-
Posts
197 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by PaulinaG
-
Już prawie wszystko wiemy. Czesiek ma podejrzenie zapalenia otrzewnej albo trzustki. Bardziej Jagielski skłania się do zapalenia otrzewnej. Zrobiliśmy wczoraj RTG i USG i okazało się że w jamie brzusznej jest duuużo gęstego płynu. Po nakłóciu brzuszka i pobraniu tego płunu okazało się, że jest to prawdopodobnie ropa. Wczoraj dostał silny antybiotyk, silny lek przeciwbólowy i dzisiaj miało się okazać czy będzie potrzebna operacja czy nie. Jagielski bardzo nie chciał go otwierać przy jego chorobie i na szczęście nie będzie musiał. Dzisiaj Czester czuje się już lepiej. Od wczoraj do teraz nie miał ataku bólu, pojawiła się kupa- normalna (nie ma rozwolnienia). Przy robieniu kupala troszkę go zabolał brzuszek. Troszkę lepiej się porusza i przespał spokojnie całą noc i pół dnia :multi: Dzisiaj wieczorem idziemy na antybiotyk a jutro kontrolna wizyta na Białobrzeskiej. Cioteczki, które chciały iść na spacer z Cześkiem zapraszam jutro na Białobrzeską. Jest tam mały park i tam mogą wymiziać Czesiaczka :lol:
-
Czesiek nie wygina karku tylko cały się wygina. Na stojąco kuli się tak strasznie i wyje... Niestety z bólu... Zaczyna biegać po mieszkaniu (cały czas skulony), podbiega do mnie i wtula główkę między moje nogi. Wtedy zaczynam go masować i mówić do niego. Podczas masaży kładzie się i zasypia. Też mam nadzieję, że może to nie trzustka... Tylko cholera co to jest... Tak bardzo chciałabym mu pomóc. Żeby nie miał tych cholernych ataków... A tak było już super... Wierze, że jeszcze będzie super...
-
No właśnie też zaczęliśmy zastanawiać nad tą trzusktką. Ewentualnie znowu wątroba daje znać o sobie. Od wczoraj tak jakby cały czas go bolało. Ataki bólu są chmmm... Niech pomyśle... Kilka razy w ciągu dnia. Np. wczoraj miał dwa rano, później do wieczora pospał sobie i wieczorem też miał kilka. Pomaga mu troszkę masowanie brzuszka i boczków. Generalnie cały czas kiepsko się czuje. Jest bardzo osowiały. Bardzo... Atak trwa chwile. Kuli się cały i wyje :placz: Później ja go masuje, Czesio chwile stoi i kładzie się i zasypia. I te oczy, które proszą: pomóż mi... A ja nie jestem w stanie mu w tej chwili pomóc... :angryy: Z wyjątkiem tych masaży. Nic też nie mogę mu podać bez konsultacji z Jagielskim. Ta bezsilność/bezradność jest okropna... :( Co do podawania espumisanu to dzisiaj będę u Jagielskiego- zobaczę co on powie na to wszysko. Co do kupy, to nasz doktor poprzez badanie palcem wyczuł, że jest luźny stolec. Od niedzieli nic Czesio większego nie zrobił więc nie widzieliśmy naocznie jak to z tą kupą jest (wczoraj się wreście wieczorem pojawiła i nie było rozwolnienia). I nic nie chce jeść. Ani pić. Dzisiaj rano wreście zjadł. Rzucił sie strasznie na jedzenie ale po takiej diecie nie mogłam dać mu dużo. Później napił się. Wszystko to jak trzymałam miske w powietrzu. Odebraliśmy wczoraj wyniki krwi. Na całe szczęście białe są bez zmian. Leukocyty- 24,400 (ciągle ale tak samo ciut za dużo); limfocyty 22 (są w normie). Hemoglobina jest słabiutka i nadal bardzo mało jst erytrocutów. Ale reasumując to wyniki są w sumie bez zmian. Minus tego braku zmian jest taki, że czerwone nie chcą wzrosnąć... :lookarou: Udało się też zdobyć kupkę. Wczoraj na wieczór się pojawiły dwa bobiki więc grzebnełam w nich i pognałam do weta. Wyniki odbierzemy dzisiaj przed podróżą na Białobrzeską.
-
Dzięki ciotki :) Właśnie wróciliśmy od weta. Znowu upuścili troszkę krwi Cześkowi... Podziwiam go, że tak spokojnie znosi te wszystkie dziwne rzeczy, które z nim wyprawiamy... :oops: Teraz sobie śpi w moich nogach. Od dwóch dni troszkę gorzej się czuje. Ma jakieś napady bólu gdzieś w okolicy brzuszka... :placz: Byliśmy wczoraj u weta i dzisiaj. Czesio jest nagazowany w jelitkach i ma w środku (że tak to nazwe) luźny stolec. Może tak być od enkortolonu. Niestety ostatni raz kupa była w niedziele... Na razie trzeba poczekać na wyniki badań krwi i jak tylko się wykupka trzeba biec zanieść kupala do badania. Najgorsze jest to, że przy tych atakach ja nic nie mogę zrobić, nie mogę mu pomóc. Na szczeście po kilkunastu minutach przechodzą ale widać że go bardzo boli... :sad: Jutro i tak będziemy jechać na Białobrzeską. Jagielski Cześka nie widział dwa tygodnie i chce go obejrzyć. Niestety czuje, że z chemii znowu nic nie będzie. Miał dzisiaj rzadką krew. A to może oznaczać, że znowu jest mało krwinek czerwonych... :( Ale chociaż zobaczy co się dzieje w brzyszku i czy to wina leku. A teraz niespodzianka dla Cioteczek :) Jak ja uwielbiam spać i się wylegiwać... Całkiem niezły ze mnie leniwiec :cool3: [URL=http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/a8f02423a4c95356.html][IMG]http://images47.fotosik.pl/198/a8f02423a4c95356m.jpg[/IMG][/URL] Patyczki też uwielbiam, trzeba je połamać, rozgryźć, zniszczyć... :eviltong: [URL=http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/9e777971bbafa56f.html][IMG]http://images50.fotosik.pl/198/9e777971bbafa56fm.jpg[/IMG][/URL] A kuku... :Dog_run: [URL=http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/28028eca9d1abf9c.html][IMG]http://images42.fotosik.pl/110/28028eca9d1abf9cm.jpg[/IMG][/URL] A to mniej przyjemna strona mojego życia... :-( [URL=http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/3a4cae37f05ab5f8.html][IMG]http://images45.fotosik.pl/199/3a4cae37f05ab5f8m.jpg[/IMG][/URL] Piłkarz ze mnie ekstraklasa :eviltong: [URL=http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/bf675366c138f4b0.html][IMG]http://images37.fotosik.pl/194/bf675366c138f4b0m.jpg[/IMG][/URL]
