-
Posts
2390 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by jola od jadzi
-
U Teosia nic nowego się nie wydarzyło.Mieszka w hoteliku wraz z trzema kolegami, chodzi do pobliskiego parku na spacery,wykłóca się o codzienną porcję pieszczot. Było kilka pytań o niego ale nic z nich nie wyszło, dwa domki odrzuciłyśmy po wizytach przedadopcyjnych, dwa nie wyraziły zgody na podpisanie umowy.Teoś czeka ...
-
Zimowa jamniczka - PELASIA ODESZŁA ZA TM [*]
jola od jadzi replied to malagos's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Oj, Małgosiu...I jeszcze jej imię... -
Dzisiaj odszedł Szkielecio ['] ...
jola od jadzi replied to katya's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Aniu, i tak wiem, że Ty zawsze o Szkieleciu pamietasz, dziekuję! -
Dzisiaj odszedł Szkielecio ['] ...
jola od jadzi replied to katya's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Szkieleciu... -
A to jest rzeczywiście obrzydliwe...To, co teraz piszesz. Jak równiez i to, co usłyszałam o karmie kosztującej 40 zł za kg i o 1000 zł na dzień dobry, na zabieg(?) . To też ja? Rozmawiając z p.Edytą prosiłam, żeby poruszyła kwestię finansową, czy będzie stać Panie na ewentualne leczenie, to zwykłe proceduralne pytanie, które zawsze jest zadawane, takie samo pytanie zadałam też Tobie i nie była to chęć zrobienia komukolwiek przykrości a jedynie potrzeba wiedzy czy przyszli właściciele będą w stanie zapewnić psu leczenie, jeśli taka zajdzie potrzeba. Laki jest psem specjalnej troski i byłabym co najmniej nieodpowiedzialna, jesli takiego pytania bym nie zadała.Ale to, co napisalaś jest po prostu podłe, manipulujesz słowami, tak, jak jest Ci to wygodne, to samo odnosi się do tego, co powyżej napisałas. Gdzie byłas wtedy, gdy trzeba było podjąc jakies działania by sprawa ruszyła z miejsca i gdy wszyscy zastanawiali się, jak uratować psa? Czy zauważyłaś, że dopiero po moim wpisie mówiącym o sfinansowaniu diagnostyki wszystko sie ruszyło? Dlaczego wtedy nie zabrałas głosu a teraz pozwalasz sobie mnie cytować? Powiem jedno, często słyszałam o kłótniach,aferach, przepychankach słownych, których uczestnikami byli dogomaniacy, nie widziałam tego ale w najśmielszych wyobrażeniach nie przypuszczałam, że sama stanę się uczestniczką takiego bagna. Widać, najlepiej odwrócić się i udawać, że się niczego nie widzi, wyjście przed szereg jest tu karane obrzucaniem błotem przez takie osoby, jak Ty. Dałas mi cenna lekcję i za nią dziękuję! Mam nadzieje, że czegoś ona mnie nauczy...
