Jump to content
Dogomania

Martens

Members
  • Posts

    11174
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    4

Everything posted by Martens

  1. Nie wypowiadam się o całej linii wet. Royala - ale akurat w alergiach siedzę od kilku lat i z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że royalowe wyroby dla alergików to jeden wielki szajs. Rozmawiałam z dziesiątkami właścicieli psów z alergiami pokarmowymi i na te wszystkie psy na Royala dla alergików dobrze zareagowały może dwa (a prawie wszystkie etap Royala przechodziły, bo to zazwyczaj karma "pierwszego kontaktu", jaką wtyka wet na dietę eliminacyjną). U wielu psów (w tym u mojego) objawy alergii na tej karmie się wręcz nasilały. Kiedy w końcu trafiłam na wetkę od alergii, okazało się, że dla alergików istnieje masa na ogół dobrze tolerowanych karm, zaczynając choćby od Acany jagnięcej i rybnej, z których żadna nie jest opatrzona metką "karma weterynaryjna" i tak kosmiczną ceną jak "hipoalergiczne" Royale. Owa wet siedząca w alergiach ponad 20 lat, potwierdziła moje obserwacje - z jej alergicznych pacjentów Royala dla alergików tolerują nieliczni. Zastanawiam się, jakim prawem ta karma w ogóle jeszcze egzystuje na rynku - mam wrażenie, że dzięki wtykaniu jej przez większość wetów na dietę eliminacyjną, tudzież dzięki podającym ją uparcie co bardziej naiwnym właścicielom, którzy karmią nią, mimo że pies dalej ma objawy alergii, bo wet im powiedział, że ta karma nie ma prawa uczulać - więc to na pewno nie od niej (tak, serio spotkałam takich ludzi). Natomiast zupełnie inaczej jest z Royalem Gastro - o nim słyszałam zdecydowaną większość entuzjastycznych opinii. Sama nie używałam na szczęście i mam nadzieję, że nie będę zmuszona. A i Rosiczkę doskonale rozumiem - suka też barfowa, po porodzie wypięła się całkowicie na barf, niezależnie od rodzaju mięsa czy formy podania, za to bardzo chętnie żarła suchą karmę dla juniorów kupioną dla szczeniaka (miał iść do domu, gdzie i tak jechałby na suchym, więc miałam zamiar wprowadzać od początku). I też w nosie miałam ideologię naturalnego żywienia, kiedy suka ją olała i zaczęło brakować mleka w cyckach.
  2. Bierz matę na dwór i kładź na trawniku ;) A pies w łóżku to nic strasznego - ważne, żeby na komendę z niego schodził.
  3. [quote name='isabelle301'] Dając skorupki - ale zmielone na absolutną mączkę (najlepiej przesiac przez drobne sitko dodatkowo) - napewno nie przedawkujesz. Nadmiar zostanie wydalony wraz z kałem[/QUOTE] Owszem, nadmiar wapnia zostanie wydalony z kałem, tyle że nie o to w związku z tężyczką chodzi. Nadmierna podaż wapnia w pożywieniu powoduje, że organizm reguluje jego przyswajanie z pożywienia - przestawia je na niższy poziom. W ciąży wszystko jest fajnie, schodki zaczynają się po porodzie, kiedy rusza laktacja, zapotrzebowanie na wapń rośnie lawinowo, a organizm jest dalej nastawiony na niewielkie wchłanianie wapnia z pożywienia i zwyczajnie nie nadąża się przestawić z dnia na dzień na wchlanianie większej ilości wapnia z pokarmu. Cały wapń idzie na produkcję mleka, spada jego poziom we krwi i mamy tężyczkę. Ja bym pozostawiła wapń w pożywieniu dla suki w ciąży na takim poziomie, jaki był normalnie - jedynie w przypadku licznego miotu zwiększyłabym jego ilość w okresie, kiedy mineralizuje się szkielet szczeniąt. W innym przypadku podnosiłabym go dopiero po porodzie.
  4. Pies może nie okazywać ekscytacji, ale właśnie w ten sposób odreagowywać emocje związane ze spacerem. Ja mam psa wykastrowanego od półtora roku, a nadal zdarzają mu się takie sytuacje przed spacerem, karmieniem czy jakimiś sportami. Tyle że u was to niepokojące, że psu to wyraźnie przeszkadza i widać podrażnienie. Przeszłabym się do weta, może pies od tego ciągłego grzebania przy "interesie" dostał zapalenia napletka, i trzeba to podleczyć.
