-
Posts
7872 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by elmira
-
Olcia, ok :) Co u Fifiego? Zjadł ryż z indykiem. Wcinał, aż mu się uszy trzęsły. Ale tak samo mają moje psy karmione na co dzień suchym. Za coś innego pójdą w ogień:) z uwagi na to, ze mały dostał gotowane, nie dałam mu Karsivanu. Dostał tylko zalecone lekarstwa i lakcid. Fifek się najadł, popił i padł. Kupa nie jest ładna. Nie są to już lejące się drzuzgi, ale normalną nazwać jej nie można. Plusem jest to, że Fifi nie załatwia się w sposób niekontrolowany. Dzisiaj mój TZ po przyjściu z pracy zameldował mi, że Fifi nie nasikał i nie nabrudził. Fifi ma stały dostęp do wody. Daję mu przegotowaną, bo może ona będzie delikatniejsza na żołądek. No i nie wiem, co jeszcze? Aha. Nawarczał na mnie, jak wynosiłam go na dwór:lol: i szczekał, bo był głodny. Do wieczora wyjdę z nim jeszcze ze dwa, trzy razy.
-
Mi też trudno uwierzyć, ze to ta sama mała, sfilcowana Pudinka. ;)
-
[quote name='Dogo07']Kopiuję ku przestrodze: [B][SIZE=5][COLOR=red]"To ważne !!!!!!!!!!!!!!![/COLOR][/SIZE][/B] [B][SIZE=5][COLOR=#ff0000]Ta kobieta to bestia[IMG]http://www.dogomania.../images/smilies/anger.gif[/IMG][/COLOR][/SIZE][/B] [B]Elżbieta Sa.. Kraków, ul. Łepkowskiego, 12 412 27 xx...[/B] Córka i matka. [B][COLOR=red]POD ŻADNYM POZOREM PSA. [/COLOR][/B]W tej chwili sprawa do wyjaśnienia, kobieta wyszukuje [B]nieduże suczki [/B]- które umierają tam w bardzo dziwnych okolicznościach. Dom sprawia wrażenie idealnego[IMG]http://www.dogomania.32052-ALARM-Ewakuacja-Krakowskiego-Schroniska-potrzebna-pomoc-%21/images/smilies/anger.gif[/IMG][IMG]http://www.dogomania.32052-ALARM-Ewakuacja-Krakowskiego-Schroniska-potrzebna-pomoc-%21/images/smilies/anger.gif[/IMG]. Moja Patynka była tam trzy godziny. Ocalała chyba cudem. Okazuje się, że w ubiegłą środę wzięła suczkę z Łodzi - nie żyje!. Wcześniej miała psy m.in. z krakowskiego schroniska i z Łodzi. Dwa uśpiła na Brodowicza, jeden zginął podobno pod kołami samochodu, był szczeniak, który "zasnął sam". Nie wiadomo nic o suczce wziętej z azylu w 2005 roku. Okazuje się, że był jeszcze (podobno)pies/suczka z Pabianic. Koszmar. "[/QUOTE] [quote name='salibinka'][B]Elżbieta Sa.. Kraków, ul. Łepkowskiego, 12 412 27 xx.[/B] Córka i matka. [B][COLOR=Red]POD ŻADNYM POZOREM![/COLOR][/B] W tej chwili sprawa do wyjaśnienia, wyszukuje [B]nieduże suczki [/B]- okazuje się, że kilka psów w krótkim zmarło u niej w bardzo dziwnych okolicznościach. Moja Patynka ocalała cudem - była tam trzy godziny. Dom sprawia wrażenie idealnego:angryy::angryy:[/QUOTE] [quote name='mru']i ja słyszałam o tej kobiecie... wziłea malutką starą Ninkę po czym chyba następnego dnia ją uspiła, bo niby Ninka była vhora. Ninka nie była pierwsza. jeśli się do Was odezwie lub wiecie coś więcej, proszę o kontakt.