Jump to content
Dogomania

emilia2280

Members
  • Posts

    11276
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    2

Everything posted by emilia2280

  1. Oszátko ma dom! :ghost_2::ghost_2::ghost_2:
  2. Hund, moze ludzie zapomnieli, ja sama ciágle skladam deklaracje a pozniej martwié sié, ze czegos sobie nie zapisalam i kogos pominélam. Tak sié moze zdarzyc niechcácy. Jak znajdziesz chwilé, przekop wátek i wstaw wszystkie deklaracje w jednego posta, to moze ktos sié odnajdzie na liscie "zagubionych".
  3. [IMG]http://images33.fotosik.pl/195/d56a3e3d190cc0d5.jpg[/IMG] Moja piékna suczunia. Dziéki za link Karola bo przez moment stracilam mojá dziewczynké z oczu wsród pozostalych 130 wátków które odwiedzam :oops: Karola pisz o wszystkich dodatkowych kosztach, bo ja wyslalam na utrzymanie i szczepienie, a szeleczki i inne pierdólki tez kosztujá. Aaa, i proponujé dodac w tytule , ze sunia szuka domu, bo to nie jest oczywiste w obecnym tytule.
  4. O pieprzé. Moze znalazlby sié DT, nawet platny dla Kubka- inaczej te koszty zjedza Was zanim Kubus znajdzie dom.
  5. Ale numer. To czekamy na wiesci od Modliszki. Oby...
  6. :ghost_2::ghost_2::ghost_2: Lunka ma dom!!! Gratulujé.:multi:
  7. Co za poczátek dnia!!! Emdziolku wspanale wiadomosci!!! :multi::multi::multi: To juz sié rodzinka pomniejszyla - jeszcze tylko 3 i mamusia. Gratulacje- powiedz jak to zrobilas? Do kogo idzie sunia?
  8. Jaaga, jestes wielka. Trzymam sié cicho tej nadziei ze i dla Hoki znajdzie sié u Ciebie kátek, bo nic innego nie mam na horyzoncie. Jest bazarek- cudownie. Ja za jego pobyt u Ciebie zaplacé z najwiéksza przyjemnosciá, gdyby to wyszlo.
  9. [quote name='koszalinianka']jesli nie będzie wyjścia to wezmę pieska do siebie ... mąż wprawdzie będzie marudził ale trudno ... ale będę potrzebowała pomocy[/QUOTE] Oczywiscie, podtrzymujé deklaracjé pomocy. Koszalinianko zabierz pieska od baby i powiedz, zeby nie brala juz zadnych innych zwierzát, skoro nie potrafi sié nimi zajác.
  10. [quote name='majqa']Ja wciąż siedzę i wyję...tuliłam tę sunię, całowałam i doooopaaa z tego...:placz: :placz: :placz: [/quote] Tu, jak Niki-Lidka powiedziala, dalas jej Majeczko wiécej niz dostala w calym swoim psim zyciu. Oby kazde cierpiáce i umierajáce samotnie psie istnienie mialo na koniec tyle szczéscia, ile doznala ta biedna sunka... Niech zyjá psie staruszki - walczmy o godná smierc zwierzát. Sterylizacja i usypianie slepych miotów - tylko tak mozemy zapobiec nieszczésciom, jak opisane tu przez Majeczké.
  11. Jezeli ktos ma jeszcze wátpliwosci, co do koniecznosci usypiana slepych miotów, przeczytajcie w jakich cierpieniach konczá niechciane psy swojá agonié zycia. Cytujé z innego wátku: "Teraz info o ratowanej suni i kolejne dane kosztowe. Sunia już nie będzie miała swojego wątku, wyjaśniam więc sytuację wobec tego na wątku charci.:-( Pani Ela dostała cynk o spanielce, która błąkała się po ulicach w Łodzi i ponoć została przygarnięta przez ludzi mających rodzaj rancha z końmi. Wiedziałyśmy tylko, że sunia jest ślepa i jest obawa o to końskie otoczenie. Zależało nam na jej oczkach więc pojechaliśmy - ja, p. Ela, mój mąż. W rodzaju boksiku końskiego, w stercie słomy leżała staruszka spanielka (wiek według wetów ok.14lat), zaćma na oczkach, głucha, brudna, zalepiona słomą, śmierdząca odchodami końskimi, sierść, zwłaszcza na uszach - jeden gnój. Obraz psa zapomnianego przez Boga i ludzi. Nie wiemy jak długo tam była, w nerwach nie zapytałyśmy, zabrałyśmy sunię i koniec. Oddano nam ją bez oporów. Miałyśmy kluchy w gardle....... Dlaczego w takim pędzie ją zabierałyśmy? Ponoć tam, u tych ludzi, był wet do koni, widział sunię, stwierdził, że jest OK., a zaćma zaćmą i już. Nie dowiem się chyba, gdzie leży prawda (może wet jej w ogóle nie oglądał???). Jeśli wet oglądał sunię to też musiał mieć zaćmę, pozostaje też pytanie, jak ci państwo mogli przegapić to co zastałyśmy??? Sunia, po wyjści z boksiku wciąż rozkraczała się i