Kończąc temat fajerwerków - w okolicach północy walili bliziutko przez jakieś 20 minut, suka ma to gdzieś, podeszła do okna dlatego, że jakaś spora grupa w parku wrzeszczała radośnie. Na same strzały spojrzała tylko na mnie pytająco. Czy słyszę i co to. No słyszę, nic ciekawego. I już.
Dziś od trzech godzin jakieś niedobitki trzeszczą, ze spacerem poczekam na koniec, jeszcze ją coś poparzy.