[/QUOTE] [quote name='fufu'][B][FONT=Times New Roman]Malutka staruszka Ninka zamordowana w 36 godzin od adopcji ![/FONT][/B] [FONT=Times New Roman][SIZE=3] [/SIZE][/FONT] [SIZE=3][FONT=Times New Roman]Taki tekst miał się ukazać na naszej stronie internetowej po adopcji naszej ukochanej fundacyjnej suczki Ninki. Jednak nawet nie zdążyliśmy go umieścić, Ninka została bestialsko zlikwidowana przez osobę, która ją adoptowała. Przeczytajcie ten tekst i roześlijcie do wszystkich schronisk, stowarzyszeń, fundacji. Wszystkich, którzy prywatnie zajmują się wydawaniem do adopcji zwierząt. Wszystkich zaprzyjaźnionych lecznic – niech powieszą ten tekst w poczekalni. Jeśli zadzwoni do was „cudowna pani Ela”, bibliotekarka z Krakowa, Wy też dacie się nabrać i wyślecie psa do piekła:[/FONT][/SIZE] [FONT=Times New Roman][SIZE=3] [/SIZE][/FONT] [I][SIZE=3][FONT=Times New Roman]Pewnego dnia trafiła do naszej fundacji malutka, wychudzona, niemłoda już psinka, która natychmiast została Ninką. Trafiła do nas z ulicy, na której stała przez parę godzin i rozpaczliwie płakała. Nie ruszała się z miejsca, jakby nie tracąc nadziei, że jej pan jednak po nią wróci. Tak się jednak nie stało. Jednak jej skowyt poruszył kogoś na tyle, że nie przeszedł obojętnie i tak w naszej fundacji pojawiła się Ninka. Ninka natychmiast pokochała mojego męża: spała wtulona pod swetrem w jego plecy, wchodziła po nim jak kot, byle tylko ją wziął na ręce a jak nie zwracał na nią uwagi, to oczywiście płakała tak długo, aż ją w końcu jednak wziął. Ninka okazała się być psiakiem zupełnie niekłopotliwym, jednak ze względu na to, że jest malutka cały czas drżeliśmy, żeby inne, większe psy nie zrobiły jej krzywdy. I nagle dwa dni temu zdarzył się cud: zadzwoniła przemiła pani z Krakowa z informacją, że zamierza adoptować Ninkę. A ja upadłam ze szczęścia, zwłaszcza, że poprzedniego pieska pani adoptowała ze schroniska w Pabianicach a miał on wówczas 11 lat. Piesek, a właściwie suczka przeżyła w swoim nowym domu jeszcze cudowne 2,5 roku a pani po jej śmierci postanowiła przygarnąć kolejną nie najmłodszą sierotkę! Oczywiście aż się poryczałam. Pani Elżbieto! Przywraca mi Pani wiarę w człowieka. Bardzo Pani i Pani Mamie za to dziękuję. I oczywiście za cudny dom dla Ninki. Okazuje się, że adoptowany piesek nie musi być Yorkiem, nie musi być słodkim szczeniakiem, nie musi mieć maksymalnie rok, aby wart był miłości i zainteresowania. Może natomiast być dziesięcioletnią Ninką, zupełnie nierasową. Jestem za to zupełnie spokojna, że tej decyzji nikt nie będzie żałował, bo Ninka swoim przywiązaniem, przytulaniem i wiernością zrównoważy brak rodowodu! A jak mi ktoś jeszcz,e choć raz powie, że starszy pies się nie przyzwyczai, to chyba nigdy nie przestanę się śmiać: Ninka dwie godziny po przyjeździe do nowego domu na zmianę wylegiwała się z jedną swoją panią w łóżku a następnie natychmiast przesiadała się na kolana drugiej pani. Jeszcze raz wielkie ukłony dla nowych właścicieli Ninki.[/FONT][/SIZE][/I] [I][FONT=Times New Roman][SIZE=3] [/SIZE][/FONT][/I] [SIZE=3][FONT=Times New Roman]Taki tekst napisałam po pierwszej rozmowie z nową właścicielką Ninki, kilka godzin po tym, jak wolontariusz naszej fundacji zawiózł Ninkę do Krakowa.[/FONT][/SIZE] [SIZE=3][FONT=Times New Roman]Gdybym wówczas wiedziała, jak bardzo się myliłam![/FONT][/SIZE] [SIZE=3][FONT=Times New Roman]Chciałam zadzwonić do nowych właścicieli już w czwartek, ale pomyślałam, że poczekam kilka dni, żeby nie pomyśleli, że będę ich tak nękać telefonami i zadzwoniłam w sobotę rano, zupełnie spokojnie, ot tak dowiedzieć się, jak tam nasza mała dziewczynka się sprawuje po tych pierwszych kilku dniach.