-
Posts
118 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by sajtka
-
[quote name='Rinuś'][B][I]a to psy po zapachu wyczuwają, że jakiś pies jest ogromny czy średniej wielkości ? :-o ile mogę się tutaj dowiedzieć :p[/I][/B] [B][I]wyobraź sobie, że na Twojego dużego samca rzuca się stadko 4 piesków średniej wielkkośći...a Ty jesteś między nimi...fajna zabawa nie ?[/I][/B][/quote] [COLOR=darkolivegreen]znowu czepiamy się półsłowek? to jest skrót: z jednej strony mogą go znać/ lub pamiętać że tu mieszka, a z drugiej strony zapach jest zapachem; [/COLOR] A dlaczego na mojego samca ma się rzucić stadko jakis psów? U nas nie ma watach zdziczałych zwierząt. Psy jak większosc zwierząt unikają sytuacji gdzie może dojsc do skaleczen itp. Jakkolwiek :Takie sytuacje o ile zaistnieją wymagają na pewno dużego opanowania bo bójkę samemu sprowokować łatwo... [SIZE=1]mogę tylko powiedzieć, że kiedys dawno i nie w związku z cieczką przydarzyła mi się sytacja w której dwa samopas wypuszczone boksery ( stanowiące stado) biegły w kierunku mnie , mojego jeszcze młodziutkiego psa i ojca, który akurat mnie odwiedził i spacerowalismy razem . Ku memu zdziwieniu psy zawróciły, gdy tylko zastosowalismy moje "machanie ogonem" czyli wymachiwanie szybkimi ruchami wyciągniętą do góry wyprostowaną ręką: ojciec z kijkiem narciarskim a ja [I]uzbrojoną[/I] w kawałek znalezionego patyka. Wtedy w zanadrzu miałam jeszcze jedną sztuczkę, ale po tej pierwszej zrezygnowały. W końcu nas było więcej..i mielismy przewagę liczebną. Nie mogę zakładać co by było gdyby, bo z każdej sytuacji jakos można wybrnąć, a przekonanie ,że to jest możliwe uskrzydla... To jest przykład tzw. pozytywnego myslenia, którego myslę w jakims sensie wam brakuje ( bez obrazy). Bo w waszym postrzeganiu tak jest bo jest... aogólnie , wiadomo żle... A mój swiat jest albo może być po prostu fajny , bo to ja go kształtuję. [/SIZE]
-
[quote name='Ania!']To należy tylko się cieszyć, że nie trafiłaś na agresywnych adoratorów. Ja niestety miałam z nimi do czynienie i uwierz, że sytuacja może zrobić się niebezpieczna. Taki pies może stać się dużym zagrożeniem dla suki i jej właściciela. Rozumiem, że jak Twoja suka ma cieczkę to obce psy grzecznie czekają w kolejce. Nie szczekają, nie piszczą, nie próbują się dostać do suki. Wystarczy im adoracja z daleka.[/quote] Własnie dlatego, że od razu z domu moi przeskakują do auta, adoratorzy nie są aż tak nakręceni. Z drugiej strony, mam imponującego i dużego samca i jego zapach unoszący się wokól domu może też trochę studzi zapały. A to jest tylko parę dni 2 razy do roku, nic w porównaniu z wiecznoscią...
-
a kolejnego dnia to już klatek tam nie bylo; albo są w mieszkaniu ( a psy w nich, zgodnie z aktualnymi trendami) albo je przeniosła.. A na Policji to się z hliłódką minęłąm: ona mnie o mir a ja ją własnie jako toz o znęcanie. Dobrze, że uszłam cało , bo agresja jej uszami tryska ....
