-
Posts
8628 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
2
Everything posted by gameta
-
"Dobrze, że jest dobrze". Dąbrówkowe psy zapraszają :)
gameta replied to pinkmoon's topic in Już w nowym domu
[quote name='basia0607']Gameto, znowu siejesz zamęt. . Nie ty jestes od wydawania opinii na temat schronisk Animals. Zamknij buzię.[/QUOTE] Basiu, po raz kolejny wtrącasz się w nie swoje sprawy nie mając o nich pojęcia. Naprawdę zadziwiasz mnie wciąż swoim przeciągiem między uszami... I po raz kolejny - nie ty jesteś od dyktowania mi co mam robić. Zajmij się swoimi psami na łańcuchach. -
"Dobrze, że jest dobrze". Dąbrówkowe psy zapraszają :)
gameta replied to pinkmoon's topic in Już w nowym domu
Cóż, myślałam że już dawno anulowałyście subskrypcje tego wątku, skoro na pytanie o adopcje zapadła taka głucha cisza... Wersję drugiej strony widzę tu czarno na białym - a psy cierpią nie przez jedną osobę ale przez ciebie także. Brudów nie wyciągam, chciałabym tylko, żeby postronne osoby przestały tu zagladać z nadzieją na informacje, bo nikt ich tu nie udzieli - ot i wszystko... Proponuję tym samym, by zamknąć ten wątek bo wprowadza niepotrzebne zamieszanie - a może kiedyś znajdą się ludzie, którzy założą wątek dąbrówki na nowo... -
"Dobrze, że jest dobrze". Dąbrówkowe psy zapraszają :)
gameta replied to pinkmoon's topic in Już w nowym domu
Och, oczywiście, że dwojga - ale jest jedno ale: dobremu wolontariuszowi zależy tylko na dobru psów i jest w stanie pominąć/zignorować/nie mieszać się we wszystko, co może zaszkodzić psom. Nie pominęłam Twojego posta - problem leży w przeszłości. Żaden kierownik schronu nie pozwoli sobie, żeby na jego terenie rządził wolontariat - takie jest prawo schronów. Dlatego nie da się wymazać przeszłości i tu akurat wcale się nie dziwię. Dziwię się natomiast, że dałaś się Pinki w to wszystko wkręcić, bo ja jako ja stawiałam cały czas na Ciebie, że będziesz ponad to wszystko... I cholernie żałuję, że się pomyliłam, bo na dąbrówce psom jest teraz ciężko i tylko dobry (oddany psom) wolontariat może im pomóc... -
"Dobrze, że jest dobrze". Dąbrówkowe psy zapraszają :)
gameta replied to pinkmoon's topic in Już w nowym domu
[quote name='Fiks']Wstrętne i obrzydliwe kłamstwo. Znasz wersję tylko jednej strony. A czy znasz moją wesję? PO CO przyszłaś na ten wątek? Tylko mącić i jątrzyć? Byłaś kiedyś w Dąbrówce? Byłaś wtedy jak był konflikt? Myślałam, że jesteś w porządku. PRZEPRASZAM, MYLIŁAM SIĘ.[/QUOTE] Po co przyszłam? Bo obstrukcyjnie porzuciłyście ten wątek, nie odpowiadacie na żadnego posta - skąd nagle reakcja na mój wpis? Dla mnie obrzydliwe jest to, że wasze animozje personalne odbiły się na psach i tylko one na tym ucierpiały. Znam wersję od strony psów. To, że nie odpowiadacie tu na tym wątku na pytania ich dotyczące też jest nie fair, bo tym co pytają też należy się wyjaśnienie. Tak Fiks, wlaśnie przez takie twoje ocenianie ludzi i ich postępków ucierpiały psy. Gratulacje Ta nie w porządku G. -
"Dobrze, że jest dobrze". Dąbrówkowe psy zapraszają :)
gameta replied to pinkmoon's topic in Już w nowym domu