[/FONT][/SIZE] [SIZE=3][FONT=Times New Roman]I po pierwszych zdaniach „cudownej pani Eli” chciałam umrzeć: „Ninka była bardzo chora, musieliśmy ją uśpić”. A ja nie rozumiałam, co ona do mnie mówi. Przecież byłam z Ninką jeszcze w dzień wyjazdu u lekarza, w przeddzień miała zrobione wszystkie badania krwi, a pani doktor zażartowała, że chciałaby mieć takie wyniki, jak ona! Jeszcze myślałam, że może był to wypadek, Ninka im się wyrwała, wpadła pod samochód, choć przecież chodziła jak trusieczka przy nodze i reagowała na każdy najmniejszy gest przywołania. Ale nie. Okazało się, że „cudowna pani Ela” uśpiła ją, bo „pani doktor podejrzewała niewydolność nerek”. Dziwne jest tylko to, że „cudowna pani Ela” nie zgłosiła się na powtórzenie badań, które zresztą były zupełnie w normie, tylko jak się później okazało, pani doktor nie spojrzała na jednostki i źle je zinterpretowała a natychmiast skierowała się do najgorszej w mieście lecznicy, słynącej z tego, że usypia zwierzęta „na życzenie klienta” i tam zamordowała naszą Ninkę. Niestety jedynym wytłumaczeniem, jakie nam się nasuwa jest to, że nasza Ninka się „cudownej pani Eli” nie spodobała i w tej sposób się jej najszybciej, jak to możliwe pozbyła. A przecież doskonale wiedziała, że przyjechalibyśmy po Ninkę natychmiast, gdyby tylko zadzwoniła. Mogła ją oddać do schroniska, mogła ją w końcu wyrzucić na ulicę – wszystko byłoby lepsze od tego, co zrobiła, bo tego już odwrócić się nie da.[/FONT][/SIZE] [SIZE=3][FONT=Times New Roman]Niestety po fakcie okazało się, że Ninka była kolejnym zamordowanym przez nią psiakiem. My wiemy o następujących zwierzakach: sunia wzięta w listopadzie 2005 roku ze schroniska w Krakowie (według „cudownej pani Eli miała guza mózgu i musiała być przez nią uśpiona), kolejna sunia wpadła jej pod samochód, kolejna „zasnęła”, następna była ta szczęściara, która przeżyła u niej ponad dwa lata – podobno ze schroniska w Pabianicach ale też nie wiemy, jaki był jej koniec, podobna, podobno, podobno …[/FONT][/SIZE] [SIZE=3][FONT=Times New Roman]Ile jeszcze psów „musiała uśpić cudowna pani Ela”? Może ktoś skojarzy fakty i zorientuje się, że też wysłał do tego piekła psa, który miał trafić do raju.. Każdą taką osobę prosimy o kontakt – ten potwór musi ponieść odpowiedzialność.[/FONT][/SIZE] [SIZE=3][FONT=Times New Roman]Dziś rozmawiałam z niekończącą się ilością osób. Każda z nich twierdziła, że miała z nią kontakt. Tylko jedna sunieczka uszła z tego z życiem, chyba jedynie, dlatego, że osoba wydająca psa mieszkała bardzo blisko „cudownej pani Eli” i ta zorientowała się, że gdyby i ten pies zniknął, to sprawa by się bardzo szybko wydała i samo zwróciła psa.