-
ale przesuwając klatki w cień akurat w tym dniu ratowałam im życie.. Qrcze Vectra ten taki niby foksterierek ( szkoda że na łańcuchu) aż taki był groźny? No trudno mi w to aż uwierzyć, bo spodziewałam się bestii ...; [I]co do ostrych zakończeń płotów , to pomnij, że są dopuszczalne ( prawo budowlane) powyżej 180 cm npt[/I] [B][I]A ranę pies ma fakt, ale raczej nie poważną. Pozdrawiam.[/I][/B] [B][I][/I][/B] [B][I][COLOR=darkgreen]Wracając Wątku odwołań: [/COLOR][COLOR=red]ja mam generalną zasadę ustąpić( jak się nie da porozumieć) niż rozpychać się wymuszając. to jest efektywniejsze i rodzi mniej stresów.[/COLOR][/I][/B]
-
[I]ja się bynajmniej nie uczepiłam; to mnie tutaj niektórzy adwersarze takie bezmyslne rozmnażanie przypisywali, choć ja akurat żyję dokonując swiadomych wyborów i nie ulegam presjom .[/I] [B][COLOR=navy]Ja nie zauważyłam aby psi adoratorzy oczekujący pod płotem czy nawet zakwitający w ogrodzie byli jakos szczególnie agresywni [I]( choć znam przypadek takiego agresywnego w ogólnosci psa w mojej okolicy[/I]). Potrafię je nawet dokarmiać :) i nie czuję zagrożenia z ich strony, choć przyznaję, że jest to raczej uciążliwe. Jednak nie walczę z nimi i z pokorą czekam, aż dni [I]gorące[/I] miną.[/COLOR] w tym czasie moje psy ładuję do samochodu i odjeżdżam zwyczajnie... co pozwala na uniknięcie spięć.....a adoratorzy pozostają.[/B] [I]A już historią o jakimś psim straceńcu rozbijającym się o płot przyjmuję ze zdziwieniem.[/I]
-
[B][I][COLOR=darkorange]kupując psa za powiedzmy 2 tys ..bardziej będziesz o niego dbała niż o psa kupionego na rynku za 200 zł...[/COLOR][/I][/B] [B][I][COLOR=navy]od jakiegos tygodnia mam zarzuty za naruszenie miru domowego pani ( młoda laska, w typie hollywood) a za co? bo panienka swoje rasowy=rodowodowy ( piękne skąd inąd egzemplarze) trzyma w kaltkach kenelowych przez okazałym apartamentem, za jakies milionik albo dwa, w pełnym słońcu (że niby na powietrzu). Mysmy jej ten mir domowy naruszyli nie tylko podając zmaltretowanym psom wodę ale co najważniejsze [U]przestawiając klatki do cienia[/U]. Nawet w tych małych klatkach ( misek nie bylo) psy miały najdroższe kolczatki na karkach ... Proszę, nie patrzcie na swiat poprzez stereotypy, tylko analizujcie każdy przypadek osobno...[/COLOR][/I][/B] [I][COLOR=darkgreen][B]A Vectra, jak już będzie miała tego upragnionego reproduktora to stanie przed dylematem : mieć ( zarabiać kryjąc) czy być ( nie pokrywać). Ja takiego wyboru kiedys dokonałam, ale też trzeba powiedzieć szczerze, że mnie na taki wybór było stać ( z uwagi na brak ograniczeń finansowych)[/B] A jak powiadają np w Rumunii :pieniądze są oczami diabła[/COLOR][/I]
-
