Jump to content
Dogomania

UrsaMaior

Members
  • Posts

    84
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by UrsaMaior

  1. [B]kobix[/B], nie będę rozmawiać osobiście z osobą, która uważa się za Pana Boga. Z Twoich wypowiedzi do mnie i na forum wynika, że salibinka ma być wyłącznie statystką, a ja dzieckiem, które czeka na nagrodę za zgodę na przesłuchanie przez samozwańczego pana boga. Kompromisy były pozorne, działanie dla dobra psa wg mnie żadne. Fatalne podejście do życia, moim zdaniem. Jeśli się mylę, przepraszam. Jestem potwornie zdenerwowana. EOT. W weekend przyjedzie do nas suczka znaleziona na ulicy w Krakowie przez moją studentkę. Jeśli uznamy, że suczka nie powinna zostać u nas, pewnie zwrócę się do kogoś z forum o radę i pomoc. Dziękuję za życzliwość i za chęć pomocy. Mam nadzieję, że Bazyl zostanie szybko i "bezbolesnie" wyadoptowany osobiście i samodzielnie przez opiekuna prawnego, skoro inaczej być nie może. Życzę mu tego z całego serca.
  2. Czy inwestuje się po to, by móc dysponować? Czy nie jest możliwe zaufanie? Myślałam, że w zwierzęta nie inwestuje się po to, żeby potem coś na tym ugrać. Np. satysfakcję z samodzielnego dysponowania psami, ludźmi, domami. Choć może się mylę przypisując złe intencje, bo już się w tym pogubiłam. Kobix, czy bierzesz pod uwagę możliwość przekazania prawnej opieki nad Bazylem komukolwiek z Krakowa, kto, mam nadzieję, uszanuje także moje zdanie o charakterze tej nieszczęsnej "wizyty przedadopcyjnej"? Jeśli nie, nie wracajmy już do tego tematu. [B] Prosiłabym o jedną rozmowę u mnie w domu, koniecznie z Bazylem, osoby z zewnątrz, która będzie mogła przy mnie podjąć decyzję o przyszłości psa i mojej.[/B] Jestem winna odpowiedź także mojej studentce. Czy ma nas odwiedzić z psem przed 12.07. To też jest psiak podobno "nieadopcyjny". *** Może jeszcze wyjaśnię, skąd wzięła się moja niechęć do dalszej rozmowy o Bazylu: jak zrozumiałam, salibinka chciała się spotkać u mnie z Bazylem i kobix. Kobix uznała, że na takim spotkaniu nie zada żadnego istotnego pytania i że i tak musi się ze mną spotkać w cztery oczy, a salibinka ma o tym nie wiedzieć(?) a jeśli wiedzieć, ale przyjąć do wiadomości, że ta wspólna wizyta nic nie wnosi(?) - tego nie zrozumiałam; w każdym razie miałam zostać odpytana jeszcze w cztery oczy, a potem miało się odbyć jakieś konsilium(?), na którym jak wynika z dzisiejszych postów, każdy kto nie jest prawnym opiekunem miał robić za statystę, bo i tak ostatnie słowo ma prawny opiekun(?). ???? Kto chciałby wziąć w tym udział? Tia, znam ludzi, którzy po przejściach na miau.pl i poszli po kota o pseudohodowców. Tego chcecie?