[/FONT][/SIZE] [SIZE=3][FONT=Times New Roman]I niestety na to miejsce pojechała nasza Ninka. [/FONT][/SIZE] [SIZE=3][FONT=Times New Roman]Do tej pory przeklinam ten moment, kiedy odebrałam od niej telefon. A tak się wówczas ucieszyłam: przecież tak rzadki, ktoś chce adoptować starszego psa. Przecież nie chcieliśmy się Ninki pozbyć, przecież była najcudowniejszym z naszych psiaków, przecież szaleliśmy z radości, że będzie tam miała lepiej, niż u nas… Gdyby tak można było cofnąć czas… [/FONT][/SIZE] [SIZE=3][FONT=Times New Roman]Tak bardzo Cię przepraszam Ninko! Przecież tak nam ufałaś. Tak radośnie podskakiwałaś poszczekując, kiedy biegłyśmy na dworzec, żeby zdążyć na ten przeklęty pociąg do Krakowa! Pewnie myślałaś, że to nasz najpiękniejszy spacer… Tak rzadko mamy czas, żeby wyjść z naszymi psami poza nasz teren…[/FONT][/SIZE] [SIZE=3][FONT=Times New Roman]A później nagle znalazłaś się w obcych ramionach, w pociągu, w obcym sobie otoczeniu. Podobno cała drogę płakałaś. Może coś przeczuwałaś? Ale przecież nikt nie słucha takiego małego, starego psiaka. My wiedzieliśmy lepiej… Było nam przykro, ale myśleliśmy, że to tylko moment, trochę potęsknisz a później już będziesz szczęśliwa, szczęśliwsza niż u nas…[/FONT][/SIZE] [SIZE=3][FONT=Times New Roman]Nie mogę znieść myśli, że Ninka tak bardzo bojąca się obcego otoczenia, tak bardzo bojąca się wszystkich zabiegów w lecznicy przeżyła najkoszmarniejsze 36 godzin swojego życia zupełnie nie rozumiejąc, co się wokół niej dzieje, a później w samotności, w najgorszej lecznicy, została po prostu uśmiercona. Jak bardzo musiała się wyrywać, walczyć o życie? A nas przy niej nie było. To boli jeszcze bardziej, niż to, że ktoś tak po prostu pozbył się niechcianego psa, psa, którego myśmy kochali. Psa, którego oddaliśmy chcąc poprawić jego los. Psa, którego ktoś pozbył się, jak nieudanych zakupów.[/FONT][/SIZE] [SIZE=3][FONT=Times New Roman]Przecież wystarczyłby tylko jeden telefon a przyjechalibyśmy po Ninkę, szczęśliwi, że ją odzyskaliśmy.[/FONT][/SIZE] [SIZE=3][FONT=Times New Roman]Nic, co teraz zrobimy, nie wróci życia Nince, choć przecież oddalibyśmy wszystko, by tak się stało. Nic nie spowoduje, że nasze poczucie winy będzie mniejsze, choć przecież zrobiliśmy wszystko, by Ninka była szczęśliwa. Ale możemy przynajmniej sprawić, że może kolejny pies nie trafi do tego piekła. Dlatego prosimy: roześlijcie historię Ninki, wszędzie, gdzie tylko możecie, zakładajcie wątki, piszcie o tym i ostrzegajcie wszystkich. Tam już nie może trafić żaden pies. A wiemy, że „cudowna pani Ela” będzie szukała psa po całej Polsce, bo w Krakowie już psa nie dostanie nigdy. A każdy, do kogo zadzwoni znowu da się nabrać na cudowną opowieść o tym, „jak bardzo chciałaby dać, choć na krótko dom jakiejś suni staruszce, żeby nie umarła ona w schroniskowym boksie” Za to możemy być pewni, że umrze bardzo szybko w swoim nowym domu a pretekstem może być wszystko: że nasiusia, że popiszczy, że się nie spodoba. [/FONT][/SIZE] [SIZE=3][FONT=Times New Roman]A „cudowna pani Ela” szybko wyda i wykona wyrok. Jak na naszej Nince. [/FONT][/SIZE] [FONT=Times New Roman][SIZE=3] [/SIZE][/FONT] [SIZE=3][FONT=Times New Roman]Uwierzcie mi, że każdy z Was oddałby tam zwierzaka: czyściutki, przyzwoity dom, stateczna, „przemiła” pani Ela bibliotekarka, do tego starsza mamusia, stale przebywająca w domu z pieskiem i córka. Trzy przemiłe, wymarzone opiekunki. [/FONT][/SIZE] [SIZE=3][FONT=Times New Roman]Trzy potwory…[/FONT][/SIZE][/QUOTE] Przeklajam z innego wątku.
