-
Posts
59 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by beta73
-
kochana moja Bonówko pamiętamy wszyscy o Tobie zawsze bedziesz w naszych serduchach bardzo nam Ciebie tu brakuje
-
:) uśmiechnęłam sie czytając Twój post, ja też wyszłam za mąż w maju za Mateusza, ktorego Bonuch uwielbiał, oczywiscie ze nie bezinteresownie......za smakołyki oczywiście i za wycieczki samochodowe, na które go zabieraliśmy miał z nami zamieszkać.......
-
musimy mieć nadzieję że im tam dobrze i są nadal szczęsliwe, tak jak były z nami mój kropek cały czas jest ze mna w myślach, spoglada ze zdjeć i z ekranu komputera i nadal pamietam jak go przytulałam do siebie jaki był miękki i pluszowy...
-
Mam nadzieję ze o nas pamietaja tak jak my o nich tutaj. moj kropek jest przy mnie każdego dnia i coraz częsciej usmiecham sie wspominając czas wspólnie spędzony. Teraz przy przeprowadzce odkryłam stare zdjecia bonówki, jak go przyniosłam do domu, jak sikał wszędzie gdzie tylko stanał, jak koślawo biegał po stoku za mną na pierwszym wspólnym narciarskim wyjeździe.... cieszę się że miałam szczęście trafić na mojego Bonucha
-
Dziekuję Wam Kochani, ze pamiętacie o Bonuchu i odwiedzacie go w wątku. Ja o kropku myślę codziennie, codziennie boli. W Święta odwiedzaliśmy rodzinę, wszyscy moi bliscy kochaja psy i maja swoich czworonoznych przyjaciół, które jako pełnoprawni członkowie rodziny towarzyszyli tym spotkaniom cały czas podkreślajac swoja obecność. To były bolesne spotkania, bo tak trudno było patrzeć na psich przyjaciół którzy jeszcze całkiem niedawno biegali z bonuchem. I wspomnienia, opowieści o Bonuchu pojawiły się zupełnie spontanicznietylko że gdy mówiliśmy o nim to jakoś tak.......jakby był z nami nadal. Widocznie jest.......bardzo jest. Kazdego dnia, jakiś szczegół, obrazek przypomina mi o Bonówce, ostatnio zobaczyłam na alejce chłopaka na rowerze a obok niego biegł kropek i......strumień łez popłynał z oczu. Bardzo mnie boli jego brak
-
:) tak, te ich różne dziwactwa Bono zawsze, gdy opróźnił michę, zmierzał w naszym kierunku i ten cały ryż, który mu sie przykleił do nosa i pyszczka pracowicie wycierał w nasze nogi (albo gości nogi). I mam wrażenie ze był z siebie zadowolony gdy zrywaliśmy sie szybko aby powycierać obślinione ubranie. Nie udało nam sie również odzyczić go od polegwania na fotelach lub kanapie, chwila nieuwagi i już leżał wyciągnięty na całej długości i podnosił tylko leniwie głowę gdy ktoś wchodził i patrzył zdziwiony jakby chciał zapytać "i o co wam chodzi, przecież tak sobie leżę". to jest mój przyjaciel, który zawsze juz będzie miał swoje miejsce w moim sercu, szczególne miejsce. wiem też ze takiego Bonucha juz nie będę miała
-
Mój Bonuch wszystkie szyby znaczył swoim lepkim nochalem, czasami doprowadzało mnie to do szału szczególnie po generalnych światecznych porządkach ale cóż....był niereformowalny. Teraz gdy wspominam te wszystkie jego czasami irytujące :) przyzwyczajenia to sie uśmiecham i własnie tych jego zachowań odczuwam największy brak bo one świadczyły o jego charakterku, czyniły go wyjątkowym i zarazem zaznaczały jego obecnosć u nas. Bardzo mi go brak
-
Piękny Spartan i szczęśliwy Bonuch też zawsze był cały roześmiany jak tylko miał okazje pobrykać po łąkach trzymaj się Beato
-
a ja nadal nie dopuszczam takiej myśli, czasami nawet mam wyrzuty sumienia że dopiero 3 miesiace minęły od śmierci bonucha a ja juz myslę o nowym przyjacielu.... i to mi się wydaje nie w porządku w stosunku do pamięci Bona. Ale powiem Wam jeszcze raz......codziennie równie mocno mi go brak idąc z pracy wpatruje się na balkon bo zrobiło sie juz ciepło a Bonuch uwielbiał siedzieć na balkonie i obserwować alejki i obszczekiwać potencjalnych intruzów (ciagle tych samych) ta pora roku i taka pogoda były wymarzone na spacery, ciepło ale nie goraco, bez deszczu.......pogoni za patyczkami nie było końca. teraz nie ma komu za nimi biegać mam nadzieje ze tam, na tęczowych łąkach sie wyszalejecie pluszaki nasze kochane
-
Ja już wiem, że jak będę gotowa na nowe łapki w domku to będą to łapki ze schroniska bo dopiero tutaj widzę ten ogrom cierpienia za schroniskowymi kratami. Glupota ludzka jednak jest jednak bezkresna.