  3. Pani Ireno, dziękuję. N[U]ie mam nic przeciwko temu, żeby przyszedł ze mną porozmawiać ktoś z zewnątrz, kto przyjdzie do nas z Bazylem[/U], porozmawiamy, zobaczy relacje dziecka do psa (co już jedna osoba widziała; czy to, że na trawie nad Wisłą się nie liczy? :p ), kocio-psie. Bardzo bym chciała, żeby takie spotkanie odbyło się w obecności salibinki - uważam, że najnormalniej w świecie należy jej się to. Chyba nie muszę wyjaśniać "za co". Proponuję najbliższą sobotę. W tygodniu też możliwe,m ale trudniej - dostałam dziś od szefa sporą magisterkę do przeczytania i wolałabym jednak, aby córka była w przedszkolu, a ja w pracy. Chętnie spotkam się z osobą, która podpisze ze mną umowę od razu (albo od razu ustalimy, ze nic z tego) lub prześpi się z tym i umówimy się np. następnego dnia. Proszę zrozumieć, mam sporo obowiązków i nie mogę każdego dnia poświęcać na sprawy, które są właściwie tylko pyskówką i po których zostaję i tak tylko ze znakiem zapytania. Jak rozumiem, najpierw musiałby się zmienić opiekun prawny Bazyla (np. na TOZ? Nie znam się na tym zupełnie.)? Na koniec: przypominam, że od 13.07 do 1.08 nie ma nas w Krakowie. Salibinka zaoferowała mi (jak teraz rozumiem, nie miałam co nawet z nią rozmawiac i "opierać się" na jej słowach), ze do początku sierpnia, po podpisaniu umowy adopcyjnej, Bazyl zostanie u nas. Jeśli mogę tu cokolwiek proponować, a nie być dzieckiem, które za grzeczne zachowanie dostanie w nagrodę cukierka, albo nie, proszę, rozważcie to. Prosiłabym tylko szybko o decyzję. Moja studentka znalazła bezpańską suczkę. Kiedy wczoraj krew mnie zalała, zgodziłam się na kocio-psie spotkanie i rozmowę o tamtej suczce. Z zastrzeżeniem, że jest inny pies, "ale zdaje się nic z tego nie będzie". Zastrzegłam - może jednak dobrze zrobiłam. Proszę, zastanówcie się. Ja tylko proszę o jedną wizytę, z osobą która może podjąć decyzję wiążącą (szkoda, że salibinka nie może), a która nie była dotąd w to zamieszana. Chętnie w towarzystwie salibinki, jeśli jednak ktoś poda mi racjonalny argument "dlaczego nie", a ona się wycofa, może być i bez. B. proszę uwzględnić i zrozumieć, że nie będę oddzwaniać na komórkę. To nie są rozmowy "na parę słów", a w tym miesiącu, z pewnych względów, muszę szukać oszczędności. ps. [B]Isadora[/B], z własnej woli pisałam tyle o sobie - bo wydawało mi się, że na tej podstawie JA dostanę wskazówki, sugestie, czy mogę sobie pozwolić na psa. Teraz pluję sobie w twarz, ale skąd mogłam wiedzieć, że będą rozmowy i jeszcze, i jeszcze i właściwie stracę watek, kto tu czego ode mnie chce... Na razie mam wrażenie, że to ja jestem foką z piłką na głowie. Może ktoś mi udowodnię, że się mylę. :] Myślę, że niestety trzeba wziąć też pod uwagę, ze nie mam 15 lat. Wprawdzie klimakterium też jeszcze nie (wbrew pozorom), ale jak się domyślam, ktokolwiek ze mną osobiście rozmawia i będzie rozmawiał, będę najstarsza. W moim wieku zdaje się nie mam ochoty na pewnego rodzaju kontakty i sytuacje. Starzeję się. Sorry. ;)
  4. Chciałabym jeszcze jedno wyjaśnić - mniemany brak kontaktu z kobix. Dopóki miałam na ten kontakt ochotę, pisałam na forum, na pw, na mail. I pytałam o telefon stacjonarny, wyjaśniając, że nie zadzwonię na komórkę, jeśli jest inna możliwość kontaktu, bo nie stać mnie na płacenie niebotycznych rachunków. Przed decyzją, że mam tego cyrku dość, nie dostałam nru innego niż komórkowy. Teraz już proszę uszanować moją prywatność. Przepraszam wszystkich, których to całe zamieszanie boli i którzy oczekiwaliby ode mnie innej postawy, ale w tym momencie na więcej mnie nie stać.