-
To, co piszesz jest kuriozalne. I nie pisz z włączonym capsem, to oznacza krzyk. Jeżeli myślisz zaś, ze mam kłopoty ze wzrokiem, to nie nie mam. Twoje podejście jest chore. Czy napisałam, ze Renata maltretowała Fifiego? Napisałam, ze pies był czysty, wyczesany. Fakt pozostaje faktem, że pies wyszedł z krwiakiem i po wyjściu zasikał mi cały samochód, oraz przewrócił się przy robieniu kupy, oraz ma problemy z chodzeniem. Nie wiem, jak mam rozumieć to co piszesz, ale Tobie chodzi o to, że źle, że nie ma nowotworu? Czy to, że ma swobodę ruchu i nie siedzi w pampersie, co dla psa bez komplikacji z kręgosłupem jest uciążliwe, a co dopiero dla Fifiego, który je ma. I tak, masz rację przyznaję się do winy. Przede wszystkim za powódź w Polsce, fale tsunami, wybuch wulkanu na Islandii, oraz suszę w Afryce.
-
Powodzianka LOLA, bezpieczna u pani Ani. Nużyca nie jest problemem :)
elmira replied to Soema's topic in Już w nowym domu
Soema, co umieścić w ogłoszeniu? Bo nie mogę się zdecydować, czy pisać o tej pomocy Fundacji w leczeniu. Tekst ukradnę;) Twój z pierwszej strony. AAA, no i namiary. -
jusstyna85 masz rację. tylko ja usłyszałam, że Fifi by poszedł do łazienki, ale łazienka zajęta. Jednym z argumentów, że Fifi nie został dostarczony mając uporczywą biegunkę do weterynarza. zaznaczam, że chodzi mi o powtórną wizytę, bo raz był na morfologii, był przytoczony przez Renatę fakt, ze nie zostawi ona innych psów. Stąd mój gniew na to, że ilość psów uniemożliwia wizytę. Nie wymyślam tych faktów, bo Renata nie podnosi przecież zarzutów, co do tych faktów. Poza tym tutaj tez wiele osób nie zaproponowała opieki nad Fifim po opuszczeniu przez niego hotelu, a się wtrąca.
-
Pudi z Białej Podlaskiej. Już DS. [IMG]http://img202.imageshack.us/img202/4674/pieski087.jpg[/IMG] [IMG]http://img508.imageshack.us/img508/1639/10907561.jpg[/IMG]
-
Oczywiście jestem zakręt;) Moja Mama dala swoją deklarację na Fifka-20pln. Poprzedni miesiąc-maj decyzją rozliczony w następujący sposób. Ja zapłaciłam 20 pln za weterynarza, więc nie było za to zwrotu, tylko równoważy się to z moimi deklaracjami za maj. (ja 10, mama10) Trzeba pamiętać, ze z lekarstw Fifiego pozostało 10 pln, bo Karsivan kosztował 55 pln, a 10 tabletek Rimadylu 35 pln. Dostałam 100 pln, więc pozostało 10. Jostel, Kreon będzie do podarowania dla następnej biedy. Czy to samo zrobić z Amylazą i resztą Rimadylu? Szkoda, żeby to leżało, a może komuś się przyda. To pytanie do wszystkich darczyńców, bo przecież zostało zakupione za zebrane pieniądze. Ja myślę, ze wiem, co odpowiecie, ale potrzebuję oficjalnego potwierdzenia:) Wystawię to wszystko w dziale podaruję i może komuś się przyda.