-
Przepraszam, że przez tydzień się nie odzywałam. Miałam taki tydzień w pracy, że po powrocie do domu ostatnią rzeczą o jakiej myślałam, to wzięcie do łapek laptopa... Jakiś masakryczny tydzień był... :shake: Już dawno nie byłam taka zmęczona, że zasypiałam natychmiast po przyłożeniu głowy do poduszki... :sleeping: Oprócz tego w piątek miałam okrąglutkie urodziny :lol: wczoraj impreza :eviltong: i dopiero teraz wróciłam do domu... Proszę się nie martwić- Czesiek bawił się razem ze mną :cool3: Uwaga, cytuje dosłownie maila od Jagielskiego po przesłaniu we wtorek poniedziałkowo-wieczornych wyników krwi: "... Badania są zdecydowanie lepsze, aniżeli poprzednio. Powracamy do leukeranu... Za tydzień ponowne badanie krwi oraz spotkanie (chciałbym go zobaczyć)... Generalnie obraz krwi normalizuje się i widać intensywną produkcje młodych krwinek czerwonych... " :multi: A teraz omawiane wyniki: -leukocyty: 24,2 (norma 6-16,5) było 78,8 -limfcyty: 18 tyś (norma 12-30) :sweetCyb: :bigcool: :klacz: było 98 tyś. -erytrocyty: 3,93 (norma 5,5-8 ) Chemie jeszcze raz wstrzymaliśmy ale wróciliśmy do leku, który był odstawiony na tydzień. Generalnie jestem w ogromnym szoku, że po jednej minimalnej dawce chemii (przypominam, że powinien dostać 0,6 a dostał 0,2) aż tak bardzo mu spadły białe krwinki We wtorek pobiegniemy znowu na morfologie + retikulocyty a wśrodę pomkniemy na Białobrzeską. Powiedziałam na poczatku, że będziemy walczyć z tym potworem. I walczymy :mad: I się nie damy!!! P.s Czesiek ma cały czas apetyt jak wilk- jak by mógł to żarłby całą dobe non-stop, energie ma jak dawniej (chociaż to nie jego szczyt możliwości ale ma, chce się bawić i wściekać a to najważniejsze). Zaczyna przybierać pomalutku na wadze :cool3:
-
Fusico... Właśnie teraz Rafał czochra Czesiaka od Ciebie :loveu: Dzisiaj wieczorkiem byliśmy na pobraniu krwi. Czesiek jak to Czesiek był bardzo dzielny. Podał ładnie łapke, upuścili mu troszkę krwi i wyniki będą jutro. Podeślemy je mailem Jagielskiemu i jutro się okaże czy krwinek czerwonych przybyło i czy możemy podać chemie nr. 2. W tym tygodniu nie miał już kroplówek, odstawiliśmy też jeden z leków na ten tydzień (leukeran, encortolon ciągle łyka + jeszcze inne leki na wzmocnienie wątróbki, a propo wątróbki to po żółtaczce nie ma śladu :lol: ). Jak wszystko we krwi jest ok to w środę będziemy jechać na Białobrzeską.
-
[U]mala czarna [/U] Czesiu przesyła buziaczki za te kciuki :loveu:
-
Po wczorajszym telefonie Jagielskiego zapadły następujące decyzje. Na razie przerywamy chemie na tydzień. Odstawiamy też jeden z leków podawany w domu. We krwi jest masa młodych czerwonych krwinek. Szpik bardzo chce sie odbudować i dlatego zrobiła się taka sytuacja. Jagielski póki nie unormuje się sytuacja z czerwnoymi krwinkami (czyt. nie wzrośnie ich ilość) nie odważy się podać chemii. Z ważniejszych zmian to Czesiek nie ma już żółtaczki. Bladziutki jest ale po żółtaczce już nie ma śladu :multi: Na całe szczęście Czester czuje się bardzo dobrze. Odzyskuje już po mału swoją energie. Wczoraj chciał atakować wszystkie psy na Białobrzeskiej... Awanturny się zrobił po odzyskaniu sił... :cool3: Apetyt nadal ma jak wilk. Jakby mógł to jadłby całą dobę. Non stop :sabber: To dobrze, że ma apetyt. Stracił w sumie 5 kg więc pomalutku, pomalutku trzeba odzyskać straconą 1/5 masy. Ktoś by powiedział, że 5 kg to nie wiele. U Czestera widać bardzo brak tych 5 kg (wcześniej ważył 23 i był normalny szczupaczek). We wtorek się okaże czy krwinki się ruszyły. Wtedy będziemy robili kolejną morfologie + retikulocyty. No Czesiu. Weź się w garść i zacznikj produkować czerwone krwinki...
-
[U]mala czarna [/U] no i my właśnie dzisiaj musielismy przełożyć chemie. Bardzo dobrze, że spadły limfocyty i leukocyty. One były największym problemem i one wskazywały, ze jest białaczka. Ale bardzo źle, że spadły czerwone. I to bardzo spadły. Chemia na razie wstrzymana. Dr. Jagielski pobrał ponownie krew do szczegółowej morfologii i ma dzisiaj wieczorem oddzwonić. Powiedział, że musi przemyśleć i się zastanowić co robimy dalej. Póki co siedzę i czekam na telefon z Białobrzeskiej... Poza tym ja się nie martwie na zapas. Naprawdę. Póki co mam w sobie wieeeeele pokładów optymizmu. Napisałam po prostu, że jedne parametry z badania krwi się poprawiły inne pogorszyły. Ale ja się na tym nie znam. Jak poprzednio napisałam dla mnie osobiście największą radość sprawiły limfocyty i leukocyty. Baaaardzo spadły. I tak ma być. Teraz trzeba tylko pomyśleć dlaczego spadły również czerwone krwinki. Ale nad tym już głowi dr. Jagielski.