[quote name='pinkmoon']Gameta, proszę Cię, nie pisz nieprawdy. Ja chciałam jeździć dalej do Dąbrówki. Niestety nie dostałam na to pozwolenia. Marzena (Fiks) tak samo. Jak widać, Dąbrówka sama rezygnuje z wolontariuszy.[/QUOTE] Wiesz, jednak na zakaz zdaje się zapracowalyście juz po tym, jak same zrezygnowałyscie z wolontariatu w dąbrówce, czyż nie? Pierwotnie nikt was nie wyrzucał, Ciebie Pinki chyba wogóle całość dość długo nie dotyczyła... -
"Dobrze, że jest dobrze". Dąbrówkowe psy zapraszają :)
gameta replied to pinkmoon's topic in Już w nowym domu
Cóż, napiszę prawdę - ten wątek umarł. Dziewczyny, które go założyły już nie jeżdżą do Dąbrówki - zostawiły dąbrówkowe psy... Nie wiem, kto mógłby udzielić wam informacji w tej chwili... Jedno jest pewne - potrzebni sa nowi wolontariusze na Dąbrówkę... -
hej dziewcztyny - wypuścili nas :) Gorączki już nie ma - antybiotyk zadziałał, pierwszy trafiony, choć wyniki posiewu były dopiero po trzech dniach. Przyczyną wszystkiego były bakterie w moczu - skąd? licho wie... na szczęście zdiagnozowali i wyleczyli - mam nadzieję, że raz na zawsze... Wczoraj przez wieczorną kolkę istniało zagrożenie, że nas nie wypuszczą, ale na szczęście prowadząca doktor stwierdziła, że po TAKIM antybiotyku to juz nic nie może młodemu dolegać i wyszliśmy :) Teraz muszę w końcu młodego zarejestrować, bo już ma dziś 18 dni a jako obywatela jeszcze go niet. [B]Emi dziś przyszły krople od Ciebie - serdecznie Ci dziękuję !!![/B] I dziękuję wszystkim za wsparcie duchowe i ciepłe myśli w naszą stronę - teraz potrzebne kciuki, żeby cholerstwo nie wróciło :)
-
Dwa słowa o wanience - mam ondę. Jest genialna - nie wyobrażam sobie jak bym kąpała modego w tym stanie w którym jestem bez jej pomocy. Chyba by się ześmierdł na amen, bo w szpitalu nie myją WOGÓLE ze względu na jakąś bakterię w kranach... A tak kładę i kąpię. A spłukuję pod prysznicem :p
-
Sopkojnie, to że mnie cieli pionowo było planowe - tak jak pisałam prócz cc miałam także operację usunięcia guza. Normalnie tam tną poziomo. Może dlatego coś nie wyszło ze znieczuleniem - mało doświadczenia w pionowych cięciach czy jak... Ogólnie to jeszcze nie koniec moich przygód szpitalnych, ale na dalszą częśc musicie jeszcze chwilkę zaczekać ;)
-
Na początek - od wczoraj jesteŚMY w domu, ale dopieto teraz (!) dowlokłam się do kompa. Dziękuję serdecznie za wszystkie gratulacje, Soemie i Emili za przekazywanie info i wsadzenie foty (zanim ja usiądę do fot, może minąć jeszcze tydzień). Jak było? Hm... /tu proponuję, żeby Cudak nie czytała dalej/ Zacznę od tego, że do szpitala trafiłam PLANOWO 3.03. z wizją cięcia 4 lub 5go. I zaczęły się schody. Zleźli się lekrze, stwierdzili, że za szybko, bo to 38tc, że lepiej poczekać na 39, że należy mnie żelazem dożylnie pofutrować itp itd. Leżałam więc uroczo na oddziale patologii ciąży, codziennie dopytując się KIEDY?! W poniedziałek, 8 marca pusciły mi nerwy i ściełam się z lekarzem, który kazał mi się stawić 3.03. - delikatnie mówiąc wygarnęłam mu dość dosadnie co sądzę o jego pokrętnych tłumaczeniach na temat mojej dwupakowości - generanie wyszło na to, że on jak on ma goowno do gadanie na oddziale, że siedzę w dwupaku decyzją ordynatora, któremu bardzo przypadł do gustu mój przypadek. Na koniec awantury usłyszałam, że on tu nikogo na siłę trzymac nie będzie i jak mi się coś nie podoba to się mogę wypisać na swoją prośbę. Wkurzona do granic