-
Pani Aniu, zaczynam gubić się w domysłach skąd przychodzą Pani do głowy takie sformułowania,jak cyt: "czy jestem o coś podejrzana, posądzona, oskarżona?" Czy napisała to Pani tylko na podstawie mojego milczenia? Jesli tak, to wyjaśnię dlaczego milczę. Pracuję zawodowo i wykonuję taką pracę, że praktycznie przez cały dzień nie ma mnie w domu.Nie posiadam samochodu a pracuję w krańcowo odległej dzielnicy, po powrocie do domu zaczyna się moja fundacyjna działalność, czyli wydawanie wniosków na sterylizacje czy leczenie, odbieranie telefonów w tychże sprawach( w pracy nie mogę ich odbierać), odbieranie telefonów w sprawie błąkających sie zwierząt albo zgłaszanie zaniedbań itp. Przyznaję, że czasem po takim telefonicznym maratonie nie mam siły ani ochoty na rozmowy z kimkolwiek. Na swoje zwierzaki w liczbie 5 nie mam już czasu, tak z resztą jak na życie prywatne. Nie przypuszczałam, przez myśl mi nie przeszło, że sprawa znalezionego domu jest sprawą gardłową, pewnie gdybym wiedziała, że takie piekło zostanie rozpętane to nawet w nocy pozwoliłabym sobie do Pani zadzwonic. O domu wiedziałam, przedwczoraj rozmawiałysmy z Mmd i uzgodniłyśmy,że Pani spróbuje zorientować się, czy domek się wycofał, czy nie, i , że Pani da mi znać, gdy Panie z domku zjawią się u Lakusia, ja wtedy zadzwonię i osobiście z nimi porozmawiam. Takie były uzgodnienia z Mmd, takie słowa miała Pani przekazać ... Jak widać, nie przekazała a co więcej spowodowała, że takie piekiełko tu powstało. I jeszcze jedno,o DS wiem wszystko, cieszę się, że są osoby chętne do adopcji Lakiego, jedyne, co wzbudzało moje zastrzeżenia to wiek tych Pań, o czym wspominałam rozmawiając ze wszystkimi osobami zainteresowanymi w jakis sposób losem Lakiego. Wiem, że przykre jest to, co napiszę ale w sprawach adopcji młodego psa i do tego psa specjalnej troski wiek osoby adoptującej zawsze powinien byc brany pod uwagę. Z ust Mmd usłyszałam zapewnienie, że Pani będzie czuwać i w razie jakiejkolwiek niespodziewanej sytuacji interweniować. W związku z powyższym nie ma chyba żadnych przeciwwskazań, by Laki trafił do Pani sąsiadek, prawda? O co więc Mmd kruszy kopie wprowadzając tyle zamętu i niepokoju ? Przykro mi, że to właśnie Pani została w te słowne przepychanki najbardziej wmieszana i aczkolwiek nie poczuwam sie do winy w żaden sposób, to przepraszam Panią, że nie zadzwoniłam i osobiście nie powiedziałam tego, co przekazałam Mmd.
-
Będzie to moja ostatnia wypowiedź na tym wątku: nigdzie nie napisałam, że domek mi sie nie podoba, Twoja umiejętność lawirowania i insynuowania między słowami zwyczajnie mnie przerasta, nie potrafie tak rozmawiać, nie umiem i nie chcę. Nie jestem nawet ciekawa, dlaczego tak błyskawicznie musi być podjęta decyzja bo i tak prawdy się nie dowiem. Jeśli Panie chcące adoptować Lakiego są świadome wszystkiego, co z psem jest związane- nie mam nic przeciwko. Z resztą, moje zdanie tak naprawdę się tu nie liczy, cokolwiek bym napisała i tak przeinaczysz to na swój tok rozumowania bo przeciez wszyscy są Ci wilkiem a tylko Ty jedna jesteś zainteresowana losem psa...
-
[quote name='mmd'] Zatem ja podejmę decyzję, bo formalnie ten pies jest niczyj. Domek jest. Mnie pytasz? A co z powyższym?
-
Mam dość, przepraszam, że nie mam czasu pisać pięknych zdań o Lakim, przepraszam, że nie stać mnie(czasowo) na codzienne telefony do wszystkich zainteresowanych, przepraszam, że zaproponowalam pomoc w ratowaniu psa. To jest obłęd, taka sytuacja nie powinna się zdarzyć, nie mam siły ani ochoty na słowne przepychanki , prawdą jest, że na pewno kilka razy się zastanowię nim kiedykolwiek wyjdę przed szereg i zaproponuję pomoc. I to tyle ode mnie.
-
No właśnie, o co tu chodzi?