-
Morus - nie było mnie przy Tobie
beta73 replied to szarotka11's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Mnie też sie wydawało ze Bonuch będzie zawsze no bo gdzie miałby być. Dopiero jak go zabrakło to dotarło do mnie, ze psy tez są śmiertelne. Dotarło tez do mnie jak wiele go było w moim życiu i dlatego tak duża pozostała po nim pustka. Był to mój najblizszy przyjaciel, i nie ważne że był tylko psem, bo o tym jak wiele dla mnie, i nie tylko dla mnie, żnaczył świadczy ten nasz - bo całej rodziny - smutek i pustka. Nauczyliśmy sie tez, że juz nie mówimy o tym ze nam smutno i źle bo nie spotyka to zrozumienia. Dlatego to forum to jedyne miejsce gdzie pozwalam sobie na szczerosć i podzielenie sie swoim smutkiem z innymi i tutaj między Wami czuję sie jakby blisko Bonucha. -
Ja tez myślę....a własciwie mam pewność, ze w moim życiu będzie jeszcze piesek ale jeszcze wszystko mi przypomina o moim kropku i jakoś nie potrafię sobie jeszcze wyobrazic, jakiegos psiego nowego przyjaciela. Z jednej strony brak mi tych naszych codziennych rytuałów a z drugiej strony jakos nie godzę sie z myślą ze mogłabym te chwile dzielic z innym psiakiem, tulić go, martwic sie o niego, biegac z nim po parku, zabierać go na "nasze" alejki. Wiem ze kiedys pewnie te obawy ustąpia ale jeszcze nie potrafię. Myślę sobie, ze gdyby Bonuch był starszy, gdyby ten "ząb" czasu go nagryzł poważniej, to moze byłoby mi sie z jego odejściem łatwiej pogodzić ale to był pełen życia piesek, żywy, radosny, którego choroba pokonała w bardzo krótkim czasie. Tak bardzo bym chciała zeby ten mój duzy pluszak był znowu obok, żebym znowu miała z kim bawic sie w chowanego w parku....
-
U mnie prawie trzy miesiace mijaja od kiedy nie ma Bona i pustka jest nadal ogromna. Codziennie rozgladam sie za kropkiem, że moze wyjdzie leniwie z pokoju przeciagajac sie by zaraz być w pełnej gotowości na spacer......to bardzo boli.wiem teżże nie ma drugiego takiego psa i nigdy już nie będzie.