-
Ja staram się myśleć pozytywnie. I wychodzi mi to. Nie przyjmuje w tej chwili do wiadomości, że mogło by zabraknąć Cześka. Czester będzie zawsze... :loveu: Może to złe myślenie, bo mogę się nie pozbierać jakby przyszło co do czego. Ale nie przyjdzie nic złego. Ja to wiem. :razz: Wczoraj robiliśmy badania krwi przed dzisiejszą chemią nr. 2. Jedne wyniki się polepszyły inne pogorszyły. Ja się na tym nie znam. Wyniki pod kątem czy jest lepiej oceni dzisiaj Jagielski. Najbardziej mnie zaskoczyły (oczywiście pozytywnie) leukocyty. Tydzień temu było ich 96,400. Wczoraj było ich 26,600. Spadły... :multi: Oczywiście to nadal jest grubo powyżej normy (min. 6 max.12) ale spadły... Limfocyty również się ruszyły- i tu też zaskoczenie na plus. Było ich ostatnio 89 teraz jest 38 :errrr: (norma 12-30). Gorzej jest z płytkami krwi. Jest ich ciągle mało. Za mało. Ostatnio było ich 126, teraz jest 120 (norma 200-580). No i drastycznie spadło białko całkowite. Za pierwszym razem było 2,900, za drugim razem wzrosło- 41. A wczoraj okazało się, że znowu spadło- 4,800 (przy normie min.55 max 70). Ale mnie najbardziej cieszą leukocyty i limfocyty. Coś sie ruszyło a to chyba dobrze. Tym bardziej, że Czesiek miał dopiero jedną chemie i to w minimalnej dawce ze względu na żółtaczkę, która troszkę się wypłukała- żółciutki jeszcze troszkę jest ale już nie sika na pomarańczowo tylko mocz jest przesroczysty. Chociaż jak "mówię" ja się na krwi nie znam. Już dzisiaj o 17 wszystko mi wyjasni Jagielski.
-
Ekainfo. Dziękujemy całą trójką za ciepłe słowa. :loveu: Na pewno nie poddamy się bez walki. Będziemy walczyć do upadłego :mad: Najgorszy był ten pierwszy tydzień, kiedy najpierw nie wiedzieliśmy co jest Czesiowi a później było podejrzenie ostrej białaczki. Ten ból w sercu jest nie do opisania. W życiu jeszcze nie wylałam tylu łez. Nigdy tez nie widziałam, żeby Rafał płakał... :-( Teraz już obydwoje jesteśmy spokojniejsi. Mamy maaaase wiary, że wszystko będzie dobrze. Że chemia zniszczy to cholerstwo. Pieniążkami w tej chwili się nie przejmujemy. Nie liczymy ich, nie mają dla nas znaczenia. Trzeba Czesterka leczyć i leczymy. I będziemy leczyć aż wyzdrowieje. Czesio znosi póki co dobrze chemie. I żeby tak było do końca kuracji. Jest co prawda spokojniejszy ale są momenty w ciągu dnia kiedy znosi zabawki i mówi: hej, baw się ze mną. Dużo śpi ale to chyba dobrze. Sen jest czasami dobry na wszystko. W środę chemia nr. 2. We wtorek pobranie krwi do badania. Musimy mieć wyniki przed podaniem kolejnej chemii. Czesio został wymiziany od wszystkich cioteczek. Wszystkie cioteczki ściska wszystkimi łapkami :hand:
-
Przepraszam, że nie odzywałam się przez week. Oprócz chorego Czestera mam jeszcze tate z nogą w gipsie od czwartku więc nawet nie chciało mi się odpalać kompa. Czesiaczek póki co (odpókać) bardzo dobrze znosi chemie. Co prawda nie przybrał jeszcze na wadze tego co stracił ale też nie chudnie dalej. Sobotni wieczór był troszkę gorszy ale niestety z naszej winy. Podczas wieczornego spacerku Czesiek skubnął dosłownie trzy źdzbła trawy (zauważyliśmy dopiero jak je przeżuwał) i niestety po powrocie do domu zaczęły się wymioty. Zwymiotował trzy razy, za każdym razem pojawiało się źdbło trawy. Poza tym jednym przypadkiem jest ok. Ma mniej energii (był baaaardzo energicznym psiórkiem), więcej śpi ale są momenty w ciągu dnia kiedy znosi zabawki i chce się bawić jak szczeniak. Nie lubi nas jak zbliżamy się do niego w rękawiczkach. Skubaniec wie, że będzie miał wtedy podawane leki. 6 pigułek dwa razy dziennie jest dla niego koszmarem. Ale dajemy rade :razz: Kroplówki znosi dobrze. Zastrzyk z antybiotykiem również jest ok. Tylko to łykanie tych okropnych pigułek... Jedynym malutkim minusikiem (chociaż czy ja wiem czy to jest minus...?) jest jego sikanko. Chociaż żeby od tego zależało jego zdrowie to niech sobie sika całą dobe. Siusia baaaaaardzo dużo. Po wyjściu na dwór staje i stoi z łapką w górze ze 2-3 minuty. To na początek. I tak pare razy, oczywiście coraz krócej. Ale też baaaaaardzo dużo pije. Do tego dochodzą codzienne kroplówki podskórne (trzeba wypłukać żółtaczkę- troszkę się zmniejszyła ale nadal jest troche żółty). W związku z tym siusianiem noce mamy średnio przespane. Ale nie narzekamy. Żeby tylko to mu pomogło to jak napisałam wyżej- niech siusia. Trzeba z małym wyjść ze dwa razy w ciągu nocy. Do tej pory jak mu się coś chciało nieoczekiwanego w nocy to budził nas. Teraz nie budzi. Podsikuje troszeczkę pod siebie i próbuje zatrzeć swoje ślady i to nas właśnie budzi- mlaskanie. I wtedy trzeba wyjść na dworek. Ale jakie piękne jest niebo tak o 3 nad ranem. Dzisiaj było tyle gwiazd... Na ogół o tej porze nie oglądam nieba a teraz mam okazje popatrzeć na gwiazdy :-) Wypatruje tych spadających. Mam dla nich życzenie... Na pewno się nie poddamy bez walki. Naprawdę mam ogromną wiare w sobie, że wszystko będzie dobrze. Że chemią zwalczymy wszystko. W środę jedziemy na chemie nr. 2. Prawdopodobnie Czester dostanie tym razem większą dawkę, ze względu na to że zmniejszyła się troszkę żółtaczka. Chyba, że dr. Jagielski stwierdzi że jeszcze podajemy zmniejszone dawki. We wtorek idziemy na badanie krwi. Musimy mieć wyniki przed podaniem kolejnej chemii. Pieniążków nie liczymy. Nie mają w tej chwili dla nas znaczenia. Trzeba leczyć Czesiaczka więc go leczymy. Pod względem emocjonalnym najgorszy był ten pierwszy tydzień kiedy nie wiedzeliśmy najpierw co mu jest, a później było podejrzenie ostrej białaczki. Ile łez wylaliśmy... Nie życze nikomu takich przeżyć. Teraz trochę się uspokoiliśmy. Mamy więcej wiary, że będzie wszystko dobrze. Elainfo- Czester został uściskany i ucałowany od Ciebie :loveu: Mam nadzieję, że całą chemioterapie Czesiek przejdzie tak dobrze jak przez ten tydzień.