-
Pozwolę sobie jeszcze tu zabrać głos. Majqa i owszem, nie miała miejsca dla Lakiego bo niby gdzie miała go wziąć, do swojego maleńkiego mieszkania z czterema psami, czy może zabrać do mamy do dwudziestu innych psów? Basza chodzi i nie ma gorsetu gipsowego tak, jak Laki. Taki tekst to cios poniżej pasa i doskonale o tym wiesz. Pozwolę sobie jeszcze przypomnieć, że również Majqa mimo swojej choroby powiedziała, że jeśli nikt sie nie zgłosi to ona wraz ze swoim mężem zawiezie Lakiego,postaraj się więc nie przeinaczać faktów.A przy okazji, nie jesteś i nie byłas jedyną osobą, która mimo choroby coś chciała zrobic, zapewne ból gardła był bardziej dotkliwy niż mój chory kręgosłup ale jakoś ja z chorym kręgosłupem dałam radę pojechać na spotkanie z TOYA w sprawie Lakiego, Ty nie mogłaś. Powiem jedno, zrobiłas aferę z czegoś, czego nie ma i co nie powinno miec tu w ogóle miejsca. Mieliśmy się tu zajmować psem a nie sprowokowanymi przez ciebie kłótniami. Przykro mi , że tak to się skończyło.
-
[quote name='mmd']Nie rozumiem Majquś... To znaczy że domek został odrzucony? Przez kogo? Wolontariuszce się podobał. Uważam, że Lucky powinien tam iść. Czy to ma być kolejny wątek, na którym są same kłótnie? Dlaczego napierasz na allegro, skroro wiesz, że domek jest? Ania czeka aż ktoś zadzwoni do wolontariuszki zapytać o wizytę, poza mną nikt nie dzwoni. Jola milczy. Wczoraj nie widziała przeciwskazań do tej adopcji. Zatem ja podejmę decyzję, bo formalnie ten pies jest niczyj. Domek jest. ć fragment Mmd, zastanów się, proszę, nim cokolwiek napiszesz bo krew się we mnie zagotowała. Dlaczego stwarzasz problemy tam, gdzie ich nie ma? Rozmawiałysmy wczoraj, opowiedziałas mi o zaistniałej sytuacji, podobno później jeszcze rozmawiałaś z wolontariuszką, wszystko zostało wyjaśnione, więc o co ci chodzi, gdzie znowu widzisz trudności? O allegro była prośba do Isadory juz dawno, wtedy jeszcze nie było mowy o sąsiadkach p. Ani, Isadora mogła je zrobic dopiero teraz, co Ci ono przeszkadza, uważasz, że cokolwiek ono zmieni i chętni będą walic oknami i drzwiami? A jeśli chodzi o moje milczenie to wybacz ale nie przypuszczałam, że Laki musi natychmiast zmienić dom, gdybym wiedziała, odezwałabym się. Nie mam czasu siedzieć cały czas przed komputerem i pisać o tym, o czym wcześniej z Toba rozmawiałam. Mamy pod opieką 28 psów,one nie miały takiego szczęścia jak Laki, mam więc czym się zajmować i nie przypuszczałam, że moje milczenie na wątku spowodowane nawałem pracy zawodowej i fundacyjnej zostanie w taki sposób zinterpretowane przez Ciebie, widać słowo wypowiedziane jest niczym wobec słowa pisanego. A ostatnie zdanie napisane przez Ciebie zwyczajnie mnie rozłożyło, proponowalabym Ci wrócić do źródła czyli do początku historii Lakiego i poczytać dokładnie. Może wtedy nie napiszesz więcej, że Laki jest niczyj... I prosze, pokaż mi to miejsce, w którym zostało napisane, że domek został odrzucony bo może ze zdenerwowania padło mi na wzrok i nie mogę tego znaleźć. Przykro mi, że to napiszę ale niepotrzebnie wprowadzasz na ten wątek niepokój i histerię. O co tu tak naprawdę chodzi?
-
A Teoś nadal czeka na odpowiedzialnego właściciela, który da mu miłość i zaopiekuje sie nim nie pozwalając, by psiak samodzielnie wędrował ulicami Łodzi...
-
A ja miałam dzisiaj przyjemność rozmawiania z przemiłą dziennikarką z Kuriera Białostockiego. W lokalnej gazecie ukaże się artykuł o Lakusiu... O historii Lakiego dowiedziała się od Edyty, wolontariuszki z Białegostoku, która od początku po cichutku nam kibicuje i pomaga. Dziękujemy bardzo!
