Jump to content
Dogomania

gusia0106

Members
  • Posts

    8971
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by gusia0106

  1. Bardzo nam przykro...:-( :-( :-( Niech będzie szczęśliwy za Tęczowym Mostem
  2. Jeżeli byłaby potrzebna dodatkowa konsultacja to możecie też pojechać do dr Jagielskiego na Bialobrzeską. Z tego co wiem, terminy ma poumawiane na dwa tygodnie do przodu, ale możesz tam pojechać i po protu zaczekać. Czasami jakiś pacjent jest u niego np 10 min i wtedy ma 20 min wolne. A jeszcze nie słyszałam żeby kogoś nie przyjął jak już czeka w poczekalni. Nie wiem tylko czy Twój piesek zniesie, być może, wielogodzinne czekanie w lecznicy. Mocno trzymamy kciuki:calus:
  3. Wisienko...bardzo mi przykro...:-( Ale skoro Milka tak szybko wraca do zdrowia to jeszcze bedzie dobrze. Wiesz już co dalej? Rozmawiałaś z lekarzami? Jak się czuje Milka? No i Ty - trzymasz się jakoś? Jakbyś potrzebowała kontakt do onkologa napisz do mnie na priv Kciuki trzymamy jeszcze mocniej :kciuki: :kciuki: :kciuki: :kciuki: :kciuki: :kciuki:
  4. No to bardzo sie cieszymy, że z Milką tak dobrze:multi: :multi: :multi: W kwestii dyszenia...Nie wiem, to wcale nie musi być to, ale Vario też tak dyszał i w jego przypadku okazało się, że to wskazywało na bardzo nieregularną pracę serca - pracowały mu tylko komory. Z tego co powiedzieli nam wtedy lekarze bardzo często zdarza się tak, że u psów, które miały zabiegi w obrębie jamy brzysznej a zwłaszcza przy usunięciu śledziony, zaburzenia rytmu pracy serca są baaaaardzo częstym objawem. Pewnie to nie to, tylko po prostu regeneruje się po swojemu po operacji, ale na wszelki wypadek może poproś Waszego weta, żeby zrobił Milce ekg i wtedy wszystko będzie wiadomo;) Variucho w porządku, jesteśmy w Bieszczadach. Kręgosłup różnie, raz lepiej raz gorzej, ale generalnie nie jest źle:razz: Badanie kontrolne ma dopiero za trzy tygodnie a skoro nasza Pani doktor puściła nas na dwa tygodnie i pozwoliła trochę połazić po górach to znaczy, że musi być dobrze. Kciuków do czwartku nie puszcamy na pewno:kciuki: :kciuki: :kciuki: :kciuki::kciuki: :kciuki: :kciuki: :kciuki::kciuki: :kciuki: :kciuki: :kciuki:
  5. Wisienko, daj znać jak się czuje Milka.....Z moich obliczeń wynika, że najgorsze już za Wami. Na wszelki wypadek kciuki dalej trzymamy mocno.:thumbs: :thumbs: :thumbs:
  6. Dzanus, to taka konsultacja bardziej werbalna wiec sądzę, że możesz pójść sam - jeśli Wasz wet widzial Maxa to pewnie zna jego stan i chyba faktycznie nie ma sensu narażać go na rozszarpanie w najlepszym przypadku;) Wisienka, trzymamy za Was kciuki z całej siły!!:happy1: :happy1: :happy1: :happy1: :happy1: Vario na poczatku byl bardzo, bardzo słaby i sam nie dawał rady chodzić po schodach, z resztą jego weterynarka stanowczo nam tego zakazała. W związku z tym,że on jest dosyć duży i mieszkamy na 3 piętrze nie dałabym rady znieść go sama na rękach. Rozkładałam koc, on się na nim kładł i łapałam za oba rogi po jednej a ktoś po drugiej stronie i znosiliśmy do na dół w takiej jakby "kołysce". Nie wyrywał się,grzecznie leżał i dopiero na dole jak kładliśmy koc, on wstawał i szedł się załatwiać.Dopiero w czwartej dobie po operacji sam zaczął powolutku schodzić i wchodzić po schodach. Najgorsze są pierwsze trzy doby po operacji, jedna już za Wami i teraz będzie już tylko lepiej. Najważniejsze, że jesteście już w domku - nic nie działa lepiej na zdrowienie jak to, że jest z Tobą blisko. Milka pokazała klasę, ma dużo odwagi i jeszcze więcej chęci do życia. Pocałuj ją od nas koniecznie i dawaj znać jak się czuje(cie). POWODZENIA!!:calus: :kciuki: :kciuki: :kciuki: :kciuki:
  7. Vario też już wrócił do swojej dawnej wagi:cool3: Ale trochę się martwię..... Po braniu hemoferu i kwasy foliowego jego morfologia sie poprawiła zdecydowanie - z resztą widać po nim samym, ma ochotę na zabawę, piękną, błyszczącą sierść, może chodzić na dłuższe spacery i generalnie wygląda dużo lepiej, ale.....W rozmazie białych krwinek wychodzi, że coś jest nie w porządku. Nasza lekarka prowadząca zleciła nam dodatkowe badania ale na kontrolnym usg wszystko wyszło dobrze - mój guru od usg, dr Marciński powiedział nawet, że jak na psa w jego wieku i po takiej operacji jest idealnie więc niewiadomo skąd ten obraz białych krwinek. Nasz onkolog po obejrzeniu wyników powiedział tylko, że jak zrobimy morfologię za miesiąc to będzie wszystko wiadomo bo jest taka możliwość, że wziąwszy pod uwagę, że w badaniu histopatologicznym pokazało się to krwiotworzenie pozaszpikowe i nieznaną przyczynę rozpadu guza, możliwe że to wtórne objawy chłoniaka........ Vario nie ma objawów dla chłoniaka typowych - węzły chłonne - ich rozmiar i struktura - jest ok, wyniki krwi generalnie ok, mocz ok......ale jakoś się tego boję. Dzanus, mój Vario też ma problemy z kręgosłupem i też objawia się to głównie problemami z tylnymi łapkami. Można to tylko leczyć zachowawczo z tego co wiem tzn. zwiotczać mięśnie szkieletowe i dawać leki przeciwbólowe, któe też zmniejszają objawy. On teraz dostaje Methacarbamol - połówkę rano i połówkę wieczorem i zastrzyki z Metacamu i widać wyraźną różnicę. Może warto po konsultacji z weterynarzem zastosować to też w przypadku Maxa? Hippies, dzięki za rady....Stosuję się ściśle i Vario wygląda ślicznie:lol:
  8. Hej nowlena, jestem z Warszawy i mogę Ci polecić jedynie onkologa warszawskiego. Do Dr Dariusz Jagielski z lecznicy "Białobrzeska" [URL]http://www.bialobrzeska.waw.pl/?modul=niusy&id=59[/URL] Wiem, że dla Ciebie to duża odległość ale moim zdaniem dobrze by było żebyś się u niego pojawiła. To wysokiej klasy specjalista polecany przez różnych wetów w całej Polsce i właśnie z całej Polski przyjeżdzają do niego ludzie ze zwierzakami z chorobą nowotworową. Jest bardzo konkretny, rzeczowy i miły - wszystko Ci powie - jakie są rokowania, jakie możliwości. Do niego trzeba się umawiać telefonicznie - terminy są odległe, z tego co wiem, teraz gdzieś można się umówić dopiero na koniec sierpnia, ale jak powiesz, że sprawa jest pilna to może uda się załatwić coś wcześniej. A na jakiej podstawie podejrzewają raka trzustki? Niestety nie wiem jakie są rokowania w takim przypadku....Mój Vario miał nowotwór śledziony co było o tyle "dobre", że śledzionę da się wyciąć...ale jak jest z trzustką pojęcia nie mam... Doktor Jagielski stosuje chemioterapię ale psina musiałaby przejść szereg szczegółowych badań żeby określić jej stan zdrowia. Bądż dobrej myśli, życzę Wam wszytskiego najlepszego i trzymam kciuki:thumbs: :thumbs: :thumbs: :thumbs:
  9. Dzięki za informacje dzanus....:) Vario jest już prawie miesiąc po operacji i czuje się dużo lepiej. W najbliższy czwartek idziemy na kontrolne badanie krwi i mam nadzieję, że branie wszystkich "wspomagaczy" pomogło w odbudowywaniu krwinek. Nie jestem fachowcem , ale na moje oko jego śluzówka jest już bardziej różowa niż blada więc chyba powinno być ok. Z moich obserwacji wynika, że Vario też, tak jak i Max więcej pije i duuużo więcej sika. I jeszcze jedna rzecz mnie martwi - cały czas jest przeraźliwie chudy. Mimo, że apetyt ma w porządku (a nawet więcej niż w porządku :cool3: ) to nie przytył ani grama. Po operacji napisałam, że schudł tylko 1,5 kilo bo takie było wskazanie na wadze, ale na badaniu kontronym jak już nie był nawadniany kroplówkami, okazało się że to AŻ 6 KILO czyli ponad 20 % jego masy ciała. Jak możecie to dajcie znać jak było z Waszymi pieskami bo bardzo mi się to "nietycie" nie podoba. Oczywiście w czwartek zapytam o wszytsko jego weta ale równie ważne są dla mnie Wasze zdania Pozdrawiamy (po psiemu i po ludzku)
  10. Drupti, masz rację, zgadzam się z Tobą w zupełności. Jakbym wiedziała, że Vario cierpi, że nie ma szans na godne życie, że go bardzo boli, albo że się po prostu poddał, to wolałabym mu pozwolić odejść na drugą stronę tęczowego mostu. Ale jeśli istnieje, w sensie istniał chcociaż cień nadzieji, że będzie dobrze, to nie było się nad czym zastanawiać. Z resztą ciężko jest w ogóle wziąć pod uwagę możliwość śmierci kiedy z całych sił walczy się o życie... Wiem, że Ci ciężko, że tak się stało jak się stało i że zrtobiłabyś wszystko żeby tylko uratować Pępuszka ale.....widocznie tak właśnie musiało być i jestem przekonana, że on do końca wiedział, że cała jesteś dla niego... Hippies, dzięki za życzenia:lol: Nienajlepsze mamy wyniki krwi niestety i Vario bierze dużo leków. Ale dwa dni temu wieczorem mój pies zaczął sie zachowywać jak mój pies - przychodził, zaczepiał, szczekał, tarzał się na plecach:cool3: :cool3: :evil_lol: :evil_lol: Nie pamiętam kiedy ostatnio coś mi sprawiło równie wielką radość:lol:
  11. Vario jest już 12 dni po operacji i chyba ma się coraz lepiej. Ma już zdjęte szwy, zaczyna dostawać swoje normalne jedzonko, sika bez zarzutu i robi piękną kupę;) Dostaliśmy już wyniki histopatologii i .........nie ma tam żadnych zmian o charakterze nowotworu zlośliwego:lol::lol::lol::lol::multi::multi::multi::multi::multi::multi::multi::multi::multi::multi: Jest tam co prawda jeszcze jedna niepokojąca rzecz - krwiotworzenei pozaszpikowe, cokolwiek ma to oznaczac, ale generalnie jest duzo duzo lepiej. Co prawda wyniki krwi morfologii nie są najlepsze, ale podobno żelazo, potas i kwas foliwoy mają czynić cuda;) Ale tak naprawdę nie dlatego pisze... Wiecie co było straszne? Bardzo dużo ludzi, i to takich, o których myślałam jak o bliskich osobach, nawet go nie widziały, nie do końca wiedziały w jakim jest stanie i jakie są rokowanie i co mówili...? - żeby go uśpić...To jest okropne, nie dawać mu szans, jak walczy, nie wierzyć w to, że będzie dobrze w momencie gdy wydaje się, że musi być lepiej bo gorzej już być nie może, że pozornie są nim zachwyceni - jaki to mądry, cudowny, wyjątkowy piesek, ale jak tylko dzieje się coś złęgo to jedyną radą i wsparciem jest to, żeby go uśpić....Nawet moj brat, który z nami mieszka jak siedziałam razem z Variem w kaltec w szpitalu powiedział "Wiesz Mała, ja nic nie chcę mówić, ale może lepiej byłoby go uśpić". Okropne to jest...Brak mi słów...
  12. Tak, dostaje pyralgin w czopkach. Na szczęście nie musimy jechać do lecznicy. Pani doktor dała nam zastrzyki "zaocznie" - ten sam antybiotyk, który brał przed wyjęciem wenflonu. Pierwszy zastrzyk już mu zrobiłam, przeciwwymiotny...Od jutra będę mu robić te z antybiotyków....Jakbym mogła zamienić się z nim miejscami to już bym leżała ze szwem na brzuchu... Walczy bardzo dzielnie, a do tego jest strasznie grzeczny. Idealny pies do kochania.
