Byliśmy na łąkach nadwiślańskich. Baaj na lince, bo odwołanie ma, ale głuchotę czasową również miewa. Podjeżdża samochód - psy wystają przez otwarte okna i ujadają. Pan się drze - To pies czy suka? Ja zgodnie z prawdą odpowiadam, że pies, a ciszej dodaję, że szczeniak. A pan pytanie stulecia - A długo tu będziecie? Ja z lekka zdziwiona odparłam, że nie wiem i trudno mi powiedzieć... Baaj w tym czasie stał przy mojej nodze i czekał na kolejne komendy, bo akurat byliśmy w połowie zabawy... I może nie odczytałabym tego, jako chamstwo, gdyby po mojej odpowiedzi koleś nie odjechał bez słowa kawałek dalej i psy wypuścił. Na szczęście żaden do nas nie podleciał.