i zaryczana po pachy - autentycznie nerwy mi puściły na maxa - dorwałam ordynatora i zaczęłam wygarniać i jemu, zaczynając od słów "co mam podpisać, żęby wyjść na własne żądanie?!". A ten oaza spokoju, popatrzył, przytulił i powiedział "jeszcze trochę wytrzymaj, obiecuję, że jutro poznasz termin" czym rozłożył mnie na łopatki tak, że wpadłam w spazmatyczny szloch i poczłapałam do kibla się wyryczeć. I faktycznie na drugi dzień z rana na obchodzie usłyszałam "czwartek". Do czwartku ładowali we mnie dożylnie żelazo, które po pierwsze cholernie boli, po drugie rozwala żyły, więc codziennie musiano mi zakładać nowe dojście, bo poprzednie się nie nadawało już do niczego. Gdy nadszedł czwartek, czyli TEN dzień, nie maiłam już wolnych "ładnych" żył i dojście musiała mi zakładać piguła anestezjologiczna, bo te z patologii już sobie nie poradziły. Po założeniu tegoż dojścia i całej reszcie atrakcji związanych z przygotowaniem do cc zostałam wsadzona na łóżku i zawieziona na salę operacyją, gdzie czekał na mnie anestezjolog (nie, nie pofatygował się wcześniej na pogadankę). Znieczulenie na całość zabiegu - czyli cc plus usunięcie guza miało być podpajęczynówkowe. Ładnie wsadził mi igłę między kręgi, zrobiło mi się ciepło w nózie, dostałam tlen na twarz i położyłam się plackiem. I przyszli lekarze od cięcia. Oczywiście ciął mnie ten, z którym się pożarłam (foch mu nie zszedł do samego końca mojego pobytu w szpitalu, czyli aż do wczoraj, w sumie myślę, że dziś też nie jest mu lepiej...) No i się zaczęło - pierwszy niepokój wzbudził tekst anestezjologa do lekarza "sprawdź bo nie jestem pewny". Cóż się okazało? Okazało się, że zostałam rozkrojona (zgodnie z planem) pionowym cięciem od pępka w dół aż po spojenie, i wszystko byłoby ok, ale znieczulenie dostałam jakieś dwa kręgi za nisko i to co się działo w okolicy pępka i jakiś centymetr do dwóch niżej poprostu nie zostało znieczulenie i czułam ból. W związku z powyższym, lekarze w trybie ekspresowym wśród mojego darcia mordy (panicznego krzyku? histerycznego wrzasku?) wyciągneli młodego i w momencie, gdy piguła mi go pokazała, zostałam wprowadzona w stan całkowitego znieczulenia - czyli pełen odlot. Następne co pamiętam, to - nie, nie drogie panie, nie sala pooperacyjna) to wybudzenie dalej na stole operacyjnym i zaje...y ból, więc znów zaczęłam się wydzierać, na co usłyszałam - no co jest, przecież już TYLKO ZSZYWAMY !!! Pierwsze co usłyszałam od pielęgniarki na pooperacyjnej to słowa "ale panią znieczulili, niech ich szlag..." taaaaaaaa, przyznam, że trochę mnie to podniosło na duchu... następnie dostałam drgawek, więc załadowali mi relanium, a później jak meteror przez pierwszą dobę wracał ból i litry środków przeciwbólowych - pyralgina, ketonal, perfalgan - naprzemiennie i wszelkimi środkami - dożylnie i domięśniowo. Chociaż tego mi nie odmawiali, pewnie nie mieli siły słuchać mojego buczenia, bo bolało jak diabli i nie żałowałam sobie wyrażać tego głośno. A uwierzcie mi, że jestem wytrzymała na ból i po poprzedniej operacji jeden raz poprosiłam o przeciwbólowy zastrzyk. Ufff, dziś już więcej nie napiszę, bo mój Skarb, czyli efekt powyższego ma inną wizję spędzenia wieczoru niż ja przy kompie... Ciąg dalszy relacji jak się zbiorę w kupę...