  5. [quote name='Klingos']Staffy są wszędzie popularne, z tym, że gdzie indziej staffordshire, gdzie indziej pity, których np. w AU jest niewiele, a gdzie indziej znów asty. [/QUOTE] Niby tak, ale między tymi rasami są spore różnice - dopóki nie miałam staffika, myślałam, że to taki ast w miniaturce, a to zupełnie inny pies, bardziej pobudliwy i aktywny, bardziej wpatrzony w człowieka, jeszcze mniej skłonny do obrony niż ast, za to z silniejszymi instynktami typowymi dla "zwykłych" terierów, szczególnie łowieckimi. Od miłośników wiem, że pity są jeszcze inne, trudniejsze i od staffików, i od astów, właściwie taki mix asta i staffika w wersji hard. U nas prawie wszystkie staffy na ulicy to asty i ich mixy, natomiast prawdziwe pitbulle to rzadkość (masa idiotów nazywa pitbullami amstaffy bez papierów - chyba dlatego że to groźniej brzmi), staffiki są bardziej znane od niedawna, ale nadal nie są to psy często widywane na ulicy. Dzieki za link ;)
  6. [quote name='TheDog']A emerytów np. nie stać na royalki, proplanki itp.[/QUOTE] Owszem, ale co w takim razie jadły pieski emerytów, zanim w Polsce weszło Pedigree, Chappi, Friskies i inne śmieciowe karmy z najniższej półki? Ano jadły JEDZENIE - ścinki z mięsnego, kaszę, warzywka z zupy, itd. - a nie granulowane ładnie zapakowane odpadki :) i na pewno nie wychodziło drożej, za to na pewno zdrowiej... Do dziś można karmić psa gotowanym żarciem po najniższych kosztach jak kogoś nie stać na drogą karmę - tylko reklamy wkręcają ludziom, że gotowa karma najpodlejszej jakości jest "super zbilansowana", "zawiera wszystkie niezbędne składniki", "zestaw minerałów i witamin" - co w przypadku karm takiej klasy jak wymienione, jest pustymi sloganami. P.S. Prowadzenie bloga nie polega na kopiowaniu CUDZYCH tekstów z internetu czy literatury, w dodatku bez podania autora i źródła - wtedy jest to kradzież.
  7. [quote name='filodendron']To jest po prostu sposób na SM - "na smyczy, na smyczy, tylko akurat się wyrwał"[/QUOTE] Tyle, że u nas nie ma SM, a policja never się nie zainteresowała bez konkretnego zgłoszenia psem bez smyczy, choćby to był mastif, a nie york ;) więc zagadka mojego vanish yorka nadal nierozwiązana :evil_lol:
  8. [quote name='filodendron']We wszystkim można bić rekordy 122 zł za 3 (słownie: trzy) kilogramy skrobi kukurydzianej i kurzych piór [URL]http://sklepkarm.pl/suche-karmy-weterynaryjne-royal-canin-dla-psa/200-royal-canin-anallergenic-karma-weterynaryjna.html[/URL] [/QUOTE] Umarlam :evil_lol: to pewnie to hydrolizowanie tych piór takie drogie :roll: szkoda tylko, że nie działa :diabloti: Mój pies uczulony na kurczaka, po Hypoallergenicu dostał takiego uczulenia, że nawet 2-kilowego woreczka nie skończył :roll: a miało być wszystko ok, bo kurczak w karmie przecież zhydrolizowany i nie może uczulić ;)
  9. [quote name='agutka']a amstaffy w Australii nie są zakazane?[/QUOTE] Zakazane na pewno nie są - może są jakieś obostrzenia odnośnie posiadania lub wwozu. Z innej beczki i trochę bardziej na temat - po raz enty spotkałam dziś na spacerze pseudoyorka (pseudo, bo jak wyprany z vanischem; kolory rozjaśnione prawie do białego) na samotnym spacerku. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że pies sobie tak biega samopas z przyczepioną do szelek smyczą - praktycznie za każdym razem kiedy go widzę. Do dziś nie kumam tego zjawiska - czy oni puszczają psa ze smyczą, żeby łatwiej go złapać, ale i tak ucieka? Czy wyrywa im się z rąk ze smyczą co drugi dzień - ale to chyba 5-latkowi albo babci z Parkinsonem... Czy po prostu wypuszczają go samopas, a smycz to taki nie wiem, talizman? :evil_lol: Of course piesek zawzięcie próbował (jak za każdym razem) wsadzić Cycusiowi nos w odbyt - i nadal żyje, nawet próby uśmiercenia go ze strony morderczego Cycusia nie było (mimo że Cycuś to pies, który generalnie obcych psów unika, a niektórych wręcz nie znosi) :evil_lol:
  10. Ja w ogóle mam wrażenie, że lepiej by było dla psów, gdyby tych śmieciowych karm w marketach w ogóle nie było. Jak nie było suchego albo było trudno dostępne, większość ludzi po prostu załatwiała sobie okrawki z mięsnego czy z ubojni, gotowała to z kaszą/makaronem, warzywami, do tego spadło coś ze stołu i pies, jak nie był wrażliwcem, miał całkiem fajną dietę, przynajmniej nie naszprycowaną chemią, i nie składającą się z odpadów bez wartości odżywczej, tylko normalnych produktów. No ale niestety, karmy dla psów to przede wszystkim biznes, na którym robi się ogromne pieniądze, a karmy marketowe to nic innego jak idealny sposób na jak najdroższe sprzedanie odpadów. W karmach znajdowano przecież ślady środka używanego do usypiania domowych psów i kotów... Sama nie wiem co gorsze, czy to że marketówki robi się z odpadów zbożowych i mięsnych (typu dzioby, pióra - wszystko czego nawet w parówki nie da się wsadzić), czy możliwość, że dało się psu w karmie uśpionego chorego innego psa :roll: Przy tej jakości, karmy marketowe są po prostu horrendalnie drogie. Byłabym skłonna przypuszczać, że to najdroższe odpadki na świecie. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że producenci na opakowaniu i w reklamach wmawiają ludziom kompletne bzdury typu "karma dla championów", "idealnie zbilansowana", "wysoka zawartość białka" (szkoda tylko, że roślinnego, z odpadów, które pies w większości wys*ra nienaruszone, albo mowa o % białka ogólnego, gdzie mieszczą się również inne związki azotowe, choćby mocznik). W świetle obecnej wiedzy naukowej te teksty z reklam i opakowań takich karm są zwyczajnym kłamstwem - i zastanawiam się, jak to się dzieje, że nikt tego nie ruszył z prawnej strony. Przecież gdyby ktoś wyprodukował "idealnie zbilansowane słoiczki dla niemowląt" zrobione ze zmiksowanej kaszy ze smalcem, na pewno by to nie przeszło - to czemu "idealnie zbilansowana karma" dla mięsożerców zrobiona z trocin i 10% kurzych dziobów może być tak opisana i reklamowana? A potem wychodzą kwiatki, kiedy rodzice krzyczą na dziecko, że nie kupią psu Pedigree, bo to karma dla championów, za droga i za dobra - ja sama w dzieciństwie taki tekst usłyszałam :evil_lol:
  11. Ja bym kontynuowała wspólne spacery - nic tak nie pomaga przekonać rezydenta do nowego psa jak wspólne wycieczki, wspólne zwiedzanie i poczucie, że w kupie mogą w razie czego skuteczniej stawić czoła wrogowi :diabloti: Tylko to nie będzie widoczne po 3 spacerach - prędzej po 3 tygodniach ;) Tyle, że ja bym nie faworyzowała wyraźnie żadnego z psów, bo to może wręcz wywoływać konflikty. W tej chwili utwierdzacie buldożka w przekonaniu, że jest numer one, i że właściwie to może gnębić intruza. Wasza ingerencja w zachowania psów powinna polegać przede wszystkim na pokazywaniu, jakie zachowania wobec drugiego psa są opłacalne, a jakie nie bardzo. Każde przyjazne czy neutralne zachowania każdego z psów w bliskości drugiego powinny być nagradzane - a każdy przejaw agresji ostro karcony (nie wiem, jak komunikujecie się z psem; przy moich wystarczy na nie huknąć i opieprzyć je słownie, odesłać na miejsce). Nie bawiłabym się też w karcenie tylko jednej strony ;) w razie przejawów agresji - bo to też może powodować konflikty; co cwańsze psy uczą się prowokować wtedy drugiego psa bezgłośnie, samą postawą, żeby tamtemu puściły nerwy i zebrał ochrzan - a właściwy prowodyr spięcia pozostał niewiniątkiem ;) tak więc jak któryś pies warknie, zachowa się brzydko wobec kolegi - oba w niemiłej atmosferze lecą "na miejsce". Przy takiej taktyce, psy uczą się, że nie tylko atakowanie drugiego psa, ale i przebywanie w miejscu konfliktu jest nieopłacane, i w razie spięcia oba prędzej odpuszczą i będą wolały się oddalić (nawet sprowokowany), żeby nie zebrać opierniczu ;)
  12. [quote name='klaki91']Mój kolega nie ma żadnych złych wspomnień z psami ;) żaden go nie pogryzł, nie oszczekał, nic z tych rzeczy. Może jak był niemowlakiem to usłyszał szczekanie psa i to go tak wystraszyło? Nie ma pojęcia skąd mu się ten lęk wziął. A mimo to boi się jedynie dużych psów, małe lubi z wzajemnością. Swoją drogą to kto tu powątpiewa w czyjś strach?