-
Na wczorajszym usg nic nie wyszło dlaczego jest ta żółtaczka. Wszystko w środku jest wporządku. Po usg czekaliśmy aż Jagielski nas przyjmie, troszkę to trwało. Ze względu na dobry wynik usg nie pobierał już szpiku. Wczoraj rozpoczęła się walka- runda I :mad: Zaczęliśmy Czestera leczyć na przewlekłą białaczkę. Wczoraj dostał pierwszą chemie. Dostaje VINCRISTIN. Oczywiście otrzymał małą dawkę ze względu na żółtaczkę (powinien dostać 0,6mg a dostał 0,2mg). Do domu dostaliśmy kroplówki, antybiotyk i ornipular + mase pigułek do łykania (pierwsza seria pigułek już za nami- nie był zbyt szczęśliwy jak mu dawałam to wszystko ale połknął wszyściutko, nie miał wyjścia ;) ). Następna wizyta w przyszłą środę o 17. Jagielski poprosił o codzienne sms-owe raporty jak Czester będzie się czuł. Mam nadzieję, że będę mu wysyłała tylko krótkie lakoniczne wiadomości: wszystko wporządku, żółtaczki już nie ma... Powiedział, że ten rodzaj chemi (łagodnej) psy znoszą dobrze i nie powinno być najmniejszych problemów. Tym bardziej, że dostał tak małą dawke. Martwi go tylko ta żółtaczka ale powinna zejść po lekach. Ja również mam nadzieję, że tą pierwszą malutką dawkę zniesie bez problemu. Że nawet nie poczuje, że dostał wczoraj takie cudo. Póki co śpi sobie przy drzwiach od balkonu :sleep2: Jedno wiem na pewno. Bez walki się nie poddamy. I wierze, że wygramy wojne z tym paskudztwem
-
No to pewno się widziałyśmy. Ja byłam na 17.30 na usg a wyszłam z kliniki grubo po 21. Siedzieliśmy do mniej więcej 19 we trójkę na dwóch krzesełkach na przeciwko wejścia, później byliśmy w pokoju nr. 4. Mąż w zielonej polówce ja w brązowej koszulce w okularach i pod naszymi nogami spokojnie leżący Czester. Na usg nic nie wyszło dlaczego jest ta żółtaczka. Wszystko w środku jest wporządku. Po usg czekaliśmy aż Jagielski nas przyjmie, troszkę to trwało. Ze względu na dobry wynik usg nie pobierał już szpiku. Wczoraj rozpoczęła się walka- runda I :mad: Zaczęliśmy Czestera leczyć na przewlekłą białaczkę. Wczoraj dostał pierwszą chemie. Dostaje VINCRISTIN. Oczywiście otrzymał małą dawkę ze względu na żółtaczkę (powinien dostać 0,6mg a dostał 0,2mg). Do domu dostaliśmy kroplówki, antybiotyk i ornipular + mase pigułek do łykania (pierwsza seria pigułek już za nami- nie był zbyt szczęśliwy jak mu dawałam to wszystko ale połknął wszyściutko, nie miał wyjścia ;) ). Następna wizyta w przyszłą środę o 17. Jagielski poprosił o codzienne sms-owe raporty jak Czester będzie się czuł. Mam nadzieję, że będę mu wysyłała tylko krótkie lakoniczne wiadomości: wszystko wporządku, żółtaczki już nie ma... Powiedział, że ten rodzaj chemi (łagodnej) psy znoszą dobrze i nie powinno być najmniejszych problemów. Tym bardziej, że dostał tak małą dawke. Martwi go tylko ta żółtaczka ale powinna zejść po lekach. Ja również mam nadzieję, że tą pierwszą malutką dawkę zniesie bez problemu. Że nawet nie poczuje, że dostał wczoraj takie cudo. Póki co śpi sobie przy drzwiach od balkonu :sleep2: Jedno wiem na pewno. Bez walki się nie poddamy. I wierze, że wygramy wojne z tym paskudztwem
-
Kochane Cioteczki. Mamy już wstępne informacji co do choróbska i leczenia Cześka. Wczoraj byliśmy u Jagielskiego i szczęście w tym nieszczęściu jest takie, że wyeliminowana została ostra białaczka. Ulżyło nam. Już tłumaczę dlaczego. Przy ostrej białaczce rokowania są beznadziejne. Przeżywalność wynosi 5-6 tygodni, takiej białaczki się nie leczy. Jest to straszna i wyniszczająca choroba. Wiecie co to oznacza... :sad: Ale jak napisałam wyżej, wykluczyliśmy ją. Badanie cytopatologiczne krwi wskazuje na przewlekłą białaczkę limfocytarną albo na chłoniaka w V stopniu zaawansowania klinicznego (skala jest od I do właśnie V). Niestety problemem i to bardzo dużym i niespotykanym jest utrzymująca się od tygodnia żółtaczka... :-( Jagielski długo z nami rozmawiał, rysował, notował... Niestety człowiek, który po raz pierwszy się spotyka z tym wszystkim nie zapamiętuje wszystkiego tak dokładnie :oops: Ale coś tam zapamiętaliśmy. Dostaliśmy część wiadomości na piśmie. Są dwie drogi leczenia tych dwóch nowotworów. Oczywiście w obydwu przypadkach zaleceniem jest chemioterapia onkologiczna. Przewlekłą białaczkę leczy się łagodniej. Tzn. są podawane najpierw zastrzyki póżniej leki doustne. Rokowania: 420 dni życia w komforcie. Chłoniaka leczy się już bardziej radykalnie/ostro. I dłużej. Rokowania: 10-12 miesięcy życia, wyleczalność 10-15%. Niepokojąca jest żółtaczka. Jest z jakiegoś powodu obciążona wątroba. Jagielski powiedział, że nie spotyka się przy tych nowotworach żółtaczki. Dopóki nie wyjaśnimy co się dzieje z wątrobą, leki mogą być podawane w małych dawkach a to nie będzie miało sensu. Są trzy możliwości. Albo wątroba zareagowała tak na bialaczkę. Albo w obrębie wątroby jest jakiś chłoniak. Albo chora wątroba nie ma nic wspólnego z nowotworem tylko dzieje się coś innego. Dlatego dzisiaj jedziemy na USG, które powinno coś wyjaśnić. Jeżeli nic nadal się nie wyjaśni będziemy pobiarać szpik. A później już tylko chemia. Jagielski powiedział, że chemia będzie uciążliwa pod względem cotygodniowych dojazdów. Zaśmaliśmy się i powiedzieliśmy, że gdyby jego wyleczenie zależało od częstotliowści wizyt na Białobrzeskiej to zamieszkalibyśmy w klinice. Może to głupie ale jak usłyszałam o ostrej białaczce i że Czesiek jej nie ma na pewno- ucieszyłam się. Głupie, cieszyć się w tej sytuacji. Ale dostaliśmy dodatkowy rok z Czesiem. A znająć gnojka to zrobi nam kawał i pokaże wszystkim jak się wygania takie paskudztwo z organizmu i będzie żył jeszcze 15 lat... Zgrywus z niego jest ogromny więc na pewno będzie żył długo i szczęśliwie przy nas...Tym bardziej, że wróciła mu energia. Bawi się jak szczeniak... :lol: Wczoraj jak wróciliśmy z W-wy wbiegł po schodach. Apetyt ma jak wilk... Kochany szczenior... Tak więć dzisiaj koleja wizyta na Białobrzeskiej u ciotek i wujków. Tym razem USG i ewentualnie pobranie szpiku.
