Grzmijcie narody...zaczęło się, ja zawsze coś wykraczę! W sumie nie od parady Nutusia mnie Czarownicą nazywa.
Otóż dzień przed wyjazdem do DS (wiadomo, jutro wielki dzień) , Hugo z Daną ( tymczaska Anety - kundelek polski mały i młody ) urządzili sobie jedzenie posłania!
Aneta pojechała do lekarza, co ostatnio jej się często zdarza, bo stara się o dzidziusia, ale....
Hugo z Daną zostali w kuchni i jak wróciła, oczom własnym nie wierzyła, posłanie tak pogryzione, jak co najmniej dwa amstaffy by się do niego dorwały.
Posłanie z eko skóry, bo wiadomo, przy tylu tymczasach lepiej się czyści itd (to akurat nie było posłanie Hugo, on ma zwykłe z materiału)
W sumie to nie wiadomo czy Hugo maczał w tym palce, nigdy nie miał zapału do gryzienia posłania (jeszcze) a Dana jest nowa, więc może to tylko jej sprawka.
Aneta absolutnie nie chce nowego posłania od nas, więc ustaliłam z Kejciu, ze oddamy jej połowę pieniążków (w jakimś stopniu się do tego poczuwamy)
Ja Was proszę, trzymajcie kciuki za Hugo, bo ja jak zwykle czarnowidztwo uprawiam :D
Ale może to własnie znak, ze czas już na dom i niechaj spada do tej warszawki sobie, mały gremlin hehe.
Oczywiście prosiłam Anetę o fotkę, chciałam zobaczyć co narobiły/a te amstaffy :D ale mówi, ze była w takim szoku, że nawet o zdjęciach nie myślała tylko się wzięła za sprzątanie i kierunek dwór i pojemnik na śmieci.
Dobra, to koniec moich wpisów opisów - pytam - KCIUKI SĄ ? :D