[B]niestety dziewczyno, spłycasz i trywializujesz sens moich wypowiedzi[/B]... Bardzo łatwo jest zdobyć popularnosc wyszydzając kogoś, ale tak się nie zdobywa szacunku. Mnie to nawet nie boli... Próbowałam Ci tylko wytłumaczyć,że można nie sterylizując też nie rozmnażać, w co jak sądzę trudno Ci uwierzyć/pojąć. W moim srodowisku znam wielu takich odpowiedzialnych ludzi, ty zapewne w swoim takich nie masz i jest to jak widać spór swiatopoglądowy. Ja mówię, że [B]nie rozmnażam w ogóle i jest to mój swiadomy wybór[/B] ! [I]Smuci mnie tylko sens twoich wypowiedzi dot. radzenia sobie z niechcianymi zwierzakami ( sugerujący przemoc) . Jestes jak sądzę młoda i myslisz że agresją zawojujesz swiat, albo , że to jest powszechnie przyjęte . Oby ci się udało ten swiat zdobyć[/I] życzę Ci, aby szczeniaki po twoich hodowlanych psach zawsze trafiały idealnie . Bo Ty będziesz rozmnażać, w przeciwieństwie do mnie( taki jest sens posiadania zwierząt stricte hodowlanych) i na tym kończę
-
ja też się z tym zgadzam. Ale fakt, że on się zachowywał inaczej to dla mnie teraz jest wyłącznie przyczynkiem do zastanowienia się , a nie wykonywania sterylki z 'automatu", co może błędnie odczytuję z wypowiedzi na innych wątkach w ogólnosci...( uznając wszakże różne indywidualne powody) a temat rozrodczosci tutaj jakos się nie mnie wyzwolił ... w kontekscie nie-skutecznego-odwołania . za to sorry
-
[COLOR=red] Choć w świadomość psa co do faktu jaki zaistniał t.j. kastracji i jej skutków oraz żalu z tego powodu nie mogę uwierzyć[/COLOR] ja chyba nigdzie nie pisałam, że pies czuł żal w związku z faktem, że nie mógł być tatusiem itp ( to tylko próbowano mi przypisać) . Chciałam napisać tylko to , że moim skromnym zdaniem, mój poprzedni pies miał po zabiegu deprechę ( apatia, wycofanie, brak zainteresowania czymkolwiek) i że w konsekwencji przebytego zabiegu zachowywał się później zupełnie inaczej m.in [I] nigdy już nie był radosnym i wesołym psem.. T[/I]o, że odrzuciły go znajome suczki oczywiscie miało miejsce. A to, że w nowej roli ( kastrata) nie mógł się odnaleźć ( czytaj powrócić do stanu sprzed zabiegu) jest konsekwencją zmian jakie na trwale zaszły w jego psychice. To ja de facto bardzo żałowałam, że się tak zmienił i brakowało mi jego radosci ( ale w przypadku Karata nie było wyjscia) . A pies żył blisko 20 lat: 10 z jajkami i prawie dziesięć bez...
-
[quote name='Juliusz(ka)'] [B]sajtka[/B] Napisała, że JEJ pies się bardzo zmienił po 'stracie jąder' - ja to odczytuję jako dużo uproszczenie - strata jąder=zmieniona gospodarka hormonalna, a to MA ogromny wpływ na organizm i może mieć równie duży na psychikę! Mojego psa czeka usunięcie niezstąpionego jądra - względy zdrowotne - i poważnie zastanawiam się nad całkowitą kastracją. Ale wątpliwości mam od groma... To nie jest zabieg obojętny! A pamiętać należy, że NIEODWRACALNY! I to jest tylko MOJA decyzja, czy go dam wyciachać, czy nie:mad:. ..[/quote] to jest samo sedno sprawy; dla większosci z Was decyzja o ciachnięciu jest jak przełknięcie sliny, dla mnie nie. Wybudzenie ( a może nie, ostatnio omalże nie)i inne konsekwencje ( zm. gospodarki hormonalnej w organiźmie). Więc skoro nie macie wątpliwosci, to ja uważam, że fajnie i sobie Wasze psy sterylizujcie. Ja każdorazowao miałabym różne obiekcje i rozważając wszystkie za i przeciw,a mając możliwosc odseparowania psów ( nie za scianą czy drzwiami) postępuję inaczej.
