ufff... wczoraj bylismy strasznie zajeci, wiec nie moglismy nic napisac, ale teraz Szero i ja siedzimy przy komputerze (no, on akurt spi :eviltong: ) i mozemy w koncu cos napisac...
podroz do domu byla ciezka, Szeruś cały czas się wiercił, ale w końcu usadowił swój kościsty tyłeczek na kolanach mojej koleżanki Ani i jakoś przeżył drogę do Katowic
poszliśmy od razu do Pana doktora, Szeruś był cały czas bardzo dzielny i grzeczny! od Ani dostał piłeczkę, która już dzisiaj gdzieś zapodział (pewnie wyrzucił przez balkon!) :lol:
gdy w koncu trafilismy do domku, wykąpaliśmy się, co było nawet przyjemne, bo było nam gorąco i chociaż ani ja ani Ania nie siedziałyśmy z Szero w wannie to byłyśmy tak samo mokre jak on :diabloti:
najgorzej było przy czyszczeniu uszu i zakrapianiu oczu, no istny cyrk! a gdy zjedliśmy ładnie wszystko z miseczki zostało już tylko tulenie i zabawa :multi:
Wieczorem pojechaliśmy poznać moich rodziców i już wtedy jazda autem była bardzo przyjemna
po takim dniu pełnym emocji, Szeruś przespał całą noc na swoim posłaniu i wstał dopiero gdy ja się obudziłam..
Narazie jest prawdziwym aniołeczkiem (chociaż skacze na wysokość mojej twarzy!!! :crazyeye: ), ciekawe kiedy wyjdzie z niego :diabloti: ??
Jedno co mnie bardzo dziwi to to, że Szero nie zna takich podstawowych zwrotw jak "chodź, masz, spacer"... tak jakby nikt z nim nie rozmawiał...