-
Dzięki za wsparcie... To naprawdę jest ważne... Dziękuje... :loveu: Wczoraj byliśmy u Jagielskiego i szczęście w tym nieszczęściu jest takie, że wyeliminowana została ostra białaczka. Ulżyło nam. Już tłumaczę dlaczego. Przy ostrej białaczce rokowania są beznadziejne. Przeżywalność wynosi 5-6 tygodni, takiej białaczki się nie leczy. Jest to straszna i wyniszczająca choroba. Wiecie co to oznacza... :sad: Ale jak napisałam wyżej, wykluczyliśmy ją. Badanie cytopatologiczne krwi wskazuje na przewlekłą białaczkę limfocytarną albo na chłoniaka w V stopniu zaawansowania klinicznego (skala jest od I do właśnie V). Niestety problemem i to bardzo dużym i niespotykanym jest utrzymująca się od tygodnia żółtaczka... :-( Jagielski długo z nami rozmawiał, rysował, notował... Niestety człowiek, który po raz pierwszy się spotyka z tym wszystkim nie zapamiętuje wszystkiego tak dokładnie :oops: Ale coś tam zapamiętaliśmy. Dostaliśmy część wiadomości na piśmie. Są dwie drogi leczenia tych dwóch nowotworów. Oczywiście w obydwu przypadkach zaleceniem jest chemioterapia onkologiczna. Przewlekłą białaczkę leczy się łagodniej. Tzn. są podawane najpierw zastrzyki póżniej leki doustne. Rokowania: 420 dni życia w komforcie. Chłoniaka leczy się już bardziej radykalnie/ostro. I dłużej. Rokowania: 10-12 miesięcy życia, wyleczalność 10-15%. Niepokojąca jest żółtaczka. Jest z jakiegoś powodu obciążona wątroba. Jagielski powiedział, że nie spotyka się przy tych nowotworach żółtaczki. Dopóki nie wyjaśnimy co się dzieje z wątrobą, leki mogą być podawane w małych dawkach a to nie będzie miało sensu. Są trzy możliwości. Albo wątroba zareagowała tak na bialaczkę. Albo w obrębie wątroby jest jakiś chłoniak. Albo chora wątroba nie ma nic wspólnego z nowotworem tylko dzieje się coś innego. Dlatego dzisiaj jedziemy na USG, które powinno coś wyjaśnić. Jeżeli nic nadal się nie wyjaśni będziemy pobiarać szpik. A później już tylko chemia. Jagielski powiedział, że chemia będzie uciążliwa pod względem cotygodniowych dojazdów. Zaśmaliśmy się i powiedzieliśmy, że gdyby jego wyleczenie zależało od częstotliowści wizyt na Białobrzeskiej to zamieszkalibyśmy w klinice. Może to głupie ale jak usłyszałam o ostrej białaczce i że Czesiek jej nie ma na pewno- ucieszyłam się. Głupie, cieszyć się w tej sytuacji. Ale dostaliśmy dodatkowy rok z Czesiem. A znająć gnojka to zrobi nam kawał i pokaże wszystkim jak się wygania takie paskudztwo z organizmu i będzie żył jeszcze 15 lat... Zgrywus z niego jest ogromny więc na pewno będzie żył długo i szczęśliwie przy nas...Tym bardziej, że wróciła mu energia. Bawi się jak szczeniak... :lol: Wczoraj jak wróciliśmy z W-wy wbiegł po schodach. Apetyt ma jak wilk... Kochany szczenior... Tak więć dzisiaj koleja wizyta na Białobrzeskiej u ciotek i wujków. Tym razem USG i ewentualnie pobranie szpiku.
