Gdy wzięłam Bellę ze schroniska wcale nie wiedziałam, że to jużak. Zakochałam się w niej poprostu, cała moja rodzina też. Liczyłam na zdrowy rozsądek męża, a on zamiast mnie powstrzymac pojechał po nią do schroniska. MIeliśmy już wtedy suczkę z palucha (od 9 lat), Mopika - pieska znajdę i kota, któego tez znaleźliśmy, gdy był niezdolnym do samodzielnego przezycia kociakiem.
Belka w schronisku nie miała bnawet podstawowych szczepień, miała być wysterylizowana, ale my nie chcieliśmy juz czekać, wszystko zrobilismy na własny koszt, sterylizację też. Ona wazyła wtedy 24 kg, była skołtuniona i jakoś tak dziwnie ostrzyzona. Zabiegi pielęgnacyjne rozpoczęłąm pierwszego dnia, bo nieziemsko śmierdziała. Włożyłam ją do wanny, kołtuny wycinałam przez kilka dni. Przez pierwszy tydzień do domu i przez wszystkie przejścia oraz bramy przenosiłam ją na rękach, bo bała się przejść, żebyście mnie widzieli jak szłam z nią pierwszy raz do weterynarza, uff. A potem... przeczytałam, z ten pies to bestia i w ogóle różne osoby zaczęły opowiadać mi o niebezpieczeństwie jakie grozi mi i moim dzieciom ze strony tego psa. Ale stało się - relacja została nawiązana, ja nie mogłam jej tak poprostu oddać, bo jest jużakiem. Jużaki nie przywiązują się do wszystkich, źle znoszą zmiany.
Lucy potrzebuje mądrego opiekuna, ktokolwiek nim będzie, pójdzie za nim wszędzie i do końca życia będzie mu oddana, pod warunkiem, że pan nawiążę z nią relację.
Polecam strone Państwa Klimaszewskich [URL="http://www.juzak.com"]www.juzak.com[/URL]