[/QUOTE] Już nie chce mi się cytować, ale padło stwierdzenie, że strach przed małym psem jest mniejszy niż przed dużym, a wcale niekoniecznie. Fobie są z definicji irracjonalne; jeśli ktoś ma fobię objawiającą się lękiem przed psami, to może być całkowicie wszystko jedno, czy to kaukaz, york, czy szczeniak; stracg i tak jest paraliżujący. I ja takie osoby rozumiem ;) Natomiast niekoniecznie rozumiem postawnych facetów, którzy psów się nie boją, dużych i o złej reputacji jak rottki też, natomiast na widok staffika merdającego ogonem i sięgającego im pod kolano nerwowo się odsuwają ;) [quote name='Ley']A co złego w tym ,że powiesz że czujesz się niepewnie? To już chyba zależy jak bardzo Tobie zależy na osobach odwiedzających, bo raz drugi kogoś "opieprzysz" i pokażesz że pies jest ważniejszy to zostaniesz sama z tym psem ;-) Mojego psa może się ludzie nie boją, ale jak ktoś do mnie przyjdzie i najnormalniej w świecie nie lubi psów, widzę że nie jest chętny na kontakty z nim to po prostu psa zabieram, odsyłam na miejsce czy tam biorę na kolana. (...) Po raz kolejny wałkujemy to samo: [B]My kochamy swoje psy,ale nie każdy człowiek, czy to nasz znajomy czy obcy, musi je kochać i mieć ochotę na kontakt z nimi. [/B] [SIZE=1]btw. też nie chciałabym siedzieć z nogami przy mordzie pita.[/SIZE][/QUOTE] Mi raczej nie grozi zostanie sama jak palec z psami, i przypuszczam że podobnie gops, bo 99% moich znajomych moje psy uwielbia, i to nie oni mają problem z wejściem, bo się psów boją czy na nich skaczą, tylko ja mam problem z gośćmi, żeby nie rozwydrzali mi psów i nie uczyli ich małpich zachowań przy powitaniu ;) Tyle, że jest ogromna różnica między osobami, które muszą wejść do nas do domu, np. kontrola przewodów wentylacyjnych czy coś w tym stylu, czy osobami, które boją się psów i nie są przy tym chamskie, a takimi które przychodzą w gości, ogólnie lubią psy, ale na daną rasę fukają, oganiają się i wygłaszają złośliwe komentarze. Tych drugich naprawdę nie byłoby mi żal wypisać z grona znajomych ;) Skoro do moich psów-morderców mogła się przekonać babcia z fobią, która na ulicy boi się szczekającego yorka; jeśli ona może je głaskać, spokojnie oglądać przy nich tv czy rzucić im piłkę (a czytuje Fakt i SE :)), to ludzie ogólnie nie bojący się psów, po zapoznaniu moich w praktyce, ujrzeniu naocznie, że nie odgryzą nikomu ręki, też mogą się przekonać. A jak mimo naocznych obserwacji nadal będą mi wmawiać, że to mordercy i czekają, żeby mi w nocy przegryźć tętnicę, to ja chętnie się takich znajomych pozbędę ;) bo szkoda mi czasu na zakute pały, czy złośliwców. Miałam jednego takiego delikwenta - przyszedł na kawę z narzeczoną, Cycuś miał wtedy niecałe 3 miesiące i namiętnie próbował ciągnąć przybyłą damę za skarpetki ;) ona się śmiała, a koleś całkiem poważnie pouczał całe towarzystwo, łącznie ze mną, że laska nie powinna mu dawać tak robić, bo on ją zapamięta i jak urośnie, a ona znów przyjdzie, to się na nią rzuci i zagryzie :diabloti: powiedziałam coś, że chyba drabinę by musiał sobie do tego zagryzania przystawić; myślałam, że rozładuję napięcie, ale dostałam wywód o tym co się stanie, jak ten szczeniaczek ją zadrapie i poczuje krew :roll: można się domyślić, że więcej nie przyszli, skoro mam teraz 2 takie potwory, i to dorosłe - i nikt nie płacze z tego powodu... Żeby było śmieszniej, koleś kilka lat miał na podwórku mix kaukaza z bernardynem, który zagryzł sąsiadce małego kundelka; ilekroć byłam u niego, miałam duszę na ramieniu, bo dorosły samiec, na oko z 50 kilo, nie spuszczał ze mnie wzroku (i nie był to wzrok "pobawmy się") - ale słyszałam tylko, eee, spoko, Cezar nic nie zrobi :roll: Sorry, w tym kontekście uprzedzenia kolesia do szczeniaka staffika są po prostu śmieszne. [quote name='Klingos'] Ogółem było 2620 ataków w ciągu 6 miesięcy. (Liczą się tutaj z podziałami na dorosłych, dzieci, psy, koty, zwierzęta hodowlane i inne zwierzęta). Przypadków śmiertelnych wśród ludzi - 0, wśród zwierząt - 1130. Tam jest top 20, ale dam top 5: 1. Staffordshire bull terrier - 313 [/QUOTE] Staffiki są w Australii bardzo popularną rasą :) prawie tak jak w ojczyźnie rasy, czyli UK. Jest tam wyszczególnione, ile z tych przypadków to ludzie, ile zwierzęta, itd? Albo możesz dać link? Bo w zagryzanie przez staffiki małych zwierząt domowym czy dzikich jestem w stanie jak najbardziej uwierzyć... Tu krew terriera mocno daje o sobie znać, i bardzo wiele staffików, szczególnie nieprzyzwyczajonych do zwierząt domowych, spotkanego na spacerze królika czy inne małe uciekające zwierzę bez wahania zakatrupi.