-
Barney w Lubartowie,dt zamienił się w ds!!
elmira replied to kinga_kinga7's topic in Już w nowym domu
[quote name='haniabor']Pochorował się oczywiście Wiktor. Psa kochają już wszyscy oprócz kota. Doszło do konfrontacji. Kot zaatakował Barneya, po czym schował się pod łóżko. Przy drugiej próbie rękoczynów (?) pies nie był już głupi i też podjął walkę. Rozdzielono przeciwników, rozjemcy żadne nie atakowało. Ponieważ Barney jest cudowny będziemy dalej próbowali je zaprzyjaźnić. Barney po dniu mocnych wrażeń zjadł wreszcie po raz pierwszy porządnie (do tej pory jadał półgębkiem).[/QUOTE] Powinno być dobrze. Moje psy w domu nie atakują kotów. Ale jak kotka wychodziła na dwór, to zawsze ja pogoniły-ot tak dla sportu. Fajnie ma Barney:) -
A ja mam pytanie. Na wątku był wpis goni66 o deklaracji dla Fifiego. Teraz nie widzę tego postu. Chciałam się do niego odnieść. A i Fifek będzie miał robione badanie moczu i powtórną morfologię. Wczoraj lekarz powiedział, że to rozwolnienie i ból żołądka może być spowodowany labliami (labriami?), ale na razie trzeba spróbować zatrzymać biegunkę. Jeśli to się nie uda, to dalej będziemy szukali przyczyny. Weterynarz u którego byliśmy z Fifim prowadził moją foksterierkę z nowotworem żuchwy i boksię z nawracającymi nowotworami skóry i nadziąślakami. Myślę więc, że można mu zaufać. Jest jeszcze drugi lekarz. 10 min od mojego domu u którego leczę i szczepię moje psy. Jak by coś się działo kolejny gabinet weterynaryjny mam pod domem tzn. jakieś 3 minuty na piechotę. Lecznicę całodobową mam około 20-30 minut od siebie. Wszędzie podjadę, jeśli coś by się działo. Mam nadzieję, ze jeżeli sytuacja ze zdrowiem Fifiego się unormuje, to znajdzie się dla niego dobry DS. Tak sobie marzę.
-
Byc może Elmira nie poniesie żadnych kosztów,bo karmę dla psa ma,no i lubi,gdy pies jest wyspacerowany.Spacerów i pobytu na dworze będzie miał dostatek podczas jej nieobecności w domu od 10 do 18 Jesteś bezczelna, wiesz? Skąd przypuszczenie, ze Fifi jest na dworze podczas mojej nieobecności? Skąd Ty takie newsy bierzesz? To Ty mnie po raz kolejny obrażasz. Wyspacerowany pies? To dla Ciebie pies, który jest 24/dobę na dworze? Dla mnie bestialstwem jest wyprowadzania psa dwa razy dziennie na dwór i trzymanie go w pieluchach. I to psa, który jest stary i ma zwykle większe potrzeby załatwiania się. Twoje rozliczenie jest psu na budę. Bo zamieściłaś je po całej aferze. Nigdzie nie napisałam, że coś wyłudziłaś. I nie oskarżaj mnie o to. Bo to jest również pomówienie. I choć nie musze się Tobie z niczego tłumaczyć, to napiszę, ze masz złe wiadomości:lol: Nie pracuję od 10 do 18. I nic Ci do tego ile ja pracuję. Pierwszy domownik jest już w domu ok. 15-15.30. Dlaczego piszesz rzeczy wyssane z palca, czyli plotki i domysły nie poparte faktami? Dlaczego mnie oskarżasz i znów ironizujesz. Pamiętaj, że ja nie odbierałam Fifiego sama. Był mój mąż, który widział jak wyglądał Fifi. Nie odpowiedziałaś mi również, gdzie miałby pójść Fifi, gdybym nie mogła go wziąć? I czy w ogóle Ciebie by to obchodziło? Napisałaś, ze inni klienci mają prawo, żeby ich psy czuły się komfortowo. Pure business. Uczuc i empatii w tym mało.
