Wzdych... Sąsiada pies powąchał, bo się do windy pchał, jak myśmy wysiadali. A on do nas z ryjem, że pies ma być w kagańcu. My grzecznie, że kagańca mieć nie musi. Koleś swoje, ja mówię, żeby sprawdził przepisy. On swoje, że tu małe dzieci są. Koleś swoje, to i ja swoje. Koleś na to, że załatwimy to inaczej. TŻ kazał mu sobie iść, zanim zacznie niepotrzebnie... Koleś swoje... TŻ podsumował wyrazem na s i poszliśmy. Radośnie czekam na dzielnicowego, SM, czy co tam wezwie. Powiadomię ich o groźbach pod moim adresem...