  5. Przestałam odbierać telefon po napisaniu na forum, że wycofuję się (czy to były telefony "zastrzeżony"? takich z założenia nie odbieram, bo zwykle to są przeróżni "telemarketerzy"). O zmianie sytuacji mieszkaniowej napisałam w pw do Ciebie, kobix, i poście na forum dziś rano. Czekałam na odzew i opinię ludzi, którzy znają się na psach - zero. Rozgrywki o władzę nad zwierzęciem i ludźmi najważniejsze. Wycofuję się, bo jestem za stara na takie sytuacje. Przemyślałam sprawę i nie zgodziłam się na rozmowę bez opiekunki tymczasowej. Całość odbieram właśnie jako zapędy inwigilacyjne. Zapraszałam do siebie, ale nie w takiej atmosferze. Za stara jestem na coś takiego. Jak pisała Isadora, czasem warto ufać. I, jak pisała salibinka, każdy zasługuje na szacunek. Za stara jestem na takie rozgrywki. Dziękuję za owiane tajemnica, sieriozne, "obiektywne" (co to jest obiektywizm?) rozmowy adopcyjne. Zdawało mi się, że jedną taka już przeprowadziłam - z duża przyjemnością. Drugą w gruncie rzeczy na forum. Więcej nie zamierzam. Przeprowadziła takie rozmowy dwukrotnie z hodowcami, zanim kupiłam koty. I dwa razy w sprawie innych psów (wspólnie dochodziliśmy do wniosku, że to nie psy do mojego domu). Nigdy nie czułam się skołowana i szykowana na Bóg wie co jak tym razem. Dziękuję za takie atrakcje.
  6. Nie widzę śladu lektury mojego postu ani maila, w którym piszę o zmianie warunków życia psa w naszym domu. To do włascicieli psa. Dt bał się już na jakikolwiek temat ze mną rozmawiać. Po co to wszystko? Nie widzę żadnych konkretów (konkretnych propozycji) co do spotkania w przyszłym tygodniu. Szczerze mówiąc, nie wiem, jak się w tym wszystkim odnaleźć. W związku z tym wszystkim, odwołuję moją gotowość do SPOTKAŃ (jak rozumiem, musiałyby być jeszcze co najmniej dwa) w moim domu. Życie ma swoje prawa i każdy winien wiedzieć, na czym stoi, a nie brać udział w zabawie w kotka i myszkę. Jak rozumiem, trudno powiedzieć, co będzie z Bazylem. Gdyby miał trafić do hotelu, deklaruję wpłaty co miesiąc (oby to nie było potrzebne za długo) po 100 zł. Gdyby trafił do kogoś innego do dt (w co nie wierzę, chyba że właścicielka psa z dt uprzednio dokładnie ustalą sposób adopcji i ktoś się jeszcze na to odważy), też deklaruję pomoc finansową, na miarę moich możliwości. Na koniec pozwolę sobie coś jeszcze napisać: Również nie rozumiem, dlaczego opiekunka psa miałaby być nieobecna w czasie mojej rozmowy w właścicielką psa. Nasuwa mi się coś, może daleka analogia, ale jest w niej sporo racji. Jak mówią: nie ten jest rodzicem, kto spłodził, ale kto wychował. Kto może cokolwiek o Bazylu powiedzieć potencjalnym opiekunom na stałe? I najważniejsze: Kogo dziś Bazyl uznaje za swoją panią? Na przyszłość proponuję przepisywanie praw do psa (praw własności, z przeproszeniem, czyli papierka, który w życiu jest mało ważny, a w takich sytuacjach jak tak wg mnie najmniej ważny) na dt.
  7. O, to właściwie temat możemy skończyć, ponieważ ja mam dziecko, a męża nie. :) A serio: napiszę o tym publicznie. Miałam wczoraj b. przykrą rozmowę w tzw. rodzinie. Jak rozumiem, nie przeprowadzimy się blisko mojej pracy, a to oznacza, że pies musiałby ze mną wychodzić z domu ok. 8 rano i wracać ok. 17-18 pięć razy w tygodniu. W tym czasie kilka godzin w tygodniu (6 - 8 musiałby być ze mną na zajęciach (od jego zachowania zależałoby, czy by mi na to pozwolono; albo pod czyjąs opieką - i tu może, ale nie musi, być problem), resztę w bdb warunkach w moim gabinecie na uczelni. Droga do pracy: 30 min. autobusem. Zostawiam pod rozwagę. Zbieram się do Arki.