  13. Moja babcia boi się psów, niezależnie od wielkości. Jak do nóg biegnie jej ujadający ratlerek, to blednie jak ściana. Ale żeby zrozumieć, że taki strach jest nie do opanowania i racjonalizm wtedy leży i kwiczy, pewnie trzeba zaliczyć jak babcia, dwa poważne pogryzienia z serią zastrzyków przeciw wściekliźnie (kiedyś bardzo bolesnych). Łatwo powątpiewać w czyjś strach, kiedy samemu najgorsze doświadczenia z psami ma się takie, że do pieska podbiegł szczekający owczarek i trzeba było na niego tupnąć.
  14. [quote name='Amber']To dobek może mieć w genach atak na człowieka, a TTB nie może mieć w genach ataku na psy, mimo, że oba były PO COŚ hodowane. No okej :eviltong: Ja nie twierdzę, że TTB są BARDZIEJ niebezpieczne od innych ras, inaczej nie planowałabym ASTki jako miłej odmiany po dobermanie jeżeli przyjdzie mi mieszkać w bloku ;) tylko, żeby nie popadać w skrajności, że są tak samo milutkie do innych psów jak szczeniaki labków i nie zważać na ich historię. Może i są gdzieś te agresywne labki czy goldeny, ale na razie wszystkie się wywalają kołami do góry ;)[/QUOTE] Moja pisanina naprawdę traci sens, kiedy ktoś czyta to co chce przeczytać, a nie to, co jest napisane :) I znowu mieszkam w innym wymiarze, bo nigdy w życiu żaden lab nie wywalił mi się przed psami do góry brzuchem; za to każdy, który mógł, władował na nie łapy, a jeden uznał, że fajnie będzie rzucić się z zębami na mniejszego pieska. No ale pewnie zmyślam, bo laby nie mają w genach ataku na psy :)
  15. [quote name='Amber']Martens, widzę, że idziesz w zaparte, ale nieco mnie to bawi, bo piszesz, że TTB to pies jak każdy inny, że walcząca historia już ich nie dotyczy itp. a moim zdaniem to nie jest prawda i tyle. I w każdej plocie jest trochę prawdy. Wiele osób narzeka, że dobki też zatraciły swoje obronne skłonności, ale nigdy w życiu nie czepiałabym się nikogo o to, że twierdzi, że te psy mają w genach atak na człowieka. Widzę to po swoim psie, on tak samo jest w stanie zaatakować psa czy człowieka. Nie rozróżnia tego, nie widzi jak wiele osób by chciało, że "człowiek jest święty". Nie boi się ludzi. Stąd taka, a nie inna opinia o dobermanach w latach 90. Znikąd się nie wzięła, bo one były hodowane od lat w tym kierunku. I mogą być psy mniej lub bardziej stabilne, ale tak jak jamnik jest jamnikiem, tak TTB jest TTB. Każdy inny, ale nadal w obrębie rasy. No właśnie, na człowieka! Bo ONki tak samo jak dobki są psami obronnymi. Tak samo TTB psami bojowymi. No kurdę ;)[/QUOTE] Nie idę w zaparte - po prostu jestem na nie piep*rzeniu, że ttb mają "mord w oczach" i innym poetyckim dyrdymałom, jak i twierdzeniom, że są bardziej niebezpieczne od ras kilkakrotnie od nich większych i mających w genach atak na człowieka tylko dlatego, że są bardziej modne. Może niektórzy mają inne priorytety, ale dla mnie jednak mniej niebezpieczne są psy, które potencjalnie będą miały ochotę udusić sąsiadce yorka, niż te, które z racji predyspozycji rasy mogą zapragnąć złamać rękę jej dziecku.
