Jump to content
Dogomania

beta73

Members
  • Posts

    59
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by beta73

  1. nie chcę teraz być sama dziękuję Wam za pamieć o mojej Bonówce i za wsparcie I Rocznica za mną, bolesna rocznica, właściwie to kazdy dzieńbył rocznicą ten tydzień mi uzmysłowił jak bardzo Bono zrewolucjonizował moja rodzinę, jak nasze codzienne obowiązki i rytm dnia były z Nim związane, jak wrósł w nasz krajobraz nasza rodzina teraz przypomina taki mechaniz zegarka, w którym jeden trybk odpadł, niby wszysko dalej sie kręci ale jakos tak niespójnie i niemiarowo tato codziennie przyjeżdża do domu o 12 wyprowadzić Bonucha, i codziennie ze zdziwieniem zauważa ze po otwarciu drzwi nie ma kropka za nimi, śniadania bez Bonucha juz jakoś nie smakuja więc z nich zrezygnowalismy, mama jak przygotowuje obiad to skrawki miesa rzucane co chwile obok sama zbiera dziwiac sie ze leżą nie podniesione,a ja miotam sie po powrocie z pracy bo przecież to czas naszego spaceru. a mój brat juz nie przesiaduje w pokoju z komputerem bo tam właśnie umarł Bonuch jacyś tacy sie zrobiliśmy........trochę bardziej milczący........nie umiemy o tym mówić chcę tylko żeby myślac o Bonówce nie mieć przed oczami właśnie tego momentu ostatniego gdy upadał bez tchu i wszyscy z mama i bratem rzuciliśmy sie do niego gdzie mój (prawie dorosły 20 letni rosły i bardzo serio brat) krzyczał trzymajac głowę Bona "Bonóweczko nie, Beata.... reanimuj go , no rób coś" nie chcę świąt
  2. dzisiaj o 20.40 minie tydzień jak odszedł Bonuch wcale nie jest lepiej, dom jest obcy i zimny, alejki parkowe szczerzą zęby a znajomi psiarze przestali być przyjaciółmi, z którymi sie wymieniało doswiadczenia i wręcz licytowało co też te nasze psiaki wykombinowały nowego a stali sie przeszkodami, które musze omijać bo nie umiem jeszcze rozmawiać o śmierci Bonucha. Dzisiaj nad ranem wydawało mi sie że słyszę jego nieznosną poranną toaletę, która zawsze mnie wybijała ze snu jeszcze przed budzikiem a w nocy nie dawała zasnać, wczoraj mi sie wydawało że słyszę jak sie układa na posłaniu drepcząc w kółko a potem wzdychajac z ulga jak już znalazł dogodna pozycję przecież dopiero wtulałam sie w niego miętosząc jego atłasowe uszka wiec jak to mozliwe ze go juz nie ma nie do pojęcia jest dla mnie że zdrowy pełen życia pies moze w ciagu trzech tygodni zamienić w cieżko chorego cały czas widze te jego ufne oczy wpatrzone w nas jak woziliśmy go do lecznicy najpierw jednej potem drugiej, jak pozwalał sobie bez protestów zakładać kroplówki wierzac ze wiemy co robimy tylko że ja juz nie jestem pewna czy wszystkie decyzje były słuszne, czy gdybysmy wcześniej zmienili lekarza to czy Bono nie leżałby teraz koło mnie te wątpliwosci mnie chyba już nigdy nie opuszczą Najgorsza jest chyba ta wewnetrzna niezgoda na odejście Bona
  3. Zurdo, podobnie jak Ty wszystko co przypominało mi o chorobie Bonówki szybko wyrzuciłam, została jego czerwona obróżka, wymietoszony pluszak łoś superktoś i dwa gryzaki których juz nie chciał dojesć bo był chory bolesne pamiątki mam jednak nadzieje że za jakis czas nie będzie mi sie pojawiała w gardle gula a oczy nie będą sie szkliły na wspomnienie mojego Bona bo teraz to jeszcze nie potrafie o nim spokojnie rozmawiac i uciekam przed znajomymi z parku którzy rozgladaja sie za Bonuchem gdy mnie widzą jeszcze nie umiem mówic o jego śmierci