  8. Będę jutro chwilę przed 9 w Arce. A co do reszty: świat zwariował i pozostaje pytanie: czy się z niego "wylogować", czy nie.
  9. Bazyla głaszczę na dobranoc.
  10. Shilka, Shilka... Trzymam kciuki, żeby stres ją szybko opuścił.
  11. Nie wierzę! Isadora, dopiero o niej rozmawiałyśmy na gg. :( bardzo, bardzo mi przykro :-(
  12. Poniedziałek 7.07 - piątek 11.07 o dowolnej porze. To może 7.07? (w imieniny miesiąca, całkiem jak data "odbicia" Bazyla z Dymin, tak? ;))
  13. Kobiety, przestańta się kłócić. Ja się zaczynam czuć jak osoba, której ktoś ma zaświecić żarówką po oczach, zbadać wariografem i przeszukać mieszkanie. I zaczynam się źle czuć - chyba szkoda, że mam dostęp do internetu. Szczerze mówiąc: rozumiem, że ma być wizyta adopcyjna. Ale ile razy mam mówić to samo? Ile razy i ilu obcym osobom mam opowiadac o sobie i swoim domu? Umowa adopcyjna jest zobowiazaniem, prawda? To dlaczego to wszystko sprawia wrażenie tak trudnego i nieprzyjemnego zanim do tej umowy dojdzie? Nie chcę rezygnować, bo poznałam Bazyla, a szukanie psa to dla mnie nie jak decyzja "ubrać czerwone skarpetki czy może zielone? a jak zielone, to niechta, a czerwone do kosza." Ale zaczynam się bardzo źle czuć. :-( Salibinka, kobix, dogadajcie się jako opiekunki psa. Ja zapraszam do siebie raz, a potem - jeśli Bazyl będzie u nas - na wizyty poadopcyjne czy jakkolwiek je zwać.
  14. Jeśli tam jeszcze będą po 19, to oba mają szanse na dom (dzięki komuś z forum). Ja niestety będę na pętli ok. 19.15 najwcześniej :-(.
  15. Aaaaaaaaaaaaa, ja się dostosuję, i Ula się dostosuje, i koty się dostosują(!!!) tylko napiszcie, kiedy kto będzie // będziecie! Ja czekam. :cool1: Czy ktoś z Krakowa mógłby pomóc tym ONkom? :-( Takie łagodne i na pewno spragnione i głodne, podchodziły do każdego na przystanku...
  16. Ws. wizyty adopcyjnej. [B]kobix[/B], żebyś nie musiała dwa razy przyjeżdżać (chyba że to dla Ciebie nie problem): Co myślisz o tym, żebyście przyszli do nas razem - Bazyl, salibinka i Ty, zobaczymy jak tam relacje kocio-psie i potem zostaniemy same na rozmowę w cztery oczy? [B]Salibinko[/B], co Ty na to? To tylko propozycja. Ustalcie to, proszę, między sobą - ja się dostosuję, możemy się zobaczyć każdego dnia od 7 do 11 lipca (ew. 12). [SIZE=1](Albo po 1.08.)[/SIZE] [SIZE=1]________________[/SIZE] [SIZE=1]Salibinko, a Ty masz tylko jeden kojec? :/[/SIZE] [SIZE=1]Zobacz: [URL]http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=113758[/URL][/SIZE]
  17. Może być 13. Odwiedzi nas Bazylek, ha! :multi: Wysyłam pw. Dobrego dnia.
  18. Uff, dobrze, ze się odezwałaś. Jedziecie do lecznicy? A może wizyta domowa, jeśli to możliwe?
  19. W sobotę - o dowolnej porze. Ula będzie u Babci, więc mogę po Was wyjechać np. na Grunwaldzkie, żebyście się nie pogubili. (Choć z Tyńca autem może najłatwiej przez M. Zwierzyniecki i Kapelankę?) Cieszę się. :)
  20. [B]Salibinko[/B], jestem za dwiema wizytami (może być nawet więcej ;) ). Jutro nie mogę się umówić, ale na pewno w piątek i w sobotę. A może w czwartek po weterynarzu - jest b. blisko? Gdybyś chciała przyjechać po południu/pod wieczór, zrobiłabym Uli wolne od przedszkola. Mam nadzieję, że się miło rozczarujemy... Jak tam Bazylek?