-
Jesteśmy, tzn. Rafał jest już po rozmowie z dr. Jagielskim. Dzisiaj mamy jechać na 21 do niego. Niestety ten rodzaj nowotworu jest najgorszy pod względem leczenia. Tak powiedział przez telefon. Nie miał niestety jeszcze wyników rozmazów krwi, będzie je miał wieczorem ale na podstawie tych ogólnych badań krwi stwierdził, że niestety nie jest dobrze :shake: Wieczorem mamy porozmawiać co do ewentualnego leczenia. Mam tylko nadzieję, że ponieważ Czester jest młody to zwalczy za pomocą chemii to cholerstwo, które jego właśnie sobie wybrało :mad:
-
Dzięki [U]mała czarna[/U]. Staramy się nie płakać i wściekać na to chorubsko przy Cześku. Dlatego wczoraj podczas kroplówek R. wyszedł do samochodu... :-( Dzisiaj mamy jechać na 21 do Jagielskiego. Niestety ten rodzaj nowotworu jest najgorszy pod względem leczenia. Tak powiedział przez telefon. Nie miał niestety jeszcze wyników rozmazów krwi, będzie je miał wieczorem ale na podstawie tych ogólnych badań krwi stwierdził, że niestety nie jest dobrze :shake: Wieczorem mamy porozmawiać co do ewentualnego leczenia. Mam tylko nadzieję, że ponieważ Czester jest młody to zwalczy za pomocą chemii to cholerstwo, które jego właśnie sobie wybrało :mad:
-
Dzięki bardzo Fusico... Ja też mu mówię, żeby przestał się już wygłupiać... Byliśmy wczoraj na Białobrzeskiej. Łudziliśmy się gdzieś tam podświadomie, ze w pierwszym badaniu może był jakiś błąd... Że pojedziemy i wszystko będzie wporządku... Niestety powtórne badanie krwi potwierdziło ostrą białaczkę limfocytarną... Jedno spadło, drugie wzrosło... Leukocyty 96,40... Limfocyty 89... Nic nie jest w normie... Do tego powiększona wątroba... Cyt. "...wątroba znacznie wystaje za łuki żebrowe- prawdopodbnie naciek w wątrobie..." :angryy: Nie było Jagielskiego, była jego żona. Konsultowała się z nim telefonicznie. Czester dostał kroplówkę, steryd itd. Rafał nie wytrzymał i czekał w samochodzie. Płakał jak dziecko :placz: Ja dopóki byłam w klinice trzymałam się, później całą drogę do domu (a mam prawie 50 km) wyłam. Po prostu wyłam... :cry::scream7::cry::scream7::cry: Najgorsze jest to, że po Cześku nie widać jego cholernej choroby. Jest troche spokojniejszy ale ma apetyt, cieszy się na nasz widok, chce się bawić... Nic nie widać... Nic... Dzisiaj mamy dzownić w południe na komórkę do Jagielskiego. Omówi wyniki badań rozmazu krwi. I zapadnie decyzja co do leczenia... A my się zastanawiliśmy jak to będzie jak Czester będzie staruszkiem... Śmialiśmy się, że będzie chodził uwiązany przy wózku jak powiększy nam się rodzinka... A właściwie, że nie będzie chodził tylko biegał- tyle enrgii miał, że on nie chodził tylko biegał. Śmialiśmy się, że ma psie adhd... A tu taki cios... Wściekła jestem... :angryy::angryy::angryy: Wczoraj jak wracaliśmy, powiedziałam Czesterowi, że nie może nam tego robić i ma żyć jeszcze conajmniej 15 lat. A on wtulił się we mnie... Wiem, że to tylko takie moje głupie gadanie do Czesiaczka. To nie jego wina, że zachorował... Gdyby mógł to by był z nami 100 lat. Najgorsza jest ta bezsilność, bezradność... Za trzy godziny Rafał będzie już po rozmowie z Jagielskim... Fusico dziękujemy za obiecaną pomoc. Na pewno się nie poddamy. Będziemy o niego walczyć... Pieniędzy póki co nie liczymy... Oddałabym wszystko, żeby tylko wyzdrowiał... Obiecałam Czesiowi, że jak wyzdrowieje, to zabieramy go na sylwestra nad morze. On tak lubi morze, piasek...
-
Byliśmy wczoraj na Białobrzeskiej. Łudziliśmy się gdzieś tam podświadomie, ze w pierwszym badaniu może był jakiś błąd... Że pojedziemy i wszystko będzie wporządku... Niestety powtórne badanie krwi potwierdziło ostrą białaczkę limfocytarną... Jedno spadło, drugie wzrosło... Leukocyty 96,40... Limfocyty 89... Nic nie jest w normie... Do tego powiększona wątroba... Cyt. "...wątroba znacznie wystaje za łuki żebrowe- prawdopodbnie naciek w wątrobie..." :angryy: Nie było Jagielskiego, była jego żona. Konsultowała się z nim telefonicznie. Czester dostał kroplówkę, steryd itd. Mój mąż nie wytrzymał i czekał w samochodzie. Płakał jak dziecko :placz: Ja dopóki byłam w klinice trzymałam się, później całą drogę do domu (a mam prawie 50 km) wyłam. Po prostu wyłam... :cry::scream7::cry::scream7::cry: Najgorsze jest to, że po Cześku nie widać jego cholernej choroby. Jest troche spokojniejszy ale ma apetyt, cieszy się na nasz widok, chce się bawić... Nic nie widać... Nic... Dzisiaj mamy dzownić w południe na komórkę do Jagielskiego. Omówi wyniki badań rozmazu krwi. I zapadnie decyzja co do leczenia... A my się zastanawiliśmy jak to będzie jak Czester będzie staruszkiem... Śmialiśmy się, że będzie chodził uwiązany przy wózku jak powiększy nam się rodzinka... A właściwie, że nie będzie chodził tylko biegał- tyle enrgii miał, że on nie chodził tylko biegał. Śmialiśmy się, że ma psie adhd... A tu taki cios... Wściekła jestem... :angryy::angryy::angryy: Wczoraj jak wracaliśmy, powiedziałam Czesterowi, że nie może nam tego robić i ma żyć jeszcze conajmniej 15 lat. A on wtulił się we mnie... Wiem, że to tylko takie moje głupie gadanie do Czesiaczka. To nie jego wina, że zachorował... Gdyby mógł to by był z nami 100 lat. Najgorsza jest ta bezsilność, bezradność... Za trzy godziny mój mąż będzie już po rozmowie z Jagielskim...
-
Takie samo wrażenie odniosłam po wizycie na Białobrzeskiej. Wszyscy tam kochają zwierzaki. I te kolejki... Muszą tam być dobrzy lekarze, ponieważ takich tłumów zwierzaków nigdy nie widziałam. Jednocześnie jakoś tak jestem przekonana, że gdyby było bardzo źle to nie owijali by w bawełne tylko powiedzieli prawdę co do rokowań. Jagielski powiedział, że są ostrożne ale widział już gorsze wyniki i psy z tego wychodziły. Zobaczymy dzisiaj jakie będą drugie wyniki krwi. Sataram się być dobrej myśli. Czester czuje się już lepiej. Nie jest już tak osłabiony, kupa też jest w miare normalna, ma apetyt. Tylko nie bardzo ma chęć na ryż z kurczaczkiem i marchewką. Kurczaczka uwielbia, merchewkę również tylko jest problem z ryżem. Czesiek nigdy za ryżem nie przepadał. Podpowiedzcie mi, czy mogę ryż zastąpić np. makaronem? Co do energii Czesia... On zawsze był bardzo energicznym psem. Bardzo, bardzo energicznym. Wszędzie go było pełno. Teraz jest taki spokojny. Owszem, chce się bawić, znosi piłeczki ale ma takie chwile, że patrzy gdzieś w ścianę albo patrzy na nas i to takim wzrokiem... Z jednej strony bardzo się boję, z drugiej gdzieś tam w środku czuje, że wszystko będzie dobrze. Musi być dobrze...