-
Hej dziewczyny!!!!!!! Przyjechał do mnie na chwilę net do szpitala !!! Wpadam i informuję że ja nadal w dwupaku :-/ Tuczą młodego, tak macie racje, też się boję, że przyjdzie mi wychodzić z 6kg na ręku... Dzięki za trzymanie kciuków i proszę o jeszcze! Według najnowszego info od ordynatora tego całego cyrku będę się rozdwajać w czwartek :-) I mam nadzieję, że to już ostateczny termin, bo zacznę zabijać... Buziaki ogromne i do kolejnego, pewnie już z domu :-))
-
Juz nie łysa Balbinka we wspaniałym domu u Amici!!!
gameta replied to GoniaP's topic in Już w nowym domu
[quote name='GoniaP']Gameto, Ty rzuciłaś kamień w Majgę na wątku Kubusia... Nie wiem co sądzić o Twojej tu wypowiedzi.... Majga to dobry duszek, który nigdy nie rozjusza dogopiekiełka bez przyczyny i mówi mądrze.... A tu? Tu potrzeba mądrych ludzi, którzy pomogą Balbince w jej walce o lepsze jutro.[/QUOTE] Nie doszukuj się drugiego dna gdzie go nie ma. Wątek Kubusia to wątek Kubusia, nie mieszajmy. Cóż, według mnie nie zawsze mądrze - ale chyba mam prawo do odrębnego zdania? Też uważam, że Balbince potrzeba wsparcia - głównie kasy na leczenie. Zauważyłaś, że jak bierzecie na siebie opiekę nad jakims psem to wątek umiera i kasy nie ma? Nie sądzisz, że warto uzmysławiać ludziom, że fundacje żyją więc i pomagają z tego co wpłacą inni? Że warto wskazywać, bezsens płatnych tymczasów i hoteli równych schroniskom? Że warto pokazać, jak powinna wyglądać fachowa pomoc a nie jakias chora nagonka? -
Juz nie łysa Balbinka we wspaniałym domu u Amici!!!
gameta replied to GoniaP's topic in Już w nowym domu
[quote name='GoniaP']No i gdzie są ci wszyscy miłośnicy biednej Balbinki, co? Została nas garstka? Dlaczego??? Nie ma afery, nie ma współczujących, czy co??????????[/QUOTE] No jak? Przecież to standard :p Wam z nieba leci, więc sobie poradzicie nie? :shake: Podziwiam SchronTeam - wielki szacun, że jesteście ponad to, co tu przeczytaliście. Ponad dogopiekiełko wszystkiemudziwiących się dogomaniaczek. Gonia, pisz dużymi literami czego teraz potrzeba... -
Nugat - Wreszcie ma dom!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
gameta replied to marlenka's topic in Już w nowym domu
Skąd wyciągnęłaś jorka i czemu Barrack jest taki obrażony ? -
Sunia Chińskiego Grzywacza. Dejzi-nasze słoneczko już za TM
gameta replied to Kana's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Jutro już mnie nie będzie na dogo, w każdym razie jak coś, to już wiesz czyja ta pianka, ale ja dalej nie wiem gdzie to wysłać ponownie i czy Goś powinna zapłacić za powrót przesyłek i ich ponowne wysłanie... Jak się dowiesz w międzyczasie to daj znać na pw - odczytam jak powrócę ;) -
Sunia Chińskiego Grzywacza. Dejzi-nasze słoneczko już za TM
gameta replied to Kana's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Kana czy pianka Gos_logowanie_nie_działa nie wróciła przypadkiem do Ciebie? Bo mi skarpetki wróciły, napisałam jej pw, a ona mi coś odpisała o adresie, że niby inny, ale ja innego nie mam. Dawno to już było i ciesza. Teraz mnie nie bedzie przez jakiś czas i właśnie sobie przypomniałam, że jeszcze to mi wisi... -