kucała, coś ją parło. Zobaczyłyśmy pupę - olbrzmi, nie perforujący na zewn. guz (jak mała kocia główka). Jak to mogło umknąć gospodarzom??? P.Ela uznała, że to ropomacicze jak byk, więc piorunem do lecznicy mojego doktora. Nie zastałam go ale już się wcześniej zdzwoniliśmy i Pani doktor na miejscu dostała info, że będziemy. Pani Doktor sama była przerażona tym, co zobaczyła i też stawiała na ropomacicze. Pobraliśmy krew, rozpatrywaliśmy USG ale w przypadku p.Eli badanie pomnożyłoby koszt (przed nami była wizja operacji), a sunia i tak miała być operowana i to na biegusiu. Wynik krwi powalił Panią laborantkę, a i mojego doktora. Nie zetknął się dotąd z poziomem leukocytów 102tys.:-( Znów za telefon i na wariata uzgodnienie operacji dla suni na dziś. Mój doktor zrezygnował z dnia wolnego i zasuwał do Łodzi by operować sunię ze swoim kolegą. Psychicznie nie miałam siły, i w ogóle tego dnia możliwości, by jechać z Panią Elą ale z nią i sunią był mój mąż. Nie można było zostawić kobiety samej. Już w sb. była kłębkiem nerwów. Z mężem miałam gorącą linię smsową. Sunia nadawała się do otworzenia więc tak zrobiono. Okazało się, że wewnątrz jest olbrzymi guz, porozsiewany naciekowo, gdzie popadnie, a to co sterczało na zewnątrz to była skromna jego część. Uciskał na pęcherz, macicę...z tego, co wiem od męża (siłę w sobie by zadzwonić do Doktora znajdę jutro, dziś z furii, złości na takie zaniedbanie suni, której się dało dom, siedzę i wyję na raty) do wycięcia była niemal połowa psa, a nie wszystko by się dało usunąć. Pewno mało precyzyjnie to teraz wyjaśnię ale (to przekaz męża), próba częściowego wyłuszczania musiałaby oznaczać rozpłatanie całej niemal suni i cięcie od podbrzusza i strony grzbietowej. Wczoraj powiedziałam Pani Eli, że jeśli cokolwiek wzbudzi jej wątpliwości w gabinecie, zechce zabrać sunię, konsultować ją gdzieś indziej, nie zgodzi się z opinią weta to ma się kierować dobrem psa i podjąć decyzję w zgodzie z samą sobą. Słowem - nie zastanawiać się co pomyśli dowolny doktor, wiedziałam, że mój się na nic nie obrazi, bo to kochany człowiek... Mąż wysłał mi po jakimś czasie smsa, że zapadła jednak decyzja o uśpieniu suni. Mała przeszła miesięce katorgi bólów nowotworowych, a stopień zaawansowania choroby był taki, że nie szło jej oczyścić z całości nowotworu. Operacja odbarczyłaby macicę, pewno pęcherz z ucisku ale potem zaczęłaby się polka kolejnego rozrostu. W tym przypadku pech życia tego psa, zaniechanie przesądziły sprawę. Po rozmowie Pani Eli z doktorami zapadła decyzja o nie przedłużaniu psu życia o niewiadomy czas ale czas w dalszym cierpieniu. Jeszcze się nie otrząsnęłam z szoku, że...można kochać konie, dbać o nie, a taką bidę wrzucić w słomę, nawet nie pousuwać jej pęków pozlepianej sierści, patrzeć, że kuca, że wypływa jej ropa...lub...poprostu tego nie dostrzec."
  12. [quote name='becia66']Słuchajcie ,tak głosno myślę.... My chcemy Tanię wysłac z Orzechowcow do Wrocławia, rottek Leon ma jechać z Orzechowców do Częstochowy i wiem że Kapsel ze schroniska w Częstochowie ma jechać do Przemyśla i też szuka transportu. Może to dałoby sie połączyc do kupy i zrobić jeden, oszczędny transport ? :roll: Jakoś tak wspólnymi siłami ?[/QUOTE] Beciu to wspanialy pomysl. Czy mozemy liczyc na to, ze porozmawiasz z Kapslem o ewentualnym transporcie láczonym?
  13. Co z Antosiem? Zostal u wlascicieli czy jest odebrany?
  14. Dziewczyny, co robimy? Jestesmy w punkcie wyjscia!
  15. Podniosé na dobranoc i dzien dobry.
  16. Jakies wiesci?
  17. [quote name='majqa'] Mam straszny dołek i wyję, nie z powodu charci. Uff...Nie zakładam póki co wątku, bo nie wiem czy ratowana dziś bida przeżyje jutrzejszy dzień...:placz: [/quote] Majeczko pisz prosze, co za bide ratowalas Slonce!
  18. Ulaa, wplacilam 30 euro na konto proanimals dla Azy. To tylko ok. 100zl, ale moze starczy na witaminki i troché karmy.
  19. aa i tytul trzeba zmienic bo transport juz nie jest potrzebny
×
×
  • Create New...