  4. i ciągle boli wczoraj przez przypadek wpadł mi w ręce prezent dla Bonówki-owieczka plusowa. Moj kropek miał słabosć do pluszaków, co wieczór odbywał sie rytuał liczenia pluszaków mojego brata a chwila niuwagi wystarczała Bonuchowi aby jakiegoś ukraść i cóż....dla kogo będzie ta owieczka teraz to myslę że pewnie by go nawet nie zainteresowała bo od kiedy zachorował to nic go nie cieszyło tak sobie myślę czy gdyby nawet dłużej sie nam go udało zachować przy życiu to czy on byłby szczęśliwy..... Bono zawsze był żywy, uwielbiał ruch i nawet te trzy tygodnie temu biegał za patyczkami w parku, uwielbiał jeść, był niesamowitym pieszczochem, wiecznie głodnym naszego dotyku a choroba ścięła go z nóg, nie jadł, nie ruszał się, jego wylewne powitania zamieniły się w ledwo zauważalny ruch czarnego ogonka, na widok swojej czerwonej obroży odwracał głowę a czasem nawet nie chciał abyśmy go dotykali jestem też przekonana że widział ten niepokój w naszych oczach gdy w nocy sprawdzalismy czy oddycha muszę przyznać że brakło mi wyobraźni na takie zakończenie jego życia myślę że moja kochana Bonówka mimo całej swojej psiej miłości do nas nie chciała tak żyć
  5. ciągle nie mogę się pozbierać dzisiaj znalazłam niedojedzone ucho pod fotelem i juz ryczę a najgorsze jest to ze nie mogę sobie przypomnieć mojego Bonucha zdrowego, radosnego gdy dreptał nerwowo przy drzwiach widząc jak sie pakujemy na wycieczkę a on jeszcze nie ma obroży założonej, jak daje znać łapka o swojej obecności gdy nikt przez chwile sie nim nie zajmuje, gdy wtula swój duży pyszczek domagając sie myziania za uchem, jak biega dumnie po mieszkaniu chwalac sie wszystkim domownikom otrzymanym smakołykiem cały czas go widzę takiego chorego, wychudzonego z wymęczonymi od kroplówek nóżkami i te jego smutne oczy....a przecież chorował 3 tygodnie a całe 11 lat był zdrowym i żywym psiakiem a może coś przeoczyłam w jego zachowaniu, moze za późno poszłam z nim do lekarza moze jeszcze by tu był ze mną
  6. cieszę się że jesteście i rozumiecie mój smutek bo dzisiaj jak przyszłam do pracy z czerwonymi od przepłakanej nocy oczami, których nie udało mi się ukryć pod makijażem, to nie znalazłam zrozumienia "ot, to pies, człowiek się przyzwyczai a potem problem" - takie były komentarze ale to nie był tylko pies, to był mój ukochany przyjaciel, który bez słów był mi oparciem w każdej sytuacji. Wyczuwał jak barometr moje nastroje, i zawsze były obok mnie jego duże poczciwe oczka i zimny nosek, nie mówiac juz o atłasowych uszkach, które sobie pozwałał łaskawie drapać
  7. jak czytam o Rasty że będzie pilnowała Tęczowe stadko to od razu mi sie przypomina mój Bonuch, jak poszlismy ze znajomymi, ktorzy mieli owczarka niemieckiego na spacer i Rino nie robił nic innego jak co chwilę zaganiał naszego niesfornego kropka do "stada". Biedne Bono było mocno zirytowane tym zachowaniem ale cóż było robić......przecie jak owieczka był:) tylko że plamiasta
  8. dziekuję Wam bardzo za słowa otuchy, dla mnie to jest jeszcze zbyt bolesne aby napisać cos wiecej, przesłać jakieś jego zdjęcia ale jak troszke ochłonę to obiecuję napisać cos o nim wiecej bo to był kochany psiak
  9. Witajcie, od ponad 3 tygodni, od kiedy mój kochany psiak zachorował, przekopuję internet aby cos sie dowiedzieć o kardiomiopatii i trafiłam tutaj. Ilez znalazłam historii podobnych do mojej, jedne dawały iskierki nadziei inne podsycały drzemiące wewnatrz niepokojeale zawsze dobrze było dowiedzieć sie czegoś nowego. U mojego 11-letniego dalmatyńczyka stwierdzono kardiomiopatię, był to szok dla nas wszystkich gdyz Bono praktycznie rozchorował sie z dnia na dzień, słabł, nie jadł, kaszlał, brał tony leków( za kazdym razem walka żeby nie pluł nimi tylko połykał). Lekarz nie dawał nadziei bo podobno serce było w bardzo złym stanie i nerki też ledwo ledwo ale karnie woziliśmy Bonówkę na kroplówki i płukanie. Jednego dnia nawet zjadł swoja specjalna karmę i zaczął żebrać :) jak kiedyś aż nam sie twarze rozjaśniły jak zobaczylismy jego weselsze oczka. Wczoraj znowu spędził dzień w lecznicy, wieczorem poczół sie lepiej nawet ale koło 20.40 chciał wstać, zatoczył sie przewrócił , westchnał głęboko i......pobiegł na zielone łąki
×
×
  • Create New...