Zacznijcie czytać ze zrozumieniem - to co piszecie jest dokładnie napadnaiem na Marcepan i dysponowaniem JEJ czasem i JEJ pieniędzmi - żenujące, ale fakt, patrząc szeroko po wątkach tylko tyle potraficie - szczególnie ty Goniu :p Skoro jasno jest napisane, że kontakt z domem tego psa jest utrzymywany, to ja nie widzę powodu, dla którego należałoby wozić psa do Słupska jeśli za chwilę byc może będzie dom w Gdańsku. Kto będzie pokrywał koszty transportu w te i nazad? Bo jak było pytanie kto wspomoże na hotel to dziwnie umilkłyście wszystkie - jak zwykle, prawda? I jeszcze raz ci powtarzam Goniu, że nie ty będziesz mi dyktować, gdzie mam się wypowiadać :p
-
[quote name='majqa']Gameto, masz kolejny zły dzień? Widzisz gdzieś w moim wpisie lub Polubek obelgę pod adresem Marcepan? :-o[/QUOTE] Nie, dzień mam świetny - widzę stek nakazów i żądań w stosunku do Marcepan i ani jednego słowa "dziękuję" pomimo, że napisała o pokryciu dodatkowo kosztów weta. Świetnie jest rozkazywać komuś, nie licząc się z tym, że ma swoje sprawy i swoje życie a mimo to robi WSZYSTKO co jest możliwe dla jakiegoś obcego psa. Marcepan, jak dla mnie robisz więcej niż wszystko - nie zwracaj uwagi na ich wszystkowiedzące teksty...
-
[quote name='AnkaG']Wasia rozmawiałam z bratową dzisiaj - myśli o adopcji pieska bo wiesz, że Czarunia odeszła jesienią i została sam Blanca (zresztą też ju starawa). Ona jest tearaz na wcześniejszej emeryturce i Dropsik by się nadał i nie trzeba by odjajczać. Tylko kurcze czemu tak daleko mieszkacie :([/QUOTE] Odjajczać trzeba ZAWSZE. Transport to akurat ten z mniejszych problemów jak sądzę...
-
Jesteście wprost fantastyczne w kierowaniu życiem innych i mówieniu im co mają robić. Szkoda, że same siedzicie tak daleko, bo jak byscie były bliżej, to dopiero byście pokazały co? Dajecie piękną nauczkę takim osobom jak Marcepan, że nie warto pomagać a już broń bóg przez dogomanie, bo tylko można się nasłuchać obelg i złośliwości pod swoim adresem. Brawo !!!
-
[quote name='emilia2280']Gameta, nie ma strachu. Ty to masz super rozwiázanie, tak jak ja bym chciala. Strasznie jestem ciekawa jakiej plci bédzie mloda komórka rozrodcza- gameta :>>[/QUOTE] Eeeee wiesz, ja mam odrazu dwa w jednym - cesarka i operacja, dlatego tak na zimno i szybciej. Operację już kiedys miałam - pamiętam ten zajeb.....y ból po wszystkim - a teraz jak mi dadzą jeszcze młode pod opiekę to nie wiem czy nie zagłodzę albo nie zgubię gdzieś w szpitalnym kącie... Wtedy nie mogłam się ruszać przez tydzień, trzy dni na samej pooperacyjnej spędziłam... A teraz nie wiem jak będzie. A moje młode to młody - póki co wg USG z zeszłego tygodnia waży 3600, znaczy się dorodny :p
-
[quote name='Cola'] przypomnij kiedy dokładnie się wybierasz na porodówkę? :cool3:[/QUOTE] Taaaaa planowo miało być 19.03 ale trochę się pozmieniało i prawdopodobnie w tą środę (3.03) znajdę się już w szpitalu a do piątku będę juz rozpakowana... Tak wiec nie długo będę się cieszyć koszulką liderki... Kciuki potrzebne, cobym do środy w dwupaku wytrzymała bez ekscesów oraz za pomyślne rozpakowanie i całą resztę :)
-
Biały kłębuszek za TM. Wacia odeszła w ramionach swojego Pana...
gameta replied to brazowa1's topic in Już w nowym domu
A to ciekawe, bo u mnie Koks jest na ryżu juz trzeci miesiąc i właśnie problemy wietrzne się skończyły - może to kwestia wkładki do ryżu? A Brazową zapraszają na ciasteczka a nas nie :placz: A dziewczynki są suuuuuuuuuper :)