  21. [B]kobix[/B], zapytałaś o koty tak, jakbyś wiedziała, że Bazyl kotów nie lubi - ale nigdzie tego nie wyczytałam (oprócz "ożywienia" kiedyś tam, chyba w okolicach 6.06 :) ) ??? Trzeba sprawdzić. Ja myślę, że pies może inaczej traktować koty w domu (swoim domu), inaczej na ulicy - ? Co do wdzianek - mamy takie samo zdanie. :lol: Never ever coś takiego psu tak dystyngowanemu jak Bazyl. :lol:
  22. A tu dużo zależy od tego, jak się zachowa Bazyl. Rok temu przeżyłam dokocenie (kastrata kocurem, czyli Burego Rudym :p ). Bury miał 1,5 roku, Rudy pół roku. W pierwszy dzień traktowały się z dystansem, ale bez rozlewu krwi (Rudy na podłodze, Bury przemyka górą), po dwóch dniach już spały w jednej budce (na waleta :lol:). Było naprawdę bezboleśnie, jak na koty. Z czasem wypracowały sobie swoje zasady współżycia. Myślę, że dużo dał charakter dewonów - dzięki nim uwierzyłam w "charakterystyki ras". One są wcieleniem łagodności i przede wszystkim otwartości: ciekawość + zdolność do akceptacji. Nie mam pojęcia, czy to się sprawdzi przy psie, ale mam nadzieję, że tak. Jak? Jakby co? Zauważać całą trójkę (zasada "dokacania"), ale głaskać najpierw rezydenta, potem młodszego w stadzie; podobnie z karmieniem. Nie ingerować, dopóki nie leje się krew. Izolować i "zapoznawać" w towarzystwie człowieka, jeśli ktoś byłby zbyt zestresowany albo, nie daj Boże, agresywny. Dać im czas. Koty od małego śpią w łazience. Bazylek, hym, no nie wiem gdzie, ale na pewno w pokoju bliżej albo dalej człowieka :evil_lol:. Widać, ze jest wielkim pieszczochem. To wszystko teoretyzowanie, ale myślę, że Rudy sobie z Bazylem poradzi łatwo, Bury może się bać i długo trzymać dystans. Zobaczymy. Jedno jest pewne: oba koty będą na mnie ciężko obrażone. Gdyby Bazyl się zjeżył i wyrwał na koty od razu w drzwiach: nie wiem, wtedy naprawdę nie wiem.
  23. [quote name='kobix'][B]Ursa [/B]nie mów ,że kupiłaś mu jakieś wdzianko?:evil_lol:[/quote] Nie, do wdzianka trzeba by go jeszcze zmierzyć w obwodzie, nie mówiąc o nogawkach :diabloti:. Długość piesa i stopień zwijalności w kłębuszek by mi były potrzebne, ale to może poczekać - mogę go zmierzyć osobiście na przedadopcyjnej, co? :)
  24. "jeśli chcesz znać [B]moje zdanie:eviltong: [/B]-w okresie klimatyzacji wskazany bliższy kontakt z psem,a więc jeśli masz pracę która na to pozwala,można go zabierać ze sobą...plus długie spacery daje dłuższy czas spędzany z psem a to skróci wybitnie czas potrzebny do akceptacji nowej "panci" i domu. z czasem Bazyl zaakceptuje dom i zostawanie w nim samemu nie będzie juz dla niego tak stresujące(bezpieczne,własne miejsce)" [B] kobix[/B], genialne, nie pomyślałam o tym w ten sposób (tym bardziej, że teraz wieczorem myślę sobie - ile jeszcze lat siły mu na coś takiego pozwolą). No to do plecaka doszłaby mi miska na wodę. :) Co do wizyty przedadopcyjnej: Jesteśmy w Krakowie do 12.07 włącznie, ale wolałabym się umówić wcześniej, bo 12. (sobota) pewnie będzie szał pakowania. Do zobaczenia, mam nadzieję. :)
×
×
  • Create New...