub kilkanaście dni... Na drugi dzień odwiedziłam Adę i tam mnie zapewniano, że to nieprawda i mydlono mi oczy. Uwierzyłam. Rok później zrobiłam z koleżanką zbiórkę w pracy. Uzbierał się prawie cały samochód darów.. karma, żwirek, legowiska, miski nawet mały snopek siana. Pojechaliśmy 350 km w jedną stronę. Na miejscu zero jakiegokolwiek zainteresowania. Wzięli rzeczy i schowali gdzieś. Wzięłam też Lię, żeby ją zbadali czy wszystko jest w porządku i przy okazji zaszczepili, bo akurat zbliżał się termin. Przypominam, że obiecali bezpłatne leczenie Zbadali, zaszczepili -wszystko ok. Jakieś 15 minut później dostaję telefon z nieznanego numeru. "Dzień dobry, czy Pani jest jeszcze na ośrodku, bo musi pani uregulować należność za badania i szczepienie - 160 zł"... Jak bym dostała w twarz. Skończyło się moje finansowanie ośrodka. Jak napisałam w komentarzu prawdę parę dni później, to mnie zablokowali. Ot cała historia. Na zdjęciach Lia w Adzie i teraz https://www.facebook.com/amanda.ami.jelen
  6. A właśnie miałam się tu dziś odezwać, wkleić opowieść z FB o fundacji Ada. Poszukam jeszcze raz i wkleję.
  7. Moja wpłata poszła już dawno. Na to samo konto, co poprzednia.
  8. Nie trzeba nawet skłaniać, każdy myślący człowiek rozważa to w sobie. Niemniej ja jem mięso (wiele lat nie jadłam, wróciłam kiedy mnie jakaś grypa przetrzymała ponad dwa miesiące), noszę futra (bez futra marznę na mrozie i koniec), noszę skórzane buty itd. A najbardziej mnie bawią paniusie, co zwierzątka nie zjedzą, a mają skórzaną torebkę
  9. A jajeczka? Pisklęta płci męskiej są zabijane Nie ma powodu, by chować pisklęta płci męskiej w fermie kur niosek. Ponieważ samce nie mogą składać jaj, są zabijane natychmiast po urodzeniu. Nie nadają się jako kury brojlerskie, ponieważ nie zostały genetycznie wyselekcjonowane do zbioru mięsa. Hurtowe niszczenie milionów piskląt płci męskiej często wiąże się z gazowaniem, gotowaniem, a nawet mieleniem. Zwierzętom tym nie przyznaje się humanitarnej śmierci, a ich narodziny stają się całkowicie bezużyteczne. https://polskikurnik.pl/drob/hodowla-drobiu-wstrzasajaca-rzeczywistosc-fabrycznych-ptakow-hodowlanych/cqne_obct#
  10. Co się dzieje? Nie kupujom?
  11. No właśnie, najgorsze. Hodowca chciał mi oddać piękną matkę Perełki i nie zdecydowałam się, w obawie że którejś odbije.
  12. No niestety, kot ma własne imię i sobie nie życzę. Kot też. To nie pierwsze podejście do przywłaszczania.
  13. Najbardziej nie trawię, jak ktoś jest cukierkowy, kiedy coś chce wymanić. Mój kot chrzani, okropny jest i już.
×
×
  • Create New...