-
Łódź{FNiZ} Basza odszedł...
jola od jadzi replied to jola od jadzi's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Doktor powiedział, że przyczyną najprawdopodobniej jest zmiana karmy , dotąd Basza jadł wynalazki, teraz przestawia się na regularne, treściwe i bogate we wszystko posiłki. Na razie nie ma powodu do niepokoju, jeśli się powtórzy-zaczniemy działać/ -
Dodam jeszcze, że według słów właściciela Teoś był zadbanym psem i co istotne dla nas, był zaszczepiony przeciw wściekliźnie.
-
Muszę przyznać, że po tych wszystkich pouczających telefonach i mailach, jakie dostałyśmy z majqą od opiekunów i obserwatorów Teosia zaczęłam mieć wrażenie, że robimy mu wielką krzywdę, szukając mu domu. Otóż zadzwonili do mnie "właściciele" w postaci ojca i syna, dwaj panowie, którzy z wielkim przejęciem w głosie opowiadali o tym,jakim typem samotnika-wędrowniczka jest nasz bohater. Nie szczędząc słów podziwu dla teosiowych umiejętności wyjaśnili mi, że wszyscy, którzy przyczynili się do dwukrotnego zawiadomienia schroniska o bezdomnym Teosiu, zrobili mu wielką krzywdę, bo psu tak naprawdę nic złego zdarzyć sie nie mogło, kiedy tak sobie wędrował ulicami. Ulice są bezpieczne a Teoś umiejętnie przechodził przez jezdnię i bezpiecznie lawirował między samochodami. Z resztą tak naprawdę, jakimi samochodami? Na osiedlu nic zdarzyć mu się nie mogło, za mądry byl na to.Mało tego, on potrafił bezpiecznie wsiąść do autobusu na Marysinie( osiedle na Bałutach w odległości mniej więcej 15 km) i wrócić tym autobusem na Chojny(miejsce jego bezdomnego zamieszkania), a kierowca autobusu otwierał mu drzwi 500 m przed przystankiem, żeby miał do domu bliżej. I jak bezmyślni, beznadziejni byli ci, którzy widząc wałęsającego się malutkiego pieska litowali się nad nim i zawiadamiali schronisko lub organizację. Przeciez jemu nic złego się nie działo, nie był głodny, bo wszyscy na osiedlu go karmili, jak było mu zimno to litościwa dusza wpuszczała go do klatki schodowej żeby się zagrzał, a w ogóle to mógł wrócić do jednego lub drugiego domu, gdyby chciał, wiedzial przeciez, gdzie ma dom. W rozmowie z majqą nawet posunięto się do stwierdzenia, że powinnyśmy się zająć tymi innymi, brzydkimi psami a nie wybierać sobie do ratowania sliczne jamniczki. Powiedziano również, że Teoś jest wolnym psem i powinien tak żyć, jak lubi, na wolności, wędrując sobie tam, gdzie chce a nie ograniczać mu swobodę, jak robimy to my. Reasumując, chyba już wiem, co tak naprawdę zrobiła Nika z Teosiem i Skubim po odebraniu ich ze schroniska. Najprawdopodobniej zawiozła je na osiedle i puściła wolno,znała adres właściciela, wiedziała, że kiedyś Teoś tam wróci. Teoś przetrwał, a Skubi...? Teosia
-
dzwonią, aż telefon się nagrzewa do czerwoności... Jak do Liska...
-
Łódź{FNiZ} Basza odszedł...
jola od jadzi replied to jola od jadzi's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Dzięki Kasiu! -
Łódź{FNiZ} Basza odszedł...
jola od jadzi replied to jola od jadzi's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Wróciłyśmy. Zrzeczenie podpisane, pan już wie, że nadszedł ten czas... Basza jest bardzo wychudzony, zaniedbany również. Nie było sensu pytać dlaczego bo i tak prawdy się nie dowiemy. Potrzebna jest diagnostyka, badania, nie możemy zrobić niczego, dopóki nie znajdziemy Baszy domu, nawet tymczasowego na czas trwania badań. i jeszcze coś...Minęło 7 miesięcy od ostatniego spotkania majqi z Baszą ale Basza pamiętał...Piskom, szczekaniu, skokom nie było końca. Tak bardzo się cieszył... Basza szuka domu! I musi go znaleźć!