  16. [quote name='Okamia'] Martens - co z tego, że jest wiele trudniejszych ras? Czy któraś z tych ras jest na tyle popularna i tak mainstreamowa by o niej było głośno? Nie. Obrazki z bulldogami, pitbullami itp są np częścią amerykańskiej kultury ulicy. Nic dziwnego, że pobudzają też wyobraźnie w PL. A o anatolianach w ogóle mało kto słyszał w kręgach nie psiarzy zwłaszcza te 6-7(?) lat temu kiedy moda na ttb u 'gangsty z ulicy' przyszła z USA do nas... [/QUOTE] Ale ja już dawno przestałam pisać o podejściu przeciętnego Kowalskiego. Bardziej chodzi mi o ten zabobonny strach i przypisywanie ttb najgorszych cech nawet przez osoby, które w kynologii siedzą całe lata i podobno kochają psy. Bo co można powiedzieć, kiedy osobie siedzącej w temacie jasno się przedstawia, jaki uścisk szczęk ma ttb, a jaki ON, jak wyglądają statystyki pogryzień, etc. a w odpowiedzi nadal "ale ttb i tak zrobi większą krzywdę, bo to ttb i ma szczękościsk, i w ogóle nawet jak się uśmiecha to mu źle z oczy patrzy" :roll: [quote name='klaki91']No dokładnie, na ogół starczy jak się na ONa zamachniesz, on odskoczy i pewnie będzie darł mordę i szczerzył zęby. Choć pewnie i tak zaraz ktos napisze że w takim razie pies nie atakuje na serio :roll:[/QUOTE] No to ja mieszkam w jakimś innym wymiarze, bo jedna z moich najbliższych przyjaciółek po kilkunastu latach ma blizny po ataku ONka, który rzucił się na jej kaszlącą babcię, i została pogryziona, kiedy próbowała jej bronić; drugą ONek zaatakował w parku, podarł jej ciuchy i zostawił krwiaka na udzie. Ale przecież to nie są takie złe psy jak ttb, to histerycy, odskakują jak się majtnie ręką i w ogóle one współpracują z człowiekiem :loveu: tak, szczególnie ten pierwszy współpracował, tego chwytu na ręce jaki zasadził dziewczynie, walczący pit by się nie powstydził - metalowy zegarek nadawał się do wyrzucenia.
  17. [quote name='Beatrx'] trzeba jasno powiedzieć, ze tak, psy te były hodowane do walk i stąd ich wygląd oraz mają ku temu pewne cechy charakteru, zamiast się wyśmiewać z "genu agresji" czy braku odczytywania/wysyłania sygnałów. na ringu taki pies nie mógł sygnałów odczytywać, stąd selekcja zwierząt, aby tego nie robiły. widziałam, jak pit atakuje mojego psa i dla mnie akurat temat braku wysyłania jakichkolwiek sygnałów śmieszny nie jest. i ja wiem, ze teraz coraz więcej ttb, zwłaszcza tych rasowych będzie coraz grzeczniejszych z natury, bo teraz praktycznie nikt takiego psa do walk nie chce i pewnie te negatywne cechy, dla których hodowano niegdyś ttb z czasem zanikną. ale póki co mamy to co mamy i trzeba o tym jasno mówić.[/QUOTE] Sorry, ja z "genu zabijania ttb" śmiać się będę, bo to bzdura na kołach - jak już to gen zabijania ma każdy pies, bo to drapieżnik. Nawet yorki hodowano do zabijania, tyle że szczurów. Ogromna większość ttb, szczególnie astów, staffików i bullków, bo pity to inna bajka, nie walczy już od blisko wieku. Cechy, które są sprzeczne z przetrwaniem gatunku (a więc brak CSów, walka na śmierć i życie) są naprawdę trudne do wytworzenia i utrzymania w populacji, a nawet kiedy się to uda, wiele psów tych cech i tak nie posiada i do walki się nie nadają. Przy normalnej selekcji na psy rodzinne, wygaszenie tych cech jest dużo łatwiejsze niż wygaszenie np. chęci tropienia u gończych - bo nie są to cechy zgodne z naturą, i w stosunku do czasu istnienia gatunku, bardzo "młode". Obecnie utrzymywanie w hodowli ttb tych cech o których piszesz, jest zwyczajnie niepożądane i niewygodne, bo bardzo utrudniałoby życie samym hodowcom - a mało który chce problemów przy wystawianiu psów, utrzymaniu ich w większej grupie. Większości ttb hodowanych w FCI daleko już do walczących przodków. Pity, o których wspominasz, to zupełnie inna bajka, bo nie dotyczą ich wystawy FCI i normy zachowania tam obowiązujące, a i mamy sporą gromadkę hodowców pitów, którzy wręcz dążą by cechy psów walczących zachować w niezmienionej formie. Tyle, że przez pryzmat konkretnego ułamka populacji w konkretnych rękach nie oceniałabym całej grupy ras i całej populacji, bo obecnie większość ttb to normalne socjalne psy. Owszem, to nadal uparte teriery, nie pozwalają sobie w kaszę nadmuchać, ale w większości przypadków opowieści o ttb kasujących w milczeniu każdego psa w swoim zasięgu nijak się mają do rzeczywistości. A brak CSów i nagły atak to nie jest wyłącznie genetyczna cecha walczących ttb. Brak CSów można obserwować źle socjalizowanych i/albo szczutych psów wszystkich ras. Masa ludzi uczy własne domowe psy atakować bez ostrzeżenia, bo karceniem wygaszają warczenie. Naprawdę do takich zachowań nie trzeba wielkich rasowych predyspozycji.