  13. Kurcze, co już pomyślę, że jest lepiej to dzieje sie coś, co pokazuje, że lepiej wcale nie jest. Strasznie zaczął wymiotować po tym antybiotyku doustnym a przy pociętym brzuszku bardzo musi go to boleć:-( Zamieniamy więc tabletki na zastrzyki....Będę je robić sama, choć wcześniej w życiu nie robiłam....Ale wolę to niż wozić go codziennie do lecznicy co na pewno jest dodatkowym stresem. Bardzo biedny jest mój piesek:-(
  14. To my już też smarujemy i polewamy;) Vario czuje się o wiele lepiej - jest na tyle dobrze, że wyjęli mu dzisiaj wenflon a nastepny raz mamy iśc do lekarza..............za tydzień na zdjęcie szwów:multi: :multi: :multi: :multi: :multi: :multi: :multi: :multi: :multi: :multi: :multi: :multi:
  15. Jest na tyle lepiej, że dzis wyjęli mu wenflon i do lekarza mamy iść dopiero za tydzień na zdjęcie szwów:multi: :multi: :multi: :multi: :multi: :multi: :multi: :multi:
  16. Pani Garncarz jest cudowna;) I świetny z niej fachowiec. Z Variuśkowym sercem nie jest tak źle - nie domyka mu się zastawka. Bierze leki, dostał nowe i od serduszkowej strony wszytsko jest w porządku. Swoja droga ja mam identyczna wade serca wiec moze jednak cos jest w tym upodabnianiu sie psa do wlasciciela:cool3: Vario ogolnie czuje sie lepiej - juz sam schodzi i wchodzi po schodach, je i pije, a dzisiaj w nocy nawet chrapał;) Czekamy tylko na pierwszą kupę i jakos sie doczekac nie mozemy - zobaczymy co nam jeszcze dzisiaj na kontroli powie nasza Panidoktor. Moze juz obedzie sie bez kroplówki...Bardzo bym chciała bo juz jest strasznie zmeczony tym wielogodzinym lezeniem w lecznicy...
  17. Variucho czuje sie lepiej, praca serca jest poki co ustabiliozowana, dzisiaj zapis ekg tez byl w porzadku. Jutro o 10.00 jedziemy na echo serca. W wersji pierwotnej to po nim miała być decyzja co do operacji. Tymaczem jesteśmy już trzy doby po niej i po kryzysie czujemy sie lepiej. Nie mowie,ze dobrz, bo juz sie boje powiedziec cokolwiek, żeby nie zapeszac. Moze jutro Vario dostanie tylko zastrzyki i juz obędzie sie bez kroplówki. Wazylam go dzisiaj i na wadze stracil tylko 1,5 kg ale jest bardzo chudy....wystają muszytskie kości, na głowie, łopatki i biodrach i zebrach nawet nie wspominam. Ale apetyt rosnie mu z dnia na dzien wiec licze na to ze szybko wroci do formy:cool3: Dzięki za kciuki - bardzo nam pomagaja
  18. Bardzo mi przykro Drupti, że tak się skończyła Wasza historia:-( Faktycznie, okropnie jest w takim zwierzęcym szpitalum prawdziwy koszmar, ale wierze, że Twój piesek do końca wiedział, że chcesz do stamtąd zabrać do domku. Może faktcznie jego serduszko nie dało rady.....:-( Variucho czuje sie lepiej, praca serca jest poki co ustabiliozowana, dzisiaj zapis ekg tez byl w porzadku. Jutro o 10.00 jedziemy na echo serca. W wersji pierwotnej to po nim miała być decyzja co do operacji. Tymaczem jesteśmy już trzy doby po niej i po kryzysie czujemy sie lepiej. Nie mowie,ze dobrz, bo juz sie boje powiedziec cokolwiek, żeby nie zapeszac. Moze jutro Vario dostanie tylko zastrzyki i juz obędzie sie bez kroplówki. Wazylam go dzisiaj i na wadze stracil tylko 1,5 kg ale jest bardzo chudy....wystają muszytskie kości, na głowie, łopatki i biodrach i zebrach nawet nie wspominam. Ale apetyt rosnie mu z dnia na dzien wiec licze na to ze szybko wroci do formy:cool3: Dzięki za kciuki - bardzo nam pomagaja