-
Witam wszystkich. Niektóre z Was znają Czestera (jest synem Mafii). Historia tej rodzinki pojawiła się na Dogo pod koniec 2006 roku i trwa w sumie do dzisiaj. Te które nie znają, właśnie mają przyjemność go poznać. Postanowiłam napisać, żeby się podzielić, wygadać... W piątek niestety dowiedzieliśmy się, że Czesterek jest chory... :-(: Postaram się opisać wszystko mniej więcej po kolei. Od ponad tygodnia Czesio zaczął chorować. W zeszły czwartek nie chciał zjeść kolacji, nad ranem zaczął wymiotować. W weekend do wymiotów dołączyła biegunka i to taka ostra- po prostu wodospad. W poniedziałek poszłam do weterynarza, gdzie stwierdzono wirusa. Dostał kroplówkę (ponieważ od czterech dni co zjadł to zwracał), antybiotyk i lek przeciwwymiotny. We wtorek poczuł się lepiej. Od środy było już tylko coraz gorzej. Do tego stopnia, że wymiotował po parę razy w ciągu doby, wodospad zrobił się ciemnobrązowy, prawie czarny. Wiadomo co to oznacza- krew. Psiórek był bardzo osłabiony. W piątek nad ranem zwymiotował nawet wodę, której się napił. Doszła żółtaczka. Czesio od środy z dnia na dzień robił się coraz bardziej żółty. W czwartek kolejna kroplówka. W czwartek na wizycie zapadła decyzja, że w piątek będzie miał robione badanie krwi, ponieważ podejrzenie padło na zatrucie być może jakimiś toksynami. Mój mąż zaprowadził go w piątek o 11 rano, mieliśmy go odebrać jak będą wyniki badań. Po południu miałam jakieś złe przeczucia. Poszliśmy razem z mężem po psiórka. Niestety okazało się najgorsze. Pani doktor nie miała dla nas dobrych wiadomości. ... leukocyty 78,700... limfocyty 98000... Podejrzenie białaczki... :cry: Myślałam, że serce mi stanie z bólu. Byłam wściekłą na cały świat... :angryy: Na szczęście mam super lekarzy w naszej przychodni. Pani doktor od razu jak tylko dostała wyniki badań, zanim zadzwoniła po nas skonsultowała się z lekarzami z innych przychodni, klinik min. w Warszawie i dała nam namiar na doktora Jagielskiego z przychodni na Białobrzeskiej w Warszawie. Podobno najlepszy w kraju onkolog. Pognaliśmy jeszcze w piątek. Nie za bardzo chcieli nas przyjąć w piątek o 21 ale mój upór i determinacja zrobiło swoje. Przyjęli nas. Czestera badał doktor Dominiak. Przyszedł do nas doktor Jagielski. Jagielski spojrzał na wyniki i potwierdził: ostra białaczka limfocytarna. Żółtaczka się pojawiła ponieważ organizm zaczął się bronić. Mimo, że pracują do 22 od razu dali mu kroplówkę z glukozą, ornipular, dexaven... Dr. Jagielski pobrał troszkę krwi do pooglądania sobie w domu pod mikroskopem. Podobno ma takie hobby... Przyznam, że wizyta na Białobrzeskiej bardzo mnie uspokoiła. Od razu przekonałam się, że będzie wszystko dobrze, że Czester z tego wyjdzie. Wyszliśmy od nich przed 24. Po piątkowej wizycie Czester po raz pierwszy od ponad tygodnia przespał całą noc, bez wymiotów, bez chodzenia z kąta w kąt. Wreszcie się wyspał. W sobotę rano znowu pojechaliśmy na Białobrzeską. Pobrali mu ponownie krew, żeby się upewnić. Muszą być pewni na 300%, że to ostra białaczka zanim podadzą chemie. Dostał kroplówkę, steryd, lek przeciwkrwotoczny. Dostaliśmy na dzisiaj zapasik 4 zastrzyków do domu na niedziele, żebyśmy nie musieli jechać do nich (właśnie skończyliśmy je podawać: synolux podskórnie, dexaven domięśniowo, helicyd dożylnie (spokojnie, nie szukałam żyły- od piątku ma welfron) i ornipular podskórnie). Kolejna wizyta jutro, w poniedziałek. Będą wyniki krwi. Być może pobiorą mu jeszcze szpik do przepadania. I zapadnie decyzja jak zacząć leczyć Czesia. Bo będą go leczyć. Dr. Jagielski powiedział, że widział już gorsze wyniki i pieski z tego wychodziły. Uwierzcie mi, naprawdę po wizycie u nich zrobiłam się spokojniejsza i przekonana, że wszystko będzie dobrze.W piątek jak po raz pierwszy usłyszałam słowo białaczka strasznie się przestraszyłam. Później już na Białobrzeskiej uspokoiłam się. Czester zaczął pomalutku jeść, od piątku nie zwymiotował, dzisiaj przestał lecieć wodospad, chociaż kupka nadal jest prawie czarna więc jest jeszcze krew. Ale co jest najważniejsze. Czester odzyskał energie. Wczoraj jak wróciliśmy zaczął przynosić swoje piłeczki, chciał i nadal chce się z nami bawić. A to chyba bardzo dobry znak. Poinformuje jak wyszły kolejne wyniki krwi, jakie będzie leczenie. Trzymajcie za nas kciuki. [URL=http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/31183cf7614339e5.html][IMG]http://images41.fotosik.pl/74/31183cf7614339e5m.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/67ef56b3bfa402bb.html][IMG]http://images23.fotosik.pl/12/67ef56b3bfa402bbm.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/6b7c47ac23d11344.html][IMG]http://images25.fotosik.pl/11/6b7c47ac23d11344m.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/534bb3b5bcab8fc3.html][IMG]http://images34.fotosik.pl/202/534bb3b5bcab8fc3m.jpg[/IMG][/URL]
-