  18. [quote name='Pani Profesor'] szczekał przez bramkę, taki wredny zaczepiacz (zupełnie jak mój pies...) aż któregoś pięknego razu Brutus (ast) sprytnie wciągnął go pod bramką i zgnoił w ułamku sekundy - pies puścił dopiero, kiedy TŻ mu kazał (na szczęście stał w oknie i zleciał na dół). nie zrobił psu krzywdy, ale chwycił go za kark i przycisnął całym sobą w róg domu, do ziemi. tamten leżał sparaliżowany ze strachu, ale jakby spróbował się ruszyć to na 100% by z niego nie zostało nic,a przecież na co dzień elegancko omijał zwierzęta..[/QUOTE] Gdyby ttb rzeczywiście były takie, jak niektórzy tu piszą, z tego psa zostałaby mokra plama, zanim TŻ otworzyłby usta ;) w końcu ttb to psy z "genem zabijania" :diabloti: i przy walce nie reagują nawet na bicie, a co dopiero na krzyk... Jakaś podróbka był ten ast :evil_lol: A ja będę ostatnią osobą, która będzie mieć pretensje o zabranie psa i nawet nie podciągałabym tego pod uprzedzenia do rasy - bo sama nie cierpię, jak mi coś wbiega w psy i muszę się zastanawiać czy się normalnie powącha, czy ruszy do boju i będę miała korridę pod nogami. A tak do osób bojących się i uprzedzonych do ttb - naprawdę, wszyscy mamy cholerne szczęście, że ta moda na "gangsta pieski" poszła w Polsce na ttb, a nie np. anatoliany. W tym hipotetycznym przypadku pewnie nie kończyłoby się w 95% przypadków na potarganym psie, tylko balibyśmy sie po bułki wyjść do sklepu czy dzieci puścić do szkoły, żeby piesek sąsiada łbów im nie urwał. Całkiem niedawno był tu wątek właścicielki anatoliana, która była przerażona, że 6-miesięczny pies posłał do szpitala z poważnym pogryzieniem faceta pracującego na posesji, plus ugryzł kilka osób. Nigdy przenigdy nie słyszałam, żeby 6-miesięczny ttb rzucił się na człowieka, bo ten sobie chodził po posesji i coś robił - u anatolianów i dużych ras stróżujących to nic nadzwyczajnego. Ale co z tego, ttb i tak są groźniejsze, mają większy uścisk i chęć mordu we krwi :cool1:
  19. Ja jestem ostatnią osobą, która będzie oprawiać ttb w serduszkowe rameczki z przyklejonymi jednorożcami ;) i nie rozumiem, czemu niepojęte jest podejście pomiędzy robieniem z ttb nowych labów i aniołów w psiej skórze, a demonizowaniem i porównywaniem niemal do filmowego predatora. Nie wiem w ogóle od jakiegoś czasu, po co toczy się ta dyskusja. Jedyne co mam do udowadniania, to że ttb to psy jak psy, jedne z trudniejszych w obsłudze, ale bez sensu jest uważanie ich za jakieś ewenementy potworności wśród psich ras - a jak czytam te wszystkie trwożliwe opowieści o braku CSów, zabójczym uścisku i zamiłowaniu do mordowania, to mam wrażenie, że jestem w średniowieczu i słucham nie o psach, tylko o jakichś mitycznych stworach z mrocznego lasu. Osobiście uważam, że choćby doberman przebija przeciętnego asta trudnością w prowadzeniu i skłonnościami do agresji wobec człowieka ;) Ja nie neguję, że ktoś spotyka pokręcone, agresywne i niebezpieczne ttb w złych rękach - tyle że w złych rękach pokręcony, agresywny i niebezpieczny będzie każdy większy pies ze skłonnościami czy to do walki, czy do stróżowania, czy do obrony. To już jest kwestia prowadzenia psa, a nie cech rasy - a tutaj na podstawie źle prowadzonych czy wręcz szczutych psów wystawiana jest metka na temat całej grupy ras, jako przerażającej, nieobliczalnej, niebezpiecznej i marzącej tylko o tym, żeby ukatrupić każdego napotkanego psa. Jak ktoś ma problem z uwierzeniem, że ttb potrafią zachowywać się normalnie, proponuję wycieczkę na najbliższą wystawę psów i przyjrzenie się, jak zachowuję się psy tych ras (w końcu nie w typie i nie w rękach idiotów) przy swoim ringu. Powinna być krew, trupy i właściciele targani przez krwiożercze bestie, a tymczasem jest cisza i spokój jak przy mało którym innym ringu... A nie, fakt, to o niczym nie świadczy, ttb mordują precyzyjnie i po cichu :diabloti: One przy tym ringu pewnie stoją spokojnie i kombinują, jak tu w odpowiednim momencie wyrżnąć całą wystawę :evil_lol:
  20. I nie rzuciły się z cichym precyzyjnym atakiem bez CSów, żeby zamordować Twoje psy? Dziwne, przecież ttb tak mają z natury :diabloti: Może to jakieś podróbki były?