-
Vectra , ja wiem, że Ty tu nadajesz ton jako administrator. Ale byłoby fajnie , gdybys zamiast używania radykalizmów typu np bzdury czy te efektowne podsmiewania, zwyczajnie napisała, że uważasz, że nie mam racji albo się nie zgadzasz, bo ... Wtedy dyskuja jest b. merytoryczna a nie tylko obliczona na efekt, czyli sromotną klęskę adwersarza. A powiem Ci cos wiele więcej, na co patrzę z perspektywy wieku i osobistych doswiadczeń, że nie moglismy z mężem mieć dzieci. Nie miałabym nawet odwagi nikomu ani niczemu odebrać jego rozrodczosci. Nie potępiam np rodziny bezmyslnie produkującej dzieci,choć nie ma co do garnka włożyć, bo zawsze można jakos jej pomóc; Ale jednoczesnie sama jestem za byciem odpowiedzialnym i jestem osobą odpowiedzialną; tak jak rodzice winni być odpowiedzialni za swoją płodnosć, tak i własciciele psów za rozrodczosc swoich zwierząt. Tyle i tylko tyle. Ale niech decyzja o sterylizacji/kastracji ( póki co nie obowiązkowej) będzie również suwerenną decyzją posiadacza. Od razu ucinam kolejne zarzuty ;potępiam rozmnażających zwierzęta z chęci zysku lub bezmyslnosci ( nieupilnowanie).
-
[I]przerwa była spowodowana krótkim przespacerowaniem, bo dzis gorąco...A mój pies nie załatwia się k.domu.[/I] Nie jest mi bez różnicy czy będą szczeniaki czy nie, bo gdyby były to nie mogę założyć, że ich los póżniejszy będzie taki jaki być powinien/bym chciała. I to tyczy wszystkich psów , nawet od super- wzorowych hodowców, bo ludzie posiadają zwierzęta z różnych powodów ( również i na pokaz, o czym dane mi było się kilka razy w życiu przekonać), co nie oznacza , że je kochają. A hodowca nie zawsze ma wpływ na to co dzieje się z jego psem ( poza skrajnosciami, kiedy zg. z prawem można zwierzę odebrać). [B]Więc z tych choćby względów nie chcę[/B]. Co nie znaczy nadal, że będę swoje zwierzęta dla samej tylko zasady sterylizować lub kastrować. Może i takie podejscie , odmienne od Waszego , jest dla Was niezrozumiałe i jego nie akceptujecie. Wy idziecie "na skróty" ( jako zabezpiecznie przed rozmnażaniem) i ja to szanuję, ale też mam prawo mieć odmienne zdanie i postępować zg. z własnym przekonaniem, nie będąc ani pseudohodowcą ani rozmnażaczem. Jestem odpowiedzialna a za sprawą moich zwierząt nigdy na swiecie nie przybył ani jeden pies. Tylko raz, na początku, przyjęłam do krycia sukę pewnego swiatowca, ale widząc z bliska jego podejscie , do prawdziwego krycia nie doszło, choć suka była u mnie ponad 3 tyg. ( ale już od następnej cieczki była regularnie kryta przez inne hodowlane psy z ZK). Największy ból sprawił mi jej moment oddania: odwożąc ją do własciciela musiałam ją, taką spragnioną kontaktu z człowiekiem, wpiąć na łańcuch. Nie wiem czy któras z was ma podobne doswiadczenie? Jesli nie,to może ostrze swoich dział przekierujecie ze mnie na tych co na prawdę rozmnażają. Większosc psów mojej rasy jest na codzień łańcuchowymi, tylko przy okazji wystaw się je pucuje...