-
Morus - nie było mnie przy Tobie
beta73 replied to szarotka11's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
do mnie Bonuch przyszedł dwa razy i pomimo że to prawie trzy miesiące od jego odejscia to smutek nie jest nawet trochę mniejszy. Nie ma dnia i nie ma jednej wolnej chwili żebym nie myślała o kropku. I pomimo że przed nami duze radosne wydarzenie to od smierci Bona wszyscy jakoś tak posmutnielismy a w środku cos pękło. Mnie czasami dopada mysl abyśmy adoptowali jakiegoś psiaka, nawet nie kropka, bo tyle biedaczków szuka domu ale jeszcze nie potrafimy. Wszyscy tutaj osamotnieni.......musimy sie trzymać bo tylko my wiemy jak ta strata bardzo boli. -
własnie, pozostały wspomnienia , które mi towarzyszą na każdym kroku gdyz wszystkie okoliczne skwery, dróżki i alejki noszą ślad mojego kropka. Trudno jest mi po nich chodzic bez Bonucha i jeszcze pozostaje ten odruch rozgladania sie za nim dookoła. Dni robia się coraz bardziej wiosenne i coraz dotkliwiej czuję brak Bonucha tego zdrowego, radosnego Bonucha, który zawsze czekał na spacer. Nie wiem ja Wy ale ja jakos tak wyobrażałam sobie że my sie z Bonem razem zestarzejemy :) wiem że to szalona mysl ale on zawsze ze mna był, w paru ważnych dla mnie momentach zycia stał obok i dawał mi poczucie pełnej akceptacji. teraz tylko pochlipuję sobie cichutko wieczorami za nim i juz wiem że pewien rozdział został zamkniety i nie będzie juz tak samo.
-
Graphy ...kiedy łzy mój ból ukoją...
beta73 replied to Coyote Ugly FCI's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
mogę tylko powiedzieć że bardzo Ci współczuję i wiem co czujesz bosama się próbuje pogodzic z odejsciem mojego Bona. Tez był chory na serce i podczas takiego ataku dusznosci odszedł. Nadal szukam go wzrokiem w domu, na alejkach spacerowych.....wszędzie. Nadal nie mogę mówić z innymi o jego śmierci ale juz na wspomnienie o nim, jako pierwsze wspomnienie nie pojawiają sie jego ostatnie chwile, te najbardziej bolesne, ale pojawiaja sie wspomnienia naszych wspólnych szczęśliwych dni a troche sie ich uzbierało. Musisz sie trzymać chociaż z własnego (i wszystkich tutaj) doswiadczenia juz wiem ze to chwile potrwa. Brykaj Grafiku po tęczowych łąkach ['] -
Bono byłby zachwycony......tyle ciotek się nim interesuje a on to tak uwielbia...uwielbiał, a jeszcze jakby go myziały....pełnia szczęścia. wczoraj przechodziłam koło naszego sklepu zoologicznego, nie wiem dlaczego ale wezłam odruchowo i od razu dopadło mnie "witam panią serdecznie, to co....krokodylek, ucho i bucik dla tygrysa?". chwilę mi zajęło oznajmienie panu, że nie ma już jego stałego klienta. Dzisiaj ta piękna słoneczna niedziela wygnała mnie z domu, to był długi spacer bo dużym łukiem omijałąm nasze trasy i smutny no bo jak chodzić bez kropka, kiedy żaden brudny nosek nie szturcha ręki dopominając się zdjecia kagańca, nie ma kropka czekajacego z patykiem w mordce i oczekującego że bedę go goniła próbując go pozbawic tego trofeum. Oj dziewczyny.......czy kiedyś ponownie polubię słoneczne niedziele?
-
Dziękuję Wam bardzo za pamięć o Bonuchu Ja też będąc tutaj czuję się bliżej kropka. W niedzielę minęły dwa miesiące od kiedy Bonucha już z nami nie ma a mnie się wydaje że dopiero co go przytulałam. Z tej okazji przyśnił mi się mój kropek kochany. Biedaczek nawet we śnie był chorym pieskiem tylko tyle ze tam po szaleńczym biegu zaraz doszedł do siebie. Nadal omijam dużym łukiem nasze trasy spacerowe i pomimo tego, że przecież nie zawsze przemierzałam je z Bonówką to jednak teraz ta świadomość że już na pewno z Bonem nie będę po nich spacerować boli zbyt mocno. Powoli zaczynam myśleć o nowym psim przyjacielu i przemycać tą myśl rodzinie i jeżeli się uda to może w lecie będą w naszym domu jakieś łapki dreptały bo strasznie pusto i smutno jest bez Bonucha a gdy się usiądzie to nie przybiega zimny nochal z pluszkiem w pyszczku i nie szturcha żeby się z nim bawić. Smutno jest bez Bona smutno...
