Rabbi czeka już tak długo.
Wiem, że podnoszenie go jest nudne i marudne, ale liczę na to, że ktoś się zmiłuje i da dom temu cudnemu psu.
Dzisiaj Rudy w schronisku przyczepił się do niego i gryzł go w nogę, to taka forma zabawy była, a Rabbi tylko patrzył, czasem potrząsnął łapą, nie zawarczał. Zachowywał się jak ojciec, co pozwala dziecku się wyszaleć. Patrzyłam na to w zadziwieniu wielkim, pomyślałam że szkoda, że nie jestem doktorem Doolittle (nie wiem czy to prawidłowa pisownia), bo bardzo chętnie pogadałabym z Rabbim na tematy ogólne.