-
[B]Mając takie doswiadczenie osobiste z psem, nie będę kastrować czy sterylizować dla przysłowiowej zasady. I uważam, niech każdy rozważy w swoim sumieniu co powinien zrobić i będzie za to odpowiedzialny[/B]. Bo ja jestem . Ale inaczej niż Wy uważacie ,że powinnam... A to wy dziewczyny nadalyscie żartobliwy ton dyskusji ( po 20 w ciążę) więc odpowiedziałam ani! prostym jeżykiem , bo nie wiem ile latek ma mój adwersarz
-
ja o tym wiem, ale napominam tylko o tym , ponieważ [B]pies się w nowej roli zwyczajnie nie mogł odnaleźć ...[/B] Ale ponieważ Wy wiecie lepiej, no to faktycznie niech będzie,że go wszyscy wytykali łapami... [SIZE=1]A jak zobaczył, że nie ma jąder... to akurat nie trudno, bo jesli wprzódy cos się z luboscią wylizuje a potem już nie ma co , bo pozostał tylko fałd skóry, no to jednak mógł zorientować się, że mu cos ubyło...na marginesie[/SIZE]
-
na pewno zmienił się całowicie jego zapach, którym emanował...[I]Nawet ty jak spotykasz osobników płci przeciwnej, nie na wszystkich reagujesz tak samo...[/I] Jego ulubione zaprzyjaźnione sunie zupenie przestał interesować. Zwyczajnie odrzuciły go...Niby z daleka rozpoznawały go,ale przy bliższym kontakcie już je nie interesował , bo zapewne przestał być atrakcyjny... A poza tym to już było naprawdę inne jakosciowo życie. Wet ( dr n wet) tlumaczył, że po zabiegu Karat zmieni swoje życiowe priorytety: zamiast być nakierowany tylko i wyłącznie na zapładnianie zacznie czyms innym rekompensować sobie stratę np obżarstwem ; a on nawet nie chciał jesc; jego życie straciło pierwotny sens... Mówię o emocjach, bo pies żył, niby izycznie fzdrowy ale jakis inny... Ja jestem bardzo blisko ze swoimi psami; jestesmy dosłownie nierozłączni, nawet towarzyszą mi w pracy, więc wiem , że Karat nie mógł się odnależć.A poza tym w jego życiu nic się nie zmieniło.. Nie wiem ile jest takich przypadków, ale jako osoba starsza widzę swiat nie tylko biało-czarny ale i jego szare odcienie. ps. Może z racji wieku zrobiłam się rozlazła i dużo łatwiej mi przyjąć to co przynosi los. Więc jak mi ( faktycznie wyjątkowo mało-aktywnemu hodowcy, bo zarabiam na życie inaczej i to nie psy mnie utrzymują, a ja je) przytrafią się szczeniaki, to zas nieszczęscia z tego nie będzie... [I]oczywiscie przydarzyło pisze się przez rz[/I]
-
przepraszam, ale ja zauważyłam różnicę w twojej wypowiedzi( że będziesz odprowadzać do włascicieli) ; ale chciałam przy okazji poprosić o to aby ludzie nie wylewali przysłowiowego dziecka z kąpielą ; niestety na moim terenie jest wielu takich wq... posiadaczy cieczkowych suk, którzy dzwonią po hycla i te psy z automatu są wywożone... Wiele z nich nigdy nie wraca...Tak też robią/ili niestety niektórzy z naszego tozu, z czym ja się nigdy osobiscie nie mogłąm pogodzić...
-
