Ja miałam taką sytuację, kiedy prowadziłam swoje dwa spięte jedną smyczą. Baaj w kagańcu i na kolcach, Celar szelki i bez kagańca. Wyleciała na nas czarna labradorka i prosze pana grzecznie, żeby sukę zabrał, bo mam swoje dwa na smyczy i nie chcę, żeby mnie pociągnęły. Pan, że to pies i suka, to sobie krzywdy nie zrobią. Skończyło się na tym, że jego labrador strzelił zębami mojego wilczaka i reakcja pana:
Ale przecież to labrador! W takim szoku był, że nie wiem, a suki i tak odwołać nie umiał i to nie pierwszy raz. Ja proszę raz, góra dwa razy. Kiedy widzę, że ktoś stara się odwołać psa, za wszelką cenę mu to ułatwiam, ale nie będę swojego psa poświęcać, bo ktoś ma sieczkę zamiast mózgu. Kocham psy, ale kocham je rozsądnie i niestety najbardziej kocham moje własne. I to ich dobro mnie interesuje.