-
Jeszcze raz Wam wszystkim bardzo dziekuję, że macie dla mnie tyle ciepłych słów, po których jest na prawdę lepiej, łatwiej jest myśleć o braku przyjaciela i łatwiej jest zze świadomością, że gdy przyjdzie gorszy dzień, a takie przychodzą niespodziewanie, to jest miejsce gdzie znajdzie się zrozumienie i słowa otuchy. Macie rację, że te gorsze wspomnienia się będą powoli zacierać, bo się zacierają, nie zawsze one pierwsze się pojawiaja na wspomnienie o Bonuchu. Nadal jednak boli niezmiennie. Codziennie inny szczegół przypomina o tej bolesnej stracie i niczym niezapełnionej pustce, której nie mam czym zapełnić. Tęczowy Most jest teraz stałym elementem mojego każdego dnia a historie tutaj śledzone chociaż nie zastąpią mi Bonówki to są .........bardzo mi potrzebne. Dziekuję wam że tu jesteście i odwiedzacie mojego Kropka
-
Dziekuję że mnie rozumiecie i za wszystkie słowa otuchy. To jedyne miejsce gdzie tylu słuchaczy i osób, ktore rozumieją ten ból i pustkę. I jedyne miejsce gdzie nikt nie patrzy z lekkim politowaniem na osoby które cierpia i opłakuja odejście przyjaciela.......psiego przyjaciela. Pustka po bonuchu towarzyszy mi codziennie, codziennie o nim myślę próbując pogodzic sie z tym ze go nie ma i nie jest to okres chwilowy. Brakuje mi tych naszych codziennych spraw, spacerów, głaskania, relaksu, wypadów, jego proszącego spojrzenia, łapki bijącej w udo przypominajacej o tym że jest obok i czegos chce, turlania sie po podłodze i zabaw pluszakami, zabawy w chowanego.........tyle tego mi brakuje śledzę wątki piesków w potrzebie, szczególnie kropiate nieszcześcia, chciałabym im pomóc, dać dom i kochajacą rodzinę ale.......jeszcze nie potrafie. Jeszcze wyobrażenie o nowych łapkach w domu to zdrada Bonucha. to są jeszcze miejsca Bonucha i okres poswiecony jego pamięci. Jeszcze nie jestem gotowa na nowego przyjaciela chociaz wiem że ten moment kiedyś nadejdzie wtedy kiedy nadejdzie czas na nowe wspomnienia i pogodzenie sie, ze z Bonem juz nowych przeżyc nie przybędzie i wtedy, kiedy tego przestane żałować. Kiedy pogodzę sie z mysla że z tymi właśnie łapkami a nie Bonuchowymi Kocham cie bonuchowa mordeczko
-
Ernusia za TM... Zabrala ze soba moje serce(*)(*)(*)
beta73 replied to Iri's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Wiem co czujesz bo sama funkcjonuję podobnie. Staram sie być czymś zajeta, nie myśleć, nie mieć na to czasu ale przychodzą chwile gdy wracam po pracy wiedząc że nie "grozi" mi spacer, ani radosny kropek przebierajacy nóżkami na myśl o parkowych alejkach. I wtedy powracaja w myślach wspomnienia te najboleśniejsze, te jego ostatnie dni i wzrok wędruje do pustego kata po jego kołderce, potem wisi smutna obrózka w przedpokoju i........oczy wypełniaja sie łzami a gardło ściska ból Już mi przeszła faza checi wykrzyczenia swoich zarzutów do lekarzy (co nie znaczy ze mi te uczucia przeszły) ale juz sie z tym nie miotam. Miotam sie natomiast po domu w weekend bo wtedy spedzalismy najwiecej czasu ze sobą. bo najnormalniej w swiecie brakuje mi jego obecnosci, pewnych codziennych przyzwyczajeń, które wrosły w moje życie. -
Ja niestety patrzyłam jak Bonuch sie męczy odchodząc. W ciągu trzech ostatnich dni miał dwa ataki duszności. Przewracał się dusił i sztywniał.....Boże jak to bolało gdy musielismy patrzeć na to i czekać aż nitrogliceryna zadziała. Bono właśnie podczas takiego ataku odszedł od nas i ten widok niestety najczęściej mam przed oczami. Podczas mojego dotychczasowego życia odeszło kilkoro bliskich mi osób i ich odejście opłakałam i ten stan znalazł we mnie zrozumienie i jakas pozorna zgodę a w przypadku kropka..........zal i niezgoda nie znajdują ukojenia.