może nie doprecyzowałam: zawsze [B]psy mogę odizolować[/B], bo mam ponadtrzystametrowy dom gdzie mieszkają 2 osoby i dwa psy... a nawet jeszcze jeden , trochę mniejszy ...separacja to też jest metoda naturalna :) [SIZE=1]Wy dziewczyny, chyba nie rozumiecie ile bólu sprawiało mi odbieranie psa po kolejnych zabiegach... jak nie muszę, to tego nigdy nie zrobię jakiegokolwiek zabiegu dobrowolnie... Zresztą mój poprzedni pies ( a był sam) po kastracji, która była koniecznscią bo miał raka jąder bardzo ją przeżył, zauważył że mu ubyło jąder i popadł w depresję i otępienie. Cóż z tego że życie mu się bardzo przedłużyło ale jakosciowo było to już nie to samo życie... ono już go nie cieszyło. Wbrew temu co mówił wet, że pies zabiegu nie zauważy....Nawet z domu nie chciał wychodzić i to trwało parę lat. A dla wielu dogomaniaków zabiegi sterylizacji czy kastracji to jak krojenie bułki z masłem ( oczywiscie nie chcę nikogo obrażać)[/SIZE] . [SIZE=1]Z jednej rozumiem strony koniecznosć ograniczenia psów bezdomnych a z drugiej strony nie mam zamiaru kroić mich psów ( jednego) jesli mogę inaczej...sorry, stara jestem i uparta... Z kolei gdyby się przydażyło ( szanse prawie zerowe), to będę mieć pięne podhalany[/SIZE]
-
fakt, zapomniałam o tych widoczkach z dzieciakami; dawniej był chłopiec z psem Igorem, który mi tłumaczył, że ma białego boksera w którym ja widziałam doga argentyńskiego ( faktycznie pies z nim robił co chciał); a na swieżo mam w pamięci obraz 40kg dziewczynki szarpiącej się z cięższym od niej nowofunlandem..z kolczatką. Nie na wiele to się zdało: Pies omal nie wciągnął jej pod samochód... [I]tak ciągnął do moich[/I]... Tyle co wrzasnęłąm przez ulicę, żeby zasłoniła mu oczy, bo nawet nie było za co się jej zaczepić smyczą... Nie wiem jak często wychodzi z psem, ale fakt... o tym zapomniałam, bom stara ... a ostatnio :) widziałam tego samego psa , jak dwie dorosłe osoby owinęły smycz dookoła znaku drogowego, zapewne chcąc go odciągnąć ( czyli odwołać) wzg. odwieźć od zbliżenia się do moich psów; qrcze własciciwie to nie wiem dlaczego mają takie kłopoty ( poza niedostatecznym wychowaniem psa) ? Za mało z nim spacerują/wały albo czy on potrzebuje kontaktu z psami aż tak? czy zaburzona hierarchia? to wygląda tak, jakby pies chciał isc tam gdzie zauważy cos ciekawego (czyli innego psa) i zamysł realizuje. W innych sytuacjach chyba jet ok, bo inaczej jak możnaby isc z takim olbrzymkiem wsród ludzi?? oby tego nie przeczytały, bo się pewnie obrażą
-
ja nie znam takich sytuacji aby normalni ludzie sukę z cieczką wypuszczali... to jest jakis margines... Raczej jest[B] odwrotnie: pieski luzem biegające czatują na sukę, i są nie do odwołania. Proszę tylko, aby chcąc nauczyć niewyuczalnego pańcia NIE karać za to psów i NIE WYSYŁAĆ ich do schronów. [/B]One mogą tego zwyczajnie nie przeżyć... W moim rejonie ponad 32% psów schroniska nie przeżywa ( a wypadki komunikacyjne to mniej niż 5%), a raport fundacji Hycel mówi o realnej liczbie upadków 50%. [SIZE=1]Co do zastrzyków lub sterylizacji , to nie zamierzam skorzystać, a mając psa i sukę póki co od dwóch lat razem nie mam szczeniaków... Powiem tak, stosuję metody naturalne ( akurat pies jest o wiele cięższy od suki, więc się piramida wali, mimo chęci z obu stron). A w organizm suki nie zamierzam ingerować, bo iles tam razy zmuszona byłam ingerować w organizm psa ( wiele zabiegów pod narkozą) i za każdym razem było pytanie : czy się wybudzi... , czego nikomu nie życzę...Są ludzie , niekoniecznie chcący rozmnażać, którzy nie są zwolennikami sterylizacji lub zastrzyków hormonalnych..[/SIZE] [SIZE=1]przy okazji: jak mój pies wyniuchał cieczkę ( nawet doszedł do takiej suki ) to zawsze udawało mi się go jakos odciągnąć a potem oddalalismy się idąc jej sladem ale w drugą stronę ( czyli tam skąd przyszła).. To była jakas szansa, bo w sprawach zalotów niestety wykazywał się uporem i siłą ogromną...[/SIZE]
