Byłam dziś z Tiną obciąć pazurki, głównie na piątym palcu, bo zauważyłam, że piszczy przy wycieraniu łapek. Z początku myślałam, że się skaleczyła, ale minęło parę dni i dalej ją ta łapka przy wycieraniu bolała, chociaż chodziła normalnie. Oglądnąć łapki oczywiście nie pozwoliła, ale zdołałam wymacać, że piąty pazurek, ten nie używany przy chodzeniu, urósł bardzo i aż się zakręcił. Na szczęście nie wrósł. Tak więc poszłyśmy dzisiaj obciąć na wszelki wypadek wszystkie pazurki. Oczywiście był pisk i wrzask, jakby cała łapka była ucinana. Poprosiłam też o skontrolowanie uszu, bo coś mi się nie podobały. No i jest zapalenie, jakiś chroniczny stan. Typowych objawów bólu uszu Tinka nie wykazywała, wetka mówi, że chyba nauczyła się z tym żyć i dlatego nie pokazywała, że ją coś boli. Uszy zostały wyczyszczone, nałożona maść i zaaplikowane 2 zastrzyki. Uszy mam czyścić i smarować maścią aż do odwołania 2 razy dziennie, na sobotę i niedzielę antybiotyk w tabletkach, a od poniedziałku dalej zastrzyki. Ponieważ nie dam rady i trzymać Tiny i czyścić jej uszu, to poprosiłam sąsiadkę o pomoc. Ona trzymała, a ja robiłam zabieg. Nawet nam to jakoś poszło. A i uszy w środku już nie były takie brudne jak rano. Oby się tylko Tinka nie zraziła i pozwoliła na dalsze grzebanie jej w uszach.