-
Renata, powiedziałaś mi przez telefon, że ja i Jostel tylko nie trzyma kciuków, a cała reszta nic nie robi, a ja przecież nie jestem jedna i nie liczysz, że ja będę jeździła i wszytko robiła. Nie powiedziałam, ze nie byłaś u weterynarza, nigdy nie twierdziłam tak i pisałam, ze byłaś z nim raz. Moje oburzenie wywołał fakt, że mając na koncie pieniądze podwójnie wpłacone napisałaś, że z pozostałymi na koncie Fifiego 200 złotymi nie ma co jechać do kliniki na SGGW. Dodatkowo w rozmowie ze mną powiedziałaś, że nie poniosłaś na Fifiego żadnych nakładów, bo pieluszki pożyczone od innego psa. Umówiłyśmy się, że ja Tobie dowiozę pieluszki, żebyś nie była stratna, a resztę się dokupi, żebyś nie musiała używać środków czystości i papieru, które jak mówiłaś bierzesz z zapasów domowych. Rozmawiałyśmy, kiedy jechałam z pracy do domu. Po przyjściu zastałam Twój post z rozliczeniem na 80 złotych. Bez paragonu, czy innego dowodu, ze tyle zapłaciłaś. Nikt Cie o to nie pytał, ponieważ Ci ufałyśmy. Więc co innego mówisz, co innego robisz. Czy odpowiesz mi na pytanie, ile jeszcze Fifi byłby u Ciebie, gdyby transport się nie udał, albo nie udało by się nazbierać na klinikę SGGW. Nie żal się, że Cię zlinczowałam. Ty w sposób prześmiewczy i ironiczny pisałaś, o pobycie Fifiego u mnie. Tak samo Twoi stronnicy. Zostałam obrażona i to nie raz. Naprawdę uważasz, że u mnie stanie się Fifiemu krzywda, lub będzie miał on mniejszą pomoc i opiekę niż u Ciebie? Przypominam, ze ja mam 3 całkowicie sprawne psy, 2 koty, Fifi jest 6 zwierzęciem. Do tego oboje z moim mężem jesteśmy osobami zmotoryzowanymi, więc nie będzie sytuacji, że Fifi będzie cierpiał przez kilka dni, a nie będzie jak go dowieźć. Na koniec napisze Ci, ze ja zrezygnowała bym z kasy za pobyt psa w danym miesiącu i przeznaczyła ją na leczenie. Przecież nie miałaś podstaw sądzić, że pieniądze za Fifiego do Ciebie nie wpłyną. Bo nie miałaś. jeżeli by teraz poszło na leczenie, to byśmy spłaciły zaciągnięty u Ciebie kredyt. To mogłas zrobić, ale oczywiście nie musiałaś. Na pewno jednak naganne jest to, że zatrzymałaś zdublowane pieniądze a konto nastepnego miesiąca. Przecież Fifi miał swoją karmę. Do tego ustaliłaś, ze Fifi będzie u Ciebie za 200 pln, w końcu jednak wyszło, że hotelikowany był u Ciebie za 300. Cały czas dziwi mnie, ze nawet nie pytasz o małego. cały czas piszesz o Sobie i o tym, jak Ciebie skrzywdziłam. Co do diagnozy Pani K. nie wypowiadam się. Pisałaś, że jej ufasz, bo nigdy nie popełniła błędu. Teraz był ten pierwszy. Pisałam Ci, że jeżeli uważasz, ze Cię pomówiłam, to skieruj sprawę do prokuratury.