-
moim skromnym zdaniem, a miałam sytuację dokooptywania do dorosłego psa dużego 9,m szczeniaka, trzeba zrobić wszystko aby rezydent dalej był na pierwszym miejscu ( choć to trudne). Wtedy one sobie z czasem ustalą same zasady współżycia...A sforą rządzisz ty i ty zezwalasz lub nie na cos tam.. Pamiętam jednak sytację, gdzie przez dłuższy czas miałam szczenię wyrzucone tak małe, że nie wiadomo czy przeżyje. Toto trzeba było karmić co 2 godziny na okrągło i mój pies bardzo żle znosił zbytnie zwracanie na niego uwagi...choć co prawda też dobrze go pilnował: zawsze dawał znać jak malec się posikał itp. Sytuacja skomplikowała się po ok. ponad miesiącu, bo malec miał "nieciekawy" charakterek i bezczelnie potrafił przed nosem rezydenta nasikać itp (zresztą będąc po wysikaniu) tylko po to aby zagrać rezydentowi na nosie. Niestety nie mogę powiedzieć co cy było dalej, bo malec poszedł do ludzi, choć o ile wiem rozwydrzony i niewychowany pozostał...A gdyby został u mnie to przy dużej różnicy mas ciała ( mój pies to ok. 70 kg) też mogłoby być nieciekawie...gdybym pozwalala rezydentowi na "full kontakt" czyli pozwolić mu [I]wychowywać [/I]nielubianego malca
-
jednak najbardziej gorąco robi się przy okazji cieczki u mojej suki. Wtedy pies jest tak naperfumowany jej zapachem, że zdarza się, że obce samce podczas spacerków chcą go przekopulować... Wtedy to jest już wolna amerykanka... To są jedyne momenty gdy drażni mnie wypuszczanie psów samopas...W trakcie cieczki staram się je wywozić tak aby tracić slad zapachowy i psy nie podchodziły pod dom, ale czasem my sami idąc pieszo go roznosimy... dwa lata temu , w trakcie spaceru "z cieczką" miałam paskudną sytuację z psem znajomej, który biegał jak zwykle daleko od niej, raz udało mi się go odgonić wstyd powiedzieć, ale rzucając w niego snieżkami ( z bezsilnosci), ale drugi raz jak podbiegł to już bylismy bezradni. Przymierzał się do mojej suki i wtedy zaczął ingerować mój samiec. Podłoże sliskie,zalodzone, moj pies niestety rzucił się na niego i było to bardzo nie fajne. Próbując obronić tamtego psa ( duży, bezwłosy) uwiesiłam się na moim, i tylko tyle udało mi się uzyskać, że intruz nie odniósł szwanku, ani nie pokrył suki. Jak w końcu nadeszła niespiesznie jego pani, to zrobiła mi karczemną awanturę : miała do mnie pretensje o cieczkę mojej suki, że z nią spaceruję zamiast trzymać w domu i że ona nic tu nie mogła zrobić, bo swojego silnego psa nie utrzyma a nie może się szarpać, bo pracuje rękami...Ja po tym zdarzeniu przez ponad pół roku nie mogłam podniesć prawej ręki do góry , co uniemożliwiało mi pracę, bo podobnie jak ona ...nie pracuję nosem. Uważam, że to była jej wina, bo jej pies nie powinien na spacerze podchodzić do moich...