-
Bono nigdy nie chorował, w lecznicy bywaliśmy tylko na szczepieniach okresowych i odrobaczaniu i chyba 4 razy bylismy z jego uszkami bo sezonowo mu się zdarzało łapać jakies zapalenia. Pod koniec wrzesnia zrobił mu sie ropień na uchu, weterynarz obadał go, swierdził że pies jest zdrowy jak byk więc żeby go nie stresować to pod narkozą mu oczyszcza to uszko. Weterynarz po zabiegu stwierdził ze Bonuch jest oporny na narkoze bo długo nie mogli go uspić do zabiegu ale wszystko zakończyło się dobrze. Kropek momentalnie wrócił do formy. 3 tygodnie później zrobił sie jakiś taki słaby, niby nic mu nie było ale zrobił sie troszkę osowiały a w nocy zaczął kaszleć. Weterynarz stwierdził zapalenie krtani i katoweał go antybiotykiem przez tydzień a gdy Bonuch stracił przytomnośc po spacerze nagle odkrył problemy z sercem. Podobno stan serca był juz bardzo poważny i pacjent nadawał sie na "intensywna terapie". Mój ukochany przyjaciel z dnia na dzień zrobił sie zupełnie innym psem.Moje pytanie"jak miesiac temu nie wykryto jego choroby ?" pozostało bez odpowiedzi. Jak mozna tak przedmiotowo podchodzić do zwierząt. Czy w tym wypadku nie powinno się mówić o powołaniu? Ta wyrwa w sercu pozostanie juz pewnie zawsze bo to jeszcze nie był czas mojego kropka
-
Chciałabym umieć w ten sposób podejsć do odejscia Bonucha. Ja jeszcze nie potrafie i każda o nim mysl raczej powoduje łzy niż usmiech na wspomnienie wspólnych dobrych dni. Podobnie moja mama, też jeszcze sie z tym nie pogodziła ale mam nadzieję że któregos dnia o kropku bedziemy romawiac już bez łez a z nami bedzie siedział inny kłapouch, któremu będziemy opowiadały o kropiatym braciszku biegajacym po tęczowych łąkach. ps. mnie Bono przysnił sie tylko raz od kiedy odszedł więc Twoja Mama musi mieć rację
-
Nigdy nie myslałam o tym dniu kiedy sie będę musiała pozegnać z Bonuchem bo też chyba żadne z nas o tym nie myśli kiedy nasi przyjaciele są z nami. A nawet gdyby mi taka myśl przebiegła przez głowę to nie wyobraziłabym sobie tego bólu, który z dnia na dzień jest chyba silniejszy. Bono był dla mnie bardzo ważny, był najlepszym przyjacielem kochającym mnie bezwarunkowo, był członkiem mojej rodziny uczestniczącym we wszystkich ważnych dla nas wydarzeniach dlatego jego odejście tak boli. Nie mogę sobie wybaczyć że bylismy tak bezsilni wobec jego cierpienia, że nie zrobilismy nic wiecej aby tutaj z nami nadal był. To zostanie już w środku niestety