Dzisiaj Staszka wyciągnęłysmy do budy. Zwolniła się jedna, bo Karat, poszedł do domu:lol::lol::lol:.
Ale, staszek przeżył taką traumę, że zwątpiłyśmy, czy podjęlyśmy słuszna decyzję. Kompletnie nie wieddział do czego słuzy uwiązanie do budy. Rwał się jak dziki mustang. P.Tadeusz wcisnął go do budy, a on zwinał się w kłebek i tak zamarł.
Przedtem był z nami na spacerze. Chodzi wolniutko jak "puszek", boi się głośniejszego dźwięku, tuli do nóg i rąk. To przedelikatny, przewrażliwy pies. Oby było wszystko dobrze.