  21. Ja w ogóle nie wiem, skąd się wziął mit, że ttb nie CSują... Jak są szczute czy źle socjalizowane to może i nie CSują; pominę tu część pitów, które do dziś celowo są hodowane jak psy do walk, ale to mały odsetek ttb w Polsce. Moje psy normalnie CSują, potrafią wycofać się z konfrontacji, generalnie przejawiają cały wachlarz normalnych psich zachowań, i ogromna większość ttb w normalnych rękach taka właśnie jest.
  22. [quote name='TheDog']Pies to nie człowiek... A Florica dostałam od kol. bo jej pies zdechł. Mam kupować puszki za 7zł i karmę za 25zł pół kg jak mój pies tego nie je od maleńkości? A tak ogólnie to ja tego winstona wcale nie kupuje tylko optymalna dieta![/QUOTE] No właśnie, pies to nie człowiek - powinien jeść mięso, a nie zboża z odpadkami ;) Dobra karma nie zaczyna się od 50 zł za kilo; spokojnie można znaleźć po kilkanaście zł, ale to można ładnie spytać, a nie się rzucać. Jako dzieciak też karmiłam psa Pedigree i gotowanym, bo nie miałam skąd wziąć nawet info o karmach... Jak tylko miałam net, skorzystałam z niego, żeby poczytać, popytać i zmienić psu żarcie na lepsze, a nie po to, żeby wykłócać się z ludźmi z większą wiedzą ode mnie, że śmieciowe jedzenie jest super. No ale jak kto woli.
  23. No a mi nie, stoi pod ścianą niedaleko drzwi, jest na niej obrusek i jeszcze jest z tego jakby dodatkowa półka. Co do liczby zwierząt, to one mają się czuć komfortowo - a człowiek, jego decyzja, jego indywidualna kwestia ile potrzebuje miejsca do szczęścia. Znam ludzi, którzy mieszkają w wynajętym małym pokoju we dwójkę, mają tam piętrowe łóżko i szafkę, i mówią że im fajnie, bo rzadko są w domu, a jak już są to leżą z laptopem... Ja bym tak oszalała. Jak psy mają gdzie spać, chodzić i się bawić, plus mają spacery i czują się dobrze to nie widzę problemu. Największy problem z metrażem jest przy niewychodzących kotach, bo wtedy nie ma możliwości wybiegania zwierzaka na spacerze, aromat wydalin rośnie proporcjonalnie do ilości kotów, a i jak już było pisane, nie wiem czy nawet nie na tym wątku, koty przy większym zagęszczeniu zaczynają się napieprzać między sobą, albo marnieją, chorują. O to przy niewychodzących kotach pytania o ilość zwierząt i metraż wydają mi się najbardziej uzasadnione.
  24. [quote name='filodendron']Bo to najczęściej mama kupuje po drodze robiąc zakupy dla całej rodziny ;) ;) Wiele osób po prostu tym się nie interesuje - jest karma, pisze, że dla psa, no pisze - to przecie nie kłamią. I reklama w tv też jest.[/QUOTE] Tylko śmiesznie się robi, jak taka osoba wchodzi na forum i walczy jak lew, że Pedigree jest zdrowe i wysokiej jakości ;)
  25. Gdybym ja mogła sobie wybierać, gdzie chciałabym mieszkać, to byłaby to 30-hektarowa częściowo zalesiona hacjenda blisko morza :diabloti: niestety mam pecha i rodzina nie chce mi takiej sprezentować, a mnie na nią nie stać. I raczej nie będzie nigdy stać, jak dalej będę wydawać na zwierzęta tyle, ile wydaję :evil_lol: Tak więc kwestia kto gdzie by nigdy w życiu nie chciał mieszkać, a gdzie chciał, to takie trochę licytowanie się zamkami na lodzie. A estetyka mieszkania, to czy kogoś kłuje w oczy że w salonie i w sypialni mam po sporej klatce, i że nie mam osobnego kibla do kąpania psów, akurat najmniej mnie obchodzi; myślę że zwierzęta też.
×
×
  • Create New...