Witam Cioteczki. Może tu jeszcze zaglądacie... Mam smutną/złą wiadomość. W piątek niestety dowiedzieliśmy się, że Czesterek jest chory... :-(: Postaram się opisać wszystko mniej więcej po kolei. Od ponad tygodnia Czesio zaczął chorować. W zeszły czwartek nie chciał zjeść kolacji, nad ranem zaczął wymiotować. W weekend do wymiotów dołączyła biegunka i to taka ostra- po prostu wodospad. W poniedziałek poszłam do weterynarza, gdzie stwierdzono wirusa. Dostał kroplówkę (ponieważ od czterech dni co zjadł to zwracał), antybiotyk i lek przeciwwymiotny. We wtorek poczuł się lepiej. Od środy było już tylko coraz gorzej. Do tego stopnia, że wymiotował po parę razy w ciągu doby, wodospad zrobił się ciemnobrązowy, prawie czarny. Wiadomo co to oznacza- krew. Psiórek był bardzo osłabiony. W piątek nad ranem zwymiotował nawet wodę, której się napił. Doszła żółtaczka. Czesio od środy z dnia na dzień robił się coraz bardziej żółty. W czwartek kolejna kroplówka. W czwartek na wizycie zapadła decyzja, że w piątek będzie miał robione badanie krwi, ponieważ podejrzenie padło na zatrucie być może jakimiś toksynami. Mój mąż zaprowadził go w piątek o 11 rano, mieliśmy go odebrać jak będą wyniki badań. Po południu miałam jakieś złe przeczucia. Poszliśmy razem z mężem po psiórka. Niestety okazało się najgorsze. Pani doktor nie miała dla nas dobrych wiadomości. ... leukocyty 78,700... limfocyty 98000... Podejrzenie białaczki... :cry: Myślałam, że serce mi stanie z bólu. Byłam wściekłą na cały świat... :angryy: Na szczęście mam super lekarzy w naszej przychodni. Pani doktor od razu jak tylko dostała wyniki badań, zanim zadzwoniła po nas skonsultowała się z lekarzami z innych przychodni, klinik min. w Warszawie i dała nam namiar na doktora Jagielskiego z przychodni na Białobrzeskiej w Warszawie. Podobno najlepszy w kraju onkolog. Pognaliśmy jeszcze w piątek. Nie za bardzo chcieli nas przyjąć w piątek o 21 ale mój upór i determinacja zrobiło swoje. Przyjęli nas. Czestera badał doktor Dominiak. Przyszedł do nas doktor Jagielski. Jagielski spojrzał na wyniki i potwierdził: ostra białaczka limfocytarna. Żółtaczka się pojawiła ponieważ organizm zaczął się bronić. Mimo, że pracują do 22 od razu dali mu kroplówkę z glukozą, ornipular, dexaven... Dr. Jagielski pobrał troszkę krwi do pooglądania sobie w domu pod mikroskopem. Podobno ma takie hobby... Przyznam, że wizyta na Białobrzeskiej bardzo mnie uspokoiła. Od razu przekonałam się, że będzie wszystko dobrze, że Czester z tego wyjdzie. Wyszliśmy od nich przed 24. Po piątkowej wizycie Czester po raz pierwszy od ponad tygodnia przespał całą noc, bez wymiotów, bez chodzenia z kąta w kąt. Wreszcie się wyspał. W sobotę rano znowu pojechaliśmy na Białobrzeską. Pobrali mu ponownie krew, żeby się upewnić. Muszą być pewni na 300%, że to ostra białaczka zanim podadzą chemie. Dostał kroplówkę, steryd, lek przeciwkrwotoczny. Dostaliśmy na dzisiaj zapasik 4 zastrzyków do domu na niedziele, żebyśmy nie musieli jechać do nich (właśnie skończyliśmy je podawać: synolux podskórnie, dexaven domięśniowo, helicyd dożylnie (spokojnie, nie szukałam żyły- od piątku ma welfron) i ornipular podskórnie). Kolejna wizyta jutro, w poniedziałek. Będą wyniki krwi. Być może pobiorą mu jeszcze szpik do przepadania. I zapadnie decyzja jak zacząć leczyć Czesia. Bo będą go leczyć. Dr. Jagielski powiedział, że widział już gorsze wyniki i pieski z tego wychodziły. Uwierzcie mi, naprawdę po wizycie u nich zrobiłam się spokojniejsza i przekonana, że wszystko będzie dobrze.W piątek jak po raz pierwszy usłyszałam słowo białaczka strasznie się przestraszyłam. Później już na Białobrzeskiej uspokoiłam się. Czester zaczął pomalutku jeść, od piątku nie zwymiotował, dzisiaj przestał lecieć wodospad, chociaż kupka nadal jest prawie czarna więc jest jeszcze krew. Ale co jest najważniejsze. Czester odzyskał energie. Wczoraj jak wróciliśmy zaczął przynosić swoje piłeczki, chciał i nadal chce się z nami bawić. A to chyba bardzo dobry znak. Poinformuje jak wyszły kolejne wyniki krwi, jakie będzie leczenie. Trzymajcie za nas kciuki. [URL=http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/31183cf7614339e5.html][IMG]http://images41.fotosik.pl/74/31183cf7614339e5m.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/67ef56b3bfa402bb.html][IMG]http://images23.fotosik.pl/12/67ef56b3bfa402bbm.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/6b7c47ac23d11344.html][IMG]http://images25.fotosik.pl/11/6b7c47ac23d11344m.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/534bb3b5bcab8fc3.html][IMG]http://images34.fotosik.pl/202/534bb3b5bcab8fc3m.jpg[/IMG][/URL]
-
Mój psiórek przeciętą poduszkę miał w tym roku już dwa razy. Raz, tak poważnie- 02.01.2009. Potrzebne były szwy. Oprócz poduszki dużej rozciął sobie wtedy jeszcze nagdarstek. Więc szwy miał na dwóch przednich łapkach. Prawdopodbnie w śniegu było jakieś szkło. Czester również nie zapiszczał, biegał sobie jak gdyby nigdy nic, tylko że ja nagle zauważyłam mase kwri. Drugi raz, rozciął sobie równiez dużą poduszke, jakoś tak w lutym. I również nic nie pisknął. Zauważyłam dopiero w domu, jak zobaczyłam czerwona podłogę w kuchni. Tym razem jednak nie poszłam do weterynarza. Małżonek już miał wprawę w opatrunkach: przelał Cześkowi rozcięcie woda utlenioną, założył opatrunek i zagoiło się szybciutko. Niestety jesteśmy skazani na takie rany u naszych pisórków. Ludzie to bydło, wszędzie rozrzucają butelki i tego szkła jest wszędzie pełno. Trzeba naprawdę uważać i nie puszczać psa samopas na trawniki przy chodnikach. Chociaż nie ma reguły. Pierwsze rozcięcia z nowym rokiem Czester złapał na takiej mega polance przy lesie... Tak naprawdę nie uchronimy przed takimi skaleczeniami naszych psów. Niestety...