Mi się zdarzyło kiedyś tak, że szłam z moją suką wieczorem koło parku. Nagle wypada amstafica i wącha ją. Niczym nie wskazując nagle zębami uwiesza się na mojej suce. Dobrze, że szelki miała to atak spadł na nie. Wypada za nią matołek, znaczy się jej właściciel, ledwie odciąga psa, a potem zaczyna go lać i kopać i wyzywać od najgorszych. Nic nie powiedziałam niestety bo mi za wysoko adrenalina podskoczyła. Zresztą ten pies niejednego innego pogryzł, bo zawsze lata bez smyczy. Największa jatka była jak się pożarł z innym amstafem, co na smyczy szedł. Podbiegła i zrobiła widowisko na pół osiedla, ludzie już mieli z siekierami wychodzić. Naprawdę nie wiem po co niektórzy mają psy.