  19. Kciuki musicie trzymac mocniej bo pojawiły sie komplikacje:-( Wczoraj jak bylismy na kroplowkach w lecznicy nagle zaczal mocno dyszec i widac bylo ze ciezko mu sie oddycha. Jak sie okazalo to czestoskurcz komorowy z salwami komorowymi:-( Co, mówiąc po ludzku oznacza, że pracowały mu tylko komory. Dostał cała masę leków, zastrzyków, znowu kroplówek ale ekg pokazywało ze cały czas tylko komory...Z naszej lecznicy wysłali więc nas do szpitala i byliśmy tam cała noc. Nie wiem czy wiecie jak okropnie jest w takich zwierzęcych szpitalach...:-( Najgorsze jest to, ze właściciele nie moga tam zostawac ze swoimi zwierzetami. Ale ja sie nie dałam:cool3: Wieczorem jego stan ze "stanu zagrożenia życia" zmienił się na "stabilny". Nie wiem dokładnie co to oznacza ale brzmi lepiej w kazdym badz razie. I tak bylo przez cala noc. Rano tez był stabilny na tyle, ze wyslali nas na kroplowkowanie do naszej lecznicy a tam po badaniach i znowu miliardzie leków do................domu:multi: :multi: Teraz Variucho zjadł i śpi.... Ma żywsze spojrzenie, częsciej wstaje i jakos tak wyglada lepiej. Ale mam wrazenie ze straaaaaaaasznie schudł:-( Moze to normalne po takim kroplowkowaniu, nie jedzeniu i operacji....Juz nic nie wiem Wniosek po ostatniej dobie jest jeden - stabilny oznacza lepiej;-) Podobno po operacji sa najgorsze pierwsze trzy doby. Za nami już sa dwie. Wygrywamy 2:0 Trzymajcie za nas kciuki jeszcze troche - szczeście bardzo sie nam przyda... Ps. Hippies, jak szybko zaczęłaś mu smarować szew rivanolem w zelu?
  20. Kciuki musicie trzymac mocniej bo pojawiły sie komplikacje:-( Wczoraj jak bylismy na kroplowkach w lecznicy nagle zaczal mocno dyszec i widac bylo ze ciezko mu sie oddycha. Jak sie okazalo to czestoskurcz komorowy z salwami komorowymi:-( Co, mówiąc po ludzku oznacza, że pracowały mu tylko komory. Dostał cała masę leków, zastrzyków, znowu kroplówek ale ekg pokazywało ze cały czas tylko komory...Z naszej lecznicy wysłali więc nas do szpitala i byliśmy tam cała noc. Nie wiem czy wiecie jak okropnie jest w takich zwierzęcych szpitalach...:-( Najgorsze jest to, ze właściciele nie moga tam zostawac ze swoimi zwierzetami. Ale ja sie nie dałam:cool3: Wieczorem jego stan ze "stanu zagrożenia życia" zmienił się na "stabilny". Nie wiem dokładnie co to oznacza ale brzmi lepiej w kazdym badz razie. I tak bylo przez cala noc. Rano tez był stabilny na tyle, ze wyslali nas na kroplowkowanie do naszej lecznicy a tam po badaniach i znowu miliardzie leków do................domu:multi: :multi: Teraz Variucho zjadł i śpi.... Ma żywsze spojrzenie, częsciej wstaje i jakos tak wyglada lepiej. Ale mam wrazenie ze straaaaaaaasznie schudł:-( Moze to normalne po takim kroplowkowaniu, nie jedzeniu i operacji....Juz nic nie wiem Wniosek po ostatniej dobie jest jeden - stabilny oznacza lepiej;) Podobno po operacji sa najgorsze pierwsze trzy doby. Za nami już sa dwie. Wygrywamy 2:0 Trzymajcie za nas kciuki jeszcze troche - szczeście bardzo sie nam przyda...
  21. Baaaaaaaaaaaaaaaaardzo sympatyczny:smile: A do tego rzeczowy, knkretny i wszystko mowi wprost. Na Uminskiego, nawet nie wiedzialam ze przyjmuje na Gagarina.....
