Mona moje dzieci są takie same. Trudno opisac co było taraz po śmierci naszego zółwia , który był u nas 10 lat. Mąż był w pracy gdyę stało a my po kolei wszyscy do niego dzwonili. .W pracy mysleli że ktoś z rodziny zmarł. Syn chłop 23 lata, a był to jego żółw to gdy pojechał na działkę go pochować to nie mogłam patrzeć na jego ból i rozpacz. Pochował go w pudełku wyłożonym płótnem. Z deseczek położył taki jakby nagrobek. Na drugi dzięń pojechaliśmy my-mąż zrobił mu taka trumienkę i go włożył. Teraz rośnie tam wrzos. A Kasia to juz płacze o każde zwierzę nawet , którego nawet nie zna. Teraz to trochę żałuję że tak wychowała swoje dzieci, każde cierpienie zwierzęcia kosztuje ich zbyt dużo zdrowia.