Dziś wyszliśmy z siebie. Pani z jasnym w miarę małym psem. Pies luzem, pani od niego daleko. Baaj na lince. Piesek zero przywołania, Baaj niewybiegany, więc świruje. Baba nic. Zero - stoi i szepce do psa. Baaj Miśka podciął linką, Misiek psa spiął i wtem zza krzaka wylatuje znawca kynolog i nam k..y śle, że psa szarpiemy. Skomentowaliśmy nieładnie picie piwa w miejscu publicznym i wtrącanie się w nieswoje sprawy. Szczególnie, że jak Baaj się uspokoił, to dostał smakołyk. Baba w końcu podeszła, zapięła psa i zaczęła go oglądać, czy Baaj mu nic nie zrobił. Na moją uwagę, że jak się ma zerowe przywołanie, to się psa nie spuszcza zaczęła podziwiać chmury... Ludzie to debile...