  22. Tak, dokładnie u dr Marcińskiego. Jest moim guru od usg - w życiu nie widziałam, nawet wśród ludzkich lekarzy, żeby ktoś tak rzetelnie i profesjonalnie robił to badanie.
  23. Zabieg robiony był w lecznicy na Białobrzeskiej. Tam jest naprawdę niesamowity zespół lekarzy. Faktycznie jest tak, że narkoza wziewna jest najmniej obciążająca serce. Ale z drugiej strony - jak się wczoraj dowiedzialam - jest zdecydowanie trudniejsza domonitorowania w trakcie operacji. Jakby "coś" się zaczęło dziać to niespecjalnie jest to jak kontrolować,a przy normalnej narkozie jest taka możliwość. Ps. Ale moj piesek to jest koles jednak:lol: Obudził się koło 2 w nocy, wstał i pierwsze co zrobił to poszedł do swojej miski z jedzeniem:lol: A jak zobaczył, że nic tam nie ma to jeszcze focha walnął i udawał, że nie słyszy co do niego mówię.:lol: Ale pije już normalnie, nawet więcej niż normalnie i dwa razy zrobił siusiu więc ja powoli zaczynam się uśmiechać:lol:
  24. Dzięki Drupti... Pojęcia nie miałam jak w takcih chwilach wazne są ciepłe słowa... Boję się...Jak ziaje to że ziaje, jak śpi to że jakoś za długo - już myślałam dziś, jak się wybudził, że to koniec strachu...a to dopiero początek...
  25. Jeszcze nie wierzę sama, że tak się to wszystko potoczyło.... Wczoraj pojechałam z Variem do przychodni na badania przed operacją - pobrali mu krew, zrobili ekg i rtg. Okazało się, że jednak z jego serduszkiem nie jest najlepiej...więc kazali nam zrobic echo serca i na tej podstawie mieliśmy ocenić ryzyko operacji....No właśnie, mieliśmy....Echo mialo byc w najblizsza srode o 10. Vario był w znakomoitej kondycji, może nieco osowiały ale ciężko mu się dziwić. Przywiozłąm go do do domu o 14 i pojechałam do pracy. Wróciłam przed 18 i znalazłam go leżącego w łazience (gdzie nie leży NIGDY) we własnych odchodach. Nie mógł wstać. Nie podniósł nawet głowy jak weszłam. Od razu zawiozłam go do weterynarza, gdzie po wszystkich badaniach............nikt nie wiedzial co mu jest. Krew ok, mocz ok, w usg bez zmian, ekg ok......Po podaniu kroplowek i miliona chyba zastrzykow jego stan sie poprawil na tyle ze o wlasnych silach wszedl na trzecie pietro....Tyle ze o 5 nad ranem znow bylo gorzej - nie mogl spac, przyspieszony oddech, widac bylo ze bardzo go boli. Bolalo go do tego stopnia ze stracil czucie w tylnych lapkach:-( Rano w lecznicy znow kroplowki i badanie. Cudowna Pani doktor powiedziala ze jej zdaniem przyczyna moze byc poczatek ropzadu guza i ze chyba nie ma co czekac do srody na echo. Balam sie okropnie, nie pamietam kiedy ostani raz w zyciu bylam tak zdenerwowana, od mojego podpisu zalezalo ryzyko jakie Niusio mial poniesc w trakcie operacji. Mogl miec zaburzenia rytmu serca w czasie operacji lub p prostu nie wybudzic sie z narkozy. Ale sie wybudzil - podobno bez najmniejszych problemow. Usunęli mu dziś śledzionę wraz z tym cholernym guzem. Leży teraz koło mnie, popoczątkowym niepokoju i jednorazowych wymiotach zasnął. Wyglada jak gdyby nigdy nic...Mój bohater...Podobno z jego sercem nie jest wcale az tak zle:cool3: Operacja miała miejsce w ostatniej chwili...guz faktycznie zaczal sie rozpadac. Niestety pękła jego powłoka i rozsiały sie komórki nowotworowe..gdzie?ile?co z tego wynika?Tego nie wie nikt. W każdym bądź razie trzymajcie za nas kciuki Mój bohater ostro walczy!!!
×
×
  • Create New...