-
Czy są jakieś wieści o Stefciu? Ja wstawię dziś zdjęcia Stefcia z pobytu u mnie i zdjęcia Pudi, które przesłała mi Jostel. Mówię Wam-cudo. [IMG]http://img180.imageshack.us/img180/6537/26875610.jpg[/IMG] [IMG]http://img248.imageshack.us/img248/4282/52868178.jpg[/IMG] [IMG]http://img341.imageshack.us/img341/1781/38771982.jpg[/IMG] [IMG]http://img20.imageshack.us/img20/2895/36124548.jpg[/IMG] [IMG]http://img580.imageshack.us/img580/3523/26046708.jpg[/IMG]
-
Dziekuję Ci irenaka za rady. Wskazanie co, do diety opartej na ryżu+indyku, oraz dalszym podawaniu RC dostałam wczoraj od weterynarza. Jeżeli Fifi źle będzie reagował na gotowane, wtedy nie będę mu go podawała. Zostaniemy tylko i wyłącznie na suchej karmie. W tej chwili Fifi więcej się rusza, wiec przypuszczam, że może spowodować to większe zapotrzebowanie na kalorie, a co za tym idzie zwiększenie zainteresowania suchym. Oczywiście, jeżeli ktoś ma pomysły, jak urozmaicić bezpiecznie dla Fifiego jego dietę, to będę wdzięczna za wskazówki. Dzisiaj podam Fifiemu Karsivan, zobaczę, jak jego brzuch na to reaguje. Po kilku dniach podam Artresan, a potem wit.B. Chce stopniowo to wprowadzać, żeby zaobserwować, co i jak będzie wpływało na żołądek małego. Nie robiłam badania moczu, wczoraj byłam zbyt przerażona widmem nowotworu. Ale faktycznie, jak go badać, to kompleksowo. Powtórzę mu jeszcze raz morfologię, zrobi się mocz. Jostel, co Ty na to?
-
Oddając psa w doświadczone ręce nie musi się niczego nakazywać. Osoba, która deklaruje swoje umiejętności w zakresie opieki nad psami i to psami z problemami wydawała nam się godna zaufania. Trudno z odległości kilkudziesięciu kilometrów opiniować, czy badania są konieczne, czy nie. Kolejna noc za nami Fifi zmęczył suche, ale z oporami. Chyba nie jest to jego ulubione jedzenie. Dzisiaj dostanie gotowane. Fifi sporo pije. No i zapomniałam dopisać, że nie przydarzyła mu się żadna wpadka w nocy. Nie było siusiu, nie było kupy. Fifi łazi sobie teraz z moimi psami po działce.
-
Ale fajne fotki:)
-
Zastanawia mnie jedno, dlaczego nikt z Was nie zaoferował się wziąć tak problematycznego psa jak Fifi? Ja tak. Ja z nim pojechałam do weta, bo szlag mnie trafił, że osoba, która powinna to zrobić szukała milion durnych wymówek, a pies cierpiał. Czy ja w którymś momencie wołałam o kasę? Nie. dzisiaj zapłaciłam ze swoich. Nie rozumiem tylko jak można patrzeć na cierpienie psa i nic nie robić. Z reszta wczoraj nie byłam sama, tylko z moim TZ-tem. On tez widział w jakim stanie był Fifi. Skoro tak mnie potępiacie, to czekam na propozycje DT dla Fifiego.
-
Czarodziejko. Ja piszę z wielką dozą ironii, oraz przymknięcia oka na prowokacje. Co chcesz wiedzieć? To Ci napiszę. Nie rozumiem, dlaczego mam udzielać informacji, gapiom, aferzystom i klakierom? Właściciel psa dostał informacje. Nie zgłasza sprzeciwów. Co ma do sprawy irenaka? Nic. I czuję się w obowiązku o niczym jej informować. Czy się mylę? Chyba jednak nie. Ja mam Fifiego. W końcu po miesiącu trafił do weterynarza. Został zdiagnozowany, a gdyby nie to nie wiadomo ile by kwitł we własnych odchodach. Jeśli irenaka chce pomóc, to zapraszam.