Wyprawa na Psisrajec przypomina do złudzenia nasze wycieczki z Vegunią (jak jeszcze była młoda, bo piękna to jest do tej pory) na "jej" łączkę. A na łączkę szło się cały czas pod górę:evil_lol:. I też w wysokiej trawie były bażanty, nieraz przebiegł zając, a nawet, zdarzało się, że sarny. Droga powrotna podobnież przebiegała już krokiem dostojnym, z psem na luźnej smyczy, trzymającym się prawidłowo lewego uda;)