-
mój piesio, naprawdę nie strachliwy ( włacznie ze strzałami, petardami itp), jedynej rzeczy , której się może nie panicznie, ale jednak boi to odgłos głosno uchodzących spod ogonka gazów...Wtedy robi się niespokojny, przechodzi do innego miejsca.... Ja to kojarzę z faktem jego problemów trzustkowych, okropnych bóli brzucha, po tym jak nam ktos o mały włos go nie przytruł [I]mieskiem z trutką w szczenięctwie...Kurował się biedak prawie 4 m-ce ( ponad 6 tys. wydalismy na jego zdrowie, ale nie żałuję). [/I]Mysle, że on ten odgłos kojarzy z nadchodzącymi bólami/wzdęciami i to oczekiwanie powoduje jego niespokojnosć; [I]A co do hodowców ZK; w mojej rasie prawie każdy poza tymi psami tzw.hodowlanymi ma tzw. psy pracujące( oni to tak reklamują), czyli rozmnażane dla kasy i byle jak. Czasem tylko mam wątpliwosci , czy hodowcy ich nie podmieniają, jak się jakis rodowodowy z dysplazją widoczną w szczenięctwie trafi...[/I]
-
tutaj opisujecie jakies hipotetyczne sytuacje... Ja mieszkam w miejscowosci górskiej, w samym centum niestety zresztą i gdzie czasem muszę np zimą mijać się na wąskim korytarzu pomiędzy zaspami nie dosc że z ludźmi to i jeszcze czasem z psami tychże lub przypadkowymi... Cóź z tego, że mój pies jest nauczony ignorowania intruzów, ale są sytuacje... naprawdę niefajne. Jakiekolwiek sytuacje z siadaniem są wykluczone, bo w takim tłoku bałabym się, że mu jakis przechodzień nadepnie ogon, zejsc z drogi się nie da, pies musi być na smyczy ( bo tzw. przechodnie się boją- jest zwyczajnie duży i autochtoni ( górale) tej rasy( podhalan) się boją, więc robią cyrki sami z siebie, że momentami dziw bierze) i w tym tłoku, gdzie jego i moja przestrzeń 'powietrzna" jest naruszona... przez tłumy, podbiega jakis pikus rozanielony. I wszystko może by było OK, ale mój Walenty jest dominantem i chociaż sam nie zaczyna, ale nigdy nie chce się dawać podwąchać... a nie daj Bóg abysmy byli tuż obok domu... Zresztą on się z takim pikusiem bawił nie będzie...[B]To są sytuacje niefajne i było by dobrze gdyby skoro ktos widzi, że prowadzę psa na smyczy to swojego też zapiął[/B] bez głupich zapytań ( widać mam powód) lub się oddalił. Ktos może powiedzieć, że Walek jest za mało wytresowany... pewnie i tak, ale może i dobrze, bo wówczas byłby tylko czekał na sygnały pochodzące ode mnie a nie myslał... Czasem z powodu jego choroby ( wewn.) włóczymy się (czyt. przechodzimy) całe noce i jak na razie nigdy się na nim nie zawiodłam. Ingerował pokazując zęby dokłdnie wtedy, gdy trzeba było.. co daje mi zwykłe poczucie bezpieczenstwa...
-
przepraszam, że wrócę do tematu wczesniejszego, gdy ktos pisał,że dał raz lub kilka kopów z buta.. ja mam psa dosc ostrego i gdybym na przykład ostrym tonem zareagowała na intruza, to mój W. na pewno by się na niego rzucił... Zamiast tego, staję za moim psem i podnoszę wyprostowaną rękę do góry i macham niczym ogonem szybkimi ruchami ( tak jak pies daje sygnał ogonem : [I]nie podchodź bo jestem taaki duży[/I]). Większosc psów , nawet samopas na widok "mojego ogona" co najmniej zatrzymuje się albo ucieka "bezkrwawo" tak, że mój pies nawet ząbka nie zdąży pokazać... A już w desperacji ... udaję, że schylam się po wyimaginowany kamień i niby go rzucam... Przy naszym traktowaniu zwierząt w Polsce, daje to efekt murowany...i rzadko który pies nie wie o co chodzi... co do komentarza to kiedys usłyszałam, odrzucając propozycję zabawy z takim przypadkowym spacerowiczem, że cóż się dziwić, zły pies to i zły własciciel, albo może na odwrót??? A dzisaj na spacrze spotkałam takich turystów ignorantów,że smiech. Pies mój ma dużą i długą smycz automatyczną- tasmę , ale ponieważ kiedys zdarzyło mu się zerwać blokadę i łapałam tasmę na żywca, od tego czasu zawsze chodzę w rękawiczkach bez palców. Rodzinka ignorantów, której odmówiłam zgody na zrobienie zdjęcia dzieci z psami ( mam 2) obraziła się, a głowa rodziny stwierdziła autorytatywnie: zły pies , bo skoro ja mam rękawiczki, to dlatego że mnie też gryzie... takiej głupoty to nigdy nie słyszałam...
-